ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
agora


Chodzi o to, aby interesy przedmiotowe wykładowców nie przysłoniły potrzeb zawodowych absolwentów.

Jeszcze raz o standardach

Henryk Grabowski

Po trzech kadencjach uczestniczenia w pracach Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego nad standardami kształcenia doszedłem do smutnego wniosku, że osiągnięcie rozsądnego konsensusu w tej sprawie jest niemożliwe. Tym samym czas temu poświęcony można uznać za stracony. Spróbuję to uzasadnić na przykładzie studiów w zakresie wychowania fizycznego, a jestem przekonany, że nie jest to przypadek odosobniony.

Potrzeby wobec interesów

Pierwsze standardy, zwane wcześniej minimami programowymi, do czteroletnich jednolitych studiów magisterskich na kierunku wychowanie fizyczne zostały opracowane i zatwierdzone w trakcie VI kadencji RG, przypadającej na lata 1996−99. Za cenę atomizacji treści kształcenia udało się wówczas osiągnąć względny kompromis między grupami przedmiotowych interesów. Kłopoty zaczęły się wtedy, gdy w związku z powstaniem wyższych szkół zawodowych zaistniała potrzeba opracowania odrębnych minimów programowych do studiów pierwszego stopnia. Obiektywna trudność polegała na tym, że trzeba było wydzielić ze standardów do jednolitych studiów magisterskich te przedmioty i treści programowe, które były niezbędne absolwentom studiów zawodowych. Moje sugestie, żeby w celu zapobieżenia sytuacji, w której względy partykularne wezmą górę nad racjonalnymi, pracować równolegle nad standardami studiów zawodowych i uzupełniających studiów magisterskich, nie spotkały się ze zrozumieniem. No i zaczęły się protesty tych, których przedmiotów nie uwzględniono w projektach standardów studiów zawodowych.

Do walki zaangażowano instytucje, które dotąd nigdy nie zajmowały się studiami w uczelniach wychowania fizycznego, jak Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Biochemicznego czy Polskie Towarzystwo Biomechaniki. Jeden z profesorów biochemii, walcząc o utrzymanie swego przedmiotu na studiach I stopnia, w piśmie do ówczesnej minister edukacji argumentował, że skuteczność wychowania fizycznego zależy od umiejętności łączenia zajęć lekcyjnych z natychmiastowym powysiłkowym żywieniem mieszaniną białka z węglowodanami, czego najlepszym potwierdzeniem są medale Adama Małysza na Olimpiadzie w Lake Placid. Inna pani profesor przekonywała, że biochemia jest nieodzowna w programach kształcenia nauczycieli wychowania fizycznego szkół podstawowych, ze względu na możliwość odwodnienia organizmów uczniów podczas lekcji. Jeszcze inny biochemik dowodził, że wiedza z tego zakresu jest konieczna z uwagi na częste przypadki dopingu farmakologicznego w sporcie. Większość wciągniętych w tę batalię fizjologów twierdziła ponadto, że bez znajomości biochemii nie sposób zrozumieć fizjologii. Propozycja kompromisowa, żeby w związku z tym w minimach programowych do studiów zawodowych wprowadzić przedmiot fizjologia z elementami biochemii i powierzyć go fizjologom, została odrzucona ze względu na to, że – jak argumentowano – nie są oni przygotowani do prowadzenia zajęć z biochemii. Tajemnica, w jaki sposób wykładają przedmiot, którego nie rozumieją, do dzisiaj nie została wyjaśniona.

W rozmowach prywatnych poszczególni członkowie RG przyznawali, że chodzi głównie o godziny dydaktyczne, a nie względy merytoryczne. Jednak dla świętego spokoju, w wyniku głosowania na posiedzeniu plenarnym RG, wszystkie te protesty zostały uwzględnione. W rezultacie standardy nauczania do trzyletnich studiów zawodowych na kierunku wychowanie fizyczne prawie niczym się nie różniły od tych, które były przewidziane do czteroletnich jednolitych studiów magisterskich.

Szansa naprawy tego błędu pojawiła się obecnie, wraz z podziałem studiów na licencjackie i uzupełniające magisterskie. Wymagało to opracowania odrębnych standardów do obydwu stopni kształcenia. Zadaniem powołanych przez ministra edukacji ekspertów, którzy w kooperacji z przedstawicielami uczelni prowadzących poszczególne kierunki studiów mieli przygotować projekty standardów, było, między innymi, zadbanie o to, żeby interesy przedmiotowe wykładowców nie przysłoniły potrzeb zawodowych absolwentów. Niestety, potrzeby te – jak się jeszcze raz okazało – są bez szans wobec interesów przedmiotowych.

Co prawda, początkowo autorzy standardów studiów I i II stopnia na kierunku wychowanie fizyczne doszli do konsensusu, a ich projekty uzyskały pozytywną ocenę eksperta Rady Głównej, wkrótce jednak wszystko potoczyło się według wcześniej przećwiczonego scenariusza. Pojawiły się listy protestacyjne do Rady Głównej, Komitetu Rehabilitacji, Kultury Fizycznej i Integracji Społecznej PAN, by wreszcie na spotkaniu z udziałem rektorów i dziekanów akademii wychowania fizycznego wymusić wprowadzenie nowych przedmiotów do standardów kształcenia na studiach I stopnia w zakresie wychowania fizycznego.

Prawo efektu

Ponieważ niektóre uwikłane w ten spór osoby i instytucje mogą nie wiedzieć o co chodzi, a tym samym być łatwo podatne na demagogię, wydaje się celowe szczegółowe naświetlenie sprawy.

Zarówno biochemia, jak i biomechanika, jako dziedziny poznania naukowego, poczyniły w ostatnich latach znaczne postępy. Akademie wychowania fizycznego posiadają odpowiednie warunki kadrowe i materialne, aby współuczestniczyć w ich rozwoju. Znajomość biochemii i biomechaniki jest nieodzowna do zrozumienia mechanizmów oddziaływania środkami fizycznymi na organizm, zwłaszcza podczas intensywnych wysiłków. Studia na poziomie magisterskim powinny zapewniać przygotowanie nie tylko do pracy zawodowej, ale także do stawiania i rozwiązywania problemów poznawczych. W związku z tym uwzględnienie tych przedmiotów w standardach kształcenia studiów II stopnia na kierunku wychowanie fizyczne jest nie tylko pożądane, ale konieczne.

Zadaniem studiów I stopnia jest głównie przygotowanie do pracy zawodowej. W omawianym przypadku do prowadzenia wychowania fizycznego w szkołach podstawowych i gimnazjach. Dawniej, kiedy szkolne wychowanie fizyczne było dodatkiem do całodziennej aktywności ruchowej ucznia, przedmiotowi temu można było przypisywać – przynajmniej w teorii – współudział w stymulacji rozwoju somatyczno−motorycznego. Dzisiaj, gdy dla większości młodzieży szkolnej obowiązkowe lekcje wychowania fizycznego są często jedyną formą aktywności fizycznej, proces ten, z powodu podprogowej częstotliwości i intensywności bodźców ruchowych, nie może być – nawet w założeniu – czynnikiem biologicznego rozwoju.

Teoretyczną przesłanką procesu wychowania fizycznego, utożsamianego dawniej z ćwiczeniami cielesnymi, było fizjologiczne prawo wszelkiego ćwiczenia, według którego „rozwijają się i doskonalą tylko te narządy i czynności, których rozwój pobudzany jest ciągłym strumieniem bodźców”. Dzisiaj żadna realna liczba obowiązkowych lekcji wychowania fizycznego nie jest w stanie zapewnić ustawicznego dopływu bodźców o ponadprogowej częstotliwości i intensywności. Jest to możliwe jedynie w ramach dobrowolnej aktywności sportowo−rekreacyjnej, jako wtórnego efektu obowiązkowego wychowania fizycznego. Żeby jednak tak się stało, proces ten musi przebiegać zgodnie z psychologicznym prawem efektu, według którego „utrwalaniu ulegają skojarzenia bodźca z reakcją, gdy towarzyszy im stan przyjemności, i odwrotnie – zostają osłabione związki wywołujące stan przykrości”. Zgodnie z tym, a także współczesnymi tendencjami w wychowaniu fizycznym, jedynym realnym celem tego procesu może być przekazanie wzorów wartości i wzorów zachowań w zakresie doskonalenia ciała w odpowiednio atrakcyjnej formie. A do tego biochemia i biomechanika nie są nieodzowne.

Radykalna zmiana

Tyle teorii. A jak to się ma do istniejącej tu i teraz rzeczywistości?

Od czasów, kiedy jeszcze biochemii i biomechaniki w programach studiów wyższych w zakresie wychowania fizycznego nie było, w budowie ciała ludzkiego, reaktywności organizmu na bodźce, a także w częstotliwości i intensywności lekcji wychowania fizycznego niewiele się zmieniło. Radykalne zmiany dokonały się natomiast w społecznych uwarunkowaniach pracy szkoły i nauczyciela. Jeszcze nie tak dawno na terenie szkoły nie było narkotyków, uczniowskiej fali, agresji uczniów wobec nauczycieli, a poza szkołą – gier komputerowych, Internetu itp. Uczniowie, niezależnie od stanowiska pedagogiki na ten temat, bali się nauczycieli. Dzisiaj niejednokrotnie nauczyciele boją się uczniów. W zakresie profilaktyki, absolwentom studiów w zakresie wychowania fizycznego wystarczała na ogół umiejętność wczesnego rozpoznawania wad postawy. Dzisiaj nauczyciel musi umieć rozpoznawać uczniów uzależnionych od narkotyków i alkoholu, cierpiących na depresję, zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) itp. Dawniej spontaniczna aktywność ruchowa dzieci i młodzieży nie miała konkurencji w postaci telewizji, gier komputerowych, Internetu itp. Wystarczyło na lekcjach wychowania fizycznego przekazać uczniom wzory zachowań w zakresie gier sportowych, ćwiczeń gimnastycznych, jazdy na łyżwach etc., aby mieć pewność, że wobec braku alternatywnych rozrywek również w czasie wolnym, po lekcjach, sala gimnastyczna, boiska sportowe, a w zimie lodowisko, będą tętniły życiem.

W tym kontekście może warto najpierw zapytać, czy współczesny nauczyciel wychowania fizycznego jest bardziej bezradny wobec biomedycznych, czy psychospołecznych problemów wychowania fizycznego? I dopiero wtedy, pamiętając, że standardy kształcenia obejmują tylko 40 procent obowiązkowego wymiaru godzin, spróbować odpowiedzieć na pytanie, które przedmioty na studiach zawodowych są konieczne, a które (zgodnie z prawdą, że od przybytku głowa nie boli) pożądane, a zarazem możliwe do zrealizowania w ramach pozostałych 60 procent godzin.

Działania nierozumne

Wreszcie, na koniec, pozornie drugoplanowe, ale nie mniej godne uwagi sprawy. Biomechanika narządu ruchu jest uprawiana i ma odpowiednie zaplecze kadrowe tylko w sześciu polskich akademiach wychowania fizycznego i niektórych politechnikach. W tych drugich jest głównie zorientowana na dysfunkcje tego narządu. Kształcenie nauczycieli wychowania fizycznego na poziomie licencjackim odbywa się w około 40 wyższych szkołach zawodowych. Zapewnienie im kompetentnej obsady kadrowej do realizacji tego przedmiotu na studiach I stopnia w zakresie wychowania fizycznego jest fizycznie niemożliwe. Niewiele lepiej jest w przypadku biochemii.

U podstaw idei studiów wielostopniowych legło przeświadczenie o potrzebie pozytywnej selekcji kandydatów aspirujących do kolejnych szczebli wykształcenia. W Polsce, jak dotąd, idea ta się nie sprawdza, ponieważ prawie wszyscy absolwenci studiów licencjackich podejmują studia magisterskie. Szansą na zahamowanie tej niezdrowej tendencji jest zwiększenie wymagań na każdym kolejnym stopniu kształcenia. Ze względu na poziom trudności, taką funkcję, w przypadku studiów w zakresie wychowania fizycznego, mogłyby z powodzeniem pełnić biochemia i biomechanika. Tymczasem, w zaproponowanej ostatnio wersji standardów studiów II stopnia występują wyłącznie, łatwiejsze ze swej natury, przedmioty humanistyczno−społeczne.

W związku z wprowadzeniem studiów trzystopniowych, nie można wykluczyć, że niektóre akademie wychowania fizycznego zrezygnują z kształcenia na poziomie licencjackim, poprzestając na prowadzeniu studiów magisterskich i doktoranckich. W takiej sytuacji biochemia i biomechanika, realizowane obligatoryjnie na pierwszym stopniu kształcenia, mogą (choć, oczywiście, nie muszą) w uczelniach posiadających najwyższe uprawnienia akademickie i najlepsze zaplecze badawczo−kadrowe zniknąć z planów studiów, a przynajmniej zostać zmarginalizowane.

Działanie na szkodę innych jest niegodziwe. Działanie na szkodę własną – bez względu na motywy – jest nierozumne. Po prostu.

Prof. dr hab. Henryk Grabowski, specjalista teorii wychowania fizycznego i pedeutologii, kieruje Katedrą Teorii i Metodyki Wychowania Fizycznego krakowskiej AWF.