|
|
|
Nauka nie jest głównym celem działania JBR-ów. Mamy tworzyć opracowania, Rozmowa z dr. Markiem Daszkiewiczem, Kiedy mamy szansę zobaczyć nowelizację ustawy o jednostkach badawczo-rozwojowych? – Zmiana ustawy planowana jest od dawna. Początkowo myślano o dwóch odrębnych ustawach: o Państwowym Instytucie Badawczym i JBR-ach. Teraz postanowiono połączyć te dwie sprawy w jednej ustawie. Obecnie jej projekt został przyjęty przez specjalną podkomisję sejmową, a wkrótce będzie czytany w Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. – Zasadniczą zmianą, jak rozumiem, jest wprowadzenie instytucji PIB-u. Czy ustalono już, jakie to będą placówki? – Sprawa nie jest do końca jasna, gdyż w rozumieniu zaproponowanym przez Komitet Badań Naukowych PIB ma być placówką nastawioną wyłącznie usługowo w stosunku do administracji rządowej, np. w zakresie prognozowania pogody, nadzorowania sytuacji epidemiologicznej kraju itp. Te instytuty – PIB musi być instytutem – będą dotowane w zakresie swych zadań usługowych dla państwa, a oprócz tego mogą starać się o środki z KBN na działalność statutową czy projekty badawcze. Plany naukowe tych jednostek muszą być uzgadniane z organami założycielskimi, których nadzór nad działalnością PIB będzie znacznie silniejszy niż obecnie nad jednostkami badawczo-rozwojowymi. – Zatem finansowanie PIB-ów będzie solidniejsze niż pozostałych instytutów? – To może wyglądać różnie. Generalnie powinno być lepsze, gdyż fundusze na działalność tych jednostek na rzecz administracji rządowej muszą być przewidziane w budżecie państwa na okresy wieloletnie. Zarazem jednak PIB będzie formalnie powoływany na taki okres, na jaki można zagwarantować w budżecie fundusze na jego działalność. Niektóre PIB-y – np. odpowiedzialne za sytuację epidemiologiczną czy prognozy meteorologiczne – będą zapewne działać permanentnie, ale jest też możliwość powołania PIB-u czy też nadania instytutowi takiej rangi na pewien okres, w związku z określonym zadaniem. – Wspomniał Pan o rozwiązaniu zaproponowanym przez KBN. Czy to znaczy, że istnieje także alternatywna propozycja? – Istnieje różnica zdań między KBN-em a Ministerstwem Gospodarki, które jest w tym względzie popierane przez Radę Główną JBR-ów. Chodzi o to, aby do grupy PIB-ów weszły jednostki o charakterze technologicznym, takie, których działalność jest szczególnie ważna w zakresie zachowania technologicznego poziomu kraju, które tworzą nową jakość w zakresie technologii. KBN nie widzi takiej potrzeby. – Ile PIB-ów należy utworzyć, aby zaspokoić potrzeby państwa? – KBN uważa, że nie powinno być ich więcej niż 30. Jednak nie uwzględnia się w tej propozycji instytutów technologicznych. Interesującą sprawą jest, że początkowo nie przewidziano istnienia PIB-ów działających na rzecz obrony narodowej. Ostatnio w ramach prac komisji sejmowej powstał zapis wariantowy, poprawka do projektu ustawy, który taką możliwość dopuszcza. To może oznaczać korektę przewidywań co do liczby PIB-ów. – A co z atomistyką? Niegdyś prezes Państwowej Agencji Atomistyki stał na stanowisku, że instytuty prowadzące badania w tej dziedzinie powinny mieć rangę PIB-ów z racji ich strategicznego znaczenia. – Najwyraźniej to ograniczenie dotyczy również wspomnianego przez pana sektora nauki. Wygląda na to, że nawet Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej, które monitoruje stan napromieniowania kraju, formalnie nie może być PIB-em, gdyż nie jest instytutem. Zapewne atomistyka nie jest postrzegana jako ważna dla kraju. Wydaje się, że instytuty atomistyczne będą dążyły do wejścia w sieć placówek Polskiej Akademii Nauk. – Nowa ustawa zapewne sporo mówi na temat możliwości przekształcania JBR-ów? Wspomniał Pan o instytutach, które chcą dołączyć do grupy placówek PAN. Jest też możliwość wejścia JBR-ów w strukturę szkół wyższych. Czy zna Pan przykłady instytutów, które mają taki zamiar? – Na razie nie. Wynika to zapewne z odrębnych zadań JBR-ów, a tym samym innej struktury i nastawienia badawczego. Uczelnie nastawione są na dydaktykę. W JBR-ach dydaktyka stanowi margines działalności. Formuła badań naukowych uczelni także musiałaby się zmienić. Powinny one przybrać bardziej praktyczny charakter, mieć jakiś wymiar aplikacyjny. Nie jest to jednak proste, gdyż badania skierowane na zastosowania gospodarcze wymagają innego warsztatu niż badania prowadzone w uczelniach. Tam doprowadza się prace do stadium modelu, czyli kończy na skali laboratoryjnej. My doprowadzamy badania co najmniej do skali półprzemysłowej – już w instytutach, a prowadzimy wdrożenia dalej, w zakładach przemysłowych. Boleję nad słabym związkiem uczelni z JBR-ami. Kiedyś studenci z uczelni robili u nas doktoraty i prace magisterskie. Dziś nadal wysyłam zaproszenia na politechnikę, aby ktoś ze studentów przyszedł do mnie. Proponuję aparaturę, materiały do badań i nawet pomoc warsztatową, wymagam tylko, by zrealizowano mój temat. Promotorem byłyby osoby z politechniki. Nie ma odzewu. – Ustawa dopuszcza istnienie prywatnych jednostek badawczo-rozwojowych. – Aby prywatyzacja JBR-ów stała się faktem, musimy jeszcze skorzystać z ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji oraz ustawy o KBN. Obecnie jedyną drogą do prywatyzacji JBR-ów jest ich likwidacja. Taka droga przekształcenia napotyka jednak istotne trudności. Obecnie nowelizowana ustawa o JBR-ach dopuści istnienie tego rodzaju placówek jako spółek prawa handlowego i pewne jednostki chcą pójść w tym kierunku. Podobnie jak nowa ustawa o KBN zlikwiduje ograniczenia w finansowaniu działalności statutowej jednostek prywatnych. Ale w nowych rozwiązaniach są też pułapki – w rozporządzeniach wykonawczych do ustawy o KBN. Np. w momencie prywatyzacji JBR traciłaby swoją pozycję jako JBR. Taka placówka musiałaby od początku starać się o uzyskanie statusu jednostki badawczo-rozwojowej, a to znaczy co najmniej rok starań, opiniowania, a tym samym co najmniej rok bez środków na działalność. To może prowadzić do likwidacji działalności badawczej. Ustawa o komercjalizacji stwarza możliwość płynnego przejścia między jednostką państwową a prywatną, z tym że trzeba zagwarantować ciągłość statusu prywatyzowanych jednostek badawczo-rozwojowych, a ponadto utrzymanie ich dotychczasowych uprawnień, przede wszystkim zwolnień podatkowych. Obecnie sprawa ta jest załatwiona połowicznie - Ministerstwo Finansów obstaje przy trzyletnich zwolnieniach podatkowych prywatyzowanych JBR-ów. Zarówno ciągłość statutu jednostki badawczo-rozwojowej, jak i zwolnienia podatkowe prywatyzowanych jednostek są podstawowymi postulatami Rady Głównej JBR. Trzeba by zatem zmienić rozporządzenia wykonawcze do ustaw o JBR i KBN oraz wprowadzić określone zapisy do ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji. – W tej chwili jednostki badawczo-rozwojowe zwolnione są z podatków. Jak w świetle projektu ustawy wygląda sytuacja podatkowa JBR-ów, które sprywatyzują się? Czy jako podmioty prawa handlowego nadal będą zwolnione z podatków? Pomijam już owo trzyletnie zwolnienie podatkowe, o którym Pan przed chwilą wspomniał. – Do tej pory istniał zapis, że JBR-y są zwolnione z podatków. Natomiast w nowej ustawie będzie zapis, że są one zwolnione z podatków na podstawie innych ustaw. To ogromna różnica, gdyż w tej sytuacji zmiana jakiejś ustawy może spowodować kolosalne trzęsienie ziemi w sytuacji JBR-ów. Teraz, wprowadzając ustawę, bada się jej zgodność z innymi ustawami. Bez zastrzeżenia o zwolnieniu podatkowym nie trzeba będzie tego zapisu uwzględniać przy zmianie ustawy np. o podatku VAT czy podatku dochodowym. Nawiasem mówiąc, prace badawcze są obecnie zwolnione z VAT, co jest niekorzystnym rozwiązaniem dla firm zamawiających, gdyż nie można otrzymać zwrotu podatku zawartego w cenie kupowanej aparatury i odczynników. Powinna być w tym wypadku stosowana stawka 0 proc., tak jak w przypadku eksportu. Udało nam się natomiast utrzymać zwolnienie podatkowe od podatków lokalnych, np. od nieruchomości. – Podobno istnieją rozbieżności między RG JBR a KBN co do składu rad naukowych jednostek badawczo-rozwojowych? – Do tej pory rada naukowa pełniła równocześnie funkcję samorządu. Propozycja KBN zmierza do tego, aby połowa członków rady wyłaniana była spośród pracowników instytutu, a drugą połowę stanowiły osoby wskazane przez założyciela. Jednak członków rady wybierają pracownicy. Tak więc argument o lepszym powiązaniu działalności placówki z otoczeniem zewnętrznym czy mocniejszym nadzorze nad placówką wydaje się być nietrafiony. Z obecnej ustawy wynika, że w JBR musi być minimum 4 doktorów. Zmiana proponowana przez KBN spowoduje, że w radzie o minimalnym składzie 12 osób powinno być przynajmniej 6 z placówki ze stopniami naukowymi. Zatem teoretycznie może się zdarzyć, że pewne niewielkie JBR-y nie będą mogły wyłonić rady naukowej zgodnie z ustawą. KBN chciał jeszcze wyłączyć ze składów rady dyrektorów i ich zastępców, którzy zazwyczaj mają stopnie naukowe. To oznaczałoby, że JBR musiałaby mieć przynajmniej 8 pracowników ze stopniem naukowym. – To zapewne sposób na ograniczenie liczby JBR-ów? – Muszę się zgodzić, że należy rozważyć możliwość ograniczenia liczby jednostek badawczo-rozwojowych. Jednak sztuczne działania dla ograniczenia tej liczby nie mają sensu. Czasami mały instytut potrafi dobrze funkcjonować. Propozycje ministerstw, które nadzorują pracę jednostek badawczo-rozwojowych, zazwyczaj zmierzają do unifikacji, łączenia placówek prowadzących badania w podobnej problematyce. To jest właściwy sposób zmniejszenia liczby jednostek przy ich wzmocnieniu kadrowym, skoncentrowaniu kadry i aparatury badawczej. Można sobie przecież postawić pytanie: czy doktorzy stanowią o sile JBR-ów? Nauka nie jest głównym celem działania JBR-ów. Mamy tworzyć opracowania, które zostaną skonsumowane przez użytkownika. – Panuje opinia, że JBR-y słabo współpracują z przedsiębiorstwami, zwłaszcza małymi i średnimi. – Nie jest to do końca prawda. Faktem jest, że ten sektor gospodarki jest u nas bardzo słaby. Nie stać go na finansowanie wdrożeń. Natomiast 80 proc. wdrożeń w polskiej gospodarce jest dziełem JBR-ów, to są nasze technologie, nowe urządzenia, metody pomiarowe. Znam placówkę – Instytut Obróbki Skrawaniem – która współpracuje z 400 podmiotami gospodarczymi. W naszym instytucie też robimy projekty celowe wspólnie z małymi przedsiębiorstwami. – Może badania proponowane przez JBR-y są za drogie? – Ceny dyktuje rynek. Biorąc pod uwagę różne czynniki, m.in. zarobki w JBR-ach, ceny chyba nie są zbyt wysokie. Poza tym fakt, że zgłaszają się do nas przedsiębiorstwa zagraniczne, które kupują nasze technologie i urządzenia, świadczy o tym, że umiemy coś robić dobrze i taniej niż nasi zachodni konkurenci. Mamy produkty eksportowe o wartości wielu milionów dolarów i to czasem w postaci licencji czy projektów. – Czy JBR-y muszą podlegać ministrom? – Muszą, o ile są państwowymi jednostkami organizacyjnymi. A tak jest w tej chwili. Ktoś to musi nadzorować. – Są jednak zarzuty, że nadzór ten jest zbyt słaby lub nawet iluzoryczny. – Rzeczywiście, poza wyborem dyrektora i zatwierdzeniem bilansu ministerstwo niewiele włącza się w działalność placówek badawczych. Dodatkowo opiniuje wnioski do KBN. Nie ma pieniędzy, więc nie ma wpływu. Nadzór może być sprawowany, gdy nadzorujący ma i kij i marchewkę. A w tym wypadku kij może służyć jedynie do egzekucji – minister nadzorujący pracę jednostki może zwolnić dyrektora lub zlikwidować jednostkę, a marchewkę już od dawna ma KBN. Rząd powinien wpływać na instytuty kreując sensowną politykę naukową, innowacyjną i gospodarczą. Tego natomiast nie widzimy. Rozmawiał Piotr Kieraciński |
|
|