ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
agora


Współczesna Polska jest częścią semiperyferii, co jest i tak postępem w stosunku do okresu złotego wieku kultury polskiej w XVI stuleciu, kiedy była częścią peryferii. Ta polaryzacja obejmuje również naukę.

Układ antyrozwojowy

Zbigniew Rykiel

O stanie nauki polskiej pisze się sporo i krytycznie. Wiadomo już, że jest źle. W zasadzie wiadomo też, dlaczego jest źle. A może po prostu źle być musi?

Za punkt odniesienia przyjmuje się ostatnio naukę amerykańską, której sukcesy są widoczne. Prof. Osman Achmatowicz, sekretarz Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułu Naukowego, zidentyfikował jakiś czas temu (Profesor doktor niehabilitowany, „Forum Akademickie”, 12/2004) warunki nauki amerykańskiej, których nie ma w Polsce; nie stwierdza jednak, dlaczego nie można ich w Polsce wprowadzić. Prof. Wacław Wilczyński (Filozofia bezkarności, „Wprost”, 3/2005) sugeruje, że przyczyną tego może być nieistnienie w Polsce ani społeczeństwa obywatelskiego, ani wspólnoty uczonych, lecz grupy sparaliżowanej wspólnotą zła.

Prof. Leszek Balcerowicz (O nauce raz jeszcze, „Wprost”, 3/2005) słusznie stwierdza, że nie wszystko, co jest nazywane nauką, zasługuje na to miano oraz że nauka jest z istoty globalna. Wynika z tego, że badania, które nie mają wartości poza krajem, w którym były prowadzone, zwykle w ogóle nie mają wartości. Warto do tego jednak dodać bez ogródek, że jeśli ktoś przed czterdziestką nie opublikował książki za granicą i nie ma publikacji w czasopismach z listy filadelfijskiej, to jest naukowo bezużyteczny, nie ma więc moralnego prawa domagania się finansowania swego hobby ze środków publicznych. Tyle tylko, że dotyczy to, niestety, całych instytutów i to licznych.

Rdzeń i semiperyferie

Powstaje jednak istotne pytanie, dlaczego właściwie mamy się przejmować zagranicą, przyjmując, że jest ona z założenia lepsza niż nasze własne podwórko. Czy nie jest to przypadkiem ilustracją opinii Juliusza Słowackiego o Polsce jako pawiu i papudze narodów? Odpowiedź jest prosta i brutalna. Powstanie kapitalizmu przyczyniło się do ukształtowania światowego systemu ekonomicznego – produkcji i wymiany nie tylko towarów, ale i myśli, a także rozprzestrzeniania się innowacji. Istotą systemu kapitalistycznego jest efektywność, która prowadzi nie tylko do społecznego, lecz i do przestrzennego podziału pracy i nierówności. W jego wyniku świat różnicuje się na rdzeń i peryferie systemu kapitalistycznego, między którymi rolę bufora pełnią semiperyferie. Współczesna Polska jest częścią semiperyferii, co jest i tak postępem w stosunku do okresu złotego wieku kultury polskiej w XVI stuleciu, kiedy była częścią peryferii. Ta polaryzacja obejmuje również naukę.

System kapitalistyczny opiera się na sile pieniądza. Pieniądze posiada rdzeń i to on dyktuje zasady gry. Kto się im nie podporządkuje, ten wypada z gry i nie liczy się. A ponieważ chcemy się liczyć, próbujemy publikować wyniki naszych badań światowo, to znaczy po angielsku. Głównie jednak dlatego, że były Komitet Badań Naukowych oceniał to odpowiednio wysoko i na tej podstawie przydzielał środki finansowe z budżetu. Polak jednak potrafi uporać się z niejednymi przepisami administracyjnymi. Skoro KBN oczekiwał od polskich naukowców publikacji za granicą, to rozwinął się międzynarodowy rynek wymiany usług pozornych. Wystarczyło, by trzeciorzędna uczelnia polska zawarła umowę o współpracy z podobną uczelnią w którymś z pobliskich krajów posocjalistycznych. Wtedy swą twórczość, zamiast publikować w lokalnym biuletynie, można było publikować w biuletynie partnera, na zasadzie wzajemności oczywiście, najlepiej w języku zbliżonym do angielskiego. KBN punktował to odpowiednio wysoko, notowania lokalnej uczelni rosły, za czym szły źródła finansowania, rosło też samozadowolenie partnerów. Wszystko to odbywało się jednak na semiperyferiach nauki światowej, nie mając z tą ostatnią żadnego istotnego związku. Jak widać, nie każda zagranica jest zagranicą istotną.

Jeśli semiperyferyjna rola nauki polskiej nas nie satysfakcjonuje i marzy nam się miejsce w rdzeniu, to – jak powiada prof. Balcerowicz – trzeba ją szybciej reformować, by zwiększyć jej bardzo małą efektywność. W tym celu trzeba by mieć najpierw miarę efektywności, przede wszystkim zaś jawne dane o wynikach badań prowadzonych za publiczne pieniądze. Takich danych KBN nie publikował przez cały okres swego istnienia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że jest to przykład wskazywanych przez prof. Zdzisława Krasnodębskiego (Polonezy intelektu, „Wprost”, 3/2005) rezerwatów korporacjonizmu i monopoli.

Antyrozwojowe grupy interesów

Skoro tak właśnie jest, to nie tylko jest źle, ale jeszcze długo będzie. Dlaczego jednak źle być musi? Prof. Andrzej Jajszczyk („Gazeta Wyborcza”, 29.03.2005) wskazuje na interesy grupowe dominujące nad interesem publicznym. Prof. Andrzej Zybertowicz (Antyrozwojowe grupy interesów: zarys analizy; w: W. Wesołowski, J. Włodarek (ed.): Kręgi integracji i rodzaje tożsamości, Warszawa 2005, Wydawnictwo Naukowe Scholar, str. 299−324) wskazuje natomiast, że musi być źle w kraju, ponieważ stan obecny jest związany z interesami ważnych antyrozwojowych grup interesu, których działania są niekorzystne dla dobra wspólnego.

Przenosząc te rozważania na grunt sytuacji w nauce polskiej oraz porządkując argumenty, proponuję zidentyfikować podstawowe zasady działania antyrozwojowej grupy interesu.

Umoczenie – na odpowiedzialne stanowiska nie awansuje się osób o nieposzlakowanej uczciwości, na które nie ma żadnych haków. Takie osoby mogą grupie tylko zaszkodzić.

Gra na haki – należy gromadzić haki na przeciwników, sojuszników i współpracowników, ale ich pochopnie nie ujawniać. W niektórych uczelniach wciąga się do tej gry asystentów i studentów.

Mord założycielski – wspólne przestępstwo, wykroczenie lub przynajmniej zachowanie nieetyczne jest najlepszą metodą uzyskania spójności grupy. Dobrym początkiem jest wspólne picie alkoholu w godzinach i miejscu pracy, podczas gdy umówieni na konsultacje studenci czekają pod drzwiami.

Ciągłość i reprodukcja bezkarności – opuszczając kluczowe stanowisko należy zadbać, by następcy nie stanowili zagrożenia dla interesów poprzedników i ich popleczników. Najlepiej zatem otaczać się miernotami, które bez poparcia grupy nie miałyby żadnych szans na awans w środowisku konkurencyjnym.

Rozprowadzanie – członków układu umieszcza się w takich instytucjach lub instancjach, które zapewniają maksymalizację korzyści, a minimalizację ryzyka związanego z własną nieuczciwością. A więc nie wszyscy koledzy w jednym miejscu, lecz każdy w innym. Wtedy grupa ma szanse przejęcia kontroli nie nad ogniwem, lecz nad siecią.

Podczepienie – nielegalne działania należy włączać w działania prestiżowych instytucji, aby ewentualne rozliczanie afer groziło narażeniem na szwank wizerunku tych instytucji. Zapraszanie ważnych instytucji do współorganizowania konferencji i współfinansowania wydawnictw, a ważnych osób do patronatów honorowych, jest skuteczną metodą osiągania tego celu.

Buforowanie – do realizacji ryzykownych przedsięwzięć wyznacza się osoby lub instytucje pośredniczące, które w razie potrzeby mogą wziąć winę na siebie. Mechanizm ten dobrze się sprawdza w systemie podwykonawstwa projektów badawczych; im więcej szczebli podwykonawców, tym łatwiej ukryć naruszenie przepisów finansowych.

Lokalizacja odpowiedzialności – pieniądze idą w górę hierarchii, brudy spływają na dół. Decyzje finansowe podejmuje się na wysokich szczeblach, odpowiedzialność zwala się na maluczkich. Laury zbiera nie instytut, lecz jego dyrektor. Winna niepowodzeniom nie jest instytucja, lecz pan Kazio lub panna Krysia.

Karuzela stanowisk – osobę użyteczną lub niebezpieczną dla układu przesuwa się na dalszy plan, ale zawsze tak, by mogła czerpać wymierne korzyści, na przykład w postaci synekury. Przewodniczenie radom wydziałów lub instytutów oraz zasiadanie w kolegiach redakcyjnych czasopism są najpowszechniej przyjętą formą realizacji tej zasady.

Zarządzanie przez kulturę – w celu uzyskania odpowiednich zachowań członków grupy, instytucji lub środowiska nie trzeba wydawać jednostkowych poleceń, wystarczy bowiem wytworzenie odpowiedniej atmosfery, w której wiadomo, co wolno, a czego nie wypada. Powiada się wtedy: „Wie pan, panie kolego, u nas tak się przyjęło”.

Wzajemność – należy odwzajemniać przysługi członkom układu, nawet jeśli wiąże się to z naruszeniem prawa i zasad moralnych. Przecież wiadomo, że nie doniesie się na kolegę, który publikuje prace swych asystentów pod własnym nazwiskiem albo który lubi egzaminować studentki w swojej daczy. Trzeba być przecież człowiekiem i rozumieć słabostki kolegów z układu.

Kooptacja – skuteczniejsze od walki z przeciwnikiem jest dopuszczenie go do swego grona. Na początek można wysłać delikwenta rozpoznawczo na międzynarodową konferencję na drugim końcu świata. To mu powinno dać do myślenia.

Odmowa wiedzy – nie przyjmuje się do wiadomości informacji, które mogą zagrozić dobrej samoocenie. Jeżeli ktoś źle myśli o naszych kompetencjach merytorycznych, tym gorzej dla niego. My przecież jesteśmy świetni.

Upadek etosu

Skutki działania antyrozwojowej grupy interesu w nauce są następujące:

• Zaciera się granica między sferą publiczną a prywatną, czego jednym z rezultatów jest personalizacja krytyki naukowej. Kto krytykuje błędy ortograficzne w podręczniku akademickim, ten atakuje jego autora, instytucję go zatrudniającą, naukę polską i polską rację stanu.

• Deprecjonują się oficjalnie deklarowane reguły gry i niepomiernie wzrasta rola hipokryzji. Nieważne są działania, ważne są frazesy.

• Instytucjonalizuje się nieodpowiedzialność, sprzyjająca przewlekłości i niesprawności działań kontrolnych. Obowiązujących przepisów nie należy traktować poważnie, są przecież nieżyciowe, a kontrolujący mają tendencję do popadania w chorobę w czasie działań kontrolnych.

• Następuje hierarchizacja struktur, feudalizacja stosunków oraz marginalizacja i wasalizacja grup spoza układu. Szef ma zawsze rację, zwłaszcza jeśli nie ma autorytetu.

• Powstrzymywany jest proces krążenia elit, bezruch staje się podstawą hierarchii. Aby elity mogły krążyć, musiałyby być elitami merytorycznymi. Elity formalne – z nadania administracyjnego – mogą nimi być tylko w danym miejscu. Krążenie jest dla nich zabójcze.

• Postępuje rozwój klientelizmu, powodującego wymywanie zasobu ludzi niezależnych. Niezależni nie oczekują łask członków grupy, oczekują natomiast jasnych reguł gry, co niepomiernie zmniejsza rolę układów.

• Rozwój kultury przemocy, w tym przemocy symbolicznej, staje się regulatorem stosunków społecznych. Każdy powinien znać swoje miejsce w układzie i nie podskakiwać, jeśli zaś próbuje, należy mu wyraźnie wskazać jego miejsce i nicość.

• Zmniejsza się zasób kapitału zaufania społecznego oraz tworzą enklawy patologii społecznej. Tworzy się zaufanie do układów, a nie do reguł.

• Następuje zawyżanie kosztów społecznych wejścia do gry konkurencji, a przez to wytłumianie energii społecznej. Po kilkunastu niepowodzeniach nikomu już się nie chce walczyć z układami i o to właśnie chodzi.

• Pewne grupy zostają wyłączone spod zasad konkurencji. Gospodarka rynkowa jest dobra, ale nasza dziedzina (dyscyplina, jednostka, nauka polska) jest specyficzna, powinna więc być traktowana ulgowo.

• Deformuje się efektywność mechanizmów rynkowej alokacji zasobów. Rynek rynkiem, ale my najlepiej wiemy, co się komu należy. Nie może być przecież tak, by z powodu mechanizmów rynkowych nasi koledzy zostali bez środków finansowania swych placówek.

Działania antyrozwojowej grupy interesu w nauce prowadzą bez wątpienia do upadku etosu inteligenckiego, są jednak częścią większej całości, znacznie wykraczającej poza naukę. W nauce polskiej natomiast obecna struktura władzy oraz mechanizmy jej funkcjonowania i rozwoju oraz ruchliwości społecznej opierają się na nieznacznie tylko zmodyfikowanych zasadach wprowadzonych w czasach stalinowskich. Alergiczna reakcja znacznej części decydentów na próby dyskusji na ten temat umacnia mnie w przekonaniu o trafności tej diagnozy. Obawiam się zatem, że obecnej sytuacji w nauce polskiej nie da się zmienić bez działań radykalnych. Rodzi to pytanie o siły zainteresowane tymi zmianami. Taką siłą jest prorozwojowa grupa interesu. Jestem przekonany, że grupa taka istnieje, chociaż nie miała jeszcze okazji się zorganizować. A pora już najwyższa.

Dr hab. Zbigniew Rykiel, prof. UZ, kierownik Zakładu Socjologii Zbiorowości Terytorialnych Uniwersytetu Zielonogórskiego.