Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 2/2001

Zipserowie
Poprzedni Następny

Rody uczone (52)

W domu Zipserów ciągle jest ruch i ferment umysłowy, 
a nikogo to nie przytłacza ani nie obezwładnia.

Magdalena Bajer

Zbaraż

Jakiś niepowtarzalny klimat tutaj panuje i o tym mówią wszyscy, którzy przychodzą. Zawsze jest ruch, a jednak nic nie dzieje się w pośpiechu, atmosfera nie jest nerwowa, można spokojnie porozmawiać i można znaleźć dla siebie miejsce. Nieczęsto słyszy się podobne opinie dorosłych dzieci o rodzinnym domu. Właśnie te słowa usłyszałam we wrocławskim domu państwa Zipserów. Słowa Wawrzyńca zagłuszał trochę brzęk szklanek i odgłos nalewania herbaty, z którą gospodyni, pani Alena Maria Jenikova-Zipser już na mnie czekała. Wszyscy Zipserowie, trzeba tu zaraz powiedzieć, od dwu co najmniej pokoleń, mają na drugie imię Maria. Seniorem „rodu uczonego” jest teraz prof. Tadeusz Maria, a jego brat, śpiewak operowy, podtrzymuje żywy wątek zamiłowań artystycznych.
– U nas jest długi krok pokoleniowy – pan profesor uważa fakt, że jego syn urodził się równo 100 lat później niż jego dziadek, za znaczący dla rodzinnej tradycji. Zipserowie nie znali swoich dziadków, nie mogli podlegać ich bezpośrednim wpływom, jednak pamięć tożsamości kulturowej i zobowiązań z nią związanych ciągle trwa.
Uczeń szkoły powszechnej we Lwowie Tadeusz Maria Zipser patrzył przez okno klasy na kamienicę, w której mieszkała jego przyszła teściowa. Lwowskie zakorzenienie, wzmocnione, jak usłyszałam, tradycją żony (właściwie częścią tej tradycji) i nostalgią, skłania profesora dzisiaj do zastanawiania się nad „procesem pamięciowym” u jego dzieci. one jednak mają dla swoich korzeni żyźniejszą glebę, o czym mówili przy końcu naszego spotkania.

REKTOR RAZY TRZY

Kiedy urodził się Tadeusz, jego ojciec prof. Kazimierz Zipser był drugi raz rektorem Politechniki Lwowskiej (długi krok), w której cieniu syn, jak wspomina, dorastał.

Prof. Zipser senior urodził się w Zbarażu w r. 1875. Wcześnie osierocony wychowywał się w domu stryja, lwowskiego aptekarza. Studiował na Wydziale Budownictwa Lądowego politechniki, interesując się szczególnie i specjalizując w zagadnieniach kolei żelaznej, gdzie kryło się wówczas wiele pytań i wyzwań dla ciekawych umysłów i charakterów skłonnych do urzeczywistniania naukowych koncepcji. Kazimierz Zipser zajął się zagadnieniami eksploatacji, toteż po studiach zaczął budować koleje w różnych miejscach Europy, m.in. w okolicach Innsbrucku. Pierwszą wojnę światową przesłużył w armii austriackiej. w niepodległej Polsce został urzędnikiem ministerstwa kolei i niebawem dyrektorem departamentu. Służba publiczna potrzebowała wtedy takich jak on fachowców, nie biorących udziału w życiu politycznym, nie należących do żadnego politycznego ugrupowania. Z tą służbą łączył Kazimierz Zipser pracę naukową i w r. 1921 został profesorem zwyczajnym Politechniki Lwowskiej, niebawem zaś jej rektorem.

Dom dziecinny Tadeusza Marii odwiedzali licznie i często koledzy ojca, profesorowie politechniki i Uniwersytetu Jana Kazimierza. druga wojna przytłumiła to życie, ale za zaciemnionymi oknami nadal rozmawiano o najważniejszych sprawach nauki i ludziach, którzy ją uprawiali, a znaleźli się w niebezpieczeństwie. 4 lipca 1941 r. Niemcy rozstrzelali we Lwowie grupę profesorów i młodszych pracowników szkół wyższych z częścią ich rodzin. zginął m.in. Kazimierz Bartel, wybitny matematyk z politechniki, były premier Rządu RP. Prof. Zipser zabrał kilkuletniego syna na spotkanie, odbywające się na rogu dwu dużych ulic. Tadeusz zapamiętał groźną aurę i wielką powagę tego dnia oraz dalszych dni, kiedy ojciec przychodził bardzo spięty, ale spokojny, co chyba dużo go kosztowało. W dorosłym życiu syn starał się wykształcić w sobie te same cechy i „działać przykładem”.

Po wojnie prof. Zipser z rodziną wybierał się do Gdańska. Tadeusz wpadł na pomysł, żeby paczki z rzeczami podpisywać gotykiem, skoro w tym mieście żyli Niemcy – a miał już wtedy zamiłowanie do rysunków i, jak to określa, skłonności artystyczne.

W tym miejscu profesor junior zrobił dygresję (bardzo lubi dygresje) o swoim rozumieniu słowa artysta. Otóż artysta to dlań ktoś taki, jak święty, kim zostaje się dopiero po śmierci, kiedy ludzie uznają kogoś za artystę.

Po drodze znajomi „wygarnęli” rodzinę w Krakowie na całe dwa lata, które Kazimierz Zipser przepracował na politechnicznych wydziałach AGH. Inna dygresja: w tym samym mniej więcej czasie rodzina przyszłej żony Tadeusza także wybierała się do Gdańska i także z tego zrezygnowała.

Prof. Zipsera ściągnął nad Odrę pierwszy rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, aż do r. 1951 połączonego z politechniką, Stanisław Kulczyński, na stanowisko prorektora do spraw politechniki. W wieku 73 lat przyszło mu więc trzeci raz kierować uczelnią, w której zdążył wychować grono następców i młodszego syna.

KOLEJ - NAUKA - SZTUKA

Podczas wrocławskiej wizyty prof. Zipser junior pokazał mi w dużej szafie cztery grube tomiska historii kolei c.k. monarchii austro-węgierskiej. Urzekały go w dzieciństwie zwłaszcza ilustracje przedstawiające parowozy i wagony, a niemiecki tekst stanowił okazję do „niewymuszonego kontaktu” z obcym językiem i pozostawił przekonanie, że znajomość języków jest w życiu nieodzowna.

– Wystarczyła mi kolej jako przeżycie... niemal mistyczne. Ojciec, specjalista od kolei, namówił syna na architekturę, kiedy ten po maturze myślał o akademii Sztuk Pięknych i o historii sztuki. U końca studiów ciągle nie był zdecydowany, co robić i po „krótkiej odysei” przez katedry Historii Architektury, Projektowania Wstępnego, Rysunku Odręcznego znalazł się „na zawsze” w Katedrze Urbanistyki, przechodząc w inną skalę zainteresowań, czyli planowanie przestrzenne.

Kolejna w naszej rozmowie dygresja była wspomnieniem o krewnym po kądzieli pani Aleny Zipserowej, profesorze historii architektury we Wrocławiu, Tadeuszu Broniewskim, którego dobrze znałam jako sąsiada z czasów mego tam dzieciństwa. Osobliwie splatają się tropy i wątki. Tadeusz jest profesorem od r. 1976. W sierpniu zaangażował się mocno w „Solidarność”, związany już wcześniej z opozycją demokratyczną. W r. 1981 wybrano go na rektora Politechniki Wrocławskiej, mógł więc wprost kontynuować dzieło swego ojca.

Architektura, jego zdaniem, musi być po części sztuką, gdyż tak jak potrzebne są człowiekowi i codzienne ubrania, i odświętne stroje, tak samo potrzebne jest dobre budownictwo i takie budowle, które mają w sobie wiecznotrwałe piękno. Rozdzielił w swojej pracy oraz zamiłowaniach projektowanie i badania, ostatnio zwłaszcza nad modelami zagospodarowania przestrzennego miast. Projektował sporo, m.in. kościół św. Ducha we Wrocławiu, kościół w Świeradowie, piękną kaplicę na jednym z wrocławskich cmentarzy. Idee urbanistyczne, które lansuje, są z reguły dyskusyjne, niekiedy wywołują sprzeciw, ale wiemy już, że w domu Zipserów ciągle jest ruch i ferment umysłowy, a nikogo to nie przytłacza ani nie obezwładnia.

BOGATA TOŻSAMOŚĆ

Rodzice pani Aleny Jenikovej spotkali się w Jastarni, dokąd ona przyjechała ze Lwowa, gdzie studiowała historię, on z Pragi, gdzie studiował architekturę, a później sztuki piękne w akademii (trop rodzinny). Po wojnie ojciec przeżył komunistyczne więzienie i wszelkie szykany minionego systemu. Córka pojechała do Wrocławia studiować w uniwersytecie slawistykę, tj. bohemistykę i filologię polską. W klubie politechniki, przy herbatce, poznała przyszłego męża – dr. Tadeusza Zipsera. Polonistyczny wątek przedłuża się w osobie krewnego Zipserów Jana Błońskiego, profesora UJ i znanego krytyka literackiego.

Pani Alena pracuje w Uniwersytecie Wrocławskim. Za swe zadanie, zgoła misję, uważa przekazywanie informacji – racjonalnych i udokumentowanych – o obu narodach, polskim i czeskim, młodemu pokoleniu, żeby te narody znajdowały płaszczyznę porozumienia. – W poprzedniej epoce władze żywiły obawę, żeby dwa kraje nie znalazły wspólnego języka, a zatem nie stanowiły zagrożenia. To, co widać na Dolnym Śląsku, świadczy o potrzebie wymiany kulturowych doświadczeń. Pani Alena ma, jak mówi, wielką radość ze swojej pracy, a jej dzieci bardzo świadomie przeżywają bogactwo swojej podwójnej tożsamości. Jeden z synów powiada: – Staram się i po tamtej i po tej stronie zawsze chwalić i propagować kulturę albo polską albo czeską.

Najstarsza z trójki Joanna skończyła anglistykę i ma już własny dom. Starszy syn Wawrzyniec kończy planowanie przestrzenne i ma przed sobą, z uwagi na ojcowski dorobek, „dosyć wysoką poprzeczkę”. Myślał o historii lub prawie, ale uprzytomnił sobie, że planowanie przestrzenne będzie tym, co harmonijnie połączy jego humanistyczne i techniczne „wewnętrzne potrzeby”. O dalszej drodze jeszcze nie myśli konkretnie, składa to na karb charakteru, który sprawił, że i na kierunek studiów zdecydował się „w ostatniej chwili”. Młodszy brat Jan jest na pierwszym roku archeologii i uważa, że to dobrze, kiedy w „uczonej”, czy też uczonej in spe, rodzinie nie wszyscy zajmują się tym samym. Rozmowy przy herbacie, jak nasza, są ciekawsze i żywsze, a przekonałam się, że w rodzinie Zipserów panuje wzajemna ciekawość, że „długi krok pokoleniowy”, tj. znaczna różnica wieku między rodzicami i dziećmi, wcale nie przeszkadza w porozumieniu i to dotyczącym spraw najważniejszych.

Biografie dziadka i ojca obfitowały w próby i wyzwania dla ich patriotycznych postaw oraz ich ofiarności w przedsiębraniu trudów nie związanych z własną drogą naukową. Pytałam młodych, jak rozumieją i czują swoje powinności wobec Ojczyzny, na pewno odmienne, ale może nie mniejsze. Stwierdzili zgodnie, że w niepowtarzalnym klimacie ich domu patriotyzm był ważnym elementem. Podkreślili raz jeszcze to, że mają Ojczyzny „więcej” niż niejeden rówieśnik, z powodu przynależności do dwu narodów i wychowania w dwóch kulturach. Zapewne dlatego też i powinności, z jakimi się na przyszłe, całkiem już dorosłe życie liczą, będą większe. Może trzeba je będzie pełnić niekoniecznie żyjąc nieprzerwanie w tym samym kraju. Najmłodszy z Zipserów, których poznałam, powiedział, że na pewno chodzi o to, żeby nie czynić zła. Sądzę, że więcej w tym skromności niż ostrożnego minimalizmu. Pani Alena dopowiedziała: – Myślę, że głębokie uczucia wobec kraju, w którym się żyje, w każdej chwili mogą być ujawnione, a młodzież po prostu mówi o tym innym językiem.

Odległą genealogię przywołał pan prof. Zipser dopiero przy końcu spotkania: – Nazwisko nasze wskazuje dosyć wyraźnie korzenie w Spiszu, bo Zips to Spisz, a więc w jeszcze trzecim kraju – Słowacji. Był to obszar poddany silnym wpływom węgierskim, ale i niemieckim, brzmienie nazwiska jest właśnie niemieckie, rozszerzają się zatem granice rodzinności. Wiadomo z dokumentów, że ludzie o nazwisku Zipser działali na terenie południowej Polski już w średnich wiekach i, co ciekawe, zajmowali się architekturą. Nosił je budowniczy sklepienia kościoła Mariackiego w Krakowie i ten, który budował kościół Bożego Ciała na krakowskim Kazimierzu. Przypomniałam sobie, że Tadeusz Zipser realizował odbudowę wieży kościoła św. Elżbiety, jednego z najwspanialszych zabytków wrocławskich. O wspomnianych protoplastach, wśród których był i wójt krakowski z czasów Zygmunta Starego, profesor junior wiedział od swego ojca jeszcze we Lwowie. – To nas też sytuuje środkowoeuropejsko, ale zarazem włącza w jeszcze szerszy krąg przenikających się na tym kontynencie kultur. Całe dzieciństwo i spory kawał młodości żyłem w poczuciu, że należę do narodu, który nie jest gorszy od innych i mieszkam w państwie nie gorszym od innych, choć jest uboższe, choć było ciemiężone. Profesor ubolewa nad obserwowaną dzisiaj tendencją do pomniejszania różnych stron polskiego życia, rozumiejąc, że jest to często przedłużona reakcja na niegdysiejszą propagandę sukcesu. Pani Alena także tym się troska w przekonaniu, że z poczucia wartości, jeśli nie wyrodzi się w megalomanię, bierze się życzliwość wobec innych narodów, u których spokojnie akceptujemy zalety, nie doszukując się wad, jakie dawałyby schadenfreude.

Bogata tożsamość rodziców i tradycja zapisana udziałem w dorobku dwu lub trzech narodów stanowi dla najmłodszych wzór niekwestionowany. Długo są w domu, a że klimat w nim „niepowtarzalny”, spokoju i miejsca starcza dla każdego, nauczą się tradycję kontynuować.

Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie BIS Polskiego Radia SA w maju
1999 r., sponsorowanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Komentarze