ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Rody uczone (90)

Prószyńscy

Duch Promyka to nie była świętość. To było ucieleśnienie zasady. Praca, praca to była rzeczywistość.
Magdalena Bajer
Konrad Prószyński
(Kazimierz Promyk)

Początek ma dość dokładną datę, rok 1442. Są dokumenty mówiące, że w tym właśnie roku dwaj, wówczas jeszcze Proszyńscy, Falisław z synem Ferdynandem, przenieśli się z podkrakowskich Proszowic na Podlasie, które było krajem spokojnym. Miejsce swego osiedlenia nazwali Proszanką. Niemal do końca XVII wieku rozrastająca się rodzina używała tytułu kniaź. W zapisach i w pamięci pozostały nazwiska koligatów, takich jak: Potoccy, Kościuszko, Moniuszko... Edward Sudwoj, potomek Prószyńskich po kądzieli, ma starą fotografię z majówki rodzinnej, na której widnieje pan Kostrowicki, ojciec Guillaumea Apollinairea. Matką poety była Prószyńska z domu.

Po Sybirze

Potomkowie kniaziów w dobie rozbiorowej ubożeli wskutek carskich represji za czyny patriotyczne. Ród z ziemiańskiego stawał się inteligenckim, coraz więcej w nim było ludzi wykształconych, rozumiejących potrzebę kształcenia jak najszerszych kręgów społeczeństwa. W drugiej połowie XIX wieku dwaj Prószyńscy, Antoni i jego syn Stanisław Antoni, po odbyciu kary zesłania na Sybir zamieszkali w Piotrkowie Trybunalskim.

Ich potomkowie ściągnęli do Warszawy ożywieni pragnieniem pracy dla innych w perspektywie przyszłej niepodległości Polski, w którą pokolenia żyjące pod zaborami nie przestawały wierzyć. Konrad, wnuk Antoniego, później najznamienitsza postać rodu - już pozytywistów - z przyjacielem Stanisławem Witkiewiczem ruszyli z głębi carskiego imperium piechotą, statkami, koleją. Witkiewicz zatrzymał się w Rydze, przyjaźń wszakże przetrwała lata.

Porzuciwszy rychło plany zbrojnego przeciwstawiania się zaborcom (nie było do tego wtedy klimatu w Warszawie), student Wydziału Prawa Konrad Prószyński wraz z dwoma kolegami 1 maja 1875 roku podpisał akt założycielski Towarzystwa Oświaty Narodowej. Głęboko zakonspirowane, działało kilka lat wedle tej formuły patriotyzmu, która zakładała cywilizacyjny rozwój społeczeństwa. Parę lat później tworzył Studenckie Towarzystwo Wioślarskie, które przekształciło się z czasem w Warszawskie Towarzystwo Wioślarskie. W owym początkowym okresie działalności społecznej pisał do rodziców: Czuję, że jakaś nowa siła mnie wsparła i ożywia (...). Zacząłem patrzeć na życie jako na nową drogę obowiązków, zawaloną wprawdzie przeszkodami, żebym jednak miał prawo do nazwy człowieka, powinienem zawsze postępować po niej naprzód, z podniesionym czołem i kłaść za zadanie pracę i pracę. Tak jestem przekonany i tak czuję.

Nie zszedł z wyznaczonej sobie w młodości drogi do końca życia (zmarł w roku 1908) i przekazał własne ideały następnym pokoleniom rodu, którego potomkiem jest Mieczysław Prószyński, wnuk w prostej linii, z wykształcenia fizyk, założyciel i dyrektor znanej oficyny wydawniczej. Razem z panem Sudwojem mówili mi o rodzinnej tradycji.

Elementarz i dalsza nauka

Konrad Prószyński z żoną Cecylią Puciatówną i pierworodnym synem spędzał wakacje w biednej podwarszawskiej okolicy, gdzie panował „szalony analfabetyzm”. Poruszony tym wynajął u miejscowego dziedzica... drzwi od stodoły i na nich wypisał, czy raczej wyrysował, swój pierwszy elementarz - wskazówki do nauki czytania i pisania dla dorosłych. Po powrocie opracował i wydał drukiem Elementarz ścienny, którego pięć tysięcy szybko się rozeszło. W grudniu 1875 roku ukazała się wersja książkowa Elementarz, na którym nauczysz czytać w pięć albo osiem tygodni. Oba podpisał jako Kazimierz Promyk. Pod tym pseudonimem stał się szeroko znany, a Promykowe elementarze długo rywalizowały z tymi autorstwa Mariana Falskiego. Ukazało się ich łącznie półtora miliona egzemplarzy, każdy po siedem groszy, co czyniło książkę powszechnie dostępną. W roku 1879 wydał Obrazkową naukę czytania i pisania, uznaną kilka lat później przez londyńskie Towarzystwo Pedagogiczne za najlepszy elementarz i nagrodzoną tysiącem funtów szterlingów, po które Promyk, zajęty innym swym życiowym dziełem, do Londynu nie pojechał.

Dwa lata po tragicznej śmierci Cecylii z Puciatów, ożenił się powtórnie z Wandą Korzonówną, poznaną w domu jej ojca, wybitnego historyka, twórcy warszawskiej szkoły historycznej Tadeusza Korzona, gdzie co tydzień spotykało się grono inteligencji, aby rozmawiać o sprawach zasadniczych. W tym kręgu dojrzewała idea najważniejsza pośród dzieł Promyka, będąca dalszym, milowym, krokiem na drodze tej pracy, o jakiej pisał rodzicom młody student.

Na początku 1880 roku ukazał się pierwszy numer „Gazety Świątecznej” i zapowiedź kalendarza pod nazwą „Gość” za ten rok. Prószyński przeznaczał swe wydawnictwa dla najszerszych rzesz odbiorców, których potrzeby znał dobrze, a do tego, żeby je zaspokajać, przygotowywał się długo i starannie. Wyróżniały „Gazetę” obfitość aktualnych informacji o tym, co dzieje się w różnych miejscach kraju oraz ścisły kontakt z czytelnikami poprzez rozbudowany dział listów i sieć korespondentów rekrutujących się z niemal wszystkich parafii Królestwa. Sam Promyk redagował obszerny dział porad dotyczących głównie załatwiania spraw w urzędach i sądach, korzystania z kredytów bankowych, prowadzenia drobnego handlu i rzemiosła, samokształcenia. W roku 1890 „Gazeta Świąteczna” miała nakład 6850 egzemplarzy, a w roku 1906 - 35 tys., co wówczas było liczbą bardzo dużą.

Scheda

Mieczysław Prószyński waha się, gdy pytam, czy edytorska działalność dziadka Konrada inspirowała go. Chyba nie bezpośrednio. Z kolegami chcieli wydawać prasę, gdyż robili to konspiracyjnie w stanie wojennym. Gdy przyszło do rozważań, co wydawać, do głosu doszła rodzinna tradycja. „Poradnik Domowy” nawiązuje do „Gazety Świątecznej” podobnym przeznaczeniem - dla szerokich kręgów społeczeństwa. Pan Sudwoj dodaje w tym momencie, że i duch ożywiający dzisiejsze wydawnictwo jest „Promykowy”.

Konrad Prószyński, poza wszystkimi innymi przedsięwzięciami patriotyczno-pozytywistycznymi, założył księgarnię, czyli, wedle ówczesnej terminologii, wydawnictwo książek, ale i miejsce, gdzie można było je kupić, a także księgarnię wysyłkową, tj. sprzedaż na zamówienie składane (z kraju i zagranicy) za pośrednictwem „Gazety Świątecznej”.

Ta ostatnia stała się po śmierci założyciela „rodzinnym biznesem”. Tylko najmłodszy z wielu dzieci Promyka, ojciec Mieczysława, nie udzielał się w nim. Był geologiem, wykładowcą w Uniwersytecie Warszawskim, autorem wielu map ziem polskich. Po swoim ojcu wziął wielkie umiłowanie pracy, Mieczysław pamięta, że nieraz nocował w zakładzie, a matka nosiła mu tam kolację. Podczas weekendowych wycieczek, będących jedną z niewielu okazji do rodzinnych rozmów, ojciec zabierał ze sobą młotek, „stukał w skałki” i robił notatki.

„Gazeta Świąteczna” ukazywała się aż do chwili zbombardowania drukarni we wrześniu 1939 roku. Władze powojenne chciały ją wznowić, zdając sobie sprawę z wielkiej popularności, pod szyldem Prószyńskich, lecz pod własną kontrolą. Nie zgodziła się na to jedna z córek Promyka, babka pana Sudwoja. - Z komunistami tej gazety wydawać nie będziemy - powiedziała. Do dzisiaj zgłaszają się do Wydawnictwa Prószyński i S-ka ludzie, którzy przechowali roczniki albo pojedyncze numery.

Drugie pokolenie pozytywistów, to, któremu dane było żyć w Polsce niepodległej, kontynuowało tradycję. Spośród czwórki dzieci Promyka z pierwszego małżeństwa Kazimierz nazywany jest „polskim Edisonem kinematografii”, a sami bracia Lumi?re przyznali: - Prószyński był pierwszy. Skonstruował szereg urządzeń, w tym pierwszą kamerę ręczną dla reporterów, aparat projekcyjny i zdjęciowy „Oko” (produkowała je spółka pod tą nazwą). Był, wraz z Janem Szczepanikiem, pionierem telewizji w Polsce. Przy tym wszystkim zasłużył na miano „najlepszego pianisty wśród wynalazców” i... hodował róże. Córka Jadwiga Rogowa, malarka, po studiach za granicą, wraz z dwiema jeszcze paniami z bliskiej rodziny, restaurowała kościół św. Anny w Warszawie malując jego sklepienie.

Uczoną tradycję podtrzymuje Stefan, profesor Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, prawnik i matematyk.

Z Wandą Korzonówną Konrad Prószyński miał siedmioro dzieci. Jedna z córek, Wanda Gałązkowa, mająca wyższe wykształcenie rolnicze, była dziennikarką i stałą autorką „Gazety Świątecznej”. Wszystkie jej z kolei dzieci walczyły w Armii Krajowej, czworo zginęło. Każde z licznego rodzeństwa i wielu przedstawicieli następnego pokolenia zasługuje na pamięć za ofiarną pracę i trud poświęcany innym.

Wychowano nas...

Są w tej rodzinnej historii - bardzo długiej i bogatej - wszelkie wzory patriotyzmu i wszystkie rodzaje służby narodowi. Przeplatają się w biografiach jednostek, jak młodzieńcze insurekcyjne pragnienia Konrada Prószyńskiego, przetopione na wytężoną pracę u podstaw, i analogiczne konspirowanie wnuka Mieczysława, owocujące w III Rzeczypospolitej pracą dla tego samego celu - sycenia umysłowych głodów, ale i rozbudzania ich nieustannie.

Jeden z młodszych synów Promyka, Bolesław, zginął w wojnie bolszewickiej 1920 roku, u boku księdza Skorupki, jako siedemnastoletni gimnazjalista. Jego cioteczne siostry i bracia polegli w powstaniu warszawskim.

Marek, wspomniany już ojciec Mieczysława, „zawsze musiał coś robić nie dla siebie”, stąd późno uzyskał profesurę. Babcia Czechowiczowa, też wspomniana przez pana Sudwoja, zdecydowała się na nędzę, odmawiając prośbom Jerzego Borejszy, komunistycznego rządcy od kultury. Pamiętała słowa swego ojca: Dziennikarstwo (...) jest niezmiernie ważnym czynnikiem w życiu społeczeństwa, umysłowym, moralnym i ekonomicznym. (...) Jest ono ważnym czynnikiem w sprawie łączenia, spajania jednostek i rodzin w społeczeństwo, a społeczeństwa w ludzkość. Ma się rozumieć, jest takim czynnikiem wtedy, gdy dobrze i uczciwie rozumie i pełni swoje zadanie. W przeciwnym razie staje się czynnikiem niezmiernie szkodliwym. Dzieci Promyka zdawały sobie sprawę, że na takie dziennikarstwo w nowej powojennej rzeczywistości nie mają szans. Wnuk wykorzystał szansę, gdy się pojawiła.

Kończąc prezentację licznych potomków Konrada Prószyńskiego, pan Edward Sudwoj powiedział o Tomaszu, synu Wandy z Korzonów, który niewiele w życiu zdążył zrobić, gdyż umarł jako student, a rodzina dowiedziała się dopiero na pogrzebie, że pieniądze od niej otrzymywane na życie rozdawał biednym kolegom, nie dojadał i zachorował z wycieńczenia.

Każdy z moich rozmówców ma za sobą kilkanaście pokoleń, których życie zobowiązuje do naśladowania - stosownie do aktualnych potrzeb. Żadnemu z nich to nie ciąży, ale obaj traktują wzory rodzinne najpoważniej. Mieczysław powiada: - Miałem zawsze bardzo dużo swobody. Rodzice nie kontrowali moich pomysłów na życie. Robiłem to, co chciałem. Być może chciałem tego, czego chciałem, bo zostałem tak wychowany? Nie miał wątpliwości, że ze szkoły podstawowej pójdzie do liceum, potem na studia. Jego córka tak samo, studiuje teraz architekturę. Ojciec przyznaje, że w jej dzieciństwie pracował nad tym, by taka droga życiowa była oczywista.

Edward studiował geologię i ekonomię, a skończył prawo. Kierował potem dużą gałęzią przemysłu. - Duch Promyka (tak się mówiło w domu) to nie była świętość. To było ucieleśnienie zasady. Praca, praca, to była rzeczywistość.

Obaj moi rozmówcy sądzą, że to, co stanowi kościec ich rodzinnej tradycji, a zarazem sedno tradycji inteligenckiej, przetrwa, także wtedy, gdy sama warstwa jej sukcesorów powiększy się liczebnie i przez to nieuchronnie zmieni.

Tekst powstał na podstawie audycji Rody uczone, nadanej w Programie BIS Polskiego Radia S.A. w lutym 2003 r.