ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Życie akademickie

Stabilny element systemu

Państwowe wyższe szkoły zawodowe - uczelnie poszukujące swego miejsca w polskiej i europejskiej przestrzeni edukacji wyższej.
Tomasz Winnicki

Nie najlepsze doświadczenia z ponad 150 niepublicznymi szkołami nieakademickimi, które założono na podstawie ustawy z 1990 roku, spowodowały, że powstałe już dzięki ustawie z 1997 roku państwowe wyższe szkoły zawodowe od początku zaistnienia, a może jeszcze wcześniej, nie były ulubionym młodszym rodzeństwem zasłużonych państwowych uczelni akademickich. Trzeba rzetelnie przyznać, że nie wszędzie i w różnym stopniu dostrzegano potencjalne zagrożenie ze strony tych uczelni, a konflikty pojawiły się i narastają w miarę zaostrzania się konkurencji naboru, wobec nadchodzącego niżu demograficznego studiujących roczników.

Pierwsze zwiastuny tych konfliktów były nawet nieco humorystyczne. Pojawiły się propozycje, aby rektorów szkół licencjackich przemianować na dyrektorów (jak to jest na Węgrzech), a już na pewno nie powinno się ich tytułować „magnificencjo” i zezwalać na okrycie ramion gronostajami nawet króliczej proweniencji.

Tej atmosferze uległo również MEN w początkowej fazie założycielskiej, nie przyznając żadnej ze szkół kierunku studiów, bez względu na to, jak bogaty zespół kadry zawierał wniosek, lecz wyłącznie specjalności, aby przypadkiem w strukturze szkoły nie pojawiły się wydziały i dziekani. Równie woluntarystycznie kreowano początkowo specjalności, starając się, aby jak najmniej przypominały akademickie kierunki studiów. Na przykład, na wniosek mojej szkoły o kierunek studiów elektronika i telekomunikacja, przyznano egzotyczną specjalność elektrotechnika i telekomunikacja, a także zwalczano wnioski o filologie, przyznając specjalności takie, jak np. język angielski.

Wspominam, może nieco anegdotycznie, ten historyczny już okres, ale wiele z poruszonych tu spraw albo nabrało ostrości, albo ma bardzo dotkliwe konsekwencje. Szczególnie trudne jest przejście od tak tworzonych specjalności do silnie „usztywnionych” kierunków studiów, w których uściślenie „zawodowy”, przekłada się jedynie na mniejszą wymaganą ilość kadry nauczycielskiej, w stosunku do wymagań akademickich. Właśnie tzw. minimum kadrowe w istotny sposób ewoluowało od chyba jednego samodzielnego i dwóch doktorów w specjalności, do dzisiejszych czterech samodzielnych i tyluż doktorów w zawodowym kierunku studiów - bariery dość trudnej do pokonania, w bardzo restrykcyjnym i zupełnie niezbilansowanym systemie liczenia minimum kadrowego.

Odrębny charakter

 Fot. Stefan Ciechan Rektorzy pierwszych PWSZ założyli już w pierwszym roku akademickim 1998/99 skromną konferencję, która przyjęła nazwę Konferencja Rektorów Uczelni Zawodowych (KRUZ), co nie odpowiadało zbiorowi, który reprezentowała i we wrześniu bieżącego roku już 30 rektorów uczelni tego typu zmieniło nazwę na Konferencja Rektorów Państwowych Wyższych Szkół Zawodowych (KRePSZ). Konferencja ta, bez względu na nazwę, od początku istnienia starała się o zauważenie jej odrębności od charakteru i działalności blisko 300 nieakademickich szkół prywatnych, których obszar tematyczny kształcenia obejmuje nie więcej niż 20 procent kierunków studiów zapisanych w wykazie Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego.

Mniej więcej cykliczne (co pół roku) spotkania KRUZ śledziły z uwagą serial kolejnych prób zmiany ustawy o szkolnictwie wyższym, próbując bezskutecznie uzasadniać, że podporządkowanie się Procesowi Bolońskiemu nie musi automatycznie oznaczać likwidacji specjalności zawodowej, jako najniższego, samodzielnego modułu edukacji wyższej. Nadal uważamy, że powołanie do życia PWSZ było jedną z najlepszych decyzji w systemie szkolnictwa wyższego, gdyż przybliżyło je do ubogich rodzin, których nie stać na wysłanie dziecka do odległego ośrodka akademickiego. Niepełne badania socjologiczne wykazują, że znacznie ponad połowa studiujących w PWSZ to pierwsze przypadki wyższej edukacji w rodzinie.

Specjalność, którą można było dość łatwo założyć, wobec znacznie niższych wymagań kadrowych, pozwalała na szybkie reagowanie na dynamicznie zmieniające się zapotrzebowanie lokalnego rynku pracy, którego zaspokojenie było drugim, obok samego umożliwienia edukacji wyższej, celem pomysłodawców tego typu szkół. Towarzysząca temu możliwość kreowania przez senat szkoły różnorodnych specjalizacji, w ramach przyznanej specjalności, tworzyła bardzo interesującą mozaikę profesji, które dodatkowo można było łączyć w hybrydy, powiększające ofertę specjalnościową (dam przykład z własnej szkoły - mariaż informatyki z medycyną).

Wbrew obiegowej opinii, grono KRUZ - rektorów o pełnych kwalifikacjach profesury akademickiej, nigdy nie kwestionowało konieczności postawienia tamy patologii wieloetatowości nauczycieli akademickich. Przyjęło z pokorą zapis ustawowy sprowadzający badania naukowe do zadań nieobligatoryjnych w PWSZ, mając jednak pełną świadomość związku między kwalifikacjami naukowymi, zwłaszcza wykładowcy, a jakością prowadzonej przez niego dydaktyki. Uznając zatem dwuetatowość jako górną granicę tego, co w dydaktyce akademickiej może świadczyć jedna osoba, prowadząca równolegle badania naukowe, KRePSZ nie może zaakceptować przyjętego przez MENiS i konsekwentnie przestrzeganego przez PKA sposobu liczenia minimum kadrowego kierunku studiów.

Minimum kadrowe

Stosowane w tym zakresie zasady są całkowicie niezbilansowane, o czym wspomniano. Jeżeli minimum licencjackich studiów 6-semestralnych wynosi 2200 godzin i rzadko jest zwiększane ze względu na szczupłość dotacji budżetowej, to podsumowanie pensum indywidualnego czterech samodzielnych (240 h), czterech doktorów (350 h) oraz dwóch magistrów (450 h) daje już 3260 godzin, tylko w przedmiotach standardu nauczania, i choć mnożenie form niewykładowych oraz studia niestacjonarne poprawiają nieco ten bilans, to jest on i tak ujemny. Całkowitym zaprzeczeniem słusznie podnoszonego postulatu zapewnienia jakości kształcenia jest „zmuszenie” profesora do wzięcia trzech dodatkowych wykładów spoza jego specjalności, aby wypracować pełny etat (240 h), stanowiący warunek zaliczenia do minimum kadrowego kierunku studiów. Który rzetelny profesor zechce się dodatkowo uczyć, aby uczyć, a jeżeli zechce, to jaka to będzie jakość nauczania? Już najmniej wymierne są straty ponoszone przez młodzież, oddaloną od dużych ośrodków, którą ten biurokratyczny system odcina od niemal jedynej szansy spotkania większej liczby indywidualności profesorskich.

Kierując się choćby tylko tymi względami, KRePSZ proponuje zasadniczą zmianę liczenia minimum kadrowego kierunku studiów, pozostając przy nienaruszalnej zasadzie dwuetatowości. Nie wchodząc w rozwiązanie, jakie zechcą przyjąć członkowie KRASP w stosunku do pierwszego etatu, czyli podstawowego miejsca pracy, chcielibyśmy, aby rozliczanie dopuszczalnego drugiego etatu zezwalało na jego wykorzystanie zgodnie z kwalifikacjami wykładowcy, ale nie w jednej instytucji, a w minimum trzech lub jeszcze lepiej w czterech. Dla współczesnej techniki informatycznej postawienie bazie danych zadania alarmowania o przekroczeniu drugiego etatu jest sprawą naprawdę banalną, która nie powinna być przeszkodą we wdrożeniu proponowanego przez nas systemu.

Pierwszy stopień

Nie jest odkrywcze stwierdzenie, że profesurę można albo wykształcić, albo „kupić”. PWSZ nie miały czasu, zresztą nie mając do tego uprawnień, na samodzielne wykształcenie kadry ani środków finansowych na jej pozyskanie. Świadomi tego byli pomysłodawcy tworzenia PWSZ i zakładali, że będą one ściśle współdziałały z państwowymi uczelniami akademickimi. Zapisy ustawy z 1997 roku świetnie konstytuowały partnerskie relacje między tymi dwoma szczeblami wyższej edukacji publicznej. Utworzenie szkoły zawodowej wymagało poparcia potencjalnych regionalnych partnerów akademickich, a utworzenie nowej specjalności - rodzaju promesy współpracy, po której obligatoryjne jest podpisanie porozumienia.

Dlatego z niepokojem obserwujemy krok wstecz, jaki w tym zakresie stanowią zapisy „prezydenckiego” projektu ustawy, natomiast ważnym gwarantem stabilności stosunków w sektorze szkół publicznych, obu szczebli wyższej edukacji, jest stowarzyszenie KRePSZ z KRASP, oraz lokalnie bardzo dobre relacje uczelni akademickich z PWSZ w takich akademickich centrach, w orbicie których działają PWSZ, jak: Małopolska, Dolny Śląsk i Opolszczyzna czy Gdańsk.

KRePSZ z dużym zainteresowaniem i aprobatą przyjęła wychodzące ostatnio ze środowiska KRASP propozycje, aby ustawowo zapisać obowiązek prowadzenia badań naukowych w PWSZ, jako element zapewnienia jakości nauczania. Konsekwencją byłoby zrównanie warunków kształcenia pierwszego stopnia w szkołach akademickich i nieakademickich oraz zapewnienie pełnej drożności przejścia absolwentów PWSZ do drugiego stopnia edukacji.

Rektorzy zrzeszeni w KRePSZ są głęboko przekonani, że prowadzone przez nich szkoły pełnią ważną misję edukacyjną i społeczną i powinny umocnić się, jako stabilny element pierwszego stopnia kształcenia, w polskiej i europejskiej wspólnej przestrzeni edukacji wyższej.

Przy okazji prac legislacyjnych, których efektem będzie nowa ustawa, obowiązująca co najmniej przez najbliższą dekadę, można się zastanowić nad polskim nazewnictwem. Zamiast zupełnie niezrozumiałego za granicą licencjatu, jako studiów pierwszego stopnia, mylonych zresztą z identycznym kształceniem teologicznym oraz określenia absolwenta tych studiów, należy zrewidować niechęć do „bakalaratu” oraz „bakałarza” - ścisłych odpowiedników stosowanej nomenklatury anglosaskiej i germańskiej (zresztą czeskiej również). Gdyby już musiał pozostać licencjat jako stopień studiów, to chociaż absolwent powinien się po polsku nazywać „licencjuszem”.

Prof. dr hab. inż. Tomasz Winnicki, przewodniczący KRePSZ, rektor Kolegium Karkonoskiego w Jeleniej Górze, przewodniczący Państwowej Rady Ochrony Środowiska, członek Europejskiej Akademii Wiedzy i Sztuki, emerytowany profesor Politechniki Wrocławskiej.