ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Okolice nauki

Swego nie znacie

Historia zmagań o polską naukę i szkolnictwo wyższe może i powinna wnieść nieco argumentów do toczących się na ten temat dyskusji.
Andrzej Malinowski
Fot. Piotr Kieraciński
Uniwersytet Wileński

Postęp naukowy i dydaktyczny wymaga krytycznego przeglądu systemu szkolnictwa wyższego, istniejącego w nim stanu rzeczy i poszukiwań nowych, lepszych rozwiązań. Praktyka pokazuje jednak, że owe lepsze rozwiązania są często tylko pozornie lepsze, że mamy do czynienia jedynie z komplikowaniem rzeczywistości.

Ostatnio można odnotować w tygodnikach politycznych, w prasie codziennej, a także w „Forum Akademickim”, ubolewania nad złym stanem nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce. Zło upatruje się w niedofinansowaniu, w niedostatecznym nakreśleniu praw i obowiązków kadry naukowo-dydaktycznej, w wieloetatowości, w nadmiernym przeciążeniu związanym z masowością kształcenia. Są też tacy, którzy korzenie zła widzą w nadmiernej autonomii, w braku ingerencji państwa czy stosownego resortu, różnych powołanych przez państwo komisji, komitetów i rad. Jeszcze inni krytykują z kolei nadmierną ingerencję owych gremiów, będących często tworami mało kompetentnymi, a nawet politycznie czy układowo skorumpowanymi.

Często też do przyszłych rozwiązań przejmujemy obce wzorce. Szczególny, często bezkrytyczny zachwyt budzą w nas wzorce amerykańskie. Z nich to wyjmujemy różne „rodzynki”, szczytowe osiągnięcia, sądząc, że całe szkolnictwo amerykańskie jest wspaniałe, a nasze byle jakie. Ciekawi tylko to, że liczni w Polsce wykształceni fachowcy dobrze od lat sprawdzają się w Stanach Zjednoczonych. Ceni się tam naszych naukowców, lekarzy, inżynierów. W XIX wieku, do rewolucji, czołowe miejsce nauki rosyjskiej w świecie było niepodważalne. Iluż to obcych uczonych osiedlało się i wykładało na przykład w Petersburgu. W XX wieku podobnie czyniły i czynią Stany Zjednoczone. Nauka polska jest biedna, nie może powielać na szeroką skalę owych wzorów, a wszelkie wspaniałości ulepszające musi wprowadzać z rozwagą, by nie przyjęły one postaci zwykłego kiczu. W owym przenoszeniu obcych wzorców celowaliśmy po II wojnie w zakresie biologii (łysenkizm - eliminujący z uniwersytetów psychologię, socjologię, genetykę). Obecnie nam to nie grozi, ale często zapędzamy się w naśladownictwie zbyt daleko.

Przy okazji wydaje się nam, że naprawianie złej rzeczywistości jest czymś nowym. Natomiast dyskusja na podobne tematy ma długą tradycję. Zapominamy często o tym, że wiele nauk opiera się na sięganiu wstecz. Jako antropolog wiem, że ważne są nie tylko ostatnie wyniki badań, w badaniach antropogenezy, problemów etnogenezy i ontogenezy liczą się źródła i dane archiwalne. One to między innymi mówią o tym, jak dalece człowiek zmieniał się w XX wieku. Historia zmagań o polską naukę i szkolnictwo wyższe może i powinna wnieść nieco argumentów do toczących się na ten temat dyskusji.

Dzieło Wrzoska

W odrodzonej po I wojnie światowej Polsce nauka i szkolnictwo wyższe były bardzo słabe. Nikłe wiano wniósł zabór pruski, nieco bardziej znaczące - Warszawa, Wilno - zabór rosyjski, a najistotniejsze zabór austriacki - Kraków i Lwów były już liczącymi się centrami akademickimi. Józef Dietl w wykładzie inaugurującym z 1861 roku stwierdzał, że samowładztwo absolutnego państwa owładnęło uniwersytety, zmieniając je w instytucje rządowe pozbawione autonomii. Mówił: „Kształci się w nich nie tyle ludzi światłych, ile miernych”. A jednak w tej nowej Polsce szkolnictwo wyższe odrodziło się szybko, powstawały liczące się w świecie szkoły naukowe, centra uniwersyteckie i badawcze.

W organizacji nauki polskiej wielce zasłużył się profesor Adam Wrzosek, patolog, historyk medycyny, antropolog. Przyczynił się on między innymi do wskrzeszenia Uniwersytetu Wileńskiego, zorganizowania Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Poznańskiego i - w czasie II wojny i okupacji - Tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Zdaniem poznańskiego internisty profesora Jana Hasika, „jedna z najlepszych polskich ustaw o szkołach akademickich XX wieku to również dzieło Wrzoska”. Wpłynęła ona na szybki wzrost poziomu naukowego polskich uczelni, na rozwój rodzimej twórczości naukowej i kultury narodowej. Już w 1919 roku wydał on w Poznaniu Myśli o reformie studiów lekarskich, w 1922 pisał O obowiązkach profesorów uniwersyteckich, a w 1928, w dziesięciolecie Polski Odrodzonej, wydał książkę Szkolnictwo wyższe - Uniwersytety.

Wrzosek uważał, że uniwersytety nie mogą być instytucjami oderwanymi od życia, że muszą służyć potrzebom narodu. Motorem postępu nauki jest wolność akademicka, która nie może jednak prowadzić do warcholstwa. Cytując myśli Władysława Biegańskiego, pisał: Kształcenie myśli bez kształcenia uczuć czyni człowieka jednostronnie spaczonym. Profesor winien być jednocześnie uczonym, nauczycielem i wychowawcą.

Wrzosek był przeciwnikiem dodatkowej stałej pracy profesorów, zwłaszcza prywatnej praktyki profesorów medycyny. Był zwolennikiem szybkiego awansu naukowego (habilitacja do około 33. roku życia). Habilitacja winna wynikać z pracy opartej na gruntownych badaniach własnych, w której przejawia się oryginalność i indywidualność autora. Ocena dorobku habilitanta powinna się opierać nie na liczbie, lecz jakości prac. Profesorowie winni mieć trzy-cztery godziny wykładów tygodniowo, a zasłużeni zwyczajni - nawet dwie. Ich zarobki powinny wystarczać do życia na odpowiednim poziomie, by mogli się oddać całkowicie pracy naukowej i nauczycielskiej. Postulował wybory na stanowiska kierownicze począwszy od kierowników katedr, kadencyjność funkcji, okresowe oceny pracy również profesorów.

Szykany, pogromy

Po przewrocie majowym nowa ustawa ministra Jędrzejewicza ograniczyła autonomię uczelni. Szykany dotknęły profesorów o orientacji narodowo-demokratycznej i lewicowej, czego przykładem w Poznaniu byli Jaxa-Bykowski, Stojanowski czy Paczoski. Sytuację tę obrazuje tekst Senat Baczność!

„Cyrulik Warszawski” tak sobie wyobraża „majora Jędrzejewicza”, ministra WRiOP, i jego inauguracyjne przemówienie do profesorów w dniu wejścia w życie nowej ustawy akademickiej:

Senat zbiórka! Baczność! Zwrot!
Szeregami stanąć w lot!
Odlicz! Padnij! Powstań! Ćwicz!
Źle-Kutrzeba, słabo-Nitsch!!
Brűckner - nie tak. Czerny zuch!
Kostanecki - schować brzuch!
Hę? - Zdziechowski szepce coś?
Do raportu pan się zgłoś!
Co? - Estreicher gada też?
Czy pan iść do paki chcesz?
Plutonowy! Żywo no,
Odkomenderować go!
Baczność! Naprzód! W lewo zwrot!
Zmienić nogę, panie Kot.
Lewa, prawa, lewa, stój!
Świetnie, świetnie. Wałku mój!
Kleiner mi przynosi wstyd:
Znowu tyłek wypiął zbyt!

Wojna i okupacja hitlerowska były pogromem nauki i naukowców, a poniesione straty odrabiano po wojnie z wielkim trudem. Ideologizacja nauki i kształcenia, dopływ kadr często przypadkowych zaciążyły na całym okresie PRL. Po 1957 nastąpiło pewne odrodzenie niezależnej myśli naukowej, ale wydarzenia 1968 roku doprowadziły do emigracji licznych twórców nauki i kultury pochodzenia żydowskiego. Przemiany z początków lat 80. to zerwanie z odgórnym sterowaniem uczelniami na rzecz ich pełnej autonomii. Ten czas licznych dyskusji, zerwanie z jedynie słusznym obrazem świata, wprowadzenie pluralizmu przerwał jednak stan wojenny. W jego wyniku wyjechała z Polski znaczna część młodych zdolnych pracowników nauki. Powstanie w 1989 roku Trzeciej RP nie przywróciło jednak pełni demokracji i autonomii środowisk naukowych. Różne instytucje kontrolne nie podniosły poziomu nauki i dydaktyki, nie ułatwiały awansu naukowego, sformalizowały skorumpowane często struktury, co odstraszyło znaczną część zdolnej młodzieży od poświęcenia się karierze naukowej.

Walory demokracji

Sądzę, że wszyscy ci, którzy toczą dziś dyskusję wokół tych problemów, winni poznać dorobek tej myśli, która rodziła się tak niedawno w okresie solidarnościowej odnowy. Dla mnie wzorem był profesor Janusz Ziółkowski, znakomity rektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Wtedy właśnie, przez krótki czas jego rektorstwa, można było się przekonać, jakie walory prezentowała autonomia akademicka oparta na demokratycznym sposobie zarządzania. Ten znakomity poznański socjolog, później szef Kancelarii Prezydenta RP, napisał w książce To był serdeczny przymus (1997) interesujące opracowania O idei Uniwersytetu oraz Uniwersytet jako związek człowieczeństwa z prawdą. Lektura tych opracowań, tak jak wcześniejszych Wrzoska, może sprowadzić dyskutantów na tor wiodący ku coraz lepszej organizacji szkolnictwa wyższego i nauki w Polsce, na tor uwzględniający nasz polski niemały dorobek.

Prof. dr hab. Andrzej Malinowski, antropolog, pracownik Katedry Wychowania Fizycznego na Wydziale Nauk Pedagogicznych i Społecznych Uniwersytetu Zielonogórskiego, pracuje także w UAM i UŁ.