ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!
Z laboratoriów


Dr Krzysztof Skóra, dyrektor Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego, przedstawił śmiałą i bardzo ambitną koncepcję budowy Błękitnej Wioski. Projekt budzi niemałe emocje.

Błękit na Helu

Halina Bykowska
Dr hab. Adam Krężel, dyrektor Instytutu Oceanografii UG (z prawej) i dr Krzysztof Skóra, dyrektor Stacji Morskiej UG w Helu

Zanosi się na to, że do Helu na Półwyspie Helskim za niespełna dziesięć lat ściągać będą dużo większe tłumy turystów, a naukowcy z kraju i zagranicy, specjalizujący się w badaniach fauny i flory Bałtyku, znajdą tam dogodne warunki do prowadzenia obserwacji.

Kto latem gości w Helu, zagląda do fokarium Stacji Morskiej UG, gdzie można popatrzeć na radośnie pluskające w basenie olbrzymie ssaki morskie. Część pięknych fok pochodzi już z własnej, uniwersyteckiej hodowli. Niektóre dorosłe osobniki – wyhodowane w Stacji Morskiej, bądź też wykurowane tam – już od kilku lat żyją na wolności w wodach Bałtyku. W taki sposób uniwersyteccy pracownicy naukowo−dydaktyczni od około dziesięciu lat realizują program hodowli i rehabilitacji szarych fok, niezwykle cennych ssaków morskich, których liczba w Morzu Bałtyckim w zatrważający sposób zmalała w ostatnich latach.

kontenery i stara wędzarnia

Obecnie mało kto pamięta, że projekt utworzenia Stacji Morskiej UG na Półwyspie Helskim, jaki powstał w głowach szefów Instytutu Oceanologii UG, też wydawał się nader śmiały i trudny do urzeczywistnienia. Zadanie to powierzono młodemu i ambitnemu doktorowi Skórze, który akurat wrócił z Antarktydy.

Uniwersyteckim oceanografom wcale nie pracowało się wówczas łatwo. Dr hab. Adam Krężel, obecny dyrektor Instytutu Oceanografii i zarazem kierownik Zakładu Oceanografii Fizycznej, a także dr Krzysztof Skóra, szef Stacji Morskiej UG, doskonale pamiętają, że pierwsze wykłady odbywały się na Dworcu PKP w Gdyni i w sali kinowej (!). Zresztą obecna siedziba Instytutu Oceanografii UG w Gdyni mieści się w dawnej szkole. Wszystko to dowodzi, że początki wcale nie były łatwe. Kiedy dr Skóra startował jako kierownik przyszłej Stacji Morskiej, miał do dyspozycji starą wędzarnię i dwa kontenery, które pełniły rolę pracowni, pomieszczeń socjalnych, szatni itp. Trudno w to dziś uwierzyć, kiedy patrzy się na znakomicie zorganizowane pomieszczenia dydaktyczne i pracownie w wyremontowanej i adaptowanej starej wędzarni, a także na nowe obiekty, w tym na świetnie funkcjonujące fokarium. Należałoby podkreślić, że jest to pierwsza polska morska placówka badawcza, ściśle sprzężona z Bałtykiem. Ma ona międzynarodowe kontakty. Prowadzi świetną dydaktykę i – co nie mniej istotne – urzeczywistnia programy ekologiczne, dotyczące ochrony dużych ssaków morskich, a szczególnie fok szarych, żyjących w Bałtyku.

W ostatnich latach niektóre foki wyhodowane w Helu lub wyleczone tam i wypuszczone na wolność wyposażono w specjalne nadajniki satelitarne. Umożliwia to śledzenie tras wędrówek, miejsc wypoczynku oraz żerowania tych sympatycznych zwierząt morskich. – Bardzo chcielibyśmy, aby na polskim wybrzeżu Morza Bałtyckiego stale żyła bezpiecznie kolonia szarych fok i aby w całym tym akwenie populacja tych ssaków wynosiła około 60 tysięcy – ujawnia ambitne plany szef Stacji Morskiej UG. Obecnie w Bałtyku żyje 17,5 tys. szarych fok. Kiedy dr Skóra i jego zespół naukowo−dydaktyczny przystąpili do realizacji europejskiego programu ekologicznego ochrony tych ssaków, w akwenie Morza Bałtyckiego zamieszkiwało ich zaledwie około 5 tys.

Wędrujące ssaki morskie zmuszają wręcz do międzynarodowej współpracy. Helscy oceanografowie utrzymują naukowe kontakty m.in. ze specjalistami w Szwecji, Finlandii, a także w Rosji.

W Bałtyku żyją aż trzy gatunki fok – szara, obrączkowana (nerpa) i pospolita. Wszystkie zostały wzięte pod ochronę. Zalecenie nr 9/1 Komisji Helsińskiej zobowiązuje państwa nadbałtyckie do wzmożonych wysiłków na rzecz usunięcia istniejących zagrożeń oraz do odtworzenia populacji ssaków morskich.

Szara foka jest nam najbliższa. Szacuje się, że na przełomie XIX i XX w. w pobliżu polskiego Wybrzeża żyło przynajmniej kilkaset tych ssaków. Do przetrzebienia ich populacji przyczyniły się polowania. Część fok trafiła do rybackich sieci, a część wyginęła wskutek chorób, spowodowanych degradacją środowiska naturalnego. Dlatego przestaliśmy widywać foki na brzegach naszych plaż. U brzegów Skandynawii przetrwało zaledwie 5 proc. szarych fok. Nie dziwi zatem, że i naukowcy z UG włączyli się do realizacji programu ochrony szarej foki.

Skąd projekt Błękitnej Wioski?

– Ambitny projekt utworzenia Błękitnej Wioski wiąże się ściśle z polityką edukacyjną państwa – argumentują jego autorzy. – Zakłada się, że w niedalekiej przyszłości liczba studentów powinna ulec aż czterokrotnemu zwiększeniu. To wymaga tworzenia dodatkowego zaplecza dydaktycznego i naukowo−badawczego. Na szczęście, w pobliżu Stacji Morskiej UG niemała połać terenu jest wolna. To właśnie zachęciło do utworzenia koncepcji rozbudowy, która równocześnie zharmonizowana byłaby z interesem lokalnej ludności, utrzymującej się zwłaszcza z turystyki.

Projekt Błękitnej Wioski zakłada budowę bałtyckiej osady, morświnarium (ośrodka badań oraz ekspozycji edukacyjnej morświnów bałtyckich), jak również utworzenie parku wydmowego i tzw. aqua labs, czyli ujęć wodnych i systemu obiegu wody morskiej do akwariów, a także basenów badawczych. Całość inwestycji byłaby gotowa w 2015 roku. Nikt nie chce wymieniać kwot pieniędzy, jakie pochłonęłaby realizacja całego przedsięwzięcia. Jeszcze nie bardzo wiadomo, do której kasy pukać. Dr hab. Adam Krężel, dyrektor Instytutu Oceanografii, nieśmiało napomyka, że uczelnia wyasygnuje pewną część pieniędzy i twierdzi, że może się uda m.in. wykorzystać fundusze Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EFTA), jak również Norweskiego Mechanizmu Finansowego.

Błękitną osadę tworzyłby ośrodek edukacyjno−badawczy, zlokalizowany w obiektach wybudowanych na wzór starej osady rybackiej sprzed stu lat. Odtworzone zostałyby stare chałupy kaszubskie (checze). Z osady korzystaliby studenci, uczniowie Błękitnej Szkoły (ekologicznej), jak również turyści. Miejsce to służyłoby zachowaniu i pielęgnacji kultury kaszubskiej, a także rzemiosła rybackiego. Osada mieściłaby się nad malowniczym brzegiem Zatoki Puckiej.

Obecnie teren ten nie prezentuje się ciekawie. Są tu stare baraki, magazyny i place składowe, a pobliski wał wydmowy w ciągu ostatnich dziesięciu lat został niemal doszczętnie zniszczony. W pobliżu znajdują się parking, noclegownia, magazyn sprzętu plażowego, a także lokal, w którym odbywają się dyskoteki. Można mieć nadzieję, że śmiała wizja autorów projektu doprowadzi w najbliższych latach do takich zmian, o jakich nie śniło się jeszcze mieszkańcom Helu ani nawet turystom, coraz chętniej odwiedzającym Hel ze względu m.in. na baseny z fokami.

I jeszcze kilka informacji o parku wydmowym, który ma być utworzony na zdewastowanych wydmach. Planuje się odtworzenie wrażliwych gatunków wydmowej flory, co sprzyjałoby również celom edukacyjnym, ponieważ nad wydmami istniałyby pomosty umożliwiające obserwację natury z bliskiej odległości. Ten specyficzny park wydmowy byłby ewenementem w skali kraju.

Miejsce dla morświnów

Na morzu, w niezbyt dużej odległości od brzegu, utworzone byłoby morświnarium, czyli ośrodek badań morświnów – morskich ssaków, nieco mniejszych od delfinów, będących pod ochroną. W Bałtyku zwierzęta te występują obecnie sporadycznie, chociaż jeszcze w latach 30. ubiegłego stulecia było ich w tym akwenie mnóstwo. Bałtycki morświn został umieszczony na Czerwonej Liście Gatunków Zagrożonych Międzynarodowej Rady Ochrony Przyrody (IUCN). Oznacza to, że jeżeli ekolodzy nie podejmą wzmożonych wysiłków, by chronić to morskie zwierzę, może ono całkowicie zniknąć po upływie trzydziestu lat. – Uważa się, że główną przyczyną śmiertelności morświnów jest stosowanie w rybołówstwie dużych ilości stawnych sieci skrzelowych, posiadających bardzo cienką i mocną przędzę, niewidoczną dla tych morskich ssaków – informuje dr Skóra. – Morświny lubią ponadto spokój, stąd nadmierny ruch jednostek pływających, w tym skuterów wodnych, a także detonacja amunicji podwodnej na poligonach wojskowych, przyczyniają się do rozpraszania ich stad.

Te sympatyczne ssaki morskie chronione są w Polsce od 1984. Chroni je również Konwencja Bońska oraz wynikające z niej Porozumienie o Ochronie Małych Waleni Bałtyku i Morza Północnego (ASCOBANS), które Polska ratyfikowała w 1995. Porozumienie zaleca podejmowanie działań na rzecz ochrony tych zwierząt.

Uniwersyteckie morświnarium na Helu tworzyłby basen hodowlany oraz separatki zabiegowe i pielęgnacyjne. Wszystko to byłoby usytuowane w pobliżu budynku, wzniesionego nad wodą, opartego na palach betonowych. Koncepcji architektonicznych jest kilka. Przewiduje się, że rozwiązania techniczne umożliwią też prowadzenie eksperymentalnej hodowli ryb i fok.

W morświnarium znajdować się będą osobniki pochodzące z ośrodków hodowlanych bądź placówek naukowo−badawczych z rejonu Cieśnin Duńskich lub Morza Północnego, gdzie nierzadko trafiają chore lub kontuzjowane morświny. Po odbytej kuracji i rehabilitacji zwierzęta wypuszczane będą na wolność, a niektóre z nich wykorzystane zostaną do celów hodowlanych.

Okazuje się jednak, że żaden ośrodek naukowo−badawczy nie doprowadził do rozrodu morświnów w niewoli. Dr Skóra uważa, że fakt ten stanowić będzie autentyczne wyzwanie dla pracowników Stacji Morskiej UG, posiadających niemałe sukcesy w zakresie hodowli szarych fok. Przewiduje się, że rocznie morświnarium będzie odwiedzać około 700 tys. osób. Będzie ono zatem znacznie popularniejsze niż fokarium, które w ciągu roku ma 400 tys. zwiedzających.

Woda jak kryształ

Istnieje odrębny projekt budowy wydajnego ujęcia wody morskiej, nadto stacji filtrów oraz rozbudowy systemu akwariów doświadczalnych. Jeżeli woda będzie czysta jak kryształ, morskie zwierzęta będą zdrowe, a projekty hodowlane realizowane zgodnie z założeniami. Przedsięwzięcie jest ogromne. Obejmuje bowiem nie tylko wspomniane ujęcie wody morskiej, ale również budowę sieci rurociągów przesyłowych, stacji pomp, instalację oczyszczania i retencji wody, a także akwariowe i basenowe instalacje hodowlane.

Dr Skóra zakłada również możliwość prowadzenia hodowli bezkręgowców morskich (np. małży i skorupiaków), a także glonów morskich. Byłyby one znakomitym źródłem pokarmu (posiadającego dużą zawartość białka i lipidów) nie tylko dla zwierząt hodowlanych, ale również dla człowieka. Jednym z podstawowych celów aqua labs byłaby jednak hodowla zagrożonych lub ginących organizmów morskich. Uniwersyteckie laboratoria hodowlane byłyby w przyszłości w stanie dostarczać również materiał zarybieniowy do innych placówek hodowlanych.

Potrzeba edukacji

– To cieszy, że Bałtyk jest obecnie znacznie czystszy niż w latach 70. – mówi dyrektor Krężel. – Sprzyja to działaniom na rzecz ochrony ssaków morskich.

– Istnieją jednak czynniki, które działają jeszcze silniej na wody Bałtyku – podkreśla dr Skóra. – Jednym z nich jest eutrofizacja, czyli osobliwe „użyźnianie” wód wskutek stosowania nawozów sztucznych, które wpływają do rzek, a stamtąd dostają się do morza. Kiedy rolnicy przyjeżdżają do Helu na wakacje i zwiedzają fokarium, tłumaczymy im, jaką szkodę czynią Bałtykowi. Mówimy, jak bardzo eutrofizacja szkodzi fokom. Zwierzęta te muszą jadać ryby. A te z kolei muszą mieć tarliska, mieszczące się na roślinach podwodnych. Niestety, roślin tych jest coraz mniej, ponieważ światło nie dociera tak głęboko, jak kiedyś, ze względu na dużą eutrofizację, której efektem jest spora zawiesina organiczna i fitoplankton.

Wiedza ekologiczna jest zbyt mała. – Jeżeli w trzcinach istniało tarłowisko ryb, a w pobliżu powstaje camping z deskami surfingowymi, to ryby zostają pozbawione „izby porodowej” – wyjaśnia autor koncepcji Błękitnej Wioski. Tłumaczy, że jeszcze silniej działa wzmożony połów ryb, a zwłaszcza przedwczesne połowy, co nie pozwala na odbudowę stada. Rybacy wprawdzie o tym wiedzą, niemniej jednak liczą na stały dochód. – Rybak nie jest dla nas partnerem – zaznacza dr Skóra. – Jest, niestety, po tej drugiej, niekorzystnej dla przyrody stronie. Rozumiemy jednak jego racje. Dlatego staramy się dbać o to, aby ekosystem działał harmonijnie. Muszą jednak istnieć czynniki kontrolne, które nie pozwolą rybakowi kłusować, tylko łowić tyle, ile powinien. Żaden gatunek nie może żyć w przyrodzie, jeżeli nie ma swego siedliska.

Ogrodnik nie ścina jabłonki po to, by zerwać jabłka. Dlatego uniwersyteccy pracownicy rozmawiają także z rybakami. Potrzeba edukacji ekologicznej jest stała. Dotyczy to zresztą zarówno młodzieży szkolnej i akademickiej, jak i osób dorosłych.

Bliżej człowieka

Chociaż bogactwo materiałów dotyczących budowy Błękitnej Wioski mogłoby przyprawić o niezły mętlik w głowie, dr Skóra, autor koncepcji, posiada wizję przejrzystą i jasną. Tak też było przed laty w przypadku realizacji projektu związanego z budową Stacji Morskiej UG, który natrafiał na nieżyczliwość i nieprzychylne spojrzenia nielicznych na szczęście sceptyków. Mało kto zdaje się przy tym pamiętać, że to, co robią naukowcy na Helu, nie tylko sprzyja ochronie fauny morskiej, ale i korzystnie wpływa na zmianę mentalności człowieka, ucząc go szacunku do przyrody.

Szef Stacji Morskiej UG jest osobą doskonale znaną gospodarzom Helu oraz tamtejszej ludności. Cieszy się niemałą sympatią. Miejscowa ludność, utrzymująca się z turystyki, doskonale rozumie, że im więcej ludzi odwiedza fokarium, tym lepiej rozwijają się lokale gastronomiczne oraz pozostała sieć usług turystycznych.

Projekt Błękitnej Wioski był w drugiej połowie ubiegłego roku przedmiotem szerokiej konsultacji społecznej. Okazało się, że wzniecił niemałe emocje. I, jak to zwykle bywa w przypadku projektów śmiałych i ambitnych, nie zabrakło ludzi nie szczędzących słów krytyki. Największe emocje budzi projekt morświnarium. Wielu rybaków obawia się, że zamknięta zostanie Zatoka Pucka. W związku z tym stosowne apele zostały przez rybaków wysłane do Ministerstwa Środowiska, Ministerstwa Edukacji i Nauki, nadto do władz regionalnych i lokalnych. Spór, do którego wmieszały się też władze pobliskiej Jastarni, trwa. Rybacy są niespokojni. Można mieć nadzieję, że nim ruszy realizacja zamierzeń inwestycyjnych związanych z budową Błękitnej Wioski, emocje opadną, a strony dojdą do porozumienia. Dr Skóra twierdzi, że wszelkie obawy są nieuzasadnione. Przyszła Błękitna Wioska będzie inkubatorem wiedzy ekologicznej, swoistą ambasadą Bałtyku.