Strona główna

Archiwum z roku 2001

Spis treści numeru 2/2001

Mechanizmy popularyzacji wiedzy naukowej
Poprzedni Następny

Okolice nauki

Coraz częściej napisanie artykułu popularnonaukowego staje się nie lada 
wyzwaniem, powstaje bowiem pytanie, jak umożliwić odbiorcy zrozumienie 
przekazywanych treści i nie naruszyć przy tym ich subtelnej i logicznej struktury?

Tomasz Piekot

Rys. Małgorzata Gnyś-Wysocka

U podstaw niniejszego tekstu leży pojawiające się czasem w filozofii nauki przeświadczenie o narastających trudnościach w upowszechnianiu wiedzy naukowej. Paradoksalna trudność tej sytuacji – przynajmniej od czasu pojawienia się Newtonowskich Principiów – polega na tym, że bardzo hermetyczna i abstrakcyjna wiedza naukowa musi być przekazywana rzeszy niewtajemniczonych odbiorców. Rośnie przepaść, zwłaszcza między wiedzą teoretyczną a codziennym doświadczeniem, zaś największym problemem popularyzatorów jest zwiększenie przystępności przygotowywanych tekstów. Coraz częściej napisanie artykułu popularnonaukowego staje się nie lada wyzwaniem, powstaje bowiem pytanie, jak umożliwić odbiorcy zrozumienie przekazywanych treści i nie naruszyć przy tym ich subtelnej i logicznej struktury?

Spróbuję dokonać przeglądu najważniejszych mechanizmów popularyzowania wiedzy naukowej. Chodziło mi jednak o znalezienie tekstów prasowych reprezentujących stosunkowo trudną do upowszechniania dyscyplinę. Miarą owej trudności powinny być maksymalna abstrakcyjność osiągnięć teoretycznych (mały związek z codziennym doświadczeniem) oraz minimalne ich zastosowanie w praktyce. Owo – z całą pewnością subiektywne – kryterium pozwala znaleźć dyscyplinę nieatrakcyjną z komercyjnego punktu widzenia, której popularyzacja może zmniejszyć sprzedaż czasopisma, ponieważ zniechęci potencjalnych czytelników.

Zdaje się, że wymagania te spełnia współczesna fizyka teoretyczna. Wiedzę z pogranicza mechaniki kwantowej, relatywistycznej teorii grawitacji oraz kosmologii i astronomii uznać należy za jedną z trudniejszych do upowszechnienia. Chodzi tu zarówno o paradoksalność, abstrakcyjność, niesprawdzalność, jak i o społeczną bezużyteczność najnowszych teorii.

Teksty prasowe spełniające te wymagania tematyczne zostały wybrane z „Wiedzy i Życia”, z numerów wydanych w ostatnim pięcioleciu. Odrzuciłem teksty, które nie realizowały kryterium jednorodności gatunkowej. Ostatecznie analizie poddałem tylko 9 czterostronicowych artykułów napisanych przez fizyków-naukowców (mowa tu o tekstach Mariusza Dąbrowskiego, Jana Nassalskiego, Ewy Łokas, Jerzego Kowalskiego-Glikmanna, Janusza Osarczuka i Heleny Białkowskiej).

Głównym założeniem mojej pracy jest genetyczna wtórność artykułu popularnonaukowego wobec tekstu naukowego. Wynika to z pozycji autora (zakładam, że jest nim naukowiec), który musi dokonać swoistego przekładu ze sformalizowanego dyskursu naukowego na język dopuszczalny w komunikacji nienaukowej. Konsekwencją tego myślenia jest założenie, że każdy analizowany tekst może być efektem złożonego procesu transformacji konkretnego lub tylko prototypowego tekstu naukowego. Proces ten, dla potrzeb niniejszych rozważań, nazywam popularyzacją wiedzy naukowej, a omówione niżej trzy mechanizmy tej popularyzacji narzuca – jak się zdaje – sama specyfika popularnonaukowej sytuacji komunikacyjnej.

Pierwszy mechanizm popularyzacji polega na usuwaniu z przygotowywanego tekstu znamion przynależności do stylu naukowego (styl rozumiem tutaj w sensie kulturowym, a więc jako zespół cech światopoglądowych). Drugim mechanizmem jest wprowadzanie do tekstu znamion stylu potocznego, co umożliwić ma osadzenie przekazywanych treści w ramach racjonalizmu naiwnego i zdroworozsądkowego. Trzeci mechanizm polega na komercjalizacji tekstu, który miałby zapewnić wzrost poczytności pisma.

STRATEGIA OSTRZEGANIA

Najwięcej trudności sprawia opisanie mechanizmu usuwania znamion stylu naukowego, a to z racji braku analizy porównawczej tekstów naukowych i popularnonaukowych tego samego autora. Można jednak przyjąć, zgodnie z wynikami dotychczasowych badań (mówię tu zwłaszcza o pracy Anny Starzec Polszczyzna popularnonaukowa), że najważniejszym wyznacznikiem stylu naukowego jest leksyka, a zwłaszcza obecność naukowych pojęć i terminów. Jest ona również miarą stopnia popularyzacji wiedzy naukowej.

Analiza zebranego materiału wykazała obecność pojęć i terminów na kilku poziomach. Po pierwsze, w tekstach popularnonaukowych odnaleźć można liczną grupę leksyki ogólnonaukowej czy interdyscyplinarnej typu: teoria, hipoteza, struktura, funkcja, proces, obiekt, przedmiot badań, badania empiryczne (doświadczalne), analiza teoretyczna, metody teoretyczne.

Po drugie, znacznie liczniejszą grupę tworzą pojęcia i terminy stosowane tylko na gruncie fizyki. Warto podkreślić to, że pojawiają się one w tekście w postaci konstrukcji jednoelementowych lub rozbudowanych skupisk terminologicznych. W drugim przypadku przyjmują one najczęściej postać dość skomplikowanej semantycznie grupy nominalnej, np.: analiza zmienności w czasie obserwowalnego z ziemi strumienia neutrin słonecznych.

Zebraną terminologię fizyczną można wewnętrznie zróżnicować według kryterium semantycznego. Pierwszy typ to terminy utworzone zgodnie z wymogami naukowej jasności i precyzji, używane zarówno w komunikacji oficjalnej, jak i nieoficjalnej. Oto przykłady: detektor, fotopowielacz, masa zerowa gwiazdy, teleskop, model standardowy, stała grawitacyjna.

Drugi typ to terminy metaforyczne. Powstają one w przypadku braku możliwości utworzenia terminu właściwego, w momencie gdy – jak pisze R. Dunbar w książce Kłopoty z nauką – codzienne doświadczenia nie mają żadnego znaczenia [żart, aluzja] np.: kwark, zapach i kolor kwarków, dziwadełko, piana czasoprzestrzenna, czarne dziury, tunel czasoprzestrzenny (wormhole).

Trzeci typ to potoczne, metaforyczne i nieoficjalne odpowiedniki terminologii fachowej, które uznać należy za element socjolektu naukowców, np.: paliwo jądrowe, letnia zupa protonów i neutronów, supertechnologiczne obwarzanki.

Obecność pojęć i terminów w tekście uznawana jest przez samych autorów za element utrudniający odbiór. Widać to wyraźnie w strategii ostrzegania czytelnika za pomocą cudzysłowu lub komunikatów metatekstowych, np.: Na najbardziej elementarnym poziomie świat składa się z „materii” i „oddziaływań”; materia ta musi mieć pewną własność, która w języku fachowym nazywa się „łamaniem uśrednionego warunku dodatniości energii”.

Ta obawa przed utrudnieniem zrozumienia przejawia się najczęściej w próbach dopowiadania, wyjaśniania i definiowania terminów, np.: na najbardziej elementarnym poziomie świat składa się z „materii” (np. elektronów, neutrin i kwarków) i „oddziaływań”, czyli czterech rodzajów sił wiążących materię ze sobą.

Często też autor świadomie próbuje zmniejszyć liczbę terminów i pojęć w tekście, co realizowane jest na kilka sposobów. Bywa, że terminy i pojęcia pojawiają się tylko w metatekstach, np.: Można sobie wyobrazić, że świat zbudowany jest z kilku podstawowych klocków (materii), które można ze sobą łączyć na 4 sposoby (oddziaływania). Innym razem terminy, kosztem precyzji znaczeniowej, pojawiają się w postaci uogólnionej i niedookreślonej, np.: niektóre klocki mogą się ze sobą łączyć bardzo mocno [oddziaływania silne], a z innymi słabo [oddziaływania słabe]. Funkcję tę może spełniać także przerwanie wyliczania (np.: kwarki są najmniejszymi składnikami protonów, neutronów i wielu innych cząstek). Po czwarte wreszcie, unikanie terminów przejawia się próbą przełożenia treści naukowej na język bardziej obrazowy, np.: prawdopodobieństwo, że świat powstał przypadkowo wynosi 1 dzielone przez 10229; [prawdopodobieństwo to] jest równe liczbie, w której przed jedynką stoi 228 zer; jest to równie prawdopodobne jak zmontowanie Boeinga 747 przez huragan, który przeszedł przez złomowisko.

Podsumowując, można powiedzieć, że chęć ukrywania cech naukowości tekstu koncentruje się najczęściej na poziomie słów i prowadzi do zastąpienia pojęć i terminów konstrukcjami mniej precyzyjnymi, ogólnymi czy nawet potocznymi. Z drugiej strony, gdy autor decyduje się na pozostawienie terminów, daje czytelnikowi wyraźnie sygnały, mówiące o zmniejszeniu przystępności tekstu.

ANTROPOCENTRYZACJA

Leksyka, która zdradza naukową proweniencję tekstu popularnonaukowego jest cechą najbardziej dostrzegalną, ponieważ dotyczy struktury powierzchniowej języka. Znacznie głębiej tkwi – zgodnie z kulturową koncepcją stylu – językowy obraz postrzegania świata. Na tym poziomie właśnie dochodzi do największego konfliktu światopoglądowego. Logicznemu – i zrozumiałemu tylko w kategoriach matematycznych – obrazowi świata naukowego przeciwstawia się zdroworozsądkowy i postrzegalny zmysłowo świat codziennych doświadczeń. Autorzy badanych przeze mnie artykułów wykorzystują w takich sytuacjach mechanizmy wprowadzania znamion stylu potocznego.

Należy jednak powiedzieć, że zabieg ten nie polega tylko na zmianie rejestru stylistycznego, choć i takich przypadków jest sporo. O wiele ważniejsze są próby zniesienia opozycji obiektywność/subiektywność. Najczęściej przejawia się to w antropocentryzacji wypowiedzi. Wówczas to człowiek (zgodnie z potocznym obrazem świata) jest jednostką postrzegającą i organizującą rzeczywistość. W poniższym przykładzie umieszczenie człowieka w centrum opisywanego świata sygnalizowane jest użyciem zaimka dzierżawczego: Gdyby chcieć lapidarnie scharakteryzować nasz wszechświat, można by powiedzieć, iż jest on jednocześnie skomplikowany i prosty.

Częstym zabiegiem jest również wprowadzanie do wypowiedzi postaci człowieka, który jest najlepszym reprezentantem świata i wszystkich istot żyjących, np.: podstawowym budulcem materii, z której ulepiony jest świat i my sami są 3 cząstki; bez nich [gwiazd] niemożliwe byłoby istnienie życia – a co za tym idzie – istot zadających przyrodzie najważniejsze pytania.

Kolejnym sposobem antropocentryzacji tekstu jest próba oswojenia świata przez poszukiwanie wśród jego elementów cech istot żywych lub cech samego człowieka. W omawianych tekstach animizacja i personifikacja doprowadzają najczęściej do zlikwidowania abstrakcyjności przekazywanych treści. W poniższych przykładach, właśnie dzięki animizacji i personifikacji, hermetyczna i sprzeczna ze zdrowym rozsądkiem wiedza naukowa została osadzona w konkretnym kontekście zachowań rodzinnych: Jeżeli kwark górny i dolny nazwiemy odpowiednio Frankiem i Antkiem, a elektron i neutrino Marysią i Zosią, to rozpad neutronu polega na tym, że Franek stał się Antkiem w towarzystwie Marysi i Zosi. Te same obyczaje panują w generacji rodziców, do której należą Paweł i Gaweł oraz Basia i Kasia. Badania socjologiczne przeprowadzone przez fizyków [sic!] odkryły szczególny rodzaj podobieństwa pomiędzy rodzinami z różnych generacji. W pewnych sytuacjach dziadek Antek i ojciec Gaweł mieszają się ze sobą tak, że nie można ich odróżnić. Antek ma w sobie coś z Gawła, a Gaweł z Antka.

Osadzenie abstrakcyjnej teorii naukowej w konkretnym kontekście, z punktu widzenia Bernsteinowskiej teorii kodów, należałoby traktować jako przekład z kodu rozwiniętego na kod ograniczony. W takich sytuacjach autor sygnalizuje zamiar wprowadzenia obrazu, metafory lub porównania. Umożliwić ma to lepsze zrozumienie tekstu, np.: aby lepiej zrozumieć ten pomysł, opowiem jak można wyobrazić sobie wszechświat, patrząc na jajko wielkanocne.

DOŚWIADCZENIE CZYTELNIKA

Wprowadzanie konkretu i elementów dobrze znanych czytelnikowi do trudnych rozważań teoretycznych jest próbą znalezienia wspólnego gruntu i ma zapewnić sukces komunikacyjny. Często autor odwołuje się wówczas do edukacyjnych lub lekturowych doświadczeń czytelnika, licząc – z racji dyscypliny, o której pisze – na znajomość podstawowych praw fizyki lub przynajmniej literatury science fiction, np.: każdy licealista wie, że materia składa się z pierwiastków; być może polecimy do gwiazd znacznie wcześniej niż przewidują autorzy powieści fantastycznych.

Częściej jednak wspólnym gruntem komunikacji jest zwykła wiedza potoczna, a zwłaszcza postrzegalne zmysłowo elementy otaczającego nas świata, które można przyrównać – dość swobodnie zresztą – do abstrakcyjnych pojęć fizyki teoretycznej. Warto podkreślić, że w przytaczanych niżej porównaniach i metaforach osią przesunięcia semantycznego jest tylko jedna cecha opisywanego pojęcia. W myśl tej zasady wszechświat – zależnie od wykorzystywanej cechy – może być: jajkiem (okrągłość), układanką (złożoność struktury), drapieżnikiem (ekspansywność), rodzicem (zdolność mnożenia się), zaś cząstka elementarna – klockiem (zdolność do tworzenia struktur), wirującym bąkiem (ruch rotacyjny), pociskiem (szybki ruch). Bóg może być saperem (zgodnie z teorią Wielkiego Wybuchu) lub rockmanem grającym na gitarze (zgodnie z teorią strun).

Często też porównanie tego typu może stać się osią konstrukcyjną rozbudowanego opisu, obrazu lub przykładu. W poniższym fragmencie czasoprzestrzeń porównywana jest do naleśnika: Należy usmażyć naleśnik. Dobrze usmażony naleśnik jest płaski – płaska czasoprzestrzeń. Jeśli w pewnym miejscu nałożyć nań trochę dżemu, to zauważymy, że pod dżemem naleśnik nieco się ugiął – masa zakrzywia czasoprzestrzeń [...] Posłużmy się znowu naszym naleśnikiem [...].

NADAWCA UJAWNIA SIĘ

Kolejnym wartym odnotowania sposobem neutralizowania opozycji subiektywność/obiektywność jest świadome informowanie o realiach sytuacji komunikacyjnej. W przeciwieństwie do dyskursu naukowego, w tekście popularnym autor może się ujawnić, choć w badanym materiale nie brak naukowych wypowiedzi bezosobowych lub konstrukcji z „my” autorskim, które jednak nie zwiększają przystępności tekstu.

Jeżeli chodzi o analizowane artykuły, powiedzieć trzeba, że nadawcy ujawniają się w nich na kilku poziomach, przy czym – co ciekawe – każdy z tych poziomów dotyczy pewnego sposobu postrzegania samego siebie i własnej roli społecznej. Po pierwsze, nadawca identyfikuje się z własnym środowiskiem naukowym: wszechświat w próbówce dostarcza fizykom wielu ciekawych informacji. Wiemy na przykład, że [...]; w świecie fizyków, to co zwyczajowo nazywa się próżnią, jest ośrodkiem o bardzo złożonej strukturze.

Po drugie, nadawca postrzega siebie jako nauczyciela-mistrza, który przekazuje społeczeństwu swoją wiedzę. Wyróżnić przy tym można trzy strategie dydaktyczne, często sygnalizowane w metatekście. Pierwsza to strategia wyjaśniania; w poniższym przykładzie sygnałem wyjaśniania jest czasownik wytłumaczyć. Autor ma przy tym świadomość, że wyjaśnianie jest złem koniecznym, próbuje bowiem się usprawiedliwić: aby to wytłumaczyć, muszę opowiedzieć pokrótce, jak się gwiazdy rodzą.

Druga strategia to instruowanie, sygnalizowane wydawaniem poleceń i udzielaniem wskazówek: Należy usmażyć naleśnik [...]; wszechświaty łączy się tak: [...].

Trzecia strategia to przekład, którego wyznacznikiem jest metaforyczna zapowiedź zmiany języka (rzecz dotyczy pewnej trudnej do pojęcia własności kwarków): spróbujmy jednak opowiedzieć o niej w języku codziennym.

Często jednak nadawca-tłumacz jest świadom nierozwiązywalnych problemów, przed którymi staje. Oto przykład takiego dramatu: wszyscy członkowie elementarnej rodziny mają pewną własność, o której można mówić sensownie tylko w języku mechaniki kwantowej.

Dwa ostatnie typy postaw nadawczych nie wiążą się już bezpośrednio z poznawczą i dydaktyczną funkcją nauki. Pierwszy typ realizują wypowiedzi o funkcji socjalizującej, w których nadawca manifestuje swą przynależność do gatunku homo sapiens. Taką rolę pełnić ma następujące stwierdzenie: my (to znaczy piszący te słowa, redakcja WiŻ oraz czytelnicy) żyjemy po prostu w jednym z wszechświatów.

Ostatni typ postawy nadawczej wiąże się po części ze współczesną rolą popularyzatora nauki, który musi być także po prostu dobrym pisarzem. W takich przypadkach tekst nosi cechy beletryzacji i świadomego kreowania narracji: Jeśli tunel czasoprzestrzenny ma służyć do przemieszczania się w czasie, to jakiś szalony naukowiec mógłby polecieć w przeszłość i zabić swojego dziadka (tragedia zaiste godna greckich dramatopisarzy). Albo też (żeby uniknąć rozlewu krwi) zniszczyłby projekt wymyślonej fabryki, która ma produkować tunele czasoprzestrzenne.

SPECYFICZNA MANIPULACJA

Jak dotąd, omówione zostały dwa mechanizmy popularyzacji wiedzy naukowej. Wynikają one z paradoksalnej konieczności zjednoczenia dyskursu naukowego ze stylem potocznym. Jednak, aby do tego doszło, badania naukowe, które chcemy upowszechnić, muszą spełniać wymóg komercyjnej atrakcyjności. Innymi słowy, tematy omawiane w artykule muszą stanowić jakąś wartość na medialnym rynku. Przypadek przytaczanej tu dyscypliny jest o tyle trudny, że najnowsze teorie fizyczne są doświadczalnie niesprawdzalne i nie mają żadnego praktycznego zastosowania.

Wspomnianą atrakcyjność osiąga się dzięki mechanizmom komercjalizacji wiedzy naukowej. Proces ten nie polega wyłącznie na wzbogaceniu tekstu o kolorowe zdjęcia, rysunki itp. Chodzi tu także o specyficzną manipulację, która polega na dostarczaniu czytelnikowi tylko takiej wiedzy, jakiej potrzebuje przeciętny użytkownik kultury masowej, wiedzy sensacyjnej, dziwnej, tajemniczej, przerażającej i wstrząsającej (Maria Janion zabieg ten nazywa kiczotwórczą interpretacją kultury). Oczywiście najczęściej skojarzenia takie implikuje odpowiednio dobrana leksyka. Sugestia o sensacyjności, nowości i przełomowości przekazywanej wiedzy zawarta jest w następującym przykładzie: artykuł stał się punktem wyjścia do trwającej do dzisiaj ożywionej debaty naukowej, której konsekwencje mogą w niewyobrażalny sposób wpłynąć na dalszy rozwój naszej cywilizacji.

Poniższy przykład natomiast reprezentuje wypowiedzi mające wywołać niepokój: nie wiemy, skąd wziął się wszechświat, a do tego jesteśmy przekonani, że na pewno rozpocznie się faza kurczenia i wszyscy zostaniemy „zgnieceni”.

Kolejny cytat wprowadza atmosferę tajemniczości i zagadkowości: czarna dziura to jedno z najbardziej tajemniczych pojęć, jakie pojawiło się w fizyce XX w.

NIEBEZPIECZNA GRA

Pora na podsumowanie. Powyższe rozważania dotyczyły tylko specyficznego rodzaju tekstów popularnonaukowych i są weryfikowalne tylko przy założeniu, że napisany przez naukowca artykuł powstaje w efekcie próby przełożenia dyskursu naukowego na styl komunikacji w ramach kultury masowej i popularnej. W świetle tego założenia tekst popularnonaukowy funkcjonuje w specyficznej przestrzeni komunikatywnej, która zarazem go ogranicza i określa jego cechy. Podstawę tej przestrzeni wyznaczają konwencje gatunkowe, wśród których autor dokona pierwszego wyboru. Na tę gatunkową podstawę nakładają się trzy kolejne ograniczenia, które wynikają z bezpośredniego kontaktu naukowości, potoczności i komercyjności. W takiej sytuacji proces pisania można sprowadzić do trzech podstawowych tendencji. Pierwsza – to chęć unikania oznak naukowości, druga – to chęć osadzenia tekstu w ramach myślenia potocznego, trzecia – to konieczność nadania mu cech atrakcyjności komercyjnej. Kształt tak pojętego tekstu popularnonaukowego zależy, rzecz jasna, od wyborów samego autora, jednak ogranicza go zarysowana wyżej sytuacja komunikatywna. Ogranicza go również wielkość dystansu, który dzieli daną teorię naukową od jej zdroworozsądkowej interpretacji.

Na koniec jeszcze jedna refleksja natury bardziej ogólnej. Powstaje oto problem popularyzacji osiągnięć nauki postempirycznej. Nauki, która nie pełni już funkcji poznawczej, ponieważ nie jest w stanie dotrzeć do prawdy i która dostarcza wielu równorzędnych prawd. Zapewne istnieje możliwość przekazania tej wiedzy społeczeństwu. Nadzieje takie przyniósł nowy ponowoczesny paradygmat. To właśnie postteoria, ze swoją fragmentarycznością, subiektywnością i narracyjnością, umożliwia rozpoczęcie gry z odbiorcą tekstu naukowego i popularnego. Pozostaje tylko jedna wątpliwość: odrzucenie tradycyjnego dążenia do prawdy przekreśla jednocześnie społeczną i dydaktyczną funkcję nauki. Taka gra może być bardzo niebezpieczna, ponieważ dekonstrukcja nauki doprowadzi do rozsadzenia ciągle w miarę jednolitego uniwersum kulturowego. A co nam wówczas pozostanie?

Mgr Tomasz Piekot jest doktorantem w Zakładzie Współczesnego Języka Polskiego Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Komentarze