Szanowny Panie Redaktorze,
Straszne rzeczy dzieją się ostatnimi czasy z pocztą elektroniczną. Nie, nie chodzi mi o dział „Forum Akademickiego” pod tym tytułem, gdzie za łaskawym przyzwoleniem Pana Redaktora od lat kilku pisuję rzeczy rozmaite. Mam na myśli znaczenie dosłowne, czyli powszechnie od kilku lat wykorzystywany środek komunikacji międzyludzkiej, a dokładniej biorąc, między ludźmi mającymi dostęp do Sieci.
Otóż wszyscy bez wyjątku użytkownicy emaila, których o to pytałem, dostają ostatnio duże ilości poczty niechcianej. Można ją z grubsza podzielić na dwie kategorie: spam typu reklamowego, rozsyłany masowo na adresy jakoś zdobyte lub generowane losowo oraz listy wysyłane przez wirusy oraz ich pochodne. W zasadzie tego rodzaju pocztę daje się dość łatwo rozpoznać, niemniej wielu internautów, zwłaszcza nie mających większego doświadczenia w posługiwaniu się pocztą elektroniczną, nie znających angielskiego bądź po prostu naiwnych, miewa z nimi problemy.
I mnie ta plaga dotyka, choć nie odczuwam jej jako zbytnio dokuczliwej. Jeśli chodzi o klasyczny spam, największe ilości przychodzą na jedno z moich kont darmowych, z którego i tak prawie nie korzystam. Dla porządku zaglądam tam od czasu do czasu za pomocą programu, który nie ściąga żadnych listów na dysk, lecz tylko pokazuje ich tematy i nadawców. Mogę je wykasować dwoma pociągnięciami myszki. Być może, jak sugerują niektórzy koledzy, tracę w ten sposób wiele niepowtarzalnych okazji, a to powiększenia sobie tego lub owego (stanu konta bankowego, niektórych organów, życiowych perspektyw itp.), a to przeciwnie „ zmniejszenia (wagi, płaconych podatków itp.), albo nabycia czegoś cennego (np. uniwersyteckiego dyplomu). Większości towarzyszy oczywiście klauzula, że to wszystko można osiągnąć za niewygórowaną cenę. Na żaden z tych listów, oczywiście, nie odpowiadam, bo dopiero by się zaczęło!
Jeśli chodzi o listy generowane przez wirusy, dostaję ich względnie niewiele. Ciekawe, że większość to nie listy bezpośrednie, lecz takie, które nazwałem wyżej pochodnymi, to znaczy zawierające komunikaty rozmaitych serwerów pocztowych o niemożliwości dostarczenia listu, wysłanego jakoby przeze mnie, z powodu nieistnienia użytkownika, do którego był adresowany. Ciekawe, że tego rodzaju maile dostaję prawie wyłącznie na konto służbowe, uczelniane. Są one objawem tego, że któryś z moich licznych internetowych korespondentów złapał wirusa generującego maile pod rozmaite adresy z moim (między innymi) adresem jako nadawcy. Ostatnio kolega zza ściany przyznał mi się, że program antywirusowy wykrył w jego systemie ponad tysiąc zawirusowanych plików...
Walka z niechcianą pocztą i wirusami, będącymi często jej źródłem, przypomina znaną chyba od zarania ludzkości „grę” w policjantów i złodziei. Obie strony próbują uzyskać przewagę, wymyślając coraz to nowe sposoby przechytrzenia przeciwnika. Gdy twórcy wirusów i spamerzy stosują nowe metody, programiści służący dobrej sprawie starają się jak najszybciej znaleźć jakieś remedium.
Sprawa nie jest prosta, wymaga czasem zastosowania zaawansowanych metod. Tu w sukurs przychodzi nauka. O ile bowiem rozpoznawanie wirusów jest dobrze rozwinięte, a dobre programy antywirusowe potrafią przy użyciu metod heurystycznych wskazać potencjalnie groźne, choć nieznane jeszcze fragmenty kodu mogącego być wirusem, o tyle skuteczne i w miarę jednoznaczne odróżnienie spamu od normalnej poczty jest już znacznie bardziej skomplikowane. Spam bowiem przybiera często pozory zwyczajnej poczty, np. przez fałszowanie nagłówków, o czym wspomniałem wyżej.
Okazuje się, że problem ten może mieć ciekawe aspekty poznawcze, stąd zainteresowanie naukowców. Wymaga przy tym podejścia interdyscyplinarnego. W pewnej pracy napotkałem analizę proliferacji spamu przy zastosowaniu teorii grafów, elementów socjologii, statystyki itp., a praca ta ukazała się w jednym z najwyżej cenionych na świecie czasopism naukowych z dziedziny... fizyki. Jest przy tym nie tylko teoretyczna, ale zawiera też konkretne wnioski praktyczne, które mogą zostać łatwo wykorzystane przez programistów tworzących antyspamowe filtry.
Głównymi pogromcami poczty niechcianej, denerwującej miliony internautów na całym świecie, są „ a przynajmniej być powinni „ administratorzy serwerów pocztowych. Potrzebna jest jednak spora wiedza i umiejętności, a prócz tego chyba też wiele dobrych chęci, a może wręcz pasji. Na co dzień widzę np. wyraźną różnicę między wynikami i skutecznością działań podejmowanych przez obsługę serwerów komercyjnych, na których mam płatne konta pocztowe, a pracą administratorów serwerów uczelnianych, nie tylko na swoim akademickim „podwórku”. Miarą tej różnicy jest ilość niechcianej poczty dochodzącej na konta płatne i uczelniane. Przy okazji można pomyśleć o małym temaciku badawczym: jak silna jest korelacja jakości i skuteczności zabezpieczeń antywirusowych i antyspamowych na serwerach z wysokością pensji obsługującego je personelu.
Problematyka walki z wynaturzeniami zastosowań medium komunikacyjnego, jakim jest poczta elektroniczna, wydaje się nader perspektywiczna z naukowego punktu widzenia. Zwłaszcza że w obecnych czasach od naukowców żąda się, by wyniki ich prac przynosiły konkretne korzyści praktyczne, czyli by przekładały się na korzyści materialne. A praktyka w dziedzinie spamu czy komputerowych wirusów, rozpowszechnianych za pomocą poczty elektronicznej, dotyczy bezpośrednio codziennych spraw wielu milionów ludzi na całym świecie.
Można sprawy widzieć tak, iż rosnąca plaga wirusów i spamu jest przejawem postępującej degrengolady globalnej wioski. Wszelako z innej perspektywy rzecz wydaje się raczej optymistyczna. Oto bowiem pokaźna rzesza naukowców, którym w świecie rosnącego pragmatyzmu z coraz większym trudem przychodzi uzasadnienie swego istnienia, może znaleźć zarówno ciekawe, jak i niezwykle aktualne możliwości wykorzystania swojej wiedzy, umiejętności i zdolności twórczych w walce o słuszne cele. Na przykład w obronie zwyczajnych ludzi przed brutalną agresją za pośrednictwem poczty elektronicznej.
W nadziei, że tego tekstu nie spotka los poczty niechcianej, pozwalam go sobie przesłać Panu Redaktorowi wraz z serdecznymi e-pozdrowieniami
Paweł Misiak