W ostatnich latach powstały liczne deklaracje, projekty dokumentów i przepisów tworzące fundamenty Open Access Publishing. Podstawowe dokumenty powstały jako rezultat trzech konferencji i od nich noszą nazwę: Budapeszteńskiej - Open Access Initiative (BOAI, 2001, http://www.soros.org/openaccess/), Deklaracji Berlińskiej (2003, http://www.zim. mpg.de/openaccess-berlin/berlindeclaration.html) i Bethesda Statement on Open Access Publishing (2003, http://www.earlham.edu/~peters/fos/bethesda.htm). Od tego czasu dziesiątki instytucji naukowych, uniwersytetów, bibliotek dołączyło do porozumień, podpisując jedną z powyższych deklaracji. Deklarację BOAI podpisało jak dotąd 19 osób i instytucji z Polski. Niestety, żadna instytucja do końca 2004 roku nie podpisała Deklaracji Berlińskiej. Lista inicjatyw podobnych do trzech wymienionych w zakresie OA znajduje się na stronie http://www.soros.org/openaccess/ initiatives.shtml. Niektóre instytucje, które przystąpiły do porozumień, wspierają też badania nad open access, jest wśród nich Open Society Institute (http://www. soros. org/openaccess/grants-awarded. shtml).
Od początku, z oczywistych powodów, zaangażowane były w ruch OA biblioteki naukowe. W 1997 roku z inicjatywy Stowarzyszenia Bibliotek Naukowych powstała SPARC (Scholarly Publishing and Academic Resources Coalition http://www.arl.org/ sparc/about/faq.html), porozumienie będące „reakcją na niedobre zjawiska na obszarze komunikacji naukowej, hamujące upowszechnianie nauki i okaleczające zasoby i usługi bibliotek naukowych”. Inicjatywa została poparta przez wiele liczących się instytucji, między innymi: Association of American Universities, Association of American University Press, Canadian Association of Research Libraries, Joint Information Systems Committee (UK). Koalicja wydaje „SPARC Open Access Newsletter”, który na bieżąco informuje o rozwoju problemu (http://www. earlham. edu/~peters/fos/newsletter/archive. htm).
Na warunki OA przystaje coraz więcej czasopism medycznych, w tym te z czołówki rankingu wpływu. Na przykład „Cancer Journal for Clinicians” (IF 35,9), „Journal of Clinical Investigation” (IF 14,1), „British Medical Journal” (IF 4,9) bezwarunkowo udostępniają zawartość swoich zeszytów na swoich stronach w Internecie. Wiele innych robi to pod pewnymi warunkami, a listę czasopism, które są bezpłatnie dostępne w Internecie, można znaleźć pod adresem http://freemedicaljournals.com/.
Także na polskim gruncie wiele czasopism medycznych (ponad 30) bezpłatnie udostępnia pełną zawartość lub (ponad 20) pełny tekst wybranych artykułów (za: Listą czasopism dostępnych w Internecie opracowaną przez E. Kraszewską z Biblioteki AM w Gdańsku, aktualizacja 7.12.2004). Jest to jednak na ogół zawartość numerów archiwalnych. Niestety, zasady, na jakich subskrybowane czasopisma udostępniają pełne teksty swoich artykułów, są nie do końca przejrzyste. A ponieważ istnieje wiele możliwości, jeśli idzie o warunki udostępniania, często nie wiemy, czy mamy do czynienia z czasopismem prawdziwie „otwartym”, czy z rozwiązaniem połowicznym. Aby dać wyobrażenie o tym, jakie mogą być formy „otwarcia”, wymienię kilka z nich. Artykuły mogą być bezpłatnie dostępne od razu albo dopiero po określonym czasie od opublikowania, mogą być dostępne w ten sposób tylko na wyraźne życzenie autorów, redakcja czasopisma może zezwolić na udostępnianie zrecenzowanych prac tylko w archiwach indywidualnych lub także w dziedzinowych, może zezwolić na umieszczanie preprintów w archiwach. Autor może zachować pełne lub tylko niektóre prawa autorskie, subskrybenci, na przykład biblioteki, mogą zachowywać lub nie prawa do archiwalnych zeszytów czasopisma po wygaśnięciu subskrypcji, mają lub nie mają prawa do zmiany formatu plików, jeżeli wymaga tego na przykład umieszczenie artykułu w określonej bazie. To tylko kilka z możliwości. Zwolennicy ruchu OA domagają się, aby zasady udostępniania były otwarcie i jasno wyrażane przez wydawcę, co, niestety, na razie rzadko jest przestrzegane.
Coraz więcej jednak redakcji (około 87 procent) zezwala na self archiving postprintów (za: S. Harnad, Cologne Summit on Open Access Publishing, Dec. 2004, http://www.zbmed. de/summit/). Niektóre wprawdzie wymagają każdorazowo skierowania do nich prośby o takie zezwolenie, ale coraz częściej możliwe jest to automatycznie po upływie określonego czasu (zwykle po sześciu miesiącach od opublikowania). W 2004 roku taką zasadę przyjęły między innymi: Elsevier, Springer i SAGE. Tylko 5 procent czasopism zezwala na archiwizowanie preprintów, czyli artykułów przyjętych do publikacji, ale jeszcze nie opublikowanych. Wydawcy, którzy pozwalają na archiwizowanie postprintów (a czasem i preprintów), noszą nazwę Green Publishers (nazwa oznacza, że „dali zielone światło” otwartemu archiwizowaniu publikacji naukowych). Są między nimi: Oxford University Press, Proceedings of NY Academy of Science, American Physiological Society (pełną listę można znaleźć pod adresem http://romeo.eprints. org/publishers.html, a listę wydawców amerykańskich not for profit na stronie Washington D. C. Principles for free Access to Science http://www.dcprinciples.org/index.htm).
Niektórzy wydawcy, jak Nature czy Springer, ostrożniej eksperymentują z open access, sprawdzając dopiero rozmaite modele finansowania i organizacji.
Ponieważ wydawcy niektórych czasopism udostępniają bezpłatnie jedynie część ich zawartości, powstają bazy organizujące łatwy dostęp tylko do tych publikacji. Przykładem jest HighWire Library of the Sciences and Medicine Uniwersytetu Stanforda, która zawiera 600 tysięcy pełnych tekstów takich artykułów (http://highwire. stanford. edu/).
Powstają nowe oficyny wydawnicze, już wyłącznie internetowe i bezpłatne. Przykładem w dziedzinie medycyny jest BioMed Central (www. biomedcentral. com), która publikuje w Internecie ponad 100 tytułów recenzowanych czasopism, oferując także wiele baz, usług i narzędzi, w tym na przykład czasopisma służące stworzeniu własnego open access.
Innym przykładem jest The Public Library of Science - ufundowana w 2000 roku przez noblistę i byłego dyrektora NIH Harolda Varmusa - organizacja zrzeszająca naukowców, którzy przyjęli sobie za cel „bezpłatne publikowanie wysokiej jakości prac naukowych i udowodnienie, że nie tylko jest to możliwe z ekonomicznego punktu widzenia, ale i że służy lepszemu wykorzystaniu pieniędzy przeznaczanych na badania naukowe”. W październiku 2004 PLoS 2004 opublikowała pierwszy numer recenzowanej „PLoS Medicine” (http://plosmedicine. org/). I jeszcze jeden przykład: amerykański wydawca internetowy Internet Scientific Publication, który wydaje 62 tytuły recenzowanych czasopism medycznych (http://www. ispub. com/).
Coraz liczniejsze są też bezpłatnie dostępne archiwa uniwersyteckie uczelni, które podpisały deklaracje popierające open access (na przykład Deklarację Berlińską czy Budapeszteńską). Pierwszym, który stworzył otwarte archiwum i zalecił naukowcom umieszczanie w nim swoich prac, był Queensland University of Technology (2003), ale pierwszym uniwersytetem, który nakazał swoim pracownikom i studentom deponowanie opracowań naukowych w powszechnie dostępnym archiwum uniwersyteckim, jest University of Minho w Portugalii (od bieżącego roku). Wiele innych instytucji zobowiązało się do tworzenia powszechnie dostępnych archiwów (w grudniu 2004 istniało 2007 Eprint Archiwów), a w ostatnim czasie Deklarację Berlińską podpisali rektorzy uczelni w Austrii, we Włoszech, w Holandii. Rządy Australii i Indii zobowiązały się do finansowania tworzenia instytucjonalnych repozytoriów.
Aby możliwe było łatwe odszukanie archiwów w Internecie i ich przeszukiwanie, konieczne jest, by posługiwały się tymi samymi standardami, kodami, protokołami. Zajmuje się tym przede wszystkim organizacja Open Archive Initiative (OAI, http://www. openarchives.org/). Archiwa stosujące kody, standardy i protokoły OIA (na przykład Protocol for M+etadata Harvesting, OAI-PMH) mogą tworzyć w przyszłości powiązaną z sobą w sposób niewidoczny dla internauty sieć wirtualnych archiwów pełnych tekstów, możliwych do przeszukiwania. Katalog Institutional Archive Registry, prowadzony na stronie http://archives.eprints.org/, który rejestruje swobodnie dostępne archiwa rozpoznawane przez program Celestial (http://celestial. eprints. org/), liczy 241 archiwów. A katalog Directory of Registered Data Provider w grudniu obejmował 207 archiwów stosujących się do standardów OAI (http://www. openarchives. org/Register/BrowseSites).
O następujących nieuchronnie zmianach w kierunku swobodnego dostępu do publikacji naukowych świadczą także działania zmierzające między innymi do: bezpłatnej dostępności danych, bezpłatnej informacji naukowej przeznaczonej dla pacjentów oraz nowe usługi wyszukiwarek internetowych. Oto kilka przykładów. W 2004 The Organisation for Economic Co-operation and Development (OECD, www.oecd.org/) ogłosiła deklarację dotyczącą bezpłatnego dostępu do danych uzyskiwanych dzięki środkom publicznym (Declaration on Access to Research Data From Public Funding). W listopadzie 2004 Google udostępniła opcję wyszukiwania wyłącznie tekstów naukowych Google Scholar (http://scholar. google. com/). Opcja ta istnieje dzięki porozumieniu między Google a wydawcami. Najnowszym zamierzeniem Google jest ogłoszony w grudniu plan digitalizacji około 15 milionów książek z bibliotek uniwersytetów Harvarda, Stanforda, University of Michigan, Oxfordu i New York Public Library (http:// www.google.com/press/pressrel/ print_library. html). Dzięki temu możliwe będzie przeszukiwanie tekstu tych książek.
Jeszcze dalej (choć skromniej, jeżeli brać pod uwagę liczbę pozycji) idzie projekt Internet Archive, w ramach którego bezpłatnie dostępny ma być pełny tekst około miliona książek z bibliotek naukowych z pięciu krajów (http://www. archive. org/iathreads/post-view. php? id=25361).
Jeżeli doda się do tego, że zdarza się, iż nawet producenci leków prowadzący badania przyjmują zasady OA, jak choćby firma farmaceutyczna Novartis, która finansuje badania dotyczące cukrzycy i która rezultaty tych badań postanowiła powszechnie bezpłatnie udostępnić, wydaje się, że następujące w komunikacji naukowej zmiany są nieodwracalne.
Dla pełni obrazu trzeba jednak powiedzieć, że pojawiają się głosy mniej entuzjastycznie nastawione do sprawy OAP, nie mówiąc już o oczywistym sprzeciwie i aktywnym lobbingu ze strony wielu wydawców, którzy nie chcą łatwo zrezygnować ze swojej władzy i profitów. Prawdą jest też, że z około 23 500 czasopism naukowych tylko około 5 procent to czasopisma z open access, z czego większość jest wydawana przez towarzystwa naukowe (S. Harnad, Wystąpienie na Cologne Summit on Open Access Publishing, grudzień 2004). Baza Medline indeksuje blisko 5000 recenzowanych czasopism medycznych (nie rejestrując przy tym wielkiej liczby czasopism lokalnych), podczas gdy Directory of Open Access Journals, zawierający 1379 tytułów czasopism (12 polskich) ze wszystkich dziedzin nauki, w grudniu 2004 wykazywał 242 tytuły z dziedziny medycyny i nauk pokrewnych, w tym 4 tytuły polskie („Contemporary Oncology”, „J. of Physiology and Pharmacology”, „Polish Heart Journal” i „Polish Journal of Pharmacology” - http://www.doaj.org/). Pomimo więc wielkiego poruszenia, jest to wciąż początek procesu.
A oto podstawowe zarzuty i argumenty wysuwane przeciw OAP. Pierwszy argument wiąże się z tym, że wiele czasopism naukowych wydają towarzystwa naukowe lub uczelnie, które działają na zasadzie not for profit, a wszelkie ich dochody służą misji upowszechniania nauki. Dla tych wydawców koncepcja OAP nie zmienia więc nic w ich zadaniu stymulowania rozwoju nauki, a rezygnacja z dochodów generowanych przez czasopisma pozbawia je środków na inne sfery działalności. Istnieją też obawy, że zmiany mogą niebezpiecznie zaburzyć tworzony przez wieki porządek upowszechniania wiedzy, że zostanie zniszczona ustabilizowana renoma i ranking czasopism, rozchwianiu ulegną wskaźniki jakości, wiarygodność recenzji. Pojawia się też pytanie, czy w wyniku zlikwidowania barier w publikowaniu nie obniży się istotnie jakość samych publikacji naukowych. Oponenci OAP twierdzą, że płacenie za publikowanie przez autorów może spowodować jeszcze większe niż dotąd nierówności. Właściciel małego grantu albo pracownik uboższej instytucji będzie miał prawdopodobnie znacznie większe trudności z zapłaceniem za recenzje i umieszczenie swojej pracy w Internecie niż jego koledzy z potężnych instytucji naukowych, dysponujący ogromnymi środkami na badania i ich upowszechnianie. Czy OAP tak naprawdę nie zaszkodzi więc racjonalnemu finansowaniu środowiska naukowego? To z grantów badawczych wszak płacone będą koszty publikowania (za co dotąd płacił czytelnik), więc naukowcy będą mieli de facto mniej pieniędzy na samo badanie. Opłaty za recenzje mogą zaś być wysokie, a nawet specjalnie zawyżane przez czasopisma o wielkiej renomie. Sceptycy pytają też, czy istotnie leży w interesie środowiska naukowego udostępnianie za darmo wyników badań przemysłowi i komercji, a także czy czytelnictwo naukowych publikacji wzrośnie przez to, że artykuły będą bezpłatnie dostępne?
Pytania nie są bezzasadne, ale też - wydaje się - nie podważają zasadniczej idei OAP. Co najwyżej powodują konieczność ostrożnego planowania działań, precyzyjnej kalkulacji kosztów, a przede wszystkim tak przemyślanej organizacji nowego modelu komunikacji naukowej, by była korzystna dla rozwoju nauki i dla naukowców. Wydaje się, że odwrotu od OAP i OAA nie ma, możliwe są najwyżej rozmaite drogi realizacji tej idei.
Dr Barbara Niedźwiedzka pracuje w Zakładzie Informacji Naukowej Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
mxniedzw@cyf-kr.edu.pl