ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Okolice nauki

Na stypendium z Marią Curie

Nigdy wcześniej nie byłam w Anglii, więc weekendy były okazją do poznawania kraju i ludzi. Uczestniczyłam w uroczystym lunchu bożonarodzeniowym, organizowanym przez instytut oraz w wieczorze na cześć Roberta Burnsa, imprezie pełnej szkockich tańców i pieśni.
Anna Iwaniak

 Fot. Stefan Ciechan Każdy pracownik naukowy w swojej karierze staje przed dylematem wyjazdu na staż zagraniczny. Tak było również w moim przypadku. Byłam wtedy na etapie finalizacji pracy doktorskiej i promotor zasugerował, że powinnam już zacząć przygotowania do załatwiania formalności związanych z wyjazdem na staż zagraniczny. Wysłałam zatem kilkanaście (może nawet kilkadziesiąt) listów motywacyjnych do różnych instytucji naukowych, charakteryzujących się podobnym profilem badawczym, z pytaniem czy nie zechciałyby przyjąć stażystki. Otrzymałam dwie odpowiedzi pozytywne, z których wybrałam Europejski Instytut Bioinformatyczny w Hinxton w Wielkiej Brytanii. Mając oficjalne zaproszenie, mogłam załączyć je do kolejnych listów z prośbą o przyznanie mi stypendium na pobyt naukowy za granicą. Jak nietrudno się domyślić, po kilku miesiącach czekania otrzymałam odpowiedź, że „w danym roku środki stypendialne zostały wyczerpane” i zaproponowano mi szukanie innych instytucji, które mogłyby przyznać stypendium.

Formalności i praca

Muszę przyznać, że byłam skutecznie zniechęcona i nie zamierzałam podejmować już żadnych prób wyjazdu. Uporowi promotora zawdzięczam, że ostatecznie odbyłam staż naukowy. Promotor zaproponował, bym pojechała do Wielkiej Brytanii na tydzień i zaprezentowała wyniki moich badań. Tak zatem znalazłam się w Hinxton. Po prezentacji dr Rolf Apweiler zaproponował mi udział w programie stypendialnym im. Marii Curie, działającym w ramach V Programu Ramowego. Od tej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie. Wniosek o stypendium znalazłam na stronie internetowej Instytutu Bioinformatycznego. Do wniosku dołączyłam CV, wykaz dorobku naukowego, opinię promotora oraz plan projektu, który chciałabym zrealizować (jedna strona formatu A4). Wszystko to wysłałam pocztą elektroniczną i po upływie miesiąca otrzymałam odpowiedź, że mój wniosek został pozytywnie rozpatrzony i mogę wyjechać. Wkrótce otrzymałam też list polecony zawierający kontrakt, którego kopię, po podpisaniu, odesłałam pocztą zwrotną. Pozostało już tylko załatwienie formalności związanych z podróżą. Ponadto dowiedziałam się, że muszę wykupić w kraju ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków (kserokopię umowy przedstawiłam po przyjeździe) oraz przedłożyć pismo z uniwersytetu, że jestem jego pracownikiem. Sprawdziłam także, czy muszę ubiegać się o wizę na pobyt w Wielkiej Brytanii.

Z wymienionymi dokumentami znalazłam się 1 grudnia 2002 roku w Europejskim Instytucie Bioinformatycznym w Hinxton. Ponownie musiałam zaprezentować to, czym zajmowałam się w macierzystej katedrze i przedstawić tezy projektu, nad którym miałam pracować w Hinxton (A Module for the Presentation of Structural Data in the Proteome Analysis Database; jego krótki opis znajduje się na stronie internetowej: http://www.sander.embl-ebi.ac.uk/~sp/studyProjects/proteome_structure.html). Praca nad tym zagadnieniem pozwoliła mi wykorzystać wiedzę z zakresu budowy i analizy struktury białek i połączyć ją z podstawami programowania komputerowego (język PERL), których miałam okazję się nauczyć. Praca trwała trzy miesiące, to minimalny okres pobytu w ramach stypendium Marii Curie (maksymalny okres - 12 miesięcy). Do dyspozycji miałam nowoczesny sprzęt komputerowy, a także dostęp do biblioteki i czytelni instytutu. Nie mogę pominąć pomocy merytorycznej, jaką otrzymałam od osób sprawujących pieczę nad całością projektu: dr Margaret Biswas (Szkocja), dr Virginie Mittard (Francja) i mgr Florence Servant (Francja). Mimo że minęły już 2 lata, odkąd jestem w Polsce, do dziś utrzymujemy ze sobą kontakt.

Po ukończeniu projektu, rezultaty musiałam zaprezentować w formie sprawozdania. Ich część załączyłam jako rozdział pracy doktorskiej. Dodatkowym, wymiernym efektem pobytu na stażu zagranicznym było wykorzystanie nabytej wiedzy w postaci zaprojektowania komputerowej bazy danych sekwencji białek i bioaktywnych peptydów BIOPEP, zgodnie ze światowymi standardami w tej dziedzinie. Baza ta funkcjonuje pod adresem internetowym http://www. uwm.edu.pl/biochemia i jest jedyną tego typu bazą w kraju.

Dobra decyzja

Dzięki wyjazdowi spróbowałam życia w „innym świecie”. Na początku musiałam znaleźć sobie stancję, co nie było rzeczą prostą, ponieważ Cambridge jest miastem uniwersyteckim i większość niedrogich pokoi do wynajęcia była już zamieszkana przez studentów. Zaczęłam od studiowania ogłoszeń w miejscowej prasie, przeglądania stron internetowych, pytania osób pracujących w instytucie. Ostatnia metoda okazała się niezawodna. Dzięki znajomym, którzy polecali mnie swoim znajomym, znalazłam swój „nowy dom”. Przy tej okazji poznałam także kilku Polaków, którzy postanowili osiedlić się na stałe w Cambridge. Z dojazdem do pracy nie było żadnych problemów. Codziennie o godz. 850, w wyznaczonym miejscu zabierał nas podstawiony autobus. Praca trwała od godz. 900 do 1730 z przerwą na kawę oraz lunch. O 1730 czekał już autobus, by odwieźć wszystkich do Cambridge. Anglicy są bardzo „wrażliwi” na przestrzeganie godzin pracy, nikt nie zostawał po godzinach. Ponadto każdy, kto miał do załatwienia jakąś sprawę, np. wizytę u lekarza, w urzędzie itd. - raz w miesiącu mógł wziąć dzień wolny, co również i mnie bardzo się przydało, kiedy poszukiwałam mieszkania.

Nigdy wcześniej nie byłam w Anglii, więc weekendy były okazją do poznawania kraju i ludzi. Dzięki temu bezbłędnie odróżniam akcent szkocki, irlandzki i „angielski” (jest wiele odmian tego ostatniego). Poza Londynem zwiedziłam m.in. zimową rezydencję królowej Elżbiety II w Sandringham oraz niektóre portowe miasteczka jak Hunstanton i Yarmouth (miejsce, w którym rozgrywa się akcja powieści Karola Dickensa David Copperfield). Uczestniczyłam także w uroczystym lunchu bożonarodzeniowym, organizowanym przez instytut oraz tzw. Burns Supper, wieczorze organizowanym na cześć XIX-wiecznego poety szkockiego Roberta Burnsa, imprezie pełnej szkockich tańców, pieśni, Szkotów w kiltach oraz potraw szkockich, w tym słynnego haggis. Bardzo ciepło będę wspominać także Anglików, których poznałam. Dzięki ich życzliwości, trzy miesiące pobytu „na obczyźnie” minęły bardzo szybko i nie tak boleśnie.

Z perspektywy czasu uważam, że wyjazd na staż zagraniczny w ramach stypendium Marii Curie był dobrą decyzją. Poza niewątpliwym rozwojem naukowym jest to jedna z niewielu szans bardzo szybkiego wyjazdu oraz zaistnienia w światowym środowisku naukowym, co może zaowocować potem współpracą naukową. Ponadto, w obecnym systemie stypendialnym, stypendia Marii Curie są okazją zarówno dla młodych, jak i doświadczonych pracowników naukowych, a także instytucji przemysłowych. Żyjemy w erze Internetu, a ułatwiony dostęp do informacji na temat stypendiów, wymagań stawianych kandydatom, niezbędnych dokumentów jest dodatkowym atutem przy załatwianiu formalności związanych z zagranicznymi stażami naukowymi. Dlatego zachęcam wszystkie osoby pragnące odbyć staż naukowy za granicą do skorzystania z oferty stypendiów Marii Curie i przeglądania stron Krajowego Punktu Kontaktowego. Naprawdę warto.

Dr inż. Anna Iwaniak, specjalistka w dziedzinie technologii i biochemii żywności, jest pracownikiem Katedry Biochemii Żywności na Wydziale Nauki o Żywności Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.