ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Szkiełko w oku

Dodatkowe sprawozdanie z konferencji

Piotr Müldner-Nieckowski

 Fot. Stefan Ciechan Nie ma to jak rzetelna wiedza. W 2000 roku w Kopenhadze, na konferencji poświęconej kulturze europejskiej, dowiedziałem się ciekawych rzeczy. Pewien Duńczyk oświadczył, że Krzysztof Penderecki jest światowej sławy kompozytorem czeskim, a pewien Belg podał, że sukcesy tego muzyka to nic wobec osiągnięć pisarskich austriackiego futurologa Stanisława Lema. Naturalnie czułem się w obowiązku elegancko acz stanowczo zaprotestować przeciwko tym bzdurom, ale kiedy zacząłem mówić (naprawdę grzecznie!), że wymienieni są Polakami, rozległy się duńskie gwizdy. Przewodniczący sesji był łaskaw mnie pouczyć, że takie małe narody, jak Polska, zawsze usiłowały przypisywać sobie sukcesy narodów większych i nie dziwi się mojej niekompetencji. To typowe dla ludzi Wschodu, dodał. Zapytałem więc, czy wie, ilu ludzi żyje w Czechach, Austrii i Polsce, ale odpowiedzi nie uzyskałem, nastąpiła bowiem gwałtowna zmiana tematu. Uznałem to za logiczne. Skąd mógł to wszystko wiedzieć, skoro jest Duńczykiem? W Danii mieszka pięć milionów z haczykiem.

Uznałem, że w tym towarzystwie można już tylko opowiadać dowcipy o ludożercach. Jakże się myliłem! Na bankiecie kończącym konferencję mój przyjaciel, świetny islandzki pisarz Einar Már Guđmundsson, który potrafi sypać żartami jak z rękawa i zwykle jest duszą każdego towarzystwa, tym razem po kilku nieudanych próbach rozweselenia zebranych usłyszał reprymendę, z której wynikało, że jest niepoprawny politycznie. „Ludożerca też człowiek”, powiedział całkiem serio przedstawiciel gospodarzy. Na to chwiejący się już z lekka Einar: „Zapraszam się do pana w odwiedziny, chcę zobaczyć, co pan trzyma w tej lodówce, którą pan ukrywa w piwnicy”. Kilka osób ryknęło śmiechem tak głośno, że zatrząsł się pobliski pałac królewski, ale potem zapadła złowroga cisza. Przewodniczący postanowił wznieść toast. Mówił dość długo i banalnie o wartościach kultury i nauki, widać w myślach przygotowywał miażdżącą odpowiedź. Wreszcie wykrztusił, że „brak szacunku do ludzi zrodził się na prawicy, bo tylko prawica niszczy godność człowieka”. Guđmundsson nie dawał za wygraną, chciał powiedzieć, że wszystko przez lewicę, która zjada samą siebie, ale goście zaczęli zbierać się do wyjścia.

Do hotelu wracałem z norweskim literaturoznawcą, który mnie przekonywał, że wszystko, co w literaturze wartościowe, wyszło spod pióra ludzi lewicy. Czym się wyróżniali? Wrażliwością na los jednostki i społeczeństwa, negatywnym stosunkiem do władzy autorytarnej, walką o pokój, a przede wszystkim niechęcią do religii, która zniewala człowieka. Zapytałem, jak w takim razie sklasyfikuje Cervantesa, Shakespeare’a, Rabelais’go. „Mówili, że wierzą, ale nie wierzyli” - odparł. Wyznał, że od lat prowadzi listę wybitnych artystów i naukowców, którzy są ateistami, a w najlepszym razie agnostykami.

Zatrzymaliśmy się na koniaczku w hotelowym barze. Rzeczywiście, wyjął starannie oprawioną broszurkę. Miała zrobić na mnie wrażenie, z którym powinienem był wrócić do kraju, żeby nawracać rodaków. Na ateizm, wolność i poprawność polityczną, rzecz jasna. Zanim jednak zajrzałem do tego maszynopisu, opowiedziałem, jak to cenzura w 1975 roku zdjęła z anteny Polskiego Radia mój dramat o zasypanych górnikach. Literaturoznawca oburzył się na Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, nie dostrzegając, że w ten sposób sprzeciwia się właśnie poprawności politycznej. Nie mieściło mu się w głowie, że władza nie chciała dopuścić do emisji utworu, z którego wynikało, że w socjalistycznych kopalniach zdarzają się katastrofy i że ludzie wobec śmiertelnego zagrożenia ujawniają prawdziwe oblicze. No, ale po chwili smutnej refleksji przystąpiliśmy do wertowania listy ateistów i agnostyków. Było tam dużo błędów merytorycznych i logicznych. Przy nazwisku „Freud” widniała notka, że otrzymał Nagrodę Nobla, przy nazwisku „Einstein”, że dostał nagrodę Nobla za teorię względności, przy „Luter”, że w swoich 95 tezach wystąpił przeciwko papieżowi. I tak dalej. Słowem lista powstała w wyobraźni i została skompilowana stosownie do wojującego temperamentu. A mógł sprawdzić dane w encyklopedii. Zapytałem więc, jak jego poglądy mają się do norweskiej konstytucji, w której jak wół stoi, że król tego kraju „powinien stale wyznawać religię ewangelicko-augsburską, popierać ją i ochraniać”, a wyznawcy tej religii mają obowiązek wychowywać dzieci w wierze? Nie dowiedziałem się. Poprosił, żeby go nie nagabywać, bo są to sprawy wyższego rzędu, ale dodał, że to dla dobra narodu, bo wierzącym jest z wiarą wygodnie. Boją się śmierci, więc uważają, że jest jakiś drugi świat i śmierć jest tylko przejściem na tamtą stronę, a kiedy dosięga ich inne nieszczęście, mogą odbyć psychoterapię przez modlitwę, a, jak wiadomo, wiara czyni cuda. Następnego dnia wróciłem do Warszawy bez wiary, że kogoś nawrócę.

Powyższe sprawozdanie mógłbym wciąż trzymać między kartkami dziennika, gdyby nie to, że właśnie przeczytałem kilka wywiadów z Noamem Chomskim, wybitnym językoznawcą, logikiem i guru naukowej lewicy świata, który oświadcza, że Związek Radziecki miał ogromne sukcesy gospodarcze, a Polska i inne kraje Europy Wschodniej w 1990 roku wyrzekły się komunistycznego raju, przy czym nic nie stoi na przeszkodzie, by Hitlera i Stalina uznać za zbrodniarzy. Jest relatywistą, ale nie liberałem. I tak dalej. Idealne ciągi niekończących się sprzeczności. Gdyby jeszcze zacytował naszym robotnikom „Międzynarodówkę”, pewnie by dostał po pysku.

e-mail: pmuldner@mp.pl