Szanowny Panie Redaktorze,
Wszystkie fakty, jakie przedstawiłam w rozmowie z redaktorem „Gazety Wyborczej”, a które przytoczył dr Marek Wroński, z jedną nieścisłością, którą prostuję na końcu, są prawdziwe, więc nie obawiam się konfrontacji w sądzie, niemniej podziwiam fantazję, z jaką p. prof. dr hab. med. Tomasz Opala opisuje rzekome poprawki (dwie, jak pisze, a dlaczego nie np. trzy?) wniesione do „pierwotnego artykułu” i toczy naukową polemikę z jakimś wirtualnym tekstem, mającym być - jak wynika z Jego listu do Redakcji - tym pierwotnym artykułem, z którym rzekomo „zwróciłam się z prośbą o współpracę”, a który - jakby wynikało - dopiero po tych poprawkach ukazał się w „Przewodniku Lekarza” jako praca czterech autorów. Wirtualnym, bo tekst faktyczny to zrobiona przeze mnie osobiście kompilacja fragmentów mojej książki „Sztuka w służbie medycyny od antyku do postmodernizmu”, wydanej w czerwcu 2001 r., znajdujących się na stronach 83, 84, 85, 93, 94, 111-115, podczas gdy złożony z nich artykuł „Muzyka w medycynie a muzykoterapia” ukazał się w „Przewodniku Lekarza” w sierpniu roku 2002. W artykule zamieszczonym w „Przeglądzie Lekarza” nie ma ani jednego słowa ponad to, co jest w książce, nie ma najmniejszej zmiany w zdaniach i słowach wyjętych z książki i nie ma informacji, a powinna być, iż artykuł napisany został na podstawie tej książki. Nie ma też, niestety, podanego źródła danych zawartych w tabeli „Podobieństwa i różnice między medycyną muzyczną a muzykoterapią”. Źródłem tym była osobiście, co zaznaczyłam w książce, prof. dr Cheryl Dileo Maranto z Temple University (USA), prezydent Światowej Federacji Muzykoterapii, z którą współpracuję jako oficjalny reprezentant Polski w European Music Therapy Committee. Pominięte też zostało podziękowanie pod adresem prof. dr Barbary S. Hanser, dyrektora Instytutu Muzykoterapii w Bostonie (USA), w którym prowadziłam badania porównawcze nad muzykoterapią amerykańską i europejską, a których wyniki wykorzystałam w książce, a tym samym i w artykule, identycznym z tekstem książki. Tekst artykułu, jak napisał w skierowanym do mnie liście z przeprosinami za zaistniałą sytuację dyrektor „Termedia” Pan Kordas, autoryzował dr Rzymski. On więc odpowiada także za te pominięcia. Kto - bo nie ja - Go do tego upoważnił? Należy zauważyć, że artykuł ma charakter analityczno-syntetyczny, ale nie opiera się na danych z Internetu, tak jak kilka artykułów znajdujących się w zbiorowym dorobku Panów P.T. Opali, Woźniaka i Rzymskiego.
Czytając bardzo uważnie list p. prof. Opali do Redakcji zorientowałam się jednak, że polemizuje on z jakimś fragmentem książki, którego z pewnością nie było w sporządzonej przeze mnie kompilacji, jaką dałam na dyskietce doktorowi Woźniakowi. Czyżby więc nagle „znalazła się” jakaś inna, nieznana mi dyskietka z dłuższym tekstem artykułu, z którym miałam jakoby „zwrócić się z prośbą o współpracę”, a który - jak należy się domyślać - dopiero po „poprawkach współautorów” skrócony został do wersji identycznej z tą, jaka ukazała się w „Przewodniku Lekarza”? To, co w liście do Redakcji pisze Pan prof. Opala na temat znieczulania bólu i immunologii, jest polemiką z tekstem, którego w artykule po prostu nie ma. Polemika byłaby jak najbardziej wskazana, ale powinien pozostać po niej jakiś ślad, choćby w postaci przypisu polemicznego, mającego swojego konkretnego autora, bo w piśmiennictwie naukowym raczej nie stosuje się formy pluralis maiestaticus ani trójcy mówiącej jednym głosem. Przedmiotem sporu jest zresztą konkretny, opublikowany tekst, a nie dyskusja wokół niego. Mam nadzieję, że przed sądem, do którego wzywają mnie Panowie, dowiem się, jaki był procentowy wkład każdego z Panów w tekst, w którym wspaniałomyślnie pozostawili mi 25 proc. udziałów. W którym miejscu jakiego mojego tekstu znalazło się stwierdzenie, że „muzykę można zastosować jako podstawową formę leczenia”, z którym to stwierdzeniem - jak najbardziej słusznie, ale nie odkrywczo - nie mógł się zgodzić Pan profesor? Opublikowałam cztery książki i kilkadziesiąt artykułów na temat terapeutycznych możliwości sztuki i nigdy nigdzie tak nie twierdziłam, a sam tytuł mojej książki: „Sztuka w służbie medycyny...” świadczy, że uznaję służebną rolę sztuki, a tym samym muzyki, w procesie leczenia.
W kwestii honorarium dla p. dr. Rzymskiego dysponuję skierowanym do mnie listem p. Kordasa, dyrektora „Termedia”, wydawcy „Przewodnika Lekarza”, w którym pisze on, że to „dr Rzymski autoryzował tekst i pobrał zań honorarium”. Pisze również o umowie, zgodnie z którą dr Rzymski otrzymywał honorarium za „dostarczane” teksty. Zwracam uwagę na zagadkowość tej umowy, bo zazwyczaj honorarium otrzymuje się za teksty „napisane”.
Jest jednak pewna nieścisłość w relacji „Gazety” i powtarzającego ją p. dr Marka Wrońskiego, dla zainteresowanych nie obojętna, więc ją prostuję: na Radzie Wydziału 11 czerwca 2003 r. publicznie nie zakwestionowałam morale p. lek. med. Pawła Rzymskiego, ale zgłosiłam zastrzeżenie co do zasadności stającego na tej samej radzie wniosku o nadanie tytułu naukowego profesora panu prof. AM dr. hab. Tomaszowi Opali (winno to być zarejestrowane w nagraniu z posiedzenia Rady Wydziału). Zastrzeżenia zaś co do zasadności przyznania stopnia doktora p. lek. med. Pawłowi Rzymskiemu rozwiała Centralna Komisja ds. Stopni i Tytułów pismem BCK-Org.-219/2003, stwierdzając: „Sam ewentualny fakt naruszenia dobrych obyczajów w nauce musiałby (...) wpływać na wartość dorobku branego pod uwagę przy nadawaniu stopnia naukowego doktora. W świetle przepisów ustawowych podstawą uzyskania tego stopnia są wyniki egzaminów doktorskich i obroniona rozprawa”. Wprawdzie ustawa z 14 marca 2003 r. mówi jednak o braniu pod uwagę faktu naruszenia „Kodeksu dobrych obyczajów w nauce” także w przypadku dorobku naukowego kandydata na doktora, ale to pewnie sprawa interpretacji.
W kwestii zaś „procedury mojego zwolnienia” wymowny jest sam fakt, iż przyniósł mi je goniec ze szpitala, którego dyrektorem jest prof. Opala, choć ja pracownikiem szpitala nie byłam. Byłam za to członkiem Rady Wydziału Akademii Medycznej z aktem powołania z roku 1996. Poprzednik p. prof. Opali na stanowisku dziekana za przyznanie sobie nagrody rzędu 300 tysięcy złotych, bez wiedzy Rady Wydziału, ukarany został wprawdzie naganą, ale pracy nie stracił. Nasunąć się więc ma prawo pytanie, cóż ja takiego musiałam zrobić, że otrzymałam wypowiedzenie?
Na dowód, że jednak negowałam współudział w pracy - a konkretnie mu zaprzeczyłam - Panów podpisanych pod artykułem wcześniej niż o sprawie napisała „Gazeta Wyborcza”, mam listy, jakie wystosowałam do dr. Rzymskiego i prof. Opali, ale Pan prof. dr hab. med. Tomasz Opala najwidoczniej uważa, że jedyna skuteczna negacja to pozew do sądu. Najwidoczniej ma rację. Z zainteresowaniem przyjrzę się więc dowodom mającym świadczyć o współautorstwie artykułu „Muzyka w medycynie a muzykoterapia” Panów prof. dr hab. Tomasza Opali, dr. Jakuba Woźniaka i dr. Pawła Rzymskiego. Rektor Akademii Medycznej w Poznaniu prof. dr. hab. Grzegorz Bręborowicz powiadomił mnie w piśmie z 9 lutego 2004 r., że umorzył postępowanie wyjaśniające w tej sprawie, prowadzone przez rzecznika dyscyplinarnego AM. Uzasadnienia nie podał.
Dr hab. Wita Szulc,
prof. Uniwersytetu Wrocławskiego