Czy jesteśmy zamerykanizowani? |
Okolice naukiCzy nad Wisłą zamiast Smoka Wawelskiego zamieszka Kaczor Donald? Agnieszka Chochorowska-Maślanka Ostatnio coraz częściej słychać w mediach o globalizacji i jej skutkach. Przez ostatni rok prowadziłam badania dotyczące amerykanizacji życia społecznego w Polsce. Na podstawie odpowiedzi udzielonych przez 3000 respondentów (gimnazjalistów i licealistów) z całego kraju wyłonił się obraz młodego społeczeństwa zafascynowanego Matrixem, rozsmakowanego w hamburgerach z McDonalda i zasłuchanego w Eminema. Nie byłoby nic dziwnego bądź niepokojącego w fakcie powszechnej amerykanizacji, gdyby nie smutna refleksja, iż w wyniku tego procesu zapominamy o własnej kulturze i tradycjach. Ktoś może się oburzyć, że przecież powinniśmy być otwarci na wzorce z Zachodu, iść za postępem, a Stany Zjednoczone są najlepszym przykładem rozwoju zarówno demokracji, jak i kapitalizmu. Jednakże, czy należy importować amerykańskie rozwiązania ślepo i bezkrytycznie, czy musimy upraszczać sobie życie na wzór amerykańskich kolegów i jak papugi powtarzać za nimi „sorry”, zamiast rodzimego „przepraszam”? Nie mam zamiaru krytykować amerykanizacji, ponieważ nie to stanowiło cel przeprowadzonych badań, lecz pokrótce przedstawić, jak wygląda ten problem wśród młodzieży w Polsce. Niezbędne w tym celu jest bliższe przyjrzenie się wybranym zagadnieniom, np. stylowi codziennego życia i wpływowi na nie kultury masowej, zmianom językowym i odniesieniom do dziedzictwa kulturowego. BYĆ COOLNasze zachowanie w dużym stopniu kształtuje się pod wpływem mediów, naśladujemy postaci znane ze szklanego ekranu, staramy się zachowywać i ubierać podobnie do nich. Stąd też młodzi ludzie (szczególnie gimnazjaliści) witają się „przybiciem piątki”, pozdrawiają używając „hi” i „hello”, przepraszają za pomocą „sorry”. Polskojęzyczne zwroty są zarezerwowane do kontaktów ze starszym pokoleniem i brzmią formalnie. W kinie wręcz obowiązuje, oprócz amerykańskiego repertuaru, jedzenie „popcornu”. Młodzież uwielbia amerykańskie filmy akcji z niezbyt skomplikowaną fabułą oraz dużą dawką przemocy i seksu. Najpopularniejsi aktorzy i piosenkarze także pochodzą zza oceanu, a Bogusław Linda i Cezary Pazura konkurują z Supermanem i Eddiem Murphym. Młode pokolenie zdecydowanie chętnie słucha „rapu”, a także „hip-hopu”, nie zawsze rozumiejąc anglojęzyczne teksty. Z kolei podstawowy ubiór nastolatka stanowią „jeansy” i „T-shirt”. Zakupów dokonuje się w „supermarkecie” i „shopie”, a ulubioną zabawką dziewczynek jest lalka „Barbie”. Jak również łatwo zauważyć, wyraźnym zmianom ulega słownictwo potoczne. I tak np. „prażona kukurydza”, „podkoszulek” najwyraźniej wychodzą z mody. Skrót „KEN” postrzegany jest jako partner lalki Barbie, „talk” nie kojarzy się z kosmetykiem lub minerałem, lecz z rozmową, a „Madonna” to skandalizująca gwiazda muzyki pop. Słowem, którym najczęściej określa się silnego, umięśnionego mężczyznę jest „paker”, grupie osób przewodzi „leader”, a myszką komputerową „klikamy”. Oczywiście, język żyje, rozwija się i ulega różnym wpływom. Dlaczego jednak polska młodzież woli używać angielskich nazw i kolokwializmów zamiast polskich? Czy nie jest to chęć „pokazania się” wśród kolegów? Zachowanie nastolatków zawsze budziło kontrowersje swą niekonwencjonalnością, stąd pierwszorzędną sprawą w grupie rówieśniczej jest bycie „cool”. PATRIOTYZM BEZ PRZESADYNadmierne czerpanie z uproszczonych wzorów amerykańskich stanowi więc zagrożenie dla rodzimej inwencji i rozwoju kultury polskiej. Szczególnie zagrożony jest język, który, mimo iż wzbogaca się o anglojęzyczne formy, głównie z zakresu technologii i komputerów, ubożeje w swym codziennym zastosowaniu, o czym świadczyć mogą podane wyżej przykłady wzięte z języka codziennych kontaktów młodych ludzi. Czyżby więc duch narodu i nasza kultura znalazły się w stanie zagrożenia? Na szczęście pośród tych wymienianych najwięcej było zwyczajów polskich, np. łamanie się opłatkiem. Dobrze, że chociaż dla 68 proc. respondentów symbolem Polski jest nadal nasze godło narodowe, podczas gdy za symbol Stanów Zjednoczonych 40 proc. uważa Statuę Wolności. Kolejnym zatrważającym znakiem jest brak jakiegokolwiek bohatera, a co za tym idzie – wzorca do naśladowania, co zadeklarowała połowa ankietowanych. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność, gdyż na ponad 60 pytań (w większości otwartych) zawartych w ankiecie udzielonych zostało ok. 8 tys. różnych odpowiedzi. BEZ WSTYDUJakie wnioski nasuwają się po przeprowadzeniu badań wśród tak dużej grupy? Ze względu na losowy dobór szkół objętych kwestionariuszem, który dotarł do każdego województwa w kraju, sądzę, że uzyskany obraz młodego społeczeństwa pozwala na szersze generalizacje. Badania te dowiodły bowiem niezbicie istnienia amerykanizacji w życiu społecznym Polaków. Procesu tego, jako jednego z elementów globalizacji, nie sposób uniknąć. Trudno jest z nim także walczyć, wobec oczywistej fascynacji zachodnią kulturą masową zauważalnej wśród młodego pokolenia. Ale tu nasuwa się kolejna uwaga. Wśród symboli Polski pojawiły się bowiem takie odpowiedzi jak: „pijaństwo”, „zakłamanie”, „małe brudne miasteczka”. Skoro my sami w ten sposób postrzegamy nasz kraj, może warto więcej czasu w programach szkolnych poświęcić zagadnieniom etyki i ekologii? Czy rzeczywiście nasza przysłowiowa gościnność i życzliwość nastawione są jedynie na obcokrajowców z Zachodu w nadziei na korzyści materialne? Z badań wynika, że słabo znamy naszych sąsiadów zza wschodniej granicy, a przecież kulturowo jesteśmy do nich bardziej zbliżeni. Dlatego też nie rezygnujmy z naszego słowiańskiego dziedzictwa na rzecz kowbojskich kapeluszy. Ameryka, utożsamiana ze Stanami Zjednoczonymi, wciąż jest najbardziej pożądanym miejscem zarówno pracy, jak i wakacyjnego wypoczynku. Dolar stanowi dla wielu symbol władzy i siły. Nie zapominajmy jednak, że ta kraina mlekiem i miodem płynąca ma także swe ciemne strony: slumsy, dzielnice nędzy z lokatorami w kartonowych pudłach i grasującymi gangami. Czy Polska ma wyglądać podobnie: Eldorado obok cuchnącego rynsztoku? Nasz kraj w czasach poprzedniego systemu był szary i jednolity, z barwnymi kwiatowymi akcentami od czasu do czasu, np. na 1 Maja, ale ludzie mimo wszystko byli radośni, potrafili cieszyć się sąsiedzką rozmową przy szklance herbaty, dzielili się smutkami i sukcesami z nieznajomymi w tasiemcowych kolejkach. Tymczasem, zwróćmy chociażby uwagę na tradycję konwersacji w pociągu – teraz, zamiast gwaru rozmów, słychać turkot kół wagonów. KORZENIEŻyjemy obecnie w coraz większym pośpiechu, przedkładając „mieć” nad „być”, goniąc za pieniądzem. Zamykamy się w sobie, a do pracy chodzimy w amerykańskim stylu, z „bananem przyklejonym do twarzy” (jak napisano w jednej z ankiet). Nie narzekamy już na szefa, a na pytania odpowiadamy zdawkowo bądź wymijająco. Niedzielne spacery zastąpiły wycieczki do centrów handlowych, grę w kometkę – gry komputerowe, a uroczyste wyjście do kina lub teatru – telewizor i magnetowid. Chociaż na zewnątrz kolorowi, w środku szarzejemy, cierpiąc na syndrom „wypalenia zawodowego”, chronicznie zmęczeni i niezadowoleni. W kontaktach z otoczeniem zachowujemy pozory uśmiechu, podczas gdy nasze oczy pozostają smutne, a w sercach szerzy się zgorzkniałość. Nie potrafimy już cieszyć się z małych rzeczy, kupionej cytryny czy tabliczki czekolady. Chcemy coraz więcej i więcej, a im szybciej i łatwiej, tym lepiej. Któż jeszcze pamięta smak krakowskiej chrupanki? Ja, owszem, przecież w dzieciństwie krzywiłam się na zdobytego z trudem przez rodziców kokosowego batonika z Pewexu, nie potrafiąc docenić jego „wykwintnego” smaku. Ale teraz, na równi ze wszystkimi, „wcinam” snickersa i zastanawiam się, kim jestem: Polką, Europejką czy kosmopolitką? Noszę amerykańskie dżinsy i piję pepsi, jednak wciąż pamiętam smak zsiadłego mleka i stopionego śniegu z górskich wycieczek. „Ciągnę” znajomych z zagranicy po okolicznych muzeach i obruszam się na nich, kiedy zamiast zwiedzać Wawel wolą zjeść obiad w McDonaldzie. Polska staje się krajem coraz większych kontrastów, z bogatymi biznesmenami w drogich samochodach i żebrakami pod kościołem, z ogromnymi centrami handlowymi i małymi osiedlowymi kioskami. Czy nad Wisłą zamiast Smoka Wawelskiego zamieszka Kaczor Donald? Miejmy nadzieję, że jednak nie. Jednym z czynników niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania jednostki w społeczeństwie jest poczucie własnej przynależności narodowej i możliwość czerpania z dziedzictwa kulturowego. Przystępując do Unii Europejskiej, nie zapominajmy o naszych korzeniach. Rozwijajmy swą kreatywność i promujmy rodzimą kulturę, wzbogacajmy inne kraje naszą słowiańską fantazją i dajmy im przykład, iż to Polska właśnie jest matką wielu wybitnych uczonych, noblistów i artystów. Autorka jest doktorantką w Katedrze Amerykanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przez rok prowadziła prace badawcze dotyczące amerykanizacji życia społecznego w Polsce w ramach programu JREX pod patronatem The Tokyo Foundation. Wyniki przeprowadzonych ankiet zostały zaprezentowane podczas pokazu i dyskusji panelowej w Uniwersytecie Gdańskim (21 marca 2003) oraz podczas konferencji, która odbyła się 13 maja 2003 roku w siedzibie Katedry Amerykanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
|
|
|