Krzysztof Pawłowski jest niewątpliwie jedną z najbardziej znaczących dla edukacji wyższej w Polsce postaci. Jego rola w przekształcaniu systemu tej edukacji, jego sukces w budowaniu nowych instytucji, w szczególności zaś wyjątkowa pozycja utworzonej i kierowanej przez niego Wyższej Szkoły Biznesu - National Louis University w Nowym Sączu, są powszechnie znane. Od dawna też są mi znane jego poglądy na system szkolnictwa wyższego w Polsce i przekonanie o konieczności dalszej transformacji struktury organizacyjnej i sposobu finansowania szkół wyższych w naszym kraju. Z zainteresowaniem zatem sięgnęłam po najnowszą książkę Krzysztofa Pawłowskiego Społeczeństwo wiedzy - szansa dla Polski (Wyd. Znak, Kraków 2004). Książka ta jest zbiorem analiz, ocen i autorskich propozycji rozwiązań problemów edukacji wyższej (i badań naukowych) na trzech poziomach: europejskim, polskim i lokalnym, nowosądeckim. W tym ostatnim przypadku autor przedstawił historię pewnego pomysłu edukacyjnego i tego, jak Wyższą Szkołę Biznesu - NLU w Nowym Sączu budował.
Dla mnie najciekawszą częścią książki jest ta, w której Krzysztof Pawłowski dyskutuje problemy systemowe uniwersytetów europejskich w kontekście ich konkurencji z uniwersytetami amerykańskimi, a także na tle propozycji Komisji Europejskiej mających na celu tę konkurencyjność zwiększyć. Autor jest bardzo krytyczny zarówno w stosunku do aktualnego stanu systemu, czy raczej systemów europejskich, jak i proponowanych przez Komisję regulacji w celu poprawy tego stanu.
Autor książki wskazuje wyraźnie, że aby sprostać wyzwaniom, jakie niesie powstawanie nowego - prawdziwie, jak pisze, europejskiego - rynku pracy, globalizacja oferty edukacji wyższej, a także ciągle występujący brain-drain z Europy, konieczna jest zmiana organizacji szkolnictwa wyższego oraz zarządzania tym szkolnictwem zarówno na poziomie państw członkowskich, jak i całej Unii Europejskiej. Według autora, nie wystarczy tylko zwiększenie nakładów na szkolnictwo wyższe ani też próby harmonizacji systemów narodowych - zbyt daleko idące regulacje i ujednolicenie mogą prowadzić do zaniku konkurencji wynikającej m.in. z różnorodności. Ograniczenie konkurencji, stanowiącej znaczący element doskonalenia systemu edukacji, może być efektem propozycji Komisji Europejskiej zapewnienia wszystkim uczestnikom systemu wystarczających i stabilnych środków na funkcjonowanie. Według autora, jest to objaw przesocjalizowania europejskich systemów społecznych, prowadzącego do spadku indywidualnej aktywności i kreatywności. Krzysztof Pawłowski apeluje o rozwiązania i mechanizmy wyrywające Europę z jej „gnuśności” i w dalszej części książki zgłasza swoje propozycje. Zgadzam się z krytycyzmem autora wobec aktualnej sytuacji europejskiego szkolnictwa wyższego i jestem pełna uznania dla otwartego sposobu wyrażania poglądów na ten temat.
Krzysztof Pawłowski dokonuje analizy przemian uwarunkowań, w jakich funkcjonują uniwersytety europejskie, i pokazuje, że (z czym zgadza się większość środowiska akademickiego w Europie) konieczne jest wyartykułowanie nowej wizji uniwersytetu, różnej od klasycznej humboldtowskiej. Nie ma jednak w środowisku zgody co do kierunku zmian.
Zdarzyło mi się ostatnio uczestniczyć w dyskusji w gronie przedstawicieli uniwersytetów z kilku krajów europejskich na temat studiów doktoranckich, a w tym - na temat szczegółowego problemu: jak to jest możliwe, że w USA i Wielkiej Brytanii, (czyli w systemie anglosaskim) dopuszczalne jest robienie doktoratu (czy zapisanie się na studia doktoranckie) już po uzyskaniu pierwszego stopnia (licencjata, bakałarza), a w Europie wymagane jest magisterium. Po dłuższej wymianie zdań uznano, że właściwie trzyletnie studia pierwszego stopnia w Wielkiej Brytanii odpowiadają czterem latom studiów (czyli prawie magisterium) na kontynencie. Nikt jednak nie starał się wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, dlaczego system anglosaski jest bardziej efektywny.
Krzysztof Pawłowski wskazuje kierunki zmian niezbędnych do osiągnięcia tej efektywności. Za wzorzec rozwiązań przyjmuje amerykański system uniwersytecki. Ważne czynniki, jakie wymienia, to: rozszerzenie związków z otoczeniem uniwersytetów, ograniczenie pełnego finansowania studiów z budżetu państwa, zwiększenie mobilności kadry, zmiana sposobu zarządzania uczelniami, a także jakieś „społecznie uzasadnione” (to moje określenie) ograniczenie bezwarunkowej autonomii uniwersytetu. Jest też gorącym zwolennikiem tworzenia uniwersytetów „for profit”.
Prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjne są tu: propozycja wprowadzenia odpłatności za studia oraz krytyka samorządu profesorskiego” jako sposobu zarządzania uczelnią. W tym pierwszym przypadku - aczkolwiek opowiadam się za systemem odpłatności za studia - wątpliwe wydaje mi się uzasadnienie autora na temat ograniczenia demokratycznego (tzn. nieodpłatnego) dostępu do studiów. Chociaż jest to system „rozrzutny”, nie musi się wiązać z obniżeniem jakości kształcenia - a nawet ci, którzy uciekają na studia przed bezrobociem, mają szanse wyjść z nich jako jednostki wartościowsze ekonomicznie i społecznie. Co do samorządu profesorskiego - pozwalam sobie zauważyć, że świat rozwija się także przez ścieranie się interesów grupowych i nie jestem przekonana, że w przypadku uniwersytetu te interesy muszą koniecznie przynieść negatywne skutki. Zbyt uproszczony wydaje mi się pogląd, że wystarczy w miejsce tego samorządu profesorskiego wprowadzić menedżera, aby podnieść standardy funkcjonowania i zarządzania uniwersytetem, który (z wielu powodów) różni się od organizacji gospodarczej.
Krzysztof Pawłowski pisze, z czym trudno się nie zgodzić, że europejskie szkolnictwo wyższe tkwi w podwójnej pułapce nieodpłatnego kształcenia i pełnego finansowania ze środków budżetowych. Pułapka ta utrudnia zmiany i ogranicza możliwości osiągnięcia akademickiej doskonałości. Autor postuluje stworzenie warunków do powstania silnego sektora uczelni prywatnych (w celu zwiększenia konkurencji pomiędzy uczelniami) oraz koncentrację środków publicznych na wybranej grupie najlepszych uczelni (i porzucenie, jak to nazywa, „rozsmarowywania publicznych pieniędzy pomiędzy wszystkie jednostki edukacyjne i badawcze”). Te postulaty oraz pięć tez „politycznych” w sprawie rozwoju i konkurencji dają mu punkt wyjścia do zaproponowania trzech możliwych dróg rozwoju europejskiego systemu edukacji wyższej: stopniowych zmian, skoku do przodu poprzez zastosowanie nowych rozwiązań oraz przeniesienia doświadczeń amerykańskich do Europy.
Szczególnej uwadze Czytelnika polecam drugą z wymienionych propozycji. Przedstawiona w książce, w pełni autorska koncepcja jest modelem, w którym klarownie zaprezentowana została rola wielu aktorów działających w systemie edukacji wyższej (państwo, studenci, samorządy lokalne, inni interesariusze), i w którym jakość kształcenia (oceniana poprzez akredytacje), konkurencja, oczekiwania społeczne, rynek pracy, finansowanie zostały ujęte w jedną spójną całość. Oby taki model dał się zbudować w rzeczywistości!
Myślą przewodnią rozważań Krzysztofa Pawłowskiego o uniwersytecie europejskim jest przekonanie, że edukacja wyższa stanowi zasadniczy motor rozwoju Europy. To samo przekonanie przyświeca jego dyskusji „cudu edukacyjnego” w Polsce. W tej dyskusji również wskazuje słabość polskiej rzeczywistości systemu kształcenia wyższego (w istocie niewiele różniącej się od europejskiej - może poza charakterystycznym dla Polski „konfliktem” pomiędzy państwowym i niepaństwowym segmentem systemu) oraz proponuje analogiczne zmiany organizacji i, przede wszystkim, sposobu finansowania edukacji wyższej i badań. Podobają mi się te propozycje, chociaż mam kilka wątpliwości.
Dotyczy to, na przykład, gorącej ostatnio dyskusji na temat habilitacji i tytułu profesora, w której Krzysztof Pawłowski wypowiada się zdecydowanie za zniesieniem obu. Mój pogląd nie jest tak zdecydowany. Tytuł profesora podoba mi się (sama mam zaszczyt go mieć), chociaż, być może, nie powinien być bezwzględnie wymagany do osiągnięcia stabilnej pozycji w uczelni, a raczej mieć charakter honorowy. Co do habilitacji to, z jednej strony, zgadzam się, że wymóg uzyskiwania tego stopnia tylko w ograniczonym zakresie (albo i wcale) przeciwdziała bylejakości. Z drugiej strony, zniesienie habilitacji nie gwarantuje skrócenia etapów kariery akademickiej. Wbrew powszechnemu przekonaniu, habilitacja w różnej postaci - niekoniecznie jako drugi stopień naukowy, ale jako potwierdzenie wysokich kwalifikacji akademickich - występuje w wielu krajach Europy: w Niemczech, Austrii, Francji, Hiszpanii, D.Sc. w Wielkiej Brytanii (no tak, ale zgodziliśmy się, że europejski system jest mało efektywny). W tych krajach jednak - i tak mogłoby być w Polsce - habilitacja nie jest bezwzględnym warunkiem zdobywania kolejnych szczebli w uniwersytecie.
Ocena stanu badań naukowych w Polsce i interesująca propozycja zmian ich finansowania nie budzi żadnych wątpliwości - o pewnych rozwiązaniach mówi się w środowisku od dawna, chociaż w przedstawionej w książce koncepcji jest znaczący autorski komponent. Chcę natomiast krytycznie odnieść się do dwóch wątków. Po pierwsze, nie mogę zgodzić się z tak jednoznacznie negatywną opinią na temat ustawy o finansowaniu nauki z 1991 r. W moim przekonaniu, ustawa ta w początkowym okresie zaowocowała równie radykalnymi i pozytywnymi zmianami, jak ustawa o szkolnictwie wyższym. Przede wszystkim, wprowadziła kryteria jakościowe i konkurencję w ubieganiu się o środki publiczne na badania, dała możliwość prowadzenia badań niezależnych od biurokracji, otwierała przestrzeń do łączenia środków budżetowych z finansowaniem badań przez przedsiębiorstwa etc. Podobnie jak w przypadku ustawy o szkolnicwie wyższym, ustawa o finansowaniu nauki powinna być zmieniona, gdyż rzeczywistość zmieniła się niewyobrażalnie dynamicznie. Niestety, zmiany poszły w kierunku centralizacji decyzji finansowych w rękach ministra nauki i to nie wróży dobrze badaniom. Dodam też, że wspomniana ustawa w żadnym stopniu nie ograniczała władz państwowych w budowaniu polityki i strategii w dziedzinie B+R.
Druga uwaga dotyczy opisu zależności pomiędzy nakładami na B+R i poziomem rozwoju, z którego wynika, że poziom rozwoju zależy silnie - i to wykładniczo - od wysokości nakładów na badania. Wszystkim badaczom ta teza się bardzo podoba, ale nigdy taka relacja nie została dowiedziona. Wiadomo natomiast, że olbrzymią rolę „pośredniczącą” odgrywają tu rozwiązania strukturalne i instytucjonalne. A z rysunku 6. można też wywnioskować, że odwrotnie - nakłady na badania są tym wyższe, im wyższy jest poziom dobrobytu (wyrażony w PKB na głowę).
W ostatniej części książki Krzysztof Pawłowski opisuje swoje doświadczenia związane z tworzeniem, a potem budową prestiżu swojej Wyższej Szkoły Biznesu - NLU w Nowym Sączu. Snuje też refleksje na temat źródeł i uwarunkowań sukcesu dobrego kształcenia, wizji dobrej uczelni. Cieszę się, że akredytacja przyznana przez SEM FORUM kierunkom zarządzanie i marketing (pierwsza w historii akredytacji w Polsce!), wymieniona została jako jedna z cegiełek tej budowli.
Polecam gorąco tę książkę o naprawie systemu edukacji wyższej, w której (niezależnie od poziomu: europejskiego czy lokalnego) chodzi o to, aby uczynić z uniwersytetu rzeczywisty i zasadniczy czynnik rozwoju gospodarczego i społecznego, i o to, aby każda złotówka inwestowana w kształcenie dawała kolejnym pokoleniom coraz lepsze warunki życia i rozumienia świata. Warto rozmawiać o tym, jak taka naprawa ma wyglądać i czego po niej oczekujemy.
Prof. dr hab. Janina Jóźwiak, ekonomistka, przewodnicząca Stowarzyszenia Edukacji Menedżerskiej FORUM, przewodnicząca Kapituły Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP, w latach 1993-99 rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Artykuł ukazał się w październikowym dodatku „Nowego Życia Gospodarczego” - „Edukacja dla Przyszłości”.