Z prof. Witą Szulc odbyłem prawie godzinną telefoniczną rozmowę 7 listopada 2003, w przeddzień opublikowania artykułu w poznańskiej „Gazecie Wyborczej”. Z prof. Tomaszem Opalą nie rozmawiałem, ale dowody są jednoznaczne. Kwestionowany 4,5-stronicowy artykuł przeglądowy w czasopiśmie „Przewodnik Lekarza” jest kompilacyjnym autoplagiatem, w 100 proc. opartym na wcześniejszym tekście prof. Szulc. Porównanie treści jest bezlitosne: nie ma tam żadnego NOWEGO zdania. Obala to pretensje trzech „współautorów”, że mieli jakikolwiek twórczy wkład w opublikowaną pracę!
Rzecznik dyscyplinarny AM, prof. Eugeniusz Korman, w rozmowie ze mną 1 marca 2004 stwierdził, iż umorzył postępowanie dyscyplinarne, albowiem uwierzył w zapewnienia prof. Opali, że tym „twórczym” wkładem było „odchudzenie” dostarczonego maszynopisu z nadmiaru treści. „Współautorzy” jednak nie raczyli o tych zmianach poinformować głównej autorki, nie zachował się (zarówno w sekretariacie prof. Opali, jak i w redakcji czasopisma) list towarzyszący maszynopisowi, gdzie powinien być podpis głównego autora i współautorów. Świadczy to, że praca do druku została wysłana bez akceptacji pierwszego autora. Czasopismo „Przewodnik Lekarza” ma ranking i punktacje KBN, ale artykuł nie został poddany w redakcji ocenie recenzentów.
Nie można zgodzić się z argumentem prof. Kormana, iż skrócenie artykułu to „twórczy wkład” uzasadniający współautorstwo pracy naukowej. Kierownik katedry, na ewentualną prośbę swoich współpracowników, jest zobowiązany do krytycznej oceny ich maszynopisów. Nie upoważnia go to jednak do „dopisania się” do współautorstwa artykułu. Najwyżej może liczyć na zdanie: „Autor dziękuje prof. XX za krytyczną ocenę maszynopisu”. Prof. Opala sam jest zastępcą redaktora naczelnego czasopisma „Przegląd Ginekologiczno-Położniczy”, dlatego świetnie powinien znać reguły warunkujące współautorstwo pracy naukowej. Tych reguł w żadnym stopniu nie spełnił i szkoda, że nie widzi tego on sam oraz władze Akademii Medycznej w Poznaniu.
Co „twórczego” zrobili dwaj inni „współautorzy”, dr Woźniak i dr Rzymski, nie byłem w stanie zrozumieć. Podobno poszukali bibliografii, na podstawie której prof. Opala mógł wykreślić fragmenty maszynopisu, nieodpowiadające już współczesnej wiedzy medycznej.
Wszystkich Państwa zaciekawi pytanie, dlaczego prof. Wita Szulc wręczyła dyskietkę ze swoim maszynopisem dr. Jakubowi Woźniakowi, zamiast sama wysłać go do redakcji? Otóż rzecznik dyscyplinarny stwierdził, iż wcześniej ustalono, że jej praca posłuży jako podstawa do starania się o grant w celu badania wpływu muzyki na rodzące pacjentki w szpitalu ginekologiczno-położniczym. Ponieważ już wówczas groziło jej, że z powodu braku godzin wykładowych może zostać zwolniona, zapewne pozwoliła sobie zasugerować, iż jeśli uda się zdobyć grant dla prof. Opali (który został dziekanem), to jej etat będzie uratowany. Dlatego zgodziła się na dwóch „współautorów”, dr. Woźniaka i prof. Opalę, którzy byli jej przełożonymi. Jednak oburzyło ją i zaprotestowała, gdy zobaczyła, że dopisał się także dr Rzymski.
Ten ostatni od grudnia 2002 roku co miesiąc publikował w „Przewodniku Lekarza” przeglądowy artykuł, którego współautorem był także prof. Opala. Dało to prof. Opali niezły dorobek naukowy w drodze do tytularnej profesury. Wszyscy już sami zrozumieją, co stało się dalej. Gwoli śisłości należy też dodać, iż wypowiedzenie z pracy prof. Wita Szulc otrzymała PRZED rozpoczęciem się Rady Wydziału.