Z niedowierzaniem przyjąłem list prof. Włodzimierza Białczyka z Akademii Rolniczej we Wrocławiu, w którym Autor zarzuca mi „dużą nieuczciwość”, albowiem w moim artykule („Recenzja plagiatowej habilitacji”, „FA” 5/2005) jest zdanie: „[...] na początku czerwca 2003 dziekan Olszewski napisał do wrocławskiego recenzenta, prosząc o stwierdzenie, czy najnowsza monografia dr. hab. Henryka Budzenia (gdzie jako recenzent ponownie figurował prof. Białczyk) jest tożsama z pracą habilitacyjną”.
Monografia, o którą pytał dziekan, „Usprawnienie procesu nauczania”, to dosłowna kopia pracy habilitacyjnej „Usprawnienie procesu nauczania techniki i poprawa jego efektywności poprzez stosowanie mini-videofilmów”, którą dr Budzeń przedstawił słowackiemu Uniwersytetowi w Nitrze (do 1996 Wyższa Szkoła Nauczycielska), gdzie recenzentem był prof. Białczyk. Aczkolwiek tytuł monografii został skrócony w stosunku do tytułu maszynopisu habilitacji, to jednak jest z nią zbieżny. Jej treść jednak nadal była taka sama.
Prof. Białczyk w liście do dziekana zaprzeczył, aby był recenzentem tej pracy, aczkolwiek potwierdził, iż to jest autoplagiat habilitacji, którą recenzował. FAKTYCZNIE BYŁ recenzentem tej monografii, albowiem recenzowana jest zawsze treść pracy, a nie tytuł, który może być zmieniony przez autora lub wydawcę.
Chcę podkreślić, że prof. Białczyk nie złożył żadnej skargi do władz Politechniki Radomskiej, iż jego nazwisko figuruje na okładce monografii i nie podjął żadnych kroków, aby dr. Budzenia zdyscyplinowano, a publikację wycofano z obiegu.
Warto przypomnieć, iż prof. Białczyk, specjalista od mechanizacji rolnictwa i wybitny znawca mechaniki traktorów, podjął się recenzji dwóch POLSKICH prac habilitacyjnych z pedagogiki, wykonanych w Politechnice Radomskiej. Recenzent nie ma żadnych formalnych uprawnień do tego, nie mówiąc o tym, iż nigdy artykułów na tematy pedagogiczne nie publikował i w Polsce - wśród pedagogów - jest absolutnie nieznany. Co więcej, musiał zdawać sobie sprawę, iż otrzymanie tytułu docenta na Słowacji przez polskich naukowców wykorzystywane jest do otrzymania stopnia doktora habilitowanego - poza wszelką kontrolą naszej Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów. Dorobek obydwu „słowackich” habilitantów dyskwalifikował ich na drodze do polskiej habilitacji i żaden z nich nie przeszedłby przez wstępną ocenę jakiejkolwiek wydziałowej Komisji Habilitacyjnej!
Prof. Białczyk doskonale wie, jakie są w Polsce wymagania co do awansu naukowego na samodzielnego pracownika. I palcem nie kiwnął, aby zatrzymać dwie osoby, które bez odpowiednich kwalifikacji naukowych postanowiły się dostać „tylnymi drzwiami” do Świątyni Nauki. Co więcej, sam nie mając odpowiedniej wiedzy, zgodził się zrecenzować przedstawione prace habilitacyjne i oczywiście ocenił je pozytywnie.
Zarówno dr Henryk Budzeń, jak i dr Andrzej Słomka otrzymali tytuły docentów pedagogiki (procedura oceny publikacji i dorobku naukowego „kolegów z Polski” przez Uniwersytet w Nitrze, budzi duże wątpliwości), które po roku wymienili na stopnie doktora habilitowanego w Polsce i obecnie obaj są profesorami uczelnianymi. Ich prace habilitacyjne to plagiaty, a w dorobku nie mają żadnej pracy wydrukowanej choć w jednym uznanym polskim czasopiśmie pedagogicznym (a jest ich 15!), mającym jako taką punktację KBN.
Warto dodać, że obu „kolegów” do Nitry zarekomendował prof. Henryk Bednarski, były minister edukacji z lat 1987-88, który od 1995 pracuje w Radomiu jako kierownik Katedry Pedagogiki i Psychologii. Prof. Bednarski przyjechał też na obronę habilitacji. Trudno uwierzyć, że nie orientował się w dorobku (a raczej w braku dorobku) obydwu uczonych z Radomia...
To, co jest najbardziej oburzające, to fakt, że prof. Białczykowi już od czerwca 2003 sygnalizowano z różnych źródeł, że obie prace habilitacyjne są nierzetelne. Praca dr. Budzenia to dosłowny plagiat (cut and paste) z kilku książek jego byłego, nieżyjącego już, szefa, prof. Wacława Kazimierskiego, a praca habilitacyjna dr. Słomki to prawie identyczna kopia (dodano jeden rozdział wstępu) jego pracy doktorskiej, obronionej w 1998 roku w resortowym Instytucie Badań Edukacyjnych w Warszawie. I prof. Białczyk Z WŁASNEJ INICJATYWY nie zrobił nic, aby te zarzuty sprawdzić!
Ja sam, będąc w marcu 2004 we Wrocławiu, telefonicznie rozmawiałem z prof. Białczykiem, informując go o plagiacie dr. Budzenia i apelując o pomoc. Efektem była bardzo nieprzyjemna odpowiedź i odłożenie słuchawki. W połowie lipca 2004 dziekan Olszewski wysłał prof. Białczykowi kserokopie książek prof. Kazimierskiego oraz wydruk maszynopisu habilitacji, prosząc go o porównanie z recenzowaną słowacką habilitacją i odpowiedź, czy jest to plagiat, czy nie. W odpowiedzi dziekanowi z 24 lipca 2004 prof. Białczyk stwierdził, że przesłany dokument, liczący 77 stron, jest prawie tożsamy z habilitacją, ale nie odpowiedział na pytanie, czy to jest plagiat.
Dopiero ponaglenie dziekana z początku grudnia 2004 spowodowało, iż 29 stycznia 2005 (czyli po 6 miesiącach od chwili dostania do rąk dokumentów) prof. Białczyk potwierdził, iż recenzowana przez niego habilitacja jest plagiatem. Poprosił też dziekana, aby „wszczął przewidzianą prawem procedurę pozbawiającą dr. hab. Henryka Budzenia stopnia naukowego doktora habilitowanego nadanego przez Radę Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Konstantina Filozofa w Nitrze”. Można się tylko domyślić, że prof. Białczyk zapomniał, iż takie wystąpienie to przede wszystkim obowiązek RECENZENTA, który „przegapił” plagiat...
Myli się prof. Białczyk, utrzymując, iż habilitacja dr. Budzenia w Nitrze była wszczęta za wiedzą władz Politechniki Radomskiej. Chyba iż uznamy za część tych władz ówczesnego prodziekana Wydziału Nauczycielskiego, dr. Henryka Budzenia...
Co do zwrócenia się 14 czerwca br. prof. Białczyka do dziekana w Nitrze, nastąpiło to dopiero w kilka dni po mojej z Nim wielogodzinnej rozmowie telefonicznej... Do dzisiaj jednak dziekan Gabriela Porubska nie potwierdziła otrzymania tego listu i w Nitrze nic się nie dzieje. Mam jednak nadzieję, że niedługo zacznie się dziać, bowiem w końcu sierpnia o skandalu z habilitacjami zawiadomiłem słowackiego ministra edukacji i tamtejszy odpowiednik KRASP. Powiadomię też i słowacką prasę.
Co do „współpracy w dochodzeniu obiektywnej prawdy”, to właśnie parę tygodni temu prof. Białczyk odmówił mi pomocy w dojściu do prawdy o pracy habilitacyjnej dr. Andrzeja Słomki.
Na czym więc polega moja „nieuczciwość” i co napisałem nieprawdziwie?
Pokazałem niekompetencję i „niefrasobliwość” recenzenta, który dopiero po 2 latach od pierwszego zasygnalizowania Mu, iż recenzowana przezeń praca habilitacyjna jest plagiatem, podjął jakieś kroki, aby odebrano wyłudzony tytuł doktora habilitowanego. Druga plagiatowa habilitacja nadal czeka...
Czy ma to związek z nabytym doświadczeniem 3-letniego pełnienia obowiązków przewodniczącego Komisji Dyscyplinarnej Akademii Rolniczej we Wrocławiu?
Niestety - nie ma. I tu zgadzam się z prof. Białczykiem.
Dr med. Marek Wroński
New York