Badania naukowe
Trzeba doprowadzić do innego uczenia filozofii. Ratio
studiorum musi być dostosowana nie do wizji ideologicznej, ale
„prawdziwościowej” i kontemplacyjnej.
Rozmowa z prof. Stefanem Swieżawskim,
filozofem i historykiem filozofii,
laureatem Nagrody FNP za rok 2001
|
 |
| Prof. dr hab. Stefan Swieżawski (Ur. 1907), historyk
filozofii, specjalista w zakresie filozofii średniowiecza. Studiował
historię i filozofię w Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie (1925-29).
Doktorat w 1932, habilitacja 1946, prof. ndzw. 1956, prof. zw. 1967. W
latach 1946-76 związany z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim (obecnie prof.
em. tej uczelni). 1957-63 w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. 1960-61 i
1964-65 staż naukowy w Centre Nationale de la Recherche Scientifique.
Audytor na Soborze Watykańskim II (1962-65). Laureat licznych nagród, m.in.:
im. Maksymiliana Kolbego i Reinholda Schneidera (1976), Wydziału Nauk Społ.
PAN (1976), Fundacji Jurzykowskiego (1976), Nagrody FNP 2001 w dziedzinie
nauk humanistycznych i społecznych. Doktor h.c. UJ (1989), a także Officier
dans l’Ordre des Palmes Acad?miques de R?publique Francaise. Autor wielu
publikacji, w tym m.in. dzieła sw3ego życia, 8-tomowych Dziejów filozofii
europejskiej w XV wieku (1974-1990). |
Panie Profesorze, Dzieje klasycznej filozofii europejskiej otrzymały
kilka bardzo znaczących nagród. Zostały uznane za jedną z najważniejszych
książek, jakie ukazały się w roku 2001. To bardzo budujące, bo zdaje się
świadczyć o zainteresowaniu filozofią, o zapotrzebowaniu na filozofię, a często
utyskujemy na ich brak, zwłaszcza wśród młodego pokolenia.
– Książka trafiła w jakiś ważny punkt i to cieszy bardziej niż uznanie dla mnie,
jako autora. Dotychczas ta epoka, która, moim zdaniem, jest ogromnie ważna, była
jakby zacieniona – jej filozofia, jej duchowość.
– Średniowiecze?
– Tak jest. Novum tego ujęcia, jakie zaproponowałem, stanowi potraktowanie
filozofii średniowiecznej nie jak nie wiadomo skąd wziętego wtrętu w dzieje
filozofii, ale jako kulminacji procesu duchowego, który się toczy od głębokiej
starożytności. I ta kulminacja stanowi pewną całość. Filozofia klasyczna to jest
ta filozofia, która siebie nie zdradziła – w tym sensie, że centralnym jej
punktem, jej „sercem” pozostaje filozofia bytu (filozofia „pierwsza” w
nomenklaturze Arystotelesa), później nazwana metafizyką.
W momencie, kiedy to serce przestaje zajmować miejsce centralne, filozofia
zmienia swój charakter. Nastąpiło to w epoce nowożytnej. metafizyka przeszła na
margines.
– Jak się zaczęła filozofia klasyczna w starożytności?
– Przede wszystkim trzeba pamiętać, że ma ona rozmaite korzenie: chińskie,
indyjskie (gdzie mamy całą gamę rozmaitych orientacji), afrykańskie (w Egipcie),
przedkolumbijskie (w Ameryce). Filozofia grecka, którą uważamy za poprzedniczkę
średniowiecznej, jest jej korzeniem europejskim.
– Czy istnieją nawiązania do tych dalszych korzeni? Czy też są tylko analogie?
– W epoce hellenistycznej zwłaszcza, były faktyczne nawiązania poprzez wielkie
kontakty religii manichejskiej, przez buddyzm, który infiltrował do Aleksandrii.
Grecy nazywali mędrców hinduskich gymnosofiste, tzn. „nadzy mędrcy”, ale wiedza
o tym jest bardzo niekompletna i, powiedziałbym, płytka. Jesteśmy bardzo daleko
od tego, żeby móc się pokusić o globalną historię filozofii, która
uwzględniałaby wszystkie jej korzenie.
– A powinna powstać taka historia?
– Powinna. Jest to ogromnie trudne, dlatego że każda z tych filozofii
starożytności wytworzyła swój język, swój styl, każda ma charakterystyczną dla
siebie linię rozwojową, którą trzeba bardzo żmudnie odtwarzać. Filozofia bytu
jest czymś bardzo naturalnym dla człowieka. Zawsze była i zawsze w powiązaniu z
problematyką religijną.
– Odsłonięcie wszystkich korzeni, które Pan wymienił, mogłoby przynieść jakieś
bardzo uniwersalne podejście do zagadnień właśnie religijnych.
– Z pewnością. W moich książkach używam określenia „europejska”, żeby zaznaczyć,
że nie uważam jej za jedyną.
– A czy Pan hierarchizuje? Czy europejska filozofia jest w rozwoju najdalej,
najwyżej...?
– Jej wielkim plusem było to, że rozwijała się bardzo racjonalnie – za sprawą
logiki zaszczepionej filozofii greckiej – od początku. Myślę, zresztą, że logika
jest i gdzie indziej, ale trudniejsza do odkrycia.
– Jeśli mówimy o „korzeniach”, to filozofia grecka nie jest jedynym spośród tych
korzeni bliższych średniowieczu?
– Naturalnie, że nie. Jest najstarszym, obok judaizmu. Potem doszedł islam, ale
przede wszystkim chrześcijaństwo. Na tych fundamentach rozwijała się filozofia.
Ojcowie Kościoła bardzo mocno przejęli filozofię grecką. Patrystyka, zarówno
wschodnia, jak łacińska, była etapem pośrednim, z którego wyrosła łacińska
filozofia średniowieczna, bardzo mocno jednak inspirowana również przez myśl
arabską. W tym okresie, w okresie wojen krzyżowych, myśl arabska wyprzedzała
europejską mniej więcej o sto lat. Szkoły arabskie były daleko lepsze niż
katedralne szkoły w Europie. Dopiero w wiekach XII-XIII zaczyna się
wyrównywanie. Powstawały uniwersytety, ale gdyby nie było tego podkładu
arabsko-żydowskiego, nie byłoby wielkiej nauki łacińskiej, z której jesteśmy
dumni.
Przez cały niemal wiek XII działało wspaniałe środowisko w Toledo. Maurowie,
czyli Hiszpanie oraz Arabowie religii mahometańskiej, uczeni żydowscy i
chrześcijańscy, żyli w zgodzie (dopiero później zaczęły się prześladowania
żydów), bardzo ściśle i bardzo owocnie ze sobą współpracowali.
Drugim takim środowiskiem była Sycylia, także Neapol. Tłumaczono tam największe
dzieła filozofii greckiej, najpierw na język arabski, następnie z arabskiego na
hebrajski, a potem z arabskiego i hebrajskiego na łacinę. W ten sposób pierwsze
teksty filozoficzne przychodziły do uczonych europejskich. Pamiętajmy także o
tym, że w południowych Włoszech funkcjonowały wtedy szkoły, gdzie uczono greki,
co ułatwiało tłumaczenia, jakkolwiek Dialogi Platona przełożono dopiero w XV
wieku. W średniowieczu znany był w całości tylko Timajos, może najmniej
„platoński” spośród dialogów. Bardzo wzruszające są opowieści o tym np., jak
Karol Wielki tak bardzo kochał grekę, której nie znał, że sypiał opierając głowę
na kodeksie greckim!
– Co wniosło średniowiecze europejskie?
– Panuje błędne mniemanie, że średniowiecze „ochrzciło” Arystotelesa.
Średniowiecze przejęło Arystotelesa, obok wielu innych, i na tej bazie zaczęło
budować dalsze konstrukcje refleksji filozoficznej. Moim zdaniem, rozmaite
wątki, które u Arystotelesa były w zalążku, zostały rozwinięte. Przede wszystkim
problem istnienia. Jest to najważniejszy punkt filozofii bytu. Jeżeli całą
kwestię bytu rozważamy tylko od strony istoty, tzn. pytania – co to jest, kto to
jest?, a nie zaczynamy od poznania – czy jest i dlaczego jest?, to jesteśmy w
sferze tzw. esencjalizmu, czyli rozważania istoty rzeczy, natomiast kiedy
stawiamy pytanie dotyczące istnienia – co to znaczy, że istnieje, to dotykamy
rzeczywistości najgłębiej. W moim przekonaniu, filozofią, która najdalej
posunęła tę refleksję, jest myśl św. Tomasza, który miał tę genialność
postawienia problemu istnienia w samym centrum filozofii. Było to nieśmiało
zaznaczone w filozofii starożytnej – późnogreckiej i, przede wszystkim,
arabskiej (Avicenna) – ale dopiero Tomasz bardzo wyraźnie to wypowiedział. Jeśli
pani pyta, co wniosło średniowiecze, to najważniejszy jest proces rozwijania
problematyki istnienia, przy którym, oczywiście, mnóstwo innych się toczyło.
– Dzięki czemu stało się w ogóle możliwe podjęcie tej problematyki, postawienie
pytania o istnienie i o przyczynę istnienia?
– Inspiracją był problem stworzenia, podstawowy dla chrześcijaństwa i dla
judaizmu. Tego problemu właściwie w filozofii greckiej nie ma, bo Demiurg nie
jest stwórcą, to jest twórca, geniusz, który tworzy z jakiegoś materiału już
istniejącego. Stworzenie ex nihilo to problem zawarty w Biblii. Refleksja
biblijna, żydowska i chrześcijańska, także arabska, inspirują myśl filozoficzną
w tym kierunku.
– Św. Tomasz to kulminacja refleksji nad problematyką stworzenia, zatem i
problematyką istnienia?
– Ja uważam, że tak, ale to był bardzo powolny proces. Zmierzała do tego cała
myśl grecka. Platon mówi w jednym ze swoich listów – jest to bardzo
wstrząsające: Jak trudno znaleźć ojca wszechrzeczy. A znalazłszy go jeszcze
trudniej o nim mówić. Politeizm grecki, bardzo piękny, jednak nie zadowalał,
szukano Boga pośród bogów. Jak się czyta Fedona czy Fajdrosa to zadziwia, do
jakiego stopnia sprawa nieśmiertelności duszy i jedynego Boga jest tam obecna,
jest właściwie koniecznością, ale nieśmiało formułowaną, bo to była herezja.
Podobnie sprawą fundamentalną jest koncepcja człowieka. Po szkole filozofii
greckiej łatwiej było przyjąć duchowość duszy ludzkiej aniżeli uznać fakt
Zmartwychwstania. Kiedy św. Paweł w Areopagu mówił o Zmartwychwstaniu, wołali:
Będziemy cię słuchać jutro, dzisiaj nie mów już o tym... Grecy nie byli w stanie
tego pojąć i przyjąć.
Dogmat Wcielenia i dogmat Zmartwychwstania – wielka obrona godności ciała
ludzkiego – to są prawdy wywołujące najwięcej sprzeciwu. Dopiero Tomasz
zdecydowanie je wypowiedział i za nimi się opowiedział. Ale właściwie do dziś w
duszpasterstwie chrześcijańskim dominuje hiperspirytualizm, tzn. podejście, w
którym człowiek to jest przede wszystkim dusza, tylko dusza się liczy. A zgodnie
z Biblią, liczy się cały człowiek. Bardzo ciekawe, jak o tym marzył Luter,
pragnąc owego totus homo i buntując się przeciwko jednostronności
spirytualistycznej, która na pewno jest deformacją. Niestety, nie zetknął się z
koncepcją atropologiczną Tomasza z Akwinu. Myślę, że gdyby ją poznał, może
inaczej potoczyłyby się losy Kościoła w tamtym okresie.
– Filozofia Tomasza z Akwinu była w swojej epoce zgoła rewolucyjna...
– Tak jest. Zająłem się specjalnie XV wiekiem, ponieważ uważam, że jest to okres
niezmiernie ważny, a lekceważony przez historyków filozofii. Tworzyły się
podstawy myślenia nowożytnego. I pojawiło się bardzo dużo błędów, które dzisiaj
widzimy, a których źródło tkwi w teokratycznej koncepcji Kościoła, tzn. w
politycznym dążeniu do potęgi państwowej Kościoła. Było ono uzasadnione wielkim
zagrożeniem tureckim – w 1453 roku upadł Konstantynopol. Wtedy nastąpiło to, co
jest jakby okropnym grzechem pierworodnym, który do dziś skutkuje: mianowicie
teologia i filozofia zostały przekształcone w ideologię – katolikiem jest tylko
ten, kto przyjmuje określone założenia ideologiczne. Jako ideologię obowiązującą
wybrano filozofię św. Tomasza. I to popsuło myśl św. Tomasza, przysłużyło się
fatalnie teologii, filozofii i Kościołowi. Rozpoczął się wtedy proces zatrzymany
dopiero przez Vaticanum secundum. Jest to sprawa ogromnej wagi w dziejach myśli
chrześcijańskiej.
– Czy temu procesowi ideologizacji nie próbowano się przeciwstawić?
– Pewne próby były. Wielką zasługą Leona XIII było to, że przez encyklikę
Aeterni Patris, która, owszem, miała ideologiczny charakter, zainicjował bardzo
poważne studia naukowe nad filozofią i teologią średniowieczną. Od tego momentu
zaczęła się rewizja.
– Pan Profesor ma tu ogromne zasługi. A jak daleko ta rewizja postąpiła?
– Moim zdaniem, już dość daleko. Na soborze mówiło się, że kończy on dwie epoki:
konstantyńską – Kościół, jako państwo i religia państwowa, i tomistyczną, co
zawsze podkreślał ks. Tischner. Tomizm przestał być obowiązkowy. To jest bardzo
ważne, bo filozofia nie jest obowiązkowa. Nigdy! Musi być wolna. Musi być owocem
wyboru, a nie jakiegokolwiek nakazu. Sobór to uznał, choć z wielkimi oporami.
– Rozumiem, że jednak Kościołowi posoborowemu zależy na tym, żeby tomizm –
oczyszczony z ideologii – się przyjmował?
– Tak, ale to jest zupełnie inne podejście. Nie nakazanie doktryny, tylko
wskazanie, że tomizm jest, zdaniem bardzo wielu ludzi, tą filozofią, która
możliwie najdalej posunęła refleksję nad rzeczywistością.
– Czy od soboru pojawiło się w tej filozofii coś nowego, czy też trwa ciągle
proces „oczyszczania”?
– Przede wszystkim trzeba doprowadzić do innego uczenia filozofii. Ratio
studiorum musi być dostosowana nie do wizji ideologicznej, ale
„prawdziwościowej” i kontemplacyjnej. Filozofia i teologia mają być
kontemplacją, szkołą kontemplacji. To są wielkie przemiany wymagające ogromnego
trudu i wielu prób. Dominikanie mają tu wielkie zasługi – zrozumieli tę potrzebę
i zmieniają styl swojej pedagogiki.
– Czy można jeszcze rozwinąć myśl św. Tomasza?
– Filozofia rozwija się inaczej niż nauki szczegółowe. W matematyce np. czy
fizyce, jakiś nowy typ hipotez zastępuje te, które są już niewystarczające. Nie
rozumiano tego w wieku XV-XVI, stąd te straszne zaślepienia i potępienia –
Kopernika, Galileusza... Myślano, że ktoś, kto się sprzeciwia fizyce
arystotelesowskiej, niszczy tym samym filozofię i teologię. A jest inaczej.
Refleksje filozoficzne ludzi starożytności czy ludzi średniowiecza nie tracą
swojej wartości. Ciągle mają tę samą wartość. W filozofii nie czekamy na jakieś
novum. Ona się, można powiedzieć, pogłębia. Staje się bardziej uzasadniona.
– Gdzie można znajdować te głębsze uzasadnienia?
– Bardzo trudno powiedzieć. Trochę to zależy od konstytucji człowieka. Kiedy
wykładałem metafizykę, obserwowałem, że niektórzy z moich słuchaczy „chwytali”
tę problematykę, a inni nie. Dajmy na to takie zagadnienie: jaka jest różnica
między bytem naturalnym i wytworem. Cały świat dzieli się dychotomicznie na
świat bytów naturalnych i świat wytworów. Byt jest z natury jeden, ma w sobie
zasadę jedności. Jest nim roślina, zwierzę, człowiek, drobiny...
– To, co Pan Bóg stworzył?
– Tak. Nie jest nim żaden mebel, dom itp.
– Wydaje się, że nietrudno to zrozumieć.
– Nie tak łatwo. Jest to związane z zagadnieniem substancji. Jeśli stłuczemy
filiżankę, to pytamy, czy to jeszcze jest filiżanka, czy to już jest czerep?
Pamiętam olśnienie, jakiego doznałem uświadomiwszy sobie, niesłychanie mocno, że
cały wszechświat tak dychotomicznie się dzieli. Wynikają stąd bardzo ważne,
powiedziałbym, tropy refleksji nad rzeczywistością, nad bytem.
– Czy współcześnie istnieją, zdaniem Pana, inne niż tomizm, a równie płodne
kierunki filozoficzne?
– Wydaje mi się, że tak, tylko musimy je zobaczyć i wyróżnić spośród rozmaitych
koncepcji płytkich i przemijających.
W zakresie filozofii potrzebujemy także tego wielkiego ekumenizmu, jaki zaczął
się w zakresie religii po soborze i tak bardzo przybrał na sile podczas
pontyfikatu Jana Pawła II. Trzeba myśleć tak: Mam raczej szukać tego, co mnie
łączy z różnymi orientacjami filozoficznymi, a nie klasyfikować je wedle błędów,
jakie zawierają. Jest to zupełnie inne nastawienie niż to, które panowało przez
wieki i ciągle jeszcze trwa.
Rozmawiała
Magdalena Bajer
|