|
Naszym katechizmem jest solidaryzm i altruizm
oraz poczucie, że razem jesteśmy silniejsi i bardziej
efektywni w pracy na rzecz uniwersytetu i miasta.
Rozmowa z Krzysztofem Kowalczykiem,
sekretarzem Stowarzyszenia Absolwentów
Uniwersytetu Szczecińskiego
Kto, kiedy i w jakim celu powołał do życia SAUS?
– Inicjatorem powstania stowarzyszenia jest Maciej Ruszar. Skupił wokół siebie grono świeżo upieczonych absolwentów USz. stowarzyszenie zostało zarejestrowane w grudniu 1997 roku przez Sąd Wojewódzki w Szczecinie. Kongres Założycielski odbył się 25 stycznia 1998 roku, podczas obrad prezesem został Maciej Ruszar. Do podstaw i celów stowarzyszenia należą: promocja USz., próba unowocześnienia systemu kształcenia i prowadzonych wewnątrz uczelni badań. Organizujemy sesje i konferencje naukowe – niedawno, w październiku, odbyła się sesja Czy Napoleon Bonaparte był prorokiem?. Członkowie naszego stowarzyszenia biorą udział w życiu publicznym miasta i regionu, próbują tworzyć więzi środowiskowe.
– Co zamierzacie robić?
– Uznaliśmy, że trzeba promować USz., że potrzebny jest naszemu regionowi silny i nowoczesny ośrodek naukowo-dydaktyczny. Osoby współtworzące stowarzyszenie już podczas studiów zetknęły się, nie ukrywajmy tego, z różnymi patologiami obecnego systemu kształcenia, a należąc do środowisk biznesu i polityki postanowiły to zmieniać i naprawiać.
– A może to sposób na przedłużenia okresu studiów?
– Zupełnie się z tym nie zgadzam. To prawda, że znaliśmy się i lubiliśmy już w czasie studiów w USz., jesteśmy absolwentami historii, politologii, prawa, ekonomii. Ale jest to działalność w dużym stopniu społeczna, bo oprócz niej uprawiamy swoje poletka zawodowe, wykładamy w uczelni, jesteśmy właścicielami firm. No i mamy swoje rodziny.
– Co, według Ciebie, jest największą bolączką szczecińskiego uniwersytetu?
– Problemem USz. jest brak samodzielnej kadry naukowej. Opowiadamy się za sprowadzeniem do Szczecina profesorów z renomowanych uczelni. Uważamy, że władze miejskie i wojewódzkie powinny partycypować w wynajmie bądź budowie mieszkań dla pracowników z naszej uczelni. Kolejną sprawą jest stworzenie ścieżek awansu młodym pracownikom nauki. Często informacje o grantach promotorskich, stypendiach naukowych krajowych i zagranicznych nie są wystarczające i udostępniane opieszale. Aktywni młodzi ludzie, mogący poświęcić własny czas, powinni być docenieni i dotowani. Stowarzyszenie będzie domagało się podniesienia płac dla asystentów – obecnie wynosi ona 770 zł. Jesteśmy zwolennikami utworzenia prouniwersyteckiego lobby, składającego się ze środowisk politycznych, biznesowych, mediów, przedstawicieli władz miejskich, wojewódzkich i uniwersyteckich.
– Jakimi sukcesami możecie się już pochwalić?
– Współpraca z władzami uczelni w poprzedniej kadencji nie była dobra, większe nadzieje wiążemy z prof. Zdzisławem Chmielewskim, nowym rektorem i jego zespołem. Mamy nadzieję, że tym razem obietnice przedwyborcze będą zrealizowane. Sukcesem jest powołanie, ze współudziałem władz USz. i Wojewódzkiego Urzędu Pracy oraz dyrektora ZUS i prezesa SAUS, Biura Pracy dla Absolwentów USz. Biuro rozpoczęło już pracę w październiku 1999 r. Ustanowiliśmy też – w tym roku po raz drugi je przyznamy – stypendium dla studenta naszej uczelni, w wysokości 5 tys. zł, za wybitne osiągnięcia naukowe oraz osobowość. Zorganizowaliśmy już trzy konferencje naukowe: 1 kwietnia 1998 r. Pomorze Zachodnie – przyszłość regionu po reformie terytorialnej państwa, we wrześniu 1998 r. Etos rycerski wczoraj i dziś oraz w maju 1999 r. Polska 1989/99 – próba bilansu. W tej ostatniej wzięli udział nie tylko naukowcy, ale również politycy, m.in. Longin Komołowski, minister pracy i polityki społecznej. Stowarzyszenie utrzymuje stałe kontakty z Jerzym Giedroyciem, redaktorem „Kultury”. Członek Stowarzyszenia Krzysztof Zaremba, prezes Zachodniopomorskiego Regionu Ruchu Stu, organizuje wyjazdy do Maisons Laffitte pod Paryżem. Jeśli zaś chodzi o działalność publiczną, należy odnotować sukces w wyborach samorządowych w roku 1998, kiedy do Rady Miasta Szczecina weszło dwóch przedstawicieli SAUS, Arkadiusz Litwiński, obecnie wiceprzewodniczący Rady Miasta, i Krzysztof
Zaremba.
– Czy jesteście ugrupowaniem politycznym?
– Nie, jesteśmy ponadwyznaniowym stowarzyszeniem, odżegnujemy się od wszystkich opcji politycznych. Chcemy, aby życie publiczne oparte było na prawie, uczciwości, normach etycznych i wzajemnym szacunku oraz zasadach kultury, również politycznej. Członkami stowarzyszenia są ludzie nie działający w żadnych partiach politycznych, ale podejmujący aktywność w życiu publicznym. Nasi członkowie są radnymi Akcji Wyborczej „Solidarność”. Nie zamykamy jednak drogi osobom wartościowym związanym z partiami politycznymi. Kryteria są istotniejsze, np. kultura osobista.
– Czy i jak rozwija Cię działalność w takim stowarzyszeniu? Co ułatwia, w czym pomaga?
– Parafrazując Kennedy’ego, powiedziałbym: Nie pytajcie, co stowarzyszenie może zrobić dla Was, ale co Wy możecie zrobić dla stowarzyszenia. Samo wejście w szeregi tego ugrupowania nie oznacza intratnej posady ani administracyjnej, ani samorządowej, albowiem podstawowym celem naszego działania jest konsolidacja i budowa więzi środowiskowej. Naszym katechizmem jest solidaryzm i altruizm oraz poczucie, że razem jesteśmy silniejsi i bardziej efektywni w pracy na rzecz uniwersytetu i miasta. Powstanie stowarzyszenia na pewno wynika z regionalnej luki o charakterze duchowym, kulturowym i intelektualnym. Młodzi ludzie, niezależnie od preferencji politycznych, mają zablokowany awans oparty na przesłankach merytorycznych, tak w życiu zawodowym, jak i publicznym.
– Jaki jest skład władz stowarzyszenia?
– 6 maja 1999 r. wybrano zarząd. Przewodniczącym został Artur Kubaj, wiceprzewodniczącym Maciej Maciejowski, mnie wybrano sekretarzem.
– Czym się zajmujesz zawodowo?
– Od 1995 r. jestem asystentem na Wydziale Politologii USz., zajmuję się historią najnowszą i polityką społeczną. Kontakt ze studentami jest źródłem dużej satysfakcji, ale uważam, że praca w uczelni w ramach dotychczasowego systemu nie zapewnia młodemu człowiekowi wystarczającego rozwoju zawodowego ani odpowiedniej płacy. Po udanej obronie doktoratu – zaplanowałem ją na rok 2000 – zacznę realizować pozostałe zainteresowania, media oraz marketing. Istnieje teoria, że trzeba co pięć lat zmieniać miejsce i profil swojej pracy. Wydaje mi się, że dzisiaj trzeba szukać przede wszystkim satysfakcji pozazawodowej oraz finansowej.
– Jaki jest temat Twojej pracy doktorskiej?
– Będzie to Polityka państwa wobec Kościoła katolickiego na Pomorzu Zachodnim w latach 1945/56. W trakcie pisania pracy spotkałem się z ogromną życzliwością kolegów z Warszawy oraz wspaniałego prof. Paczkowskiego. Właśnie on jest przykładem autorytetu, którego nam dzisiaj potrzeba. Z reguły, współczesny nauczyciel akademicki nie ma czasu na prywatne rozmowy ze studentami, ciągle gdzieś musi się spieszyć, wielu wyzwaniom sprostać, aby utrzymać rodzinę i nie zwariować. W dzisiejszym życiu uniwersyteckim, intelektualnym potrzeba nam osobowości, a nie miernot intelektualnych. Jest to chyba kwestia powrotu do przedwojennego etosu nauczyciela.
– A wzorce i autorytety w Twoim życiu?
– Jeśli chodzi o uniwersytet, są nimi prof. Stanisław Kopeć, rektor byłej WSP oraz dr Stanisław Życiński, historyk sztuki, również były nasz pracownik. Zaś z autorytetów literackich głównie Marek Hłasko oraz Zbigniew Herbert z jego wiecznie żywym Przesłaniem Pana Cogito: idź wyprostowany wśród tych co na kolanach wśród odwróconych plecami i obalonych w proch; ocalałeś nie po to aby żyć; masz mało czasu trzeba dać świadectwo (...) Bądź wierny Idź.
Rozmawiała
Joanna Giza-Stępień |