ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Recenzje


Nowe oblicze średniowiecza

Jacques Le Goff, francuski wybitny mediewista, znany jest polskim czytelnikom m.in. dzięki książkom Kultura średniowiecznej Europy czy Narodziny czyśćca. Śmiało można powiedzieć, iż jest to jeden z niewielu uczonych, który potrafił swoim sposobem opisu zainteresować historią wieków średnich nie tylko historyków. Po przeczytaniu kolejnej pracy Le Goffa upewniłam się, że jest jeszcze sporo spraw dotyczących średniowiecza, które mogą zaciekawić odbiorcę.

Wpierw chciałabym zwrócić uwagę na rzecz marginalną acz ciekawą. Otóż, do polskiego wydania książki autor dopisał specjalną przedmowę. Wyróżnia w niej wielu polskich mediewistów (m.in. Manteuffla, Gieysztora, Kłoczowskiego), mówi o ich wpływie na niego samego i innych historyków europejskich. Podkreśla świetny warsztat merytoryczny oraz zaangażowanie polskich naukowców. Przyznaję, że miło czyta się takie słowa, choć z drugiej strony gorzką jest myśl, że są one kierowane wyłącznie do polskiego czytelnika.

Książka pisana jest w formie rozmowy między Le Goffem a de Montremym, dziennikarzem piszącym dla „La Croix”. Dialog przechodzi momentami w monolog rozrachunkowy, tzn. pytania dziennikarza są nader oszczędne, krótkie, jakby ich podstawową funkcją było nieprzerywanie toku rozważań Le Goffa. Zasadniczo, gdyby historyk sam stworzył to dzieło, bez interlokutora, jego treść zmieniłaby się chyba niewiele. Dziennikarz z rzadka jest tym, kto pobudza, motywuje, stawia własne wnioski w czasie rozmowy z historykiem. Interlokutorzy nie są partnerami w dialogu, to raczej mędrzec i słuchacz, czyli odbicie rzeczywistej relacji, jaka zaszła pomiędzy dyskutantami. Wielki mediewista poprzez książkę chciał również sięgnąć głębiej samego siebie. Wśród refleksji stricte naukowych bardzo często rozbrzmiewają wspomnienia historyka.

Meritum rozmowy dotyczy, oczywiście, świata średniowiecznego. Le Goff chce zburzyć obraz średniowiecza propagowany przez filmy czy książki (chociaż historyk z emfazą wymienia te, które jakby „zaprosiły” go do odkrywania średniowiecza). Le Goff pragnął uświadomić czytelnikom, jak wiele mitów narosło w sposobie przedstawienia wieków średnich i jak mało jeszcze o nich wiemy. Jedną z głównych tez mediewisty jest ta, że to właśnie w średniowieczu powstały warunki pozwalające na uformowanie się humanizmu.

Odkrywając nieznany nam świat średniowiecza, z całym jego pięknem i złem, badacz pokazał, iż w rzeczywistości jest on nam bliższy niż się to wydaje. Średniowiecze jest podstawą tego, co dziś nazywamy tradycją, choć lubimy odcinać się od tzw. gnuśnych i mrocznych wieków średnich. Owszem fascynują nas turnieje rycerskie, lecz głośno potępiając wyprawy krzyżowe, tak naprawdę nie interesujemy się ich przyczynami i nie umiemy zrozumieć, czym one były dla ludzi tamtej epoki. Zresztą, jak zauważa Le Goff, bardzo często postrzegamy średniowiecze jako czas jednolity. Nie zdajemy sobie sprawy z różnic, które musiały narodzić się w tak długo trwającej epoce. Czym innym jest bowiem kultura wieku X, a czym innym XIII. Niestety, dla ludzi XX i XXI stulecia nie ma to znaczenia, stąd ujednolicenie, które wpływa na naszą, najczęściej negatywną, ocenę tamtych wieków. Le Goff, jako wytrawny mediewista, potrafi zaciekawić czytelnika nie tylko opisem obyczajów rycerskich, lecz także i uwagami odnoszącymi się do filozofii średniowiecza. Jego rozważania dotyczą spraw wielkich, np. sporów religijnych, jak i śmiechu - zwykłej ludzkiej właściwości (sprawiającej niemało trudności badaczom).

Myślę, że książka Le Goffa to lektura dla każdego. W końcu poznając przeszłość, poznajemy swoją teraźniejszość, powiada przysłowie. Warto zatem ponownie przyjrzeć się średniowieczu, a być może więcej dowiemy się o naszych czasach.

Monika Szabłowska-Zaremba

Jacques Le Goff, W poszukiwaniu średniowiecza, we współpracy z Jeanem-Maurice`em de Montremym, tłum. Maria Żurowska, Wydawnictwo Czytelnik, Warszawa 2005, seria: Pejzaże Kultury

Księga lektur kształtujących

Zofia Zarębianka, profesor literaturoznawstwa i wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, także poetka, eseistka, krytyk literacki, od wielu lat zajmuje się pograniczem literatury i religii. W swoich dociekaniach nad twórczością literacką XX wieku pozostaje wciąż wierna inspiracjom chrześcijańskim, ale jednocześnie otwiera się na nieoswojone przez literaturoznawstwo wymiary duchowości. Opublikowała obszerny zestaw opinii, not, szkiców, refleksji czytelniczych, który przywraca sens pozycjom wydawniczym składającym się z omówień. Do książek ułożonych z recenzji żywimy uprzedzenia. Wydaje się bowiem, że teksty pisane w pewnym sensie z dnia na dzień do prasy są skazane na żywot krótki, enigmatyczny, „gazetowy”. Zbiór recenzji, które jako całość dowodzą czegoś więcej niż tylko zwykłej wytrwałości autora, zasługuje na wydanie i lekturę.

Tytuł tej obszernej pracy przywołuje ideę, że czytanie ma moc formującą ludzkie wnętrze, umysłowość, postawy. Mimo że ta książka z książek zaledwie częściowo dotyczy utworów literackich, wiąże się wyraziście z badaniami autorki czy raczej jej postawą poznawczą. Zarębianka wie, że literaturoznawca nie powinien zamykać się w wąskiej specjalizacji, powinien zaś przyjąć odpowiedzialność za duchowe wykształcenie i kształcenie. Autorka kontynuuje poniekąd zasadę, którą w postaci metodologicznego credo wyznał kiedyś prof. Stefan Sawicki: „Czytam pisma teologiczne, aby rozumieć literaturę”.

Tę książkę autorka skomponowała ze stu bez mała omówień. Niektóre są zaledwie impresjami, inne wnikliwymi, kreślonymi ze swadą, krytycznymi szkicami na temat książek - w szerokim pojęciu - religijnych. Wszystkie teksty przenika i spaja zainteresowanie zagadnieniami współczesnej teologii i duchowości, w których przegląda się współczesna kultura duchowa. Zadaniem świadomej siebie istoty ludzkiej jest odkrywanie własnego wnętrza, aby lepiej funkcjonować intelektualnie, moralnie, społecznie.

Impulsem do uporządkowania „masy tekstowej” była dla autorki eseistyczna recenzja ze znakomitej książki Jacka Bolewskiego Nic jak Bóg. W rozważaniach o niej czytamy o celu pracy kontemplacyjnej. Stanowi go „powrót do pierwotnego stanu człowieka stworzonego, a więc człowieka uporządkowanego, wewnętrznie zintegrowanego, odczytującego prawdę swego powołania, jednym słowem - człowieka zharmonizowanego”.

Dział Inspiracje jest najbardziej różnorodny tematycznie, gdyż Zarębianka odnosi się tu do pozycji teologicznych i bardziej lub mniej luźno z teologią i życiem chrześcijan związanych. Literaturoznawców mogą zainteresować lekturowe refleksje wywołane dziennikami, pamiętnikami, wspomnieniami. Przedmiotem omówień są m.in. utwory księży: K. Wojtyły, J. Sochonia, M. Bednarza, W. Oszajcy, J. Twardowskiego. W strumieniu spostrzeżeń rysują się problemy szczegółowe: literatura a Biblia, sacrum i profanum, twórczość religijna dla dzieci.

Dział Realizacje skupia się na „literaturze duchowej”, reprezentowanej przez dziesiątki opracowań, których autorami są zazwyczaj mistrzowie praktyk duchowych, m.in.: J. Bolewski, G.A. Maloney, A. de Mello. Zarębianka, pokazując rozmaitość dróg duchowego rozwoju, przekonuje, że nie znosi on rutyny, bezdusznej obrzędowości.

Dział Relacje opiera się na przesłankach filozofii spotkania i dialogu. Ten ciąg recenzji zamyka interesujący komentarz do książki o przyjaźni Lekarstwo życia.

Zarębianka swoją księgą lektur zaprasza do trudnej rozmowy nie tyle o kształceniu, ile kształtowaniu człowieka i człowieczeństwa.

Zbigniew Chojnowski

Zofia Zarębianka, O książkach, które pomagają być, Wydawnictwo Homini S.C., Kraków 2005.

Filozofia - umiłowanie... filozofii

„Celem tej książki jest ukazanie czytelnikowi, jakie tematy interesowały filozofów i jakich metod używali oni do ich rozpatrywania” - pisze sir Anthony Kenny. Bez wątpienia na przeszło 380 stronach tekstu dokonuje on streszczenia, podsumowania i rozrachunku z najważniejszymi filozofami Zachodu. „Takie wchodzenie w spór z wielkimi umysłami przeszłości nie ma być w zamyśle oznaką braku szacunku, lecz właśnie poważnego potraktowania danego filozofa: nie należy powtarzać jego tekstu, ale zmagać się z nim i czerpać naukę z jego mocnych i słabych stron” - twierdzi. Niewątpliwe zalety tej książki, to dokładny podział chronologiczny nurtów, szkół i tendencji filozoficznych. I nie chodzi tu bynajmniej o dokładne daty - tendencje w filozofii, tak jak i w sztuce, różnie się rozwijały w różnych krajach. Autor stara się przedstawić nie tylko doktryny filozoficzne, ale i wiadomości historyczne, które mają za zadanie ułatwić czytelnikowi zrozumienie, dlaczego właśnie taką, a nie inną drogę wybrał dla siebie filozof. Wszak jest to cenna wiedza, jako że częstokroć to okoliczności czy moment historyczny popychały kogoś do zajęcia się rozważaniami o naturze bytu. Kolejną ciekawostką jest przedstawienie mało znanych szerszej publiczności (zapewne poza jednym św. Tomaszem) filozofów średniowiecza. Szczególnie interesujący jest rozdział dotyczący filozofów Oksfordu.

Ale, niestety, nie cały czas jest tak różowo. Kenny jest historykiem filozofii i wieloletnim nauczycielem akademickim, i to widać. Specjalizuje się w zakresie filozofii średniowiecznej oraz współczesnej filozofii Ludwiga Wittgensteina. I to także jest widoczne - ponad połowa książki poświęcona jest filozofom wieków średnich, a o Wittgensteinie pisze autor nawet w posłowiu. Ponadto, dla przeciętnego czytelnika, czyli takiego, który nie skończył filozofii lub przynajmniej nie jest jej miłośnikiem, książka jest po prostu zbyt trudna. To bez wątpienia wspaniałe kompendium dla studenta filozofii, szykującego się „za pięć dwunasta” do egzaminu, czy pasjonata filozofii, ale na tym koniec. Można mieć wątpliwości, czy będzie korzystał z niej pracownik uczelni wyższej, by przypomnieć sobie, co jakiś filozof twierdził o świecie i Bogu, gdyż dla wykwalifikowanej kadry tych wiadomości może być z kolei za mało. A że filozofia jest dziedziną bardzo wymagającą i żąda pełnego zaangażowania, trudno z kolei wymagać od przeciętnego czytelnika podstawowych chociażby wiadomości z tej dziedziny. A są one niezbędne, by mógł w pełni cieszyć się tą książką. Nagromadzenie stricte filozoficznych terminów w tej pozycji bardzo utrudnia (choć nie wyklucza) zrozumienie jej przez zwykłego zjadacza chleba.

Kolejnym mankamentem dla niewyrobionego filozoficznie czytelnika jest ogromna ilość doktryn zgromadzonych w jednym dziele (brakuje jedynie bodajże Ottona Weiningera). Jeśli ktoś twierdzi, że nie jest to niedogodność, niech spróbuje przeczytać tę książkę jednym tchem. Jest to po postu niemożliwe. Powstający w głowie chaos uniemożliwia rozróżnienie jednej teorii od drugiej. Bez wątpienia taki, a nie inny układ był jednak konieczny, aby autor mógł chociażby wspomnieć o największych filozofach Zachodu.

Oczywiście, to wspaniała książka, jeśli chce się sobie coś przypomnieć czy uporządkować wiedzę, ale by coś z niej przyswoić, należy ją czytać po jednym rozdziale, pod żadnym pozorem więcej, i - na wszelki wypadek - ze słownikiem filozoficznym pod ręką. Podsumowując: to książka o filozofii dla absolwentów filozofii.

Anna Matraszek

Anthony Kenny, Krótka historia filozofii zachodniej, tłum. Wacław Popowski, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2005.

W głąb średniowiecza

Po co czytać wywody myślicieli żyjących ponad tysiąc lat temu? Czy takie powroty są potrzebne człowiekowi funkcjonującemu w epoce szybkiego przepływu informacji, szybko stawianych diagnoz i błyskawicznych odpowiedzi? Agnieszka Kijewska, autorka monografii średniowiecznego myśliciela Jana Szkota Eriugeny, przekonuje, że warto zagłębiać się w przeszłość, gdyż „bez świadomości historii nasz świat ulega spłaszczeniu, deformuje się nasze widzenie otaczającej rzeczywistości i myślimy, że jesteśmy panami historii, a nie jej maleńkim ogniwem”.

Do lektury Kijewska zachęca wizją odkrywania odległych czasów, przypominającego „żeglowanie po burzliwym morzu”. Po krótkim wstępie, zawierającym stan badań nad filozofią Eriugeny, badaczka przenosi nas o tysiąc lat wstecz, do Irlandii, skąd pochodził filozof...

Praca Kijewskiej, historyka filozofii starożytnej i średniowiecznej, w uporządkowany sposób przedstawia całokształt myśli średniowiecznego myśliciela. Kolejne etapy jego życia stanowią tło do rozważań na temat dorobku mistrza. Poznajemy Eriugenę jako lekarza na dworze Karola II Łysego, jako uczonego zajmującego ważne miejsce w szkole pałacowej, a także królewskiego poetę. Kolejne lata przynoszą uczestnictwo Jana Szkota w sporze o predestynację. Jego opinie ściągają na filozofa oskarżenie o bluźnierstwo, sprzeniewierzenie się doktrynie kościelnej i sugestie obłożenia go anatemą. Nie wpływa to jednak negatywnie na stosunki Eriugeny z karolińskim władcą, który zleca filozofowi przetłumaczenie pisma Dionizego Areopagity - chrześcijańskiego neoplatonika. Praca ta staje się początkiem życiowej pasji filozofa. Od tego momentu oddaje się on głównie studiom nad myślą greckich Ojców Kościoła.

Prace translatorskie w znaczący sposób wpływają na intelektualną formację Jana Szkota. Echa lektury tłumaczonych dla Karola pism odnaleźć można w największym i najoryginalniejszym dziele, epopei metafizycznej Periphyseon. Jak pisze Kijewska, filozof „chciał w nim pokazać, że za pomocą narzędzi dostarczanych przez sztuki wyzwolone można wydobyć z Pisma Świętego całość prawdy w taki sposób, by nawet wobec błądzących czy niewierzących ukazała się ona jako jedyna droga do zbawienia”. Dzieło to nie spotkało się z życzliwym przyjęciem. Kilka razy było potępiane, a pierwszą drukowaną wersję umieszczono w spisie ksiąg zakazanych.

W kolejnych rozdziałach swej pracy autorka przybliża nam postać Eriugeny jako filozofa i uczonego, następnie jako teologa, twórcę antropologii, wreszcie - mistyka. Ciekawe koncepcje Jana Szkota szczególnie mocno przemawiają do wyobraźni przy okazji rozważań na tematy eschatologiczne. Czerpiąc z neoplatonizmu, myśliciel ów wpisuje tezy tego nurtu w kontekst chrześcijańskiego postrzegania rzeczywistości. Objawienie jest bowiem dla niego ostatecznym wyznacznikiem wszelkich rozważań. Autorkę fascynuje pasja, z jaką Eriugena „rozszyfrowywał” rzeczywistość. Opierając się na przekazie Pisma Św. tworzył archetypiczne opowieści, jak nazywa je Kijewska, mówiące o kondycji człowieka, strukturze bytu ludzkiego, przeznaczeniu człowieka i jego drogi ku Bogu.

Książka Kijewskiej zapewne nigdy nie trafi na półkę z napisem „bestsellery”. Choć starannie wydana, opatrzona rzetelnymi przypisami i bibliografią, a nadto wzbogacona wyborem pism mistrza Eriugeny, dotyka trudnych tematów. Książki tej nie przeczyta się w jeden wieczór, nie połknie się jej jak hamburgera. Choć niepozorna i niewielkich rozmiarów, zawiera ogromny ładunek myśli. Wytrwały i pokorny czytelnik z pewnością wyniesie z lektury sporo ciekawych spostrzeżeń. I zaiste, odbędzie ciekawą peregrynację po wzburzonym morzu. A dla nadszarpniętych nerwów człowieka XXI w. nie lada ukojeniem będzie też spokojny, klasyczny, bo nawiązujący do łacińskiego oryginału, rytm tekstów Eriugeny, tłumaczonych przez samą autorkę.

Beata Maj

Agnieszka Kijewska, Eriugena, Wydawnictwo Wiedza Powszechna, Warszawa 2005, seria: Myśli i Ludzie.

Rifkina marzenia Europy

Motto zamieszczone na początku książki głosi, że przeznaczona jest ona dla „studentów europejskich uczelni z pokolenia Erasmusa”. Jej autor spotyka się z uwielbieniem i zarazem gwałtowną krytyką, bo zawsze podejmuje problemy wzbudzające największe kontrowersje, jak: biotechnologia, produkcja energii pochodzącej z wodoru, industrializacja, globalizm czy nowa etyka. Jest skłonny do efektownych porównań i uogólnień, przez co zmusza swoich intelektualnych antagonistów do poważnej polemiki. Był na wszystkich kontynentach i wykładał w 500 uniwersytetach. Występował przed największymi korporacjami Ameryki i Europy, był doradcą wielu znanych polityków i vip-ów. Trudno powiedzieć, jaką reprezentuje dyscyplinę. Wydaje się, że najbliższa jest mu politologia. Z jego bogatego dorobku w Polsce wydano dwie książki Koniec pracy (1995) i Wiek dostępu (2000).

Autor stara się przeciwstawić słynnemu American Dream - nowej idei, związanej z marzeniem europejskim. Znajdujemy w niej mnóstwo porównań podawanych sugestywnie i przekonywająco, odnoszących się do Ameryki i Europy, zawsze na korzyść Starego Kontynentu. Gospodarkę Unii Europejskiej stawia na pierwszym miejscu i przytacza na ten temat wiele przekonujących przykładów. Jak chociażby ten, że w Europie, w porównaniu do USA, większa jest średnia długość życia, większy jest też odsetek ludzi umiejących czytać i pisać, mniejsze ubóstwo i przestępczość, a także mniej dzielnic nędzy i monstrualnych aglomeracji. Europejczycy mają też dłuższe wakacje i krótszy tydzień pracy niż Amerykanie. Zestaw ten, sugestywnie podawany, można przedłużać w nieskończoność. Ale krytyczne spojrzenie jest tu niesłychanie potrzebne, aby nie wpaść w europejską megalomanię. Rifkin przedstawia spektakularną wizję współczesnego świata, na płaszczyźnie Ameryka - Europa. Marzenia europejskie koncentrują się, zdaniem Rifkina, w stopniu większym niż w Ameryce, na zrównoważonym rozwoju, jakości życia, zarówno w trosce o wspólnotę, jak i jednostkę ludzką.

Autor, pomimo że pochlebnie pisze o Europie, w żadnym wypadku jej nie idealizuje. Do wielu problemów podchodzi krytycznie, wykazuje też europejskie mankamenty i niedomagania. Dobrze zna Stary Kontynent, jako Amerykanin przebywał w Europie ponad dwadzieścia lat. Dla uzasadnienia wielu swoich myśli odwołuje się do historii Europy, poczynając od średniowiecza, a kończąc na europejskiej postnowoczesności.

Rifkin jest zdania, że na przełomie XX i XXI wieku Stary Kontynent, w odróżnieniu od Ameryki, przedstawił wiele koncepcji i rozwiązań o nowatorskim znaczeniu, które są ważne dla przyszłości i rozwoju całej ludzkości. Wymienia tu Unię Europejską, w ramach której nowe pokolenie Europejczyków tworzy całkowicie nową wizję przyszłości, nie tylko Europy. Jest to na razie z trudem realizowane marzenie, ale zarazem wyzwanie, jakie stawia przed ludźmi globalna polityka, od której nie da się uciec, ale którą, jak zauważa Rifkin, można modyfikować i przybliżać do człowieka. Zdaniem autora, Europa jest w stanie podejmować te problemy i widoczne jest to w wielu przykładach przytaczanych na łamach książki. Chociażby dlatego warto się z nią zapoznać.

Ludwik Malinowski

Jeremy Rifkin, Europejskie marzenie. Jak europejska wizja zaćmiewa American Dream, tłum. W. Falkowski, A. Kostarczyk, Wydawnictwo Nadir, Warszawa 2005


Książki nadesłane