ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Rozmowa Forum

Efekt jest naprawdę dobry

Fundamentalnym założeniem ustawy jest zasada konwergencji sektorów i stopniowe zanikanie rozróżnienia szkół na uczelnie publiczne i niepubliczne i zastępowanie go rozróżnieniem na uczelnie akademickie i zawodowe.
Rozmowa z prof. Jerzym Woźnickim, przedstawicielem Prezydenta RP w pracach parlamentarnych nad ustawą „Prawo o szkolnictwie wyższym”
Fot. Piotr Kieraciński
Prof. dr hab. Jerzy Woźnicki (ur. 1947), elektronik, kierownik Zakładu Przetwarzania Obrazów w Instytucie Mikroelektroniki i Optoelektroniki Politechniki Warszawskiej. Autor i współautor ok. 80 prac naukowych w obszarze optoelektroniki oraz ponad 100 publikacji na temat szkolnictwa wyższego, w tym wielu książek. W latach 1990-96 dziekan Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych PW. Od 1996 do 2002 rektor PW. W latach 1996-99 przewodniczący KRPUT oraz wiceprzewodniczący KRASP, a w latach 1999-2002 przewodniczący KRASP. Od 2002 prezes Fundacji Rektorów Polskich. Przewodniczący zespołu Prezydenta RP ds. ustawy o szkolnictwie wyższym.

Po piętnastu latach funkcjonowania ustawy o szkolnictwie wyższym z roku 1990 mamy nową - uchwalone 27 lipca przez Sejm i podpisane przez prezydenta „Prawo o szkolnictwie wyższym”. Czy według Pana środowisko dobrze przyjmie tę ustawę?

- W moim odczuciu, zdecydowana większość środowiska akademickiego od dawna czekała na zmianę wielu rozwiązań starej ustawy, która powstała przecież na samym początku okresu transformacji, wiele zatem jej zapisów nie odpowiada potrzebom dnia dzisiejszego i wyzwaniom, jakie stawia przed nami tworząca się wspólna europejska przestrzeń edukacyjna. Uchwalenie „Prawa o szkolnictwie wyższym” zostało uznane za duży sukces. Wiem to z kilkudziesięciu spotkań, jakie odbyłem w środowisku w trakcie prac zespołu prezydenckiego i później prac parlamentarnych, a także z wielu uchwał i setek rozmów i telefonów od różnych osób, które pytały: czy na pewno uda się doprowadzić to przedsięwzięcie do końca, czy nie zaszkodzi ustawie, że ktoś ma inne zdanie w tej czy innej sprawie, czy Sejm zdąży ją uchwalić, czy prezydent ją podpisze i kiedy to się stanie? Przeważającym tonem tych rozmów było pragnienie, aby ustawa jak najszybciej weszła w życie, a następnie w sposób kompetentny była wdrażana. Dobitnie wyraża to także uchwała Prezydium KRASP z 3 września bieżącego roku, którą rektorzy przyjęli jednomyślnie.

Ale ustawa ma też krytyków i przeciwników. Jednym z podstawowych zarzutów, poza zbytnią szczegółowością, jest to, że ustawa to wypadkowa zbyt wielu kompromisów i tym samym nie zmienia w sposób istotny tego, co zmieniać powinna.

- Krytycy ustawy - którzy są przeciwko niej, ponieważ uważają, że narusza ona ich interesy - nie chcą się do tego otwarcie przyznać, więc formułują tego typu, pozbawione konkretów zarzuty ogólne. Ustawa reguluje materię obejmowaną dotychczas przez cztery akty ustawowe: o szkolnictwie wyższym, wyższych szkołach zawodowych, wyższym szkolnictwie wojskowym oraz nowelizację o pomocy materialnej, i zdecydowanie zmniejsza, a nie zwiększa, liczbę obowiązujących regulacji. A na temat kompromisów, jakie zostały w trakcie prac nad ustawą zawarte, mogę powiedzieć, że bardzo zdziwiliby się krytycy, którzy mówią negatywnie o tych kompromisach, gdyby rzeczywiście przeanalizowali treść projektu prezydenckiego, który wpłynął do Sejmu i treść ustawy, która została uchwalona. Mogę stwierdzić, że właściwie są trzy istotne kompromisy. Pierwszy, to sprawa mianowania, które w pierwotnym projekcie miało dotyczyć tylko profesorów, a obecnie może objąć także inne grupy pracowników uczelni. Teraz decyzja w tej sprawie należy całkowicie do uczelni. To jest kompromis, który trzeba poprzeć. Rośnie bowiem autonomia uczelni i to one zdecydują, czy przyjmą takie rozwiązanie, czy inne. Drugi, to nadzór nad tak zwanymi uczelniami resortowymi, czyli medycznymi, artystycznymi, wojskowymi itd. Niestety, na wniosek zainteresowanych ministerstw Rada Ministrów przyjęła - przy nie dość, moim zdaniem, aktywnej postawie ministra edukacji - stanowisko, aby pozostawić nadzór nad uczelniami bez zmian, czyli także w gestii innych resortów. W konsekwencji posłowie nie chcieli uszczęśliwiać rządu na siłę rozwiązaniem, którego on nie chce.

To jest, niestety, interes ministrów branżowych, którzy nie chcą się pozbyć tego, czym już administrują. Przeważa myślenie resortowe.

- To prawda. To jest zresztą rozstrzygnięcie, które popierali także rektorzy branżowych konferencji rektorów, działających w ramach Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Trzecie kompromisowe rozwiązanie to odejście od propozycji zespołu prezydenckiego, aby w ustawie określone były jedynie minima płacowe - między innymi po to, by uczelnie mogły same tworzyć systemy wynagrodzeń i były atrakcyjnym miejscem pracy dla osób wybitnych - i pozostawienie widełek płacowych. Nie musi to jednak być tak złym rozwiązaniem, jeśli minister w nowym rozporządzeniu ustawi te widełki odpowiednio szeroko. I to są wszystkie istotne ustrojowe kompromisy, jakie zostały zawarte w ustawie. Czy to jest powód, aby negować ustawę w całości? Oczywiście, nie. To jest krytyka zastępcza i mówmy raczej, o co w tej krytyce chodzi naprawdę.

Zarzuca się też nowej ustawie zachowawczość - na przykład w sprawie ścieżki kariery naukowej. Czy ustawa, która wchodzi w życiepo piętnastu latach funkcjonowania dotychczasowej, nie powinna wyciągać wniosków dalej idących?

- Myślę, że w odniesieniu do spraw kariery naukowej istotą rzeczy jest to, że zespół prezydenta został powołany do przygotowania ustawy o szkolnictwie wyższym. Nie mieliśmy umocowania i mandatu do zmiany ustawy o stopniach i tytułach naukowych. Te kwestie nie dotyczą zresztą tylko szkolnictwa wyższego, więc grono osób i instytucji pracujących nad zmianami w tym zakresie musiałoby być znacznie szersze. Gdybyśmy taki mandat mieli, z pewnością zaproponowaliby śmy nowe rozwiązania dotycz ące także kwestii ścieżki kariery naukowej. Na dodatek, kiedy zespół prezydencki zaczął swą działalność w 2003 roku, równolegle trwały intensyne prace nad ustawą o stopniach i tytułach i kilka miesięcy później dokonano obszernej nowelizacji tej ustawy. Jednak w „Prawie o szkolnictwie wyższym” dokonaliśmy znaczącej korekty, upoważniając rady jednostek, które takie uprawnienia posiadają, do ostatecznego zatwierdzania habilitacji. Model został zatem utrzymany co do zasady, ale zracjonalizowany. To jest, moim zdaniem, dobra zmiana, także wbrew opiniom wielu krytyków, tym razem zabierających głos z pozycji „konserwatywnych”. Oczywiście, to nie oznacza, że istotniejsze zmiany nie będą potrzebne. Z upoważnienia przewodniczącego KRASP złożyłem publiczną deklarację w Sejmie, że Konferencja jesienią tego roku, po wejściu w życie ustawy „Prawo o szkolnictwie wyższym”, powoła zespół roboczy w sprawie modelu kariery, do którego zaprosi zarówno „konserwatystów”, jak i „rewolucjonistów” - w tym krytyków habilitacji - i odbędzie poważną debatę. Mam nadzieję, że zespół zakończy dyskusję wnioskami - być może wariantowymi - co do kształtu nowej ustawy o stopniach i tytułach. W moim osobistym przekonaniu, jeszcze przed rokiem 2010, a jest to okres wdrażania Procesu Bolońskiego, powinna wejść w życie nowa ustawa regulująca kwestię stopni i tytułów.

W trakcie prac komisji sejmowej zaistniała sytuacja, w której Pan, a także przedstawiciele KRASP i niektórzy inni członkowie zespołu prezydenckiego, wycofali się z dalszych prac parlamentarnych.

- Był to wyraz naszej niezgody na wykreślenie z projektu artykułu, w którym Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich zyskiwała umocowanie ustawowe jako stowarzyszenie. KRASP, równolegle z mającą powstać Konferencją Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, stawała się przez to oficjalnym partnerem władz. To umocowanie było dla nas ważne, ponieważ w Polsce nie istnieje możliwość zrzeszania się osób prawnych, jakimi są szkoły wyższe. Wcześniej zresztą nastąpiło umocowanie Konferencji w „Ustawie o zasadach finansowania nauki”, więc byłoby dziwne, gdyby w ustawie właściwej, o szkolnictwie wyższym, takiego umocowania nie było. Cała ustawa była pisana przy założeniu, że minister zachowuje ważne regulacje w formie rozporządzeń. Tu zresztą też powtarzany był zarzut, że nowa ustawa jest centralistyczna i duża część decyzji przechodzi w ręce ministra, ale to po prostu nieprawda, gdyż liczba delegacji dla ministra maleje, a nie rośnie. Zakładaliśmy więc, że w procesie przygotowywania nowych rozporządzeń wykonawczych do ustawy, minister będzie miał partnerów w postaci tych dwóch konferencji rektorów i umocowanego na nowo Parlamentu Studentów. Gdyby takich partnerów nie miał, trzeba by na nowo przemyśleć jego uprawnienia. Należy tu wyraźnie zaznaczyć, że nowa ustawa wymaga nowych - i to istotnie nowych, a nie tylko lekko znowelizowanych - rozporządzeń wykonawczych. Gdyby takie rozporządzenia nie powstały, nastąpiłby negatywny efekt zekranowania idei i celów nowej ustawy przez stare rozporządzenia, i w istocie system nie uległby takiej transformacji i przemianie, jaka wynika z nadziei związanych z nową ustawą. Udało się, na szczęście, przywrócić w ustawie zapis umocowujący obie konferencje rektorów.

Na końcowym etapie prac parlamentarnych, najpierw w Sejmie, a później w Senacie, pojawiło się bardzo wiele poprawek. W Sejmie było ich ponad 150, a w Senacie 285. Często padało pytanie: czy po przyjęciu nawet części z nich ustawa zachowa jeszcze spójność i czy nie zostaną wprowadzone zmiany przypadkowe?

- Spójność ustawy nie była nigdy zagrożona. To był po prostu końcowy etap redagowania i tak zwanego czyszczenia projektu. Zdecydowana większość tych poprawek miała charakter redakcyjny. Na przykład, w Senacie dwójka kompetentnych młodych legislatorów wniosła ponad 100 poprawek szlifujących ustawę w warstwie legislacyjnej, które z wdzięcznością poparliśmy. Pewną liczbę poprawek w ostatnim okresie, dość niespodziewanie, wniosły też departamenty Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu. Wreszcie, na tym etapie prac uaktywnili się przeciwnicy ustawy i zasypali komisje poprawkami zmieniającymi sens niektórych rozwiązań. I Sejm, i Senat głosując, kierują się jednak rekomendacjami swoich komisji, które, w wyniku naszej wspólnej z wiceministrem edukacji Tadeuszem Szulcem rekomendacji, poparły poprawki dopracowujące ustawę. Byłem więc spokojny o jej spójność i mogę powiedzieć, że efekt końcowy, choć nie idealny, jest naprawdę dobry.

Kto najbardziej skorzysta na nowych rozwiązaniach?

- Ustawa ma służyć przede wszystkim studentom, poprawie pozycji konkurencyjnej uczelni oraz kształtowaniu nowego ładu systemowego w szkolnictwie wyższym. Najważniejsze regulacje dotyczące studentów to, moim zdaniem, nie te dotyczące pomocy stypendialnej, stołówek, domów studenckich, choć tu także dużo się zmienia na korzyść, ale przede wszystkim regulacje dotyczące kształcenia - jego jakości, możliwości różnicowania, aktualizacji jego treści. W tym zakresie nowa ustawa przynosi zmiany bardzo poważne. Przede wszystkim zmianę definicji standardów kształcenia, które przestają być zbiorem przedmiotów z liczbą godzin, a stają się zbiorem reguł kształcenia mających z natury rzeczy inny i ogólniejszy charakter. Poszerza się też znacznie możliwości wyboru obszaru kształcenia - zamiast dwóch dotychczasowych opcji mamy pięć: kierunek z listy kształcenia, kierunek z listy według alternatywnych standardów, kierunek unikatowy, studia w ramach makrokierunku i studia międzykierunkowe. Cały szereg regulacji szczegółowych jest korzystny dla studentów. Zwiększa się też rola studentów jako partnerów na szczeblu ogólnokrajowym oraz ich rola w bieżącym zarządzaniu uczelnią poprzez większy udział w organach kolegialnych i kolegiach wyborczych.

Pojawia się też nowy element w postaci umowy, jaką z uczelnią będzie zawierał student, jeśli płaci za studia.

- Tak, i dotyczy to zarówno uczelni niepublicznych, jak i publicznych. Tam, gdzie student płaci, będzie to robił na podstawie umowy, po to, aby chronić jego interesy. Studenci będą też uczestniczyć w ocenie nauczycieli akademickich. Oznacza to, że w każdej uczelni będzie musiał być wdrożony system ankietyzacji zajęć. Nowa ustawa wprowadza szereg regulacji pozwalających usuwać patologie z życia uczelni. Między innymi, nie przedawnia się plagiat i inne rodzaje nieuczciwości naukowej, ulega rozwinięciu katalog wykroczeń. Patologie niszczą etos uczelni oraz jej publiczny wizerunek i autorytet, przez co w oczywisty sposób wpływają na rangę dyplomu, a to ogranicza konkurencyjne możliwości na rynku pracy. Studenci są zatem wielkimi beneficjantami nowej ustawy, ale za ich pośrednictwem beneficjantem jest cały system.

Jeśli chodzi o ład systemowy, to fundamentalnym założeniem ustawy jest zasada konwergencji sektorów i stopniowe zanikanie rozróżnienia szkół na uczelnie publiczne i niepubliczne i zastępowanie go rozróżnieniem na uczelnie akademickie i zawodowe - w nowym rozumieniu, co obejmuje wszystkie uczelnie nie posiadające praw do doktoryzowania. Znajduje to pełny wyraz w sprawach studiów i studentów oraz stosunków pracy i częściowy - w sprawach finansowania. Niemal wszystkie regulacje są wspólne dla różnych typów szkół. To są zmiany fundamentalne.

Pojawia się zapis, że uczelnie niepubliczne mogą otrzymać dofinansowanie z budżetu państwa na działalność dydaktyczną. Dotychczas, i to od niedawna, otrzymują dofinansowanie stypendiów studenckich. Co taki zapis może oznaczać w praktyce?

- Studia niestacjonarne to obszar równych reguł konkurowania uczelni obu sektorów. Natomiast w obszarze studiów stacjonarnych państwo musi pokrywać koszty w uczelniach publicznych oraz może je dofinansowywać w uczelniach niepublicznych. Studia stacjonarne to po prostu lepsze studia, więc warto je wspierać tą drogą. Prowadzone były symulacje, z których wynikało, że gdyby przyjąć, iż jedną trzecią czesnego na studiach stacjonarnych w uczelniach niepublicznych pokrywa państwo, a jest na nich około stu tysięcy studentów, to potrzeba by na to około 120 milionów złotych. Wobec budżetu szkolnictwa wyższego, wynoszącego blisko 8 miliardów złotych, to nie jest duży wydatek i myślę, że warto go ponieść, także dla zwiększenia transparentności systemu szkolnictwa wyższego.

Definiujemy też za pomocą uprawnień do doktoryzowania nazwy, jakich mogą używać uczelnie, czyli: uniwersytet, politechnika, akademia, co również wpłynie pozytywnie na przejrzystość systemu. Na dostosowanie jest pięć lat. Ład systemowy to także uruchomienie nowych możliwości konsolidacji uczelni. Polskie szkolnictwo wyższe cierpi na ogromne rozdrobnienie instytucjonalne. Trzeba więc starać się łączyć uczelnie po to, by racjonalizować działania, integrować kadrę i agregować zasoby. Liczę na to, że pojawią się inicjatywy tworzenia związków uczelni, jak to się dzieje w niektórych krajach świata, gdzie działają federacyjne struktury akademickie. Jeśli taki związek spełni kryteria, będzie mógł używać nazwy uniwersytet. Nie widzę powodów, dla których nie mógłby na tej zasadzie powstać, na przykład, uniwersytet mazowiecki. Uważam, że w tym obszarze jest miejsce na politykę edukacyjną państwa.

Uczelnie będą też mogły znacznie bardziej niż do tej pory różnicować się. Ważnym źródłem prawa stanie się statut. Statuty uczelni będą powstawać od nowa. Aby pomóc w ich tworzeniu, Fundacja Rektorów Polskich przygotuje statut wzorcowy i ogłosi szkolenie dla twórców nowych statutów. Ważną regulacją jest możliwość mianowania, także w uczelniach niepublicznych, i wprowadzenie zasady dwuetatowości, co uporządkuje rynek pracy. Jednakowe będą też kryteria zaliczania kadry do uprawnień dla różnych typów uczelni. Racjonalizujemy także zarządzanie uczelnią, na przykład poprzez prawo senatu do formułowania wytycznych dla rad wydziałów, jeśli chodzi o zadania statutowe, po to, aby w warunkach, gdy to senat podejmuje decyzje budżetowe, inny podmiot, na przykład rada wydziału, nie podejmował decyzji programowych - od których zależą koszty - czasem rozbieżnych z uchwałami senatu.

Czego nie udało się załatwić w ustawie?

- Chyba najważniejszą kwestią, której nie udało się zrealizować, jest sprawa nadzoru resortowego. W innych kwestiach nie odczuwam specjalnego niedosytu.

Co zatem przed nami?

- Ustawa weszła w życie 1 września i najważniejsza na najbliższy rok jest sprawa stworzenia dobrych nowych statutów uczelni oraz rozpoczęcia działania przez KRASP i Konferencję Rektorów Uczelni Zawodowych Szkól Polskich, jako podmiotów umocowanych ustawowo, a dla ministerstwa - przygotowanie nowych, odpowiadających ideom i intencjom ustawy, rozporządzeń wykonawczych.

Rozmawiał Andrzej Świć