ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl


Nie w braku wyposażenia upatrywałbym słabej skuteczności w leczeniu raka, ale głównie w niewystarczającej wiedzy i czujności onkologicznej lekarzy oraz nieprawidłowościach organizacyjnych.

Lekarze nie są wyczuleni onkologicznie

Rozmowa z prof. Mieczysławem Chorążym,

specjalistą w dziedzinie biologii nowotworów

Twierdzi Pan, że w akademiach medycznych niewłaściwie uczy się onkologii.

– Mam na myśli nie tyle poziom nauczania, co jego formę i zakres. Onkologii uczy się w ramach nauczania różnych specjalności medycznych. Studenci zdobywają szczątki wiedzy onkologicznej na zajęciach z okulistyki, interny, immunologii itd. Natomiast programy nauczania onkologii w jednym bloku, jako odrębnego przedmiotu zakończonego egzaminem, są niewystarczające i słabe. W ośrodkach, gdzie mieści się Instytut Onkologii – Warszawa, Kraków, Katowice−Gliwice – blok zajęć praktycznych i szkolenia studentów liczy zazwyczaj około 30 godzin. Jedynie w kilku uczelniach – w Gdańsku, Łodzi, Poznaniu i Szczecinie – programy są nieco szersze. Tymczasem onkologia powinna być odrębnym przedmiotem z dużą podbudową teoretyczną. W czołowych uczelniach amerykańskich onkologii uczy się nawet w wymiarze 300−350 godzin.

Dlaczego mielibyśmy szkolić studentów w zakresie onkologii w tak szczególny sposób?

– Onkologia jest ważna, bo podobnie jak choroby serca i krążenia zabiera bardzo dużo istnień ludzkich – w Polsce rocznie około 80 tysięcy. Zachorowań mamy około 120 tysięcy. Nasze wyniki w leczeniu nowotworów są o 20 procent gorsze od średniej europejskiej i o 30 procent gorsze od wyników amerykańskich. Po drugie, jest to choroba trudna, bardzo złożona od strony biologii. Znamy kilkaset „odmian” raka, a na poziomie molekularnym może być ich jeszcze więcej.

Lekarze, których słucham w telewizji przy okazji spektakularnych akcji badań nowotworów, zawsze mówią o zbyt małych środkach finansowych, a nie o braku wiedzy.

– W moim przekonaniu niepowodzenia lecznicze mają kilka źródeł. Na onkologię wydano w Polsce ogromne pieniądze. Instytut Onkologii dysponuje nowoczesnymi i dobrze wyposażonymi szpitalami. Zapewne nie na wszystkich szpitalnych oddziałach onkologicznych w Polsce jest równie dobrze. Jednak nie w braku wyposażenia upatrywałbym tak słabej skuteczności w leczeniu raka, ale głównie w niewystarczającej wiedzy i czujności onkologicznej lekarzy oraz nieprawidłowościach organizacyjnych. Lekarze nie są „wyczuleni onkologicznie”. Na studiach miałem wykłady z ginekologii z prof. Adamem Czyżewiczem, który mówił: „Jak do was przyjdzie kobieta, to pierwsza wasza myśl, że jest w ciąży, a druga, że ma raka. To jest myślenie złe. Musicie myśleć równolegle o tych dwóch sprawach: ona jest w ciąży i ma raka”. Do dziś pamiętam to zalecenie. W Polsce stale jeszcze około 2 tysięcy kobiet umiera na raka szyjki macicy, chorobę rozpoznawalną we wczesnych etapach i skutecznie leczoną, a w Skandynawii niemal nieznaną. Ten fakt można tylko po części przypisać zaniedbaniom i nieświadomości ze strony kobiet. W dużej mierze jest to spowodowane wadami systemu opieki zdrowotnej – prewencyjnej, a także właśnie brakiem „czujności onkologicznej” lekarza pierwszego kontaktu. Często spotykam na ulicy ludzi, u których widzę na przykład raka skóry i pytam, czy to znamię leczą. Okazuje się, że łatwy do rozpoznania rak skóry leczony jest jako egzema. To jest ewidentnie brak wiedzy lekarza.

Czy Instytut Onkologii, potężna placówka badawcza i lecznicza, nie mógłby się włączyć w kształcenie studentów?

– Włącza się. Akademie medyczne zlecają nam prowadzenie zajęć ze studentami, ale, jak wspomniałem, w bardzo okrojonym wymiarze. Dano mi kiedyś 45 minut w takim programie na wykład o biologii nowotworów. Tymczasem biologia raka jest tak złożona, a zarazem ważna dla rozpoznawania i leczenia nowotworów, że ten przedmiot powinien zająć kilkadziesiąt godzin. Dla większości lekarzy rak to guz. Leczymy go przez naświetlanie i wycinanie. Tymczasem chodziłoby o to, by rozumienie onkologii rozszerzyć o coś, co amerykanie nazywają medical oncology. Lekarz nie może myśleć o raku jako guzie, który można wyciąć i sprawa załatwiona. Onkolog musi mieć głęboką wiedzę kliniczną i biologiczną. Musi rozumieć, jak rak powstaje, jakie zmiany biologiczne i molekularne zachodzą w komórce rakowej, jak zaatakować pewną ścieżkę metaboliczną komórki rakowej określonym związkiem chemicznym. Musi też mieć podstawową wiedzę genetyczną – mimo całej złożoności genetyki molekularnej.

Prof. Lubiński z Pomorskiej Akademii Medycznej prowadzi bardzo interesujące badania genetyczne w zakresie zapobiegania i wczesnego wykrywania raka.

– To bardzo cenne prace, ale musimy pamiętać, że najwyżej 10 procent nowotworów ma dziedziczne podłoże genetyczne. Znakomita większość nowotworów to są tak zwane nowotwory sporadyczne, których powstanie i rozwój uzależnione są od bardzo wielu czynników. W całym kraju prowadzi się rejestrowanie zachorowań na raka, ale rejestry te są jeszcze dalekie od doskonałości i wciąż nie mamy pełnej wiedzy na temat skali zagrożenia. Od roku 2006 Polska podjęła dziesięcioletni „Narodowy program zwalczania chorób nowotworowych”, na który przeznaczono 3 miliardy złotych. W ramach programu ustawa nakłada obowiązek działań dla rozwoju pierwotnej profilaktyki raka, wdrożenia programów wczesnego wykrywania, zwiększenia dostępności metod wczesnego wykrywania, uzupełnienia urządzeń do radioterapii, rozwoju rehabilitacji, poprawy rejestracji nowotworów, prowadzenia „oświaty onkologicznej”. Ustawa mówi też o rozwoju nauczania onkologii w kształceniu przeddyplomowym i podyplomowym lekarzy. Zwarta i silna grupa, jaką stanowią radioterapeuci, uzyskała 1,6 mld zł na urządzenia do radioterapii (zresztą niezbędnych dla niektórych ośrodków w Polsce), a 1,4 mld zł pozostało na inne cele. Moim zdaniem, znacznie więcej funduszy tego programu powinniśmy przeznaczyć na kształcenie lekarzy i innych zawodów medycznych oraz populacyjne badania przesiewowe. Na terenie Śląska w ramach tego programu chcemy dokształcić nauczycieli biologii ze śląskich szkół, by ci przekazali uczniom wiedzę o raku.

Wróćmy do onkologicznego kształcenia akademickiego. Ile godzin powinien liczyć program nauczania przedmiotu onkologia?

– Co najmniej 100 godzin, a podaję tak małą liczbę tylko dlatego, że uznaję to za realny postulat. Faktyczne potrzeby są znacznie większe.

Rozmawiał Piotr Kieraciński

Komentarze

  Autor: GypeexergyMup
  Data: 2010.03.08 11:28

Hello Everybody

Words like the earths temperature increase - or global warming are most often disregarded as too scientific - but, an earthquake shaking an entire country into disaster cannot be another disregarded statistic. We re talking about people, just like you and me.

b Please help the victims to Chile /b
http://www.google.com/relief/haitiearthquake/



  Autor: wahGedaaleshy
  Data: 2010.03.03 23:28

The action taken to local and national disasters is awesome but it s a damn shame that so many people take advantage of the sad situations.

I mean everytime there is an earthquake, a flood, an oil spill - there s always a group of heartless people who rip off tax payers.

This is in response to reading that 4 of Oprah Winfreys "angels" got busted ripping off the system. Shame on them
http://www.cbsnews.com/blogs/2009/08/19/crimesider/entry5251471.shtml



  Autor: anulka
  Data: 2010.02.05 16:13

mój 25letni mąż też ma raka złosliwego nosogardła,ponad 4 m-ce chodził do laryngologa bo ogłuchł na ucho,ten go leczył antybiotykami,pojawiły się przerzuty do węzłów chłonnych szyji.Mąż czuł sie i wyglądał tragicznie,okropny ból głowy,potwornie duże węzły,wyglądał jakby miał świnke morską.Dzisiaj mija prawie rok odkąd mąż był pierwszy raz u laryngologa,5 m-czna walka z rakiem dała rezultaty,raka praktycznie nie ma,teraz modlę sie żeby już nigdy się nie pojawił...



  Autor: robson
  Data: 2008.08.20 17:46

Ja to właściwie powinienem podziękować panu profesorowi doktorowi habilitowanemu nauk medycznych Januszowi Pawlędze z krakowskiego ośrodka onkologicznego za uratowanie życia. Dzięki temu że pan profesor odmówił mi leczenia uratował mi życie, bo trafiłem do innego ośrodka onkologicznego (Centrum Onkologii w Bydgoszczy) gdzie lekarze nie skreślili mnie jak pan profesor Pawlęga i podjęli walkę o moje życie. Dzięki lekarzom pod kierownictwem pani dr n.med. Ewy Chmielowskiej mogę cieszyć się życiem. Po badaniu PET nie stwierdza się u mnie cech aktywnego procesu rozrostowego. Miałem nowotwora złośliwego wątroby. Ludzie uciekajcie od takich lekarzy jak profesor Pawlęga i jego świta.



  Autor: Ktos
  Data: 2008.07.01 13:16

Jakie Katowice-Gliwice?? Po prostu GLIWICE



  Autor: olek
  Data: 2008.05.07 22:30

moja cala rodzina pochodzila ze srodowiska inteligencji lekarskiej moja szanowna babcia wychowywala sie wmajontku szanownego pana radziwla ukonczyla szkole polorznych w warszawie z wyr.odznaczenie mama moja ukonczyla akademie medyczna wlodzi kiedy byla w wieku podeszlym i chorowala byla koniecznosc wezwania pogotowia lekarz po przyjezdzie stwierdzil ze brzuch mojej mamy jest zbyt mieki zeby operowac szanowni panstwo kto konczy ta medycyne, powiem panstwu potomki ludowe tak mam ogromny szacunek dla prezydenta niech rospocznie sie lustracja w tym srodowisku ,a dowiemy sie jakie kryterja byly stawiane do przyjecia na akademie medyczna w czasach prl.



  Autor: Prof.dr hab. inż. Andrzej Kmieć
  Data: 2007.10.24 12:24

Szanowny Panie Profesorze Chorąży,
Szanowni Państwo

Gratuluję Panu Profesorowi podjęcia tematu przygotowania
zawodowego lekarzy i w ogólności personelu szpitalnego.
W naszym kraju jest brak zrozumienia tejże problematyki,
tak przykrej dla chorych i ich rodzin.

Z pozdrowieniami
Andrzej Kmieć



  Autor: Iwona Michalak
  Data: 2007.10.23 15:02

Mój Tata ponad rok chodził do laryngologów,którzy
twiedzili, że ma wrzód w nosie aż na moją stanowczą prośbę
skierowali na badania histopatologiczne. Wynik - rak
płaskonabłonkowy . Dwie operacje, z usunięciem nosa i
fragmentu kości czołowej. Potem naświetlania. Ile jest
takich przypadków niewiedzy czy lekceważenia ze strony
lekarzy ?



  Autor: mecenas
  Data: 2007.10.22 20:22

Sam walcze od 2004 roku z nowotworem złośliwym nosogardła.
TAk, tylko dwa lata przed postawieniem diagnozy chodziłem do
licznego grona specjalistów (otolaryngologów) i żaden z nich
przez ten długi okres nie zobaczył raka, a który bardzo
szybko się rozwijał. Bezczynnoś w leczeniu doprowadziła do
przerzutu i do znacznego rozwoju stopnia chroby
nowotworowej. Można tylko podziwia wiedze
lekarzy




  Autor:
Treść:

 
  
 

*System komentarzy jest moderowany. Twoja wypowiedz zostanie usunieta jesli przekroczy powszechnie przyjete standardy.