ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Badania naukowe

Pionierskie w Polsce badania nad wpływem hipnozy i sugestii na ból prowadzą uczeni z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Uśpiony ból

Mariusz Karwowski

Dla znajomych doktor Andrzej Urbanik jest po prostu „Tourbanikiem”. Przezwisko, całkiem sympatyczne, wzięło się z jego podróżniczej pasji. Był już w prawie stu krajach, odwiedził wszystkie kontynenty – z wyjątkiem Antarktydy. Kilkanaście lat temu odbył dwie wyprawy dookoła świata. Nie bez powodu uważany jest więc za guru polskich globtroterów. Te wojaże różnie się zresztą dla niego kończą. – Podczas jednej podróży, konkretnie do Chin, poznałem moją przyszłą żonę – Monikę. Po siedmiu latach znajomości wzięliśmy ślub. Zresztą, odbył się on w trakcie... kolejnej podróży – na duńskiej wyspie Bornholm – wspomina z uśmiechem.

Zamiłowanie to zrodziło się jeszcze w młodości, po lekturze Przypadków Robinsona Cruzoe. Książka do tego stopnia pobudziła jego wyobraźnię, że przeczytał ją zupełnie jak w hipnotycznym transie. – Pamiętam, że lektura pochłonęła mnie bez granic. Na doczytanie poświęcałem każdą wolną chwilę, a kiedy tylko brałem książkę do ręki, nic się nie liczyło, nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje. Podobne zjawiska towarzyszą hipnozie, ale, oczywiście, wtedy jeszcze nie podejrzewałem, że przyjdzie mi się kiedyś z nią naukowo zmierzyć.

CÓŻ WIEMY O HIPNOZIE?

Hipnoza, stosowana już przez kapłanów w starożytnym Egipcie, uważana była przez wieki za jeden ze stanów snu. Bo rzeczywiście jest bardzo podobna. Ale to tylko powierzchowne złudzenie. Badania elektroencefalograficzne pokazały, że fale mózgowe człowieka śpiącego mają zupełnie inną częstotliwość niż u osoby zahipnotyzowanej. Choć od dawna stosuje się ją w różnych celach, nie do końca poznano jeszcze mechanizm jej działania. Ba, nawet definicji nie ma jednej. W ostatnim czasie dość popularne stało się określanie hipnozy mianem procesu, w którym świadoma i podświadoma część umysłu akceptują tę samą sugestię.

Niezależnie jednak od tego, próbuje się ją zdefiniować poprzez stereotypy i mylne wyobrażenia. Tymczasem hipnoza nie jest lekarstwem, lecz tylko narzędziem służącym medycynie. Nie leczy więc wszystkiego, bo to tylko technika, jest całkowicie bezpieczna, o ile nie stosuje się jej wbrew kanonom sztuki lekarskiej, wreszcie po trzecie – musi być stosowana z umiarem.

Osoby, które oczekują od hipnozy zbyt wiele, mogą poczuć się rozczarowane. Ale z drugiej strony, skoro udowodniono jej zasługi w leczeniu bulimii, anoreksji, stanów lękowych, zwalczaniu nałogów nikotynowych czy alkoholowych, a nawet (uwaga!) powiększaniu biustu, nie można jej całkowicie odrzucać. Bo hipnoza, zjawisko tyleż fascynujące, co nieodgadnione, może być użyteczna. Również w leczeniu... bólu.

– Ból towarzyszy człowiekowi od początku jego istnienia. Jest wrażeniem zmysłowym całkowicie subiektywnym, skomplikowanym i trudnym do zdefiniowania. To problem zarówno indywidualny, jak i społeczny. W ostatnich latach nastąpił dynamiczny rozwój badań neurofizjologicznych i neurofarmakologicznych, przybliżających zrozumienie i poznanie wielu procesów związanych z powstawaniem bólu, a także mechanizmami działania różnych leków i metod stosowanych w jego łagodzeniu i leczeniu.

Jak tłumaczy dr Urbanik, w ten sposób współczesna medycyna próbuje spełnić jedno ze swoich głównych zadań – niesienie ulgi w bólu i cierpieniu. I dodaje, wyjaśniając przy okazji powód mojego pobytu w Katedrze Radiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego: – Ponieważ ból jest definiowany jako doznanie czuciowe, związane zarówno z działaniem uszkadzającego bodźca, jak i spostrzeżeniem powstającym na podstawie psychicznej interpretacji zachodzących zjawisk, zmodyfikowanych przez wcześniejsze doświadczenia i psychosomatyczne uwarunkowania, pojawił się pomysł, aby za pomocą rezonansu magnetycznego dokonać analizy mózgu osób, poddanych działaniu bodźców bólowych.

Podobne badania prowadzone są już za granicą, m.in. w Montrealu. W Polsce krakowski ośrodek, od wielu już lat prowadzący badania mózgu techniką czynnościowego obrazowania rezonansu magnetycznego (fMRI), jest pionierem w tym zakresie. Podstawą do ich wykonywania jest najwyższej klasy system rezonansu, bez którego niewiele zdołano by zdziałać. Walczono o niego nie po to jednak, by się nim chwalić, lecz aby służył nauce. I teraz się właśnie sprawdza.

W projekcie badawczym związanym z bólem, oprócz radiologów i fizyków medycznych, wzięli udział również psycholodzy i psychoterapeuci, a wśród nich przede wszystkim prof. Jerzy Aleksandrowicz, specjalista zagadnień związanych z hipnozą.

– Wychodzę z założenia, że tylko wielospecjalistyczne zespoły są zdolne rozwiązywać zadania przekraczające obszar zainteresowania jednej specjalności medycznej i dlatego udział prof. Aleksandrowicza był bezcenny. Chcieliśmy bowiem wykazać wpływ na odczucia bólowe indukcji hipnozy, a także sugestii analgetycznej, czyli znieczulającej – wyjaśnia dr hab. Andrzej Urbanik.

KŁULI WYKAŁACZKAMI

W eksperymencie wzięli udział studenci koła naukowego. Studenci bowiem to jedna z grup najbardziej podatnych na hipnozę. Bo chociaż zdolność podlegania hipnozie posiadają wszyscy, to jednak są ludzie bardziej i mniej odporni. I wbrew temu, co się sądzi, najłatwiej zahipnotyzować osoby otwarte, o silnej osobowości, obdarzone bogatą wyobraźnią, inteligentne, racjonalnie myślące. Ludzie słabi, niedojrzali czy bojaźliwi, są zdecydowanie trudniejszym „materiałem”. Wszystko dlatego, że w seansie hipnotycznym kluczem do wszystkiego jest pobudzenie wyobraźni osoby hipnotyzowanej. W tym przejawia się rola hipnotyzera, który za pomocą różnych środków – na przykład monotonnymi bodźcami, powodującymi znużenie jednego ze zmysłów, głównie słuchu i wzroku – pozwala tej wyobraźni się niejako uwolnić. Ta więź umacniana jest sugestiami hipnotyzera, który w pewnym momencie zaczyna nadawać kształt otoczeniu hipnotyzowanej osoby. Ona z kolei słyszy już tylko głos prowadzącego seans, „widzi” obrazy przez niego kreowane, „czuje” zapachy przez niego tworzone. I te sugestie realizowane są właśnie przez rozbudzoną wyobraźnię. Choć ich wpływ może się utrzymywać bardzo długo – nawet jeszcze po „wybudzeniu” – to nie trwa on wiecznie. Działanie sugestii prędzej lub później wygasa, zahipnotyzowany wraca do rzeczywistego świata.

Do badań w UJ zgłosiło się na ochotnika czternaście osób. W eksperymencie posłużono się... wykałaczkami. To ostre drewniane narzędzie doskonale nadaje się do zadawania bólu. Z tym, że o ile w pierwszej próbie ograniczono się tylko właśnie do zadania bólu poprzez ukłucie dłoni wykałaczką, o tyle w kolejnych zakres badania poszerzono. – W następnych próbach dodawaliśmy inne elementy. I tak była to sugestia słowna, polegająca na wmawianiu, że osoba nie czuje bólu, następnie indukcja hipnotyczna, podczas której uczestnik wprowadzony zostawał w stan hipnozy oraz na samym końcu – połączyliśmy zadawanie bólu z indukcją hipnotyczną oraz sugestią słowną.

Cztery różne sytuacje pozwoliły na stworzenie map aktywności korowej mózgu, przedstawiających które regiony były czynne. Jak to z pionierskimi badaniami bywa, analiza nie dała jednak oczekiwanych rezultatów. Na jej podstawie nie dało się jednoznacznie określić udziału konkretnych regionów mózgu w realizacji poszczególnych zadań. Wybierając jednak cel swojej kolejnej podróży, dr Urbanik stosuje od zawsze zasadę mówiącą, iż „lepiej pojechać jeszcze raz tam, gdzie kocha się być, niż pojechać tylko po to, aby poprawić statystykę”. Przekładając ją na grunt naukowych badań, można by rzec: „lepiej jeszcze raz podejść, zmierzyć się z problemem niż w myśl statystycznych wymagań zaczynać pracę nad kolejnym”. I zamiast popadać w rezygnację, zmodyfikowano nieco punkt widzenia. Do ponownej analizy wybrano już tylko te ośrodki, których zaangażowanie w percepcję bólu wynika z wcześniejszych badań.

– Percepcja spełnia rolę poznawczą i jest odpowiedzialna za uświadomienie działania stymulacji bólowej, jej ocenę oraz za reakcje emocjonalne. Do analizy wybrano więc korę wyspy, korę zakrętu obręczy, somatosensoryczną korę S1 i S2 oraz korę wzgórza.

BIAŁE PLAMY W MÓZGU

Każdy taki obszar kory mózgowej (na obrazach MR widoczny jako kolorowa „plama”) jest odpowiedzialny za konkretne zadanie, a wszystkie razem tworzą właśnie percepcję bólu. Wyspa ma wpływ na rozwój tak zwanej pamięci i zachowania bólowe. Powtórne uderzenie w konkretne miejsce sprawia, że mając w pamięci ból odczuwany za pierwszym uderzeniem i przy kolejnych będziemy dostawali gęsiej skórki. Tajemniczo brzmiący zakręt obręczy odpowiada z kolei za afektywno−emocjonalny komponent bólu, co przekłada się w prostej mierze na naszą motoryczną reakcję na stymulację bólową. Kora czuciowa, czyli somatosensoryczna, uczestniczy w czasowej, przestrzennej i jakościowej ocenie stymulacji bólowej, czyli pozwala zlokalizować ból, jego natężenie, a także rodzaj. Wreszcie wzgórze stanowi obszar kontrolny impulsacji bólowej, to właśnie ono dostarcza nam informacji o nieprzyjemnych doznaniach. – Jeśli tylko w tych obszarach osłabilibyśmy sygnały bólu, to albo nie poczujemy go wcale, albo to doznanie będzie znacznie słabsze – prognozuje dr Urbanik.

Kluczem do rozwiązania zagadki zależności była reakcja na ból, przejawiająca się w zróżnicowanych poziomach sygnałów, uzyskanych w czasie stanu, kiedy osoba nie była poddawana bodźcom (tzw. stan kontrolny), i gdy bodźce działały (tzw. stan zadaniowy). I w tej analizie udało się już uzyskać ciekawe wnioski. – Okazało się, że w trzech obszarach kory mózgowej, to jest: kory czuciowej, wyspy i wzgórza, bodźce bólowe okazały się osłabione. To nie oznacza, że ukłucia były słabsze, ale że były słabiej odczuwane, odbierane. Rezonans potwierdził więc nasze przypuszczenia, że sugestia w hipnozie stanowi swego rodzaju barykadę dróg, którymi podąża informacja o bólu.

Choć to dopiero pierwszy etap badań, ich efekty są bardzo obiecujące. W niedalekiej perspektywie mogą doprowadzić do poznania mechanizmów bólu, a szczególnie wpływu sugestii i hipnozy. Mogą być też przydatne, na co liczą naukowcy z UJ, w badaniach leków. Pozwalają bowiem zobrazować efekt placebo. Oczywiście, nie znaczy to, że już za chwilę, w celu zredukowania bólu, odstawimy tabletki i będziemy poddawać się hipnozie. Na ostateczne rezultaty badań przyjdzie nam jeszcze poczekać. Również ze względów mentalnych. Hipnoza, mimo jej potwierdzonych medycznych zalet, nierzadko postrzegana jest wciąż jako czarna magia. Przekonanie, że może leczyć, wymaga długiego czasu. – Tak jest w Polsce. Za granicą, jak choćby w Szwecji, hipnoza wykorzystywana już jest w stomatologii, podczas wiercenia i ekstrakcji zębów, czy – jak we Francji – na oddziałach położniczych, przy odbieraniu porodów – przekonuje dr Urbanik.

Pacjent pod wpływem hipnozy najczęściej nie widzi instrumentów chirurgicznych, nie odczuwa bólu i nie widzi krwi. Po przebudzeniu jest już po wszystkim. W Kalifornii hipnoza stosowana jest też przy udzielaniu pomocy ofiarom wypadków, a załogi ambulansów mają obowiązek przejścia szkolenia w tym zakresie. Już tylko te przypadki świadczą, jak dalece posunięte może być użycie hipnozy w celach medycznych. I jak celowe wydają się badania prowadzone w Uniwersytecie Jagiellońskim. Jednak czy znajdą praktyczne zastosowanie?

Na razie trudno odpowiedzieć na to pytanie. Kierownik Katedry Radiologii Collegium Medicum UJ lubi jednak przecierać nowe ścieżki. Jest jednym z nielicznych na świecie badaczy mumii za pomocą promieni rentgenowskich. Był także w zespole, który odwinął, a następnie zrekonstruował, czyli z powrotem zawinął, egipską mumię, wykonując przy tym kompleksowe badania. Dlaczegóż miałoby się nie udać leczenie bólu hipnozą?