|
|
W stronę historiiKartki z dziejów nauki w Polsce (21) Piotr H?bner W pierwszym roczniku „Nauki Polskiej” (1918) Antoni B. Dobrowolski (na fot.) przedstawił projekt międzynarodowego wydawnictwa, zawierającego już nie klasyczne biografie uczonych, lecz autorskie „życiorysy idei”. Apelował: niech wszyscy twórcy oryginalni w nauce, w technice, w sztuce, w życiu, nie tylko dają znać światu o myśli swej twórczej wynikach, lecz jednocześnie niech ogłaszają jej „biografię”: notatki empiryczne, które by zawierały w porządku chronologicznym dane o narodzinach ich myśli, o jej rozwoju i dojrzewaniu, zarówno jak o wszystkim, co do procesu twórczego tak lub owak się przyczyniło. Miała to być bezpośrednia spowiedź autora, w postaci szczerych notatek, czynionych o ile możliwe „na gorąco”. Z czasem miała powstać na ich kanwie „nauka o myśli twórczej”, docierająca „za kulisy, do samego laboratorium myśli”. Ta nowatorska koncepcja odzwierciedla nie tylko myśl Henriego Bergsona, ale i fundamentalne w kulturze współczesnej zainteresowania. Gdy zawiodły nadzieje na prace międzynarodowe, inicjatywę Dobrowolskiego podjął redaktor Stanisław Michalski. Uruchomił w VI roczniku „Nauki Polskiej” (1927) cykl autobiografii uczonych W sprawie badania genezy i rozwoju twórczości naukowej. Uczeni pisali obszerne szkice pod inicjałami, początkowo dającymi się łatwo rozszyfrować. Wkraczali nie tylko w proces tworzenia, ale i trudne problemy dojrzewania czy też w sferę uczuć. Jak pisał Czesław Białobrzeski, było to zadanie nie tylko najeżone trudnościami, ale i delikatne, nawet niewdzięczne. Autor notatki musi niejako wystawić na widok publiczny swą indywidualność umysłową; spotykają go niechybnie zarzuty najrozmaitszej natury, czy to zarozumiałości, czy to fałszywej skromności. Z kolei Franciszek Bujak zwracał uwagę na „urok wspomnień własnych”, a w konkluzji – na wstyd, że tak strasznie mało zrobiłem. Pojawiły się w „Nauce Polskiej” nie tylko autobiografie, lecz także artykuły analityczne, penetrujące trudne problemy twórczości uczonych. Z autobiografii Dobrowolskiego po 30 latach powstała obszerna książka Mój życiorys naukowy. Wojna i okupacja sprzyjały wspomnieniom, ale na plan pierwszy wysuwały okoliczności życiowe, czego najlepszym przykładem Ludwika Hirszfelda Historia jednego życia. Pod własnym już nazwiskiem szukano śladów przeszłości, obrazu drogi życiowej – tu wyróżniał się Stanisław Pigoń, piszący Z Komborni w świat – wspomnienia młodości (1947). Realny socjalizm wszystko zmienił. Zmarł Michalski, roczniki „Nauka Polska” skasowano na wniosek Stefana Żółkiewskiego. Wymierało pokolenie tych uczonych, dla których twórczość, dążąca do genialności, była drogowskazem. Mechanizmy władzy rodziły epokę zakłamania – na publiczną spowiedź uczonych było miejsce w postaci ideologicznej samokrytyki, nie zaś w formie dogłębnych wspomnień. Pojawiło się pokolenie przeciętnych pracowników nauki o ciekawszych życiorysach, jednak odległych od twórczości. Jeśli uczeni epigoni coś pisali, to do szuflady, głęboko skrywając poglądy i niewygodne cenzuralnie fakty. Dopiero po latach, w 1975 roku, Irena Stasiewicz-Jasiukowa ponownie odkryła potrzebę gromadzenia autobiografii uczonych. Ani słowem nie wspominała jednak o przedwojennym dorobku. Na łamach „Kwartalnika Historii Nauki i Techniki” ukazało się kilkanaście tekstów, pojedyncze urosły następnie do rozmiarów książkowych. W 1988 roku opublikowano zbiór Uczeni polscy o sobie. Wprowadzający tekst pełen był anegdotycznych starań – nie zawierał jednak głębszych idei. Autorzy szkiców sięgali po wiele faktów i okoliczności, pomijali jednak idee konstytuujące naukę i obraz presji ustrojowej. Nie wszystko da się tłumaczyć presją cenzury. Zresztą już w nowych realiach, w odbudowanej (1992) „Nauce Polskiej”, Andrzej Biernacki woli sięgać po autobiograficzne szkice starego pokolenia uczonych. A nowe sylwetki prezentuje tylko Teresa Rzepa w odległym Szczecinie, w mało znanych publikacjach książkowych. Bardziej obszerne Wspomnienia ludzi nauki ukazują się w cyklu Wydawnictwa Lubelskiego, pomyślane są jednak lokalnie. Powojenne tempo zdarzeń i krąg zainteresowań doraźnie zakreślony przez media nie sprzyjają głębszej refleksji. Pracownicy nauki nie mają czasu ani chęci na pisanie wspomnień. Trudno byłoby im zwłaszcza penetrować twórcze poszukiwania, głębię osobowości – świat nauki zinstytucjonalizowanej tego nie oczekuje. |
|
|