ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


PAN i KRASP

Reformy tak, zniesienie habilitacji nie

Na corocznym wspólnym posiedzeniu prezydiów Polskiej Akademii Nauk i Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, które odbyło się 15 maja br. w Jabłonnie pod Warszawą, dyskutowano przede wszystkim na temat „Projektu założeń reformy systemu nauki i reformy szkolnictwa wyższego”, przedstawionego przez powołany przez min. B. Kudrycką zespół oraz opracowanej przez Radę Nauki „Strategii rozwoju nauki w Polsce do 2015 roku”.

W przyjętym wspólnym stanowisku prezydia wyraziły oczekiwanie wobec premiera i rządu „powiązania proponowanej reformy z przemyślaną strategią rozwoju nauki i szkolnictwa wyższego” i zadeklarowały „gotowość do konstruktywnej współpracy w przygotowaniu niezbędnych projektów ustawodawczych i uzyskaniu dla nich akceptacji społecznej”. Za najważniejsze obecnie zadanie uznano udoskonalenie systemu oceny dorobku naukowego.

W uchwale pojawiło się też zdanie: „Uważamy, że zatrudnienie naukowców w uczelniach i placówkach PAN, z wyjątkiem stanowisk profesorskich, powinno być kontraktowe, przy czym należy wprowadzić i wyegzekwować regułę jednoetatowości”. Warunkiem miałoby być znaczne podniesienie uposażeń, zwłaszcza młodej kadry. Mam nadzieję, że nie oznacza ono, iż tylko młodych uczonych dotyczyć teraz będzie zatrudnienie kontraktowe i jednoetatowość, a stanowisk profesorskich już nie.

W osobnym dokumencie prezydia odniosły się do drogi awansu naukowego. Uznano, że pomysł zniesienia habilitacji jest przedwczesny. Trzeba natomiast zmodyfikować zasady jej uzyskiwania: powinna być zdobywana poza własną placówką, z przywróconą rolą nadzorczą CK, ale z uproszczeniem i zróżnicowaniem procedur, uwzględniającym specyfikę działów nauki. Podkreślono obowiązkowość konkursów na stanowiska profesorskie. „Dobrze funkcjonujące konkursy mogą w przyszłości z powodzeniem zastąpić habilitację” – piszą autorzy.

Dzień później, 16 maja, w Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie obradowało Prezydium KRASP. Stwierdziło, że „wiele koncepcji i proponowanych rozwiązań zawartych w Projekcie założeń ma charakter prorozwojowy i w znacznym stopniu odpowiada postulatom formułowanym w uchwałach Zgromadzenia Plenarnego i Prezydium KRASP”. Za niedostateczny rektorzy uznali jednak coroczny wzrost finansowania budżetowego o 0,158 proc. PKB (do 2 proc. łącznie na naukę i szkolnictwo wyższe w 2013 r.). Pozytywnie zaopiniowano natomiast Strategię rozwoju nauki, choć wskazano na brak propozycji konkretnych mechanizmów dających szansę na odwrócenie niekorzystnych zjawisk. W poczet uczelni członkowskich KRASP Prezydium przyjęło Krakowską Szkołę Wyższą im. A.F. Modrzewskiego.

(as)

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową

Reforma musi boleć

W programie III Kongresu Obywatelskiego, który odbył się 17 maja, znalazł się panel dyskusyjny poświecony nauce i szkolnictwu wyższemu. Jego moderatorem był prof. Karol Życzkowski, fizyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W debacie uczestniczyli: profesorowie Maciej Żylicz (Międzynarodowy Instytut Biologii Molekularnej i Komórkowej, FNP) i Roman Galar (PWr.), dr Witold Pałosz (USA, NASA), Jan Filip Staniłko (UJ) i Marek Darecki (prezes WSK PZL Rzeszów).

Motywem przewodnim i słowem−kluczem debaty była konkurencyjność. Odmieniano je przez wszystkie przypadki i odnoszono do rozmaitych aspektów funkcjonowania obu obszarów: konkurencja między uczelniami, konkurencja o środki na badania naukowe.

Prof. Życzkowski zarzucił polskim naukowcom, że chcą zarabiać, jak na Zachodzie, a pracować jak w PRL. Domagał się rzetelnych konkursów na stanowiska akademickie. – Zwiększenie środków na naukę jest konieczne – mówił – ale ma sens tylko przy równoczesnym poprawieniu efektywności ich wykorzystywania. Cytował fatalne wyniki polskich naukowców w konkursach Europejskiej Rady Nauki – żaden polski wniosek nie został zakwalifikowany do realizacji – jednocześnie postulując, by sposób oceny dorobku naukowego zmodyfikować do tego, który stosuje ERC: każdy profesor powinien przedstawić 10 swoich najlepszych prac i ich cytowania, każdy adiunkt – 5 prac i ich cytowania. Rozwiniętą wersję wypowiedzi prof. Życzkowskiego można będzie przeczytać w jednym z najbliższych numerów „Forum Akademickiego”.

Prof. Maciej Żylicz tradycyjnie akcentował konieczność zmiany sposobu finansowaniu nauki: zamiast finansowania tzw. zadań statutowych, postulował finansowanie jedynie projektów badawczych. Mówił, by zatrudniać naukowców na kontraktach, a nie etatach oraz obniżyć próg uzyskiwania samodzielności naukowej (już dobrzy doktorzy powinni mieć prawo kierowania własnymi zespołami badawczymi). Widział też potrzebę podwyżki płac naukowców, ale tylko tych najlepszych. Postulował zreformowanie PAN. Jak zwykle podał przykład Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej, w którym wiele z jego postulatów już jest realizowanych.

Prof. Roman Galar epatował efektownymi cytatami od starożytnych filozofów po współczesnych myślicieli. Obnażał miałkość wielu wysuwanych w Polsce postulatów, dotyczących reformy nauki i szkolnictwa. – Musimy uciec z pułapki gerontologicznej – mówił. – Każdego roku minimum 5 proc. kadry powinno być odmładzane. Nauka musi być miejscem dla ludzi kreatywnych i odważnych, postępujących wbrew rutynie i wymyślających rzeczy niezwykłe. Musimy zerwać z autyzmem w nauce, tj. ignorowaniem świata zewnętrznego wobec nauki, czyli społeczeństwa i gospodarki. Nie patrzmy na Zachód, który boryka się z własnym poważnym kryzysem. Nie naśladujmy tego, co dziś uznaje się za doskonałe – innowacje polegają na kontestacji tego, co uznane.

Jan Filip Staniłko przedstawił obszerną wizję reformy systemu nauki i szkolnictwa wyższego, wskazując m.in. na zaniedbania obszaru dydaktyki. – Wciąż uczą ludzie, którzy tytuły zdobywali w PRL, pisząc zideologizowane, pseudonaukowe prace – oburzał się doktorant z UJ. Za antyrozwojową uznał grupę samodzielnych pracowników naukowych oraz niekompetentne i niechętne zmianom korpusy administracyjne. Jednym z kluczy reformy powinna być, zdaniem Staniłki, innowacyjność.

Dr Witold Pałasz radził zwracać uwagę na rynek, który najcelniej wskazuje kierunki badań i pracodawców, którzy wiedzą, jak wykształconych absolwentów potrzebują.

Marek Derecki mówił: – Reforma musi boleć. Dopóki nie zobaczę przed sejmem protestujących naukowców, nie uwierzę, że przeprowadzono w nauce reformę. Zauważył, że uczelnie po macoszemu traktują kształcenie językowe – dobrzy inżynierowie i matematycy nie znają języków, co stanowi istotną barierę ich rozwoju zawodowego.

(pik)

Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu

Szum w kwantowej informacji

Ponad 2 mln euro przeznaczyła Komisja Europejska na badania z zakresu informatyki kwantowej w ramach grantu, którego głównym koordynatorem jest Instytut Fizyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W dofinansowanym przez UE projekcie Efekty skorelowanego szumu w kwantowym przetwarzaniu informacji wezmą udział grupy badawcze z 9 europejskich ośrodków naukowych, zajmujące się problematyką kwantowego przetwarzania informacji. Obok UMK są to uczelnie z: Wielkiej Brytanii (w tym Uniwersytet w Cambridge), Niemiec, Włoch i Holandii. W ciągu 3 lat (lipiec 2008 – czerwiec 2011) naukowcy będą badać możliwości wykorzystania praw fizyki kwantowej do przyspieszenia pracy komputerów, zajmą się również zwiększeniem bezpieczeństwa łączności i odporności kwantowego przetwarzania informacji, aby wyeliminować błędy wynikające z szumów.

Sukces Instytutu Fizyki UMK jest konsekwencją prowadzenia od kilku lat badań na światowym poziomie w dziedzinie inżynierii kwantowej. Badania w ramach grantu prowadzone będą głównie w Zespole Fotoniki Kwantowej Instytutu Fizyki oraz w Krajowym Laboratorium Fizyki Atomowej, Molekularnej i Optycznej (FAMO), a głównym koordynatorem grantu jest dr hab. Konrad Banaszek, prof. UMK.

Całkowity budżet UMK w projekcie wynosi ponad 527 tys. euro, z czego większość będzie pochodziła z UE, a reszta z dofinansowania Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

kin

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Student z zamówienia

Już od października niektórzy studenci wybranych kierunków będą mieli szanse na specjalne stypendia motywacyjne od samego początku studiów. Skorzystają na tym także uczelnie, które będą uczestniczyły w projekcie. To wszystko w ramach unijnego Programu Operacyjnego Kapitał ludzki na lata 2007−2013. Na realizację priorytetu IV Szkolnictwo wyższe i nauka przewidziano łącznie 960 mln euro, w tym 370 mln euro (ponad 1 mld zł) na poddziałanie Zwiększenie liczby absolwentów kierunków o kluczowym znaczeniu dla gospodarki opartej na wiedzy. Właśnie z tej „działki” pochodzić będą środki na stypendia dla 20,8 tys. studentów 30 wybranych przez rząd kierunków kształcenia oraz dofinansowanie dla uczelni, które będą realizować zamówienia rządowe na kształcenie w latach 2008−13.

W tym roku ruszy program pilotażowy, obejmujący konkurs dla uczelni (rozstrzygnięcie już w czerwcu), które zechcą przyjąć w sumie 3 tys. osób na wskazanych 10 kierunków kształcenia. Będą to: specjalności związane z zastosowaniem najnowocześniejszych technologii w medycynie, realizowane na kierunkach inżynieria biomedyczna i mechatronika; specjalności związane z energooszczędnymi technologiami w budownictwie, realizowane na kierunkach budownictwo, inżynieria środowiska i energetyka; specjalności związane z zastosowaniem technologii informacyjnych, realizowane na kierunkach elektrotechnika, mechanika i budowa maszyn oraz automatyka i robotyka; specjalności związane z zastosowaniem matematyki, realizowane na kierunku matematyka oraz specjalności związane z biotechnologią medyczną lub biotechnologią, realizowane na kierunku biotechnologia.

Uczelnia, która zdecyduje się na udział w konkursie i zostanie zakwalifikowana do realizacji programu, dostanie po 14 tys. zł na każdego „zamawianego” studenta na 3 lata kształcenia. Przyjęci na kształcenie zamawiane studenci mają szanse otrzymać stypendium w wysokości 1 tys. zł miesięcznie już od początku studiów. – Proszę zwrócić uwagę, że dostanie je połowa studentów z liczby objętej zamówieniem, czyli dodatkowej w stosunku do planowanej przez uczelnię liczby studentów danego kierunku – tłumaczy zasady przyznawania stypendiów Katarzyna Dziedzik, rzecznik MNiSW. – Przykładowo: jeśli uczelnia już prowadzi kierunek objęty zamówieniem i zaplanowała nabór na najbliższy rok akademicki 100 osób, a dostanie zamówienie i przyjmie 150 osób – czyli zamówienie obejmie 50 dodatkowych osób – to otrzyma do dyspozycji 25 stypendiów zamawianych dla najlepszych studentów na roku. Podstawą przyznania stypendium na początku studiów będą wyniki uzyskane na maturze, później zaś – wyniki uzyskane w uczelni. Uczelnie będą kwalifikowane do udziału w realizacji projektu na podstawie innowacyjności programu kształcenia na danym kierunku.

Według informacji z ministerstwa, konkurs dla uczelni powinien zostać rozstrzygnięty do połowy czerwca. – Będziemy się starali, aby na każdy z 10 kierunków trafiło po ok. 300 osób – mówi K. Dziedzik. Jednak ministerstwo zamierza podejść do tej sprawy elastycznie. Na pewno wiemy dziś, że 1,5 tys. osób z 3 tys., które zdecydują się podjąć studia na zamawianych przez MNiSW kierunkach, ma szanse na stypendia. Zarobią też uczelnie, które zdecydują się przyjąć więcej studentów niż planowały, a ministerstwo uzna je za zdolne do kształcenia na zamawianych kierunkach.

(pik)

Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów

Rodzina robotów

Jedną ze specjalności PIAP są roboty mobilne do celów wojskowych i policyjnych. Pierwszym robotem, jaki w ramach projektu celowego KBN powstał w PIAP, był INSPEKTOR. Sprzedano już kilkadziesiąt sztuk tego urządzenia, wiele za granicę.

EXPERT to kolejny model robota dla wojska i policji, który stworzyli konstruktorzy z PIAP. Jest znacznie mniejszy i lżejszy od INSPEKTORA. Jego niewielkie wymiary i waga umożliwiają działanie w przestrzeni zurbanizowanej i środkach transportu publicznego, np. samolotach, statkach i autobusach. Łatwo go przetransportować na miejsce akcji – niesie się go w ręku jak walizkę (na fot.). Niewielka baza i znaczny zasięg manipulatorów czynią go bardzo dobrym narzędziem tam, gdzie jest niewiele miejsca. EXPERT mieści się między rzędami siedzeń autobusu czy samolotu, a jego wysięgniki potrafią zajrzeć w przestrzenie między nimi. Ma służyć m.in. antyterrorystom i saperom, ale także służbom zajmującym się neutralizacją skażeń, np. chemicznych, w miejscach, gdzie istnieje zagrożenie życia i zdrowia człowieka. Na jego manipulatorach można zamontować strzelbę, wyrzutnik pirotechniczny czy czujnik do wykrywania skażeń chemicznych.

System napędowy umożliwia EXPERTOWI pokonywanie wysokich progów i schodów – po to właśnie przednie gąsienice są ruchome. Robot wyposażony jest w sześć kamer – cztery z nich umieszczone są na bazie mobilnej oraz na przednich gąsienicach, co umożliwia obserwowanie np. przestrzeni pod siedzeniami pojazdów. Specjalne boczne stabilizatory umożliwiają zablokowanie robota między siedzeniami oraz podparcie go na otwartej przestrzeni, gdy musi podnieść ciężki przedmiot – ma dość siły, by unieść kilkanaście kilogramów. Robot posiada sześć stopni swobody, co umożliwia mu operowanie wysięgnikami we wszystkich kierunkach. Zasilanie zapewniają mu akumulatory, które wystarczają na 4−8 godzin pracy; może też być zasilany z sieci elektrycznej tam, gdzie to możliwe. Centrala sterująca mieści się w walizce. Operator kieruje robotem za pomocą radia. Jego zasięg w terenie otwartym wynosi do 800 metrów, natomiast w budynkach czy pojazdach – 80 metrów. EXPERT powstał w ramach projektu celowego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jeszcze mniejszy, lżejszy i prostszy od EXPERTA jest SKAUT, przy pomocy którego można będzie sprawdzić nie tylko przestrzeń między siedzeniami, ale także podwozie samochodu. Dzięki oryginalnemu napędowi – specjalnym samooczyszczającym się kółkom zębatym – może poruszać się w trudnym terenie. Jest bardzo szybki.

W PIAP zbudowano też robota... rzucanego. Wygląda jak typowe hantle do ćwiczeń. Może jednak zostać wrzucony np. na piętro zajętego przez terrorystów obiektu, poruszać się po nim (umożliwia to specjalny stabilizator). Zamontowane na nim urządzenia audiowizualne umożliwiają podgląd sytuacji oraz ewentualny kontakt z terrorystami. Sukcesy robotów wojskowych i policyjnych na targach innowacji i wynalazków, a także sukcesy komercyjne pozwalają się domyślać, że dotychczasowe konstrukcje nie są ostatnim słowem inżynierów z PIAP.

(pik)

Uniwersytet w Białymstoku

Stacja Gugny

25 kwietnia otwarto stację terenową Instytutu Biologii UwB w Gugnach na terenie Biebrzańskiego Parku Narodowego. Umożliwi ona prowadzenie regularnych prac naukowych i zajęć dydaktycznych w dolinie Biebrzy, zapewniając badaczom i studentom bazę laboratoryjną i noclegową.

Naukowcy z Instytutu Biologii UwB od lat 80. ub. wieku prowadzą badania nadbiebrzańskiej przyrody. W pewnym okresie ich bazę stanowiło wynajmowane gospodarstwo rolne w Gugnach. Obecnie nad Biebrzą badania prowadzi 6 z 12 zakładów instytutu. Pracownicy IB UwB zrealizowali 10 grantów KBN i MNiSW poświęconych faunie i florze nadbiebrzańskiej. Na podstawie tych badań powstało 81 publikacji naukowych i 62 prace magisterskie. Naukowcy z UwB zajmowali się m.in.: zmiennością genetyczną wyspowych populacji storczyków, systematyką molekularną i genetyką motyli (m.in. modraszków arionów i kosterników) oraz ekologią i genetyką populacji łosia. Na podstawie pyłków roślinnych zachowanych w warstwach torfu badali historię flory doliny Biebrzy.

Wyniki tych badań często stanowią podwaliny prac nad ochroną zagrożonych gatunków roślin i zwierząt. W tym zakresie instytut ściśle współpracuje z Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Niedawno podpisano też umowę o współpracy z Polską Akademią Nauk, której pracownicy, m.in. z Zakładu Badania Ssaków w Białowieży, będą mogli korzystać z nowego obiektu UwB. Stacja terenowa w Gugnach zapewni więc nie tylko rozsądne warunki do kontynuowania badań i prowadzenia zajęć ze studentami pracownikom UwB, ale także stanie się podstawą rozwoju współpracy badaczy uniwersyteckich z innymi jednostkami naukowymi.

Stacja to postawiony na działce o powierzchni 8,5 tys. m2 drewniany, jednokondygnacyjny budynek z poddaszem użytkowym, pozwalający na wielodniowy pobyt 30 osób. Jego całkowita powierzchnia wynosi 452,6 m2, kubatura – 1494,0 m3, a maksymalna wysokość – 7,71 m. W głównej części stacji na parterze o pow. 246,2 m2, mieści się sala seminaryjno−jadalna z kominkiem oraz trzy pomieszczenia dydaktyczno−laboratoryjne. W jednym ze skrzydeł domu znajdują się toalety, a w drugim aneks kuchenny, dwa 2−osobowe pokoje z łazienkami oraz 1−osobowy pokój z łazienką przystosowany do potrzeb osoby niepełnosprawnej. Na poddaszu o pow. 92,5 m2 znajdują się dwie sypialnie studenckie, każda o pow. 40 m2. Z tyłu pomiędzy dwoma skrzydłami budynku znajduje się patio o pow. 80,6 m2, które może pełnić funkcję letniej auli.

Budynek stacji ma konstrukcję słupowo−ryglową. Jego architektura harmonizuje z otoczeniem – deskowanie szczytów budynków, pokrycie dachu wiórem osikowym, ganek i trójdzielne okna nawiązują do architektury Podlasia. Do realizacji obiektu wybrano najbardziej efektywne i przyjazne dla środowiska rozwiązania techniczne (ogrzewanie olejowe, drewniana konstrukcja budynku, podwójnie zabezpieczone kontenery na śmieci, pokrycie dachu wiórem osikowym, szczelny, bezodpływowy zbiornik na nieczystości). Budowę stacji sfinansowano ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego (ok. 1 mln zł), dotacji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz prywatnej subwencji amerykańskiego biologa prof. Gilberta Drydena.

(bi, pk)

Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu

Nutribiomed

Wprowadzenie nowego leku na rynek obwarowane jest szeregiem bardzo restrykcyjnych przepisów, kosztuje ogromne pieniądze (rzędu 0,5−3 mld dolarów) i wymaga ogromnego wysiłku technologicznego oraz badawczego (ogromnej czystości substancji leczniczej). Można jednak wprowadzić na rynek substancje lecznicze z pominięciem rygorów, jakie narzuca prawo farmaceutyczne. Mówimy w tym wypadku nie o lekach, ale o nutraceutykach, czyli suplementach diety.

Na świecie wprowadzono na rynek ok. 1,7 tys. takich artykułów. We wrocławskich uczelniach od lat prowadzono badania nad wyodrębnianiem substancji leczniczych z roślin i produktów pochodzenia zwierzęcego. Najbardziej spektakularnym sukcesem zakończyły się prace prof. Antoniego Polanowskiego, chemika z Uniwersytetu Wrocławskiego, nad kolastryniną – substancją hamującą rozwój choroby Alzheimera. Patent został sprzedany Amerykanom, którzy wprowadzili lek na rynek.

Grupa wrocławskich uczonych wpadła na pomysł, by wyniki własnych badań przekuć w przedsięwzięcie rynkowe w Polsce. Postanowili utworzyć klaster, czyli grupę złożoną z instytucji badawczych i przedsiębiorstw, który zajmie się wytwarzaniem i wprowadzaniem na rynek suplementów diety otrzymywanych z roślin i innych produktów naturalnych, przebadanych we wrocławskich uczelniach. Motorem przedsięwzięcia i jego szefem jest prof. Tadeusz Trziszka z Uniwersytetu Przyrodniczego.

Klaster zawiązało w listopadzie 2007 roku 17 podmiotów: Uniwersytet Przyrodniczy, Uniwersytet Wrocławski, Akademia Medyczna we Wrocławiu i Politechnika Wrocławska oraz przedsiębiorcy związani z przemysłem spożywczym, biotechnologicznym i farmaceutycznym. W połowie marca odbyło się kolejne spotkanie jego uczestników, które znacząco przybliżyło udziałowców do realizacji pomysłu.

Na pierwszy ogień pójdą produkty uzyskiwane z jaj – prof. Trziszka jest jednym z najlepszych specjalistów w tej branży w Polsce. Okazuje się, że w kurzych jajach można znaleźć i kolastryninę, i fosfolipidy (korzystnie działające na serce i układ krążenia), a w owocach jagodowych, które bada prof. Jan Oszmiański, bardzo korzystne dla zdrowia polifenole, mające m.in. działanie antyutleniające, czyli przeciwrakowe. Prof. Trziszka podkreśla, że w przypadku tych produktów nie będzie chodziło o leczenie, ale raczej zapobieganie chorobom.

Prof. Trziszka tłumaczy, jak w klastrze Nutribiomed będzie wyglądać współpraca różnych podmiotów zajmujących się wytwarzaniem nutraceutyków z jaj. Kluczowa będzie rola naukowców, którzy dysponują wiedzą na temat substancji prozdrowotnych występujących w jajach oraz znają sposoby ich wyekstrahowania. W procesie produkcji będzie uczestniczyło natomiast szereg podmiotów. Na początku tego łańcucha znajdą się producenci pasz dla kur, którzy tak je wzbogacą, by w jajach pojawiło się jak najwięcej pożądanej substancji. Drugie ogniwo to hodowcy kur, którzy zachowają rygory karmienia i higieny ptaków. Kolejne to przetwórcy jaj, którzy przygotują z nich półprodukt do otrzymywania substancji czynnej. Dalej jest firma biotechnologiczna z Wrocławskiego Parku Technologicznego, która tę substancję czynną wyprodukuje. W końcu firma farmaceutyczna, która dysponuje linią do kapsułkowania i zna rynek; dziś suplementy diety sprzedawane są głównie w aptekach. Korzyści odniosą wszyscy zaangażowani w klaster. Prof. Trziszka podkreśla, że uczestnicy przedsięwzięcia, którzy na co dzień ze sobą konkurują, w tym wypadku będą musieli także nauczyć się rzetelnie współpracować.

(pik)

Politechnika Szczecińska

55 lat Biblioteki Chemicznej

W 1953 r. na Wydziale Chemicznym Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Szczecinie (poprzedniczce Politechnki Szczecińskiej) powstała Biblioteka Chemiczna – pierwsza specjalistyczna biblioteka w WSI. W 1955 r. bibliotekę włączono do sieci bibliotek wydziałowych uczelni.

W 1973 r. w nowym budynku Wydziału Technologii Chemicznej PSz. utworzono filię BCh. W 1980 Biblioteka Chemiczna została przemianowana na Bibliotekę i Ośrodek Informacji Chemicznej, a w 1997 otrzymała imię prof. Antoniego Zielińskiego.

W momencie rozpoczęcia działalności biblioteka dysponowała jedną salą o powierzchni 89,5 m2. Początkowo zbiory pozyskiwano do biblioteki drogą długoterminowych wypożyczeń z innych uczelni, głównie z Politechniki Wrocławskiej. Znajdowały się wśród nich wydawnictwa referujące, takie jak: „Chemisches Zentralblatt”, „Chemical Abstracts”, „Referativnyj Żurnał”. Ze zbiorów encyklopedycznych należy wymienić: Beilsteins Handbuch der Organischen Chemie, Gmelins Handbuch der Anorganischen Chemie, Ullmanns Encyklopadie der Technischen Chemie.

Obecnie Biblioteka i Ośrodek Informacji Chemicznej posiada dwie czytelnie w „Starej Chemii” i „Nowej Chemii” (na fot.), oferujące 65 miejsc dla użytkowników; 8 miejsc to stanowiska komputerowe z dostępem do Internetu. Wg stanu na grudzień 2007, księgozbiór biblioteczny liczył 21 988 woluminów wydawnictw zwartych i 25 474 woluminy wydawnictw ciągłych. Biblioteka umożliwia dostęp do pełnotekstowych elektronicznych baz czasopism i baz danych on−line (w tym Chemical Abstracts i CrossFire Beilstein), zapewnia wszystkim zainteresowanym użytkownikom szkolenie indywidualne w zakresie wyszukiwania informacji oraz obsługi oferowanych w bibliotece baz danych. Za pośrednictwem Biblioteki Głównej PSz. zapewnia dostęp do takich baz, jak: Science Direct, Kluwer Academic Publishers, ACS, INSPEC i wielu innych.

W 2007 r. liczba odwiedzin w Bibliotece i Ośrodku Informacji Chemicznej wyniosła ponad 17 tys. Udostępniono 93 688 woluminów na miejscu i 17 197 woluminów w systemie wypożyczeń krótkoterminowych. Z baz danych skorzystało ponad 700 użytkowników.

Od początku działalności w BCh pracowało łącznie 37 osób na stanowiskach bibliotekarzy i 11 osób na stanowiskach magazynierów. Aktualnie w obu czytelniach zatrudnionych jest 5 bibliotekarek; 4 z nich mają wykształcenie wyższe chemiczne (są absolwentkami Wydziału Technologii i Inżynierii Chemicznej PSz.), a 2 ukończyły też podyplomowe studia z zakresu bibliotekoznawstwa i informacji naukowej.

Anna Gryta

Śląska Wyższa Szkoła Zarządzania im. gen. J. Ziętka w Katowicach

Najstarsza niepubliczna na Śląsku

ŚWSZ im. gen. Ziętka powstała w 1993 r. i jest najstarszą na Śląsku i 18. w Polsce szkołą niepubliczną. Działalność rozpoczynała prowadząc studia na jednym kierunku, mając niewiele ponad 100 studentów. Dziś prowadzi kształcenie na poziomie licencjackim i magisterskim na 7 kierunkach i 20 specjalnościach, a także studia podyplomowe.

Strukturę uczelni tworzą: Wydział Ekonomiczno−Społeczny, Wydział Techniki i Informatyki oraz Zamiejscowy Wydział Nauk o Zdrowiu w Tychach. W ŚWSZ kształci się ponad 5 tys. studentów, w tym 531 na studiach stacjonarnych, a 4550 na niestacjonarnych. W ciągu 15 lat mury uczelni opuściło 7 tys. absolwentów.

W ŚWSZ wykłada 237 nauczycieli akademickich, z których 86 zatrudnionych jest na etatach; 11 z nich to profesorowie tytularni, 22 – profesorowie nadzwyczajni, a 1 – prof. wizytujący. Uczelnia zatrudnia też 27 adiunktów, 11 asystentów i 14 starszych wykładowców.

Biblioteka ŚWSZ istnieje niemal od początku działalności uczelni. Obecnie udostępnia 42 222 pozycje. Wydawnictwo ŚWSZ istnieje od 1997 roku. Opublikowało 70 pozycji w łącznym nakładzie 27 200 egzemplarzy.

W ramach jubileuszu 15−lecia działalności uczelni odbywa się szereg konferencji naukowych i debat, m.in.: Szkolnictwo niepubliczne w krajach Grupy Wyszehradzkiej, Aglomeracja Śląska – uwarunkowania instytucjonalne i zadania, Wspólna Europa, IV Międzynarodowa konferencja Chromatografia jonowa nowoczesną metodą oznaczania anionów i kationów w wodach i ściekach oraz XI Konferencja Stowarzyszenia PR i Promocji Uczelni Polskich „Prom”.

(mit)

Państwowa Wyższa Szkoła Informatyki i Przedsiębiorczości w Łomży

Rozbudowa uczelni

Wiadomo już jak w niedalekiej przyszłości wyglądać będą budynki Instytutu Technologii Żywności Państwowej Wyższej Szkoły Informatyki i Przedsiębiorczości w Łomży, realizowane w ramach Programu Operacyjnego „Rozwój Polski Wschodniej”. Rozstrzygnięto konkurs na koncepcję architektoniczną rozbudowy uczelni. Sąd konkursowy nie przyznał I nagrody, stwierdzając, że złożone prace nie spełniły w pełni kryteriów dla jej uzyskania.

II nagrodę otrzymało Przedsiębiorstwo Wielobranżowe ARKON Jan Kabac z Białegostoku, którego koncepcja wyróżniała się konsekwentnie zrealizowanym projektowo osiowym układem funkcjonalnym budynków i otoczenia. Firma dostała zaproszenie do udziału w postępowaniu prowadzonym w trybie zamówienia z wolnej ręki o udzielenie zamówienia publicznego, polegającego na szczegółowym opracowaniu kompletnej dokumentacji projektowej budynków. III nagrodę otrzymała pracownia Inżynierowie i Doradcy Sp. z o.o. z Krakowa. Wyróżnienia zdobyły prace przedstawione przez Autorskie Studio Architektury Sp. z o.o. ze Strzyżowa oraz AUKETTFITZROYROBINSON Sp. z o.o. z Warszawy.

30 kwietnia uczelnia podpisała z Polską Agencją Przedsiębiorczości, która jest instytucją pośredniczącą w realizacji projektu, preumowę dotyczącą przygotowania projektu indywidualnego. Jej zapisy mówią nie tylko o harmonogramie poszczególnych etapów realizacji projektu, ale także określają szczegółowo jego wartość finansową. Całkowity koszt realizacji projektu „Rozwój infrastruktury uczelni wraz z halą laboratoryjną do nowoczesnego przetwórstwa rolno−spożywczego” wyniesie 46 mln zł. Przewidywany termin zakończenia realizacji budynków, wyposażenia hali dydaktyczno−laboratoryjnej oraz wyposażenia Instytutu Informatyki zaplanowany został na pierwszy kwartał 2013 roku.

Ewa Zawłocka

Instytut Katalizy i Fizykochemii Powierzchni PAN w Krakowie

40 lat minęło

Instytut Katalizy i Fizykochemii Powierzchni PAN w Krakowie jest jedyną samodzielną placówką w Europie Centralnej i jednym z niewielu istniejących na świecie ośrodków badawczych całkowicie poświęconych zagadnieniom katalizy i fizykochemii granic międzyfazowych. Za datę powstania instytutu przyjmuje się 1 stycznia 1968, kiedy jeden z siedmiu zakładów warszawskiego Instytutu Chemii Fizycznej PAN – Zakład Fizykochemii Zjawisk Powierzchniowych z siedzibą w Krakowie – przekształcił się w samodzielną placówkę Polskiej Akademii Nauk – Zakład Katalizy i Fizykochemii Powierzchni. Na jego czele stanął prof. Jerzy Haber, przejmując schedę po prof. Bohdanie Kamieńskim. W 1978 r. zakład został przekształcony w instytut. Jednym ze strategicznych celów działania IKiFP PAN jest integracja badań naukowych poświęconych katalizie i fizykochemii powierzchni, zarówno w skali kraju, jak i na arenie międzynarodowej.

IKiFP Pan zatrudnia 110 osób, w tym 11 etatów płatnych z grantów europejskich; 48 z nich ma status pracowników naukowych, z czego 17 jest samodzielnymi pracownikami naukowymi, a 12 ma tytuł profesora. Pracownicy zaangażowani w prace B+R (czyli ze stopniem doktora) to 81 osób.

Instytut posiada prawo nadawania stopnia doktora nauk chemicznych oraz prawo habilitowania w tej dziedzinie. W 1999 r. przy instytucie powstało Międzynarodowe Studium Doktoranckie, prowadzone wspólnie z Wydziałem Inżynierii i Technologii Chemicznej Politechniki Krakowskiej i Wydziałem Chemicznym Politechniki Rzeszowskiej. Obecnie kształci się w nim 25 doktorantów. Instytut przyjmuje studentów na staże oraz umożliwia im przygotowanie prac dyplomowych. Aktualnie dyplomy robi w IKiFP PAN 8 magistrantów z Wydziału Chemii UJ z kierunku chemia i ochrona środowiska oraz z Wydziału Inżynierii Materiałowej i Ceramiki AGH. Staże w instytucie odbywa 6 osób z tych jednostek oraz z Wydziału Chemii Politechniki Gdańskiej.

Obszar badań pracowników IKiFP to głównie procesy przebiegające na granicy faz ciało stałe/ciecz i gaz/ciecz oraz zjawiska zachodzące na granicy faz ciało stałe/gaz, mające zasadnicze znaczenie dla zrozumienia działania katalizatorów heterogenicznych. Pracownicy instytutu koncentrują się na badaniu procesów katalitycznych, flotacyjnych i adsorpcyjnych. Rezultat badań to 684 publikacje i 9108 cytowań w okresie 2001−07. W tym czasie pracownicy instytutu wygłosili na konferencjach w kraju i za granicą 172 referaty plenarne i zapraszane. Obecnie w laboratoriach IKiFP PAN realizowane są, obok badań statutowych, 33 granty krajowe oraz 21 europejskich.

Od początku swego istnienia IKiFP PAN organizuje corocznie Ogólnopolskie Kolokwium Katalityczne. Placówka dysponuje własną siedzibą o interesującej architekturze i powierzchni użytkowej 2900 m2.

Kataliza dla społeczeństwa

W dniach 11−15 maja odbyła się w Krakowie Międzynarodowa Konferencja Catalysis for Society, której celem, poza wymianą informacji o postępie prac naukowych w zakresie katalizy, było zademonstrowanie opinii publicznej roli i znaczenia zjawiska katalizy w życiu codziennym. To międzynarodowe wydarzenie zostało wplecione w tradycję Ogólnopolskich Kolokwiów Katalitycznych, które, organizowane corocznie od początku istnienia Instytutu Katalizy i Fizykochemii Powierzchni PAN, podobnie jak placówka, święciły 40. urodziny.

Głównym wątkiem przewijającym się przez wystąpienia prelegentów było przekonanie, że dalszy harmonijny rozwój zdolności produkcyjnych ludzkości jest w ogromnym stopniu uzależniony od rozwoju katalizy, która stanowi podstawę większości procesów i technologii związanych z przemysłem chemicznym, farmaceutycznym, spożywczym, papierniczym, produkcją energii czy wytwarzaniem zaawansowanych materiałów. Tym samym, badania w dziedzinie katalizy to klucz do poprawy jakości życia oraz odwrócenia niekorzystnych skutków ubocznych rozwoju cywilizacyjnego związanych z degradacją środowiska. Szczególną rolę odgrywa projektowanie nowoczesnych materiałów katalitycznych – dziedzina wybitnie interdyscyplinarna, w której postęp może być osiągnięty jedynie dzięki bardzo głębokiej znajomości chemii, fizyki, biochemii i inżynierii materiałowej. Ze względu na konieczność wielopoziomowej integracji w projektowaniu katalizatorów, od poziomu atomowego (centrum aktywne i jego koordynacja), poprzez skalę nano (supramolekularna architektura wokół centrum aktywnego), do skali mikro (topologia centrów aktywnych, dystrybucja nanostruktur w układach nanokompozytowych), niezbędnym warunkiem realizacji badań jest dostęp do zaawansowanych, często unikatowych technik diagnostycznych.

Wśród ponad 300 naukowców z całego świata, którzy uczestniczyli w konferencji, był prof. Gerhard Ertl z Niemiec (na fot. pierwszy z lewej), laureat Nagrody Nobla z roku 2007. Spotkał się on z młodzieżą krakowskich szkół średnich, studentami i doktorantami. Podczas spotkania wywiązała się ożywiona dyskusja, a na zakończenie uczestnicy mogli się sfotografować z Noblistą.

(maw)

Copernicus po raz drugi

14 maja po raz drugi wręczono polsko−niemiecką Nagrodę Naukową Copernicus. Doc. dr hab. Andrzej Sobolewski z Instytutu Fizyki PAN w Warszawie i prof. Wolfgang Domcke z Wydziału Chemii Politechniki Monachijskiej otrzymali ją za wybitne osiągnięcia naukowe, będące rezultatem trwającej od ponad dwudziestu lat współpracy. Wiele spośród ich badań z zakresu fotochemii ma fundamentalne znaczenie dla szeroko rozumianych nauk o życiu. Laureaci zidentyfikowali i scharakteryzowali mechanizm odpowiedzialny za odporność na promieniowane nadfioletowe (UV) podstawowych struktur biologicznych takich jak DNA i białka. Odkrycie to ma przełomowe znaczenie dla badań nad początkami życia na ziemi. Odkryty przez doc. Sobolewskiego i prof. Domcke mechanizm został nazwany scenariuszem Sobolewskiego−Domcke. Ta nazwa zaś stała się swoistą „marką” polsko−niemieckiej współpracy badawczej prowadzonej przez obu uczonych.

Nagroda COPERNICUS jest wspólnym przedsięwzięciem Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (FNP) i Deutsche Forschungsgemeinschaft (DFG). Celem nagrody jest wyróżnienie najbardziej aktywnych uczestników polsko−niemieckiej współpracy naukowej, którzy mogą się wykazać wybitnym dorobkiem badawczym będącym rezultatem tej współpracy, jak również znaczącymi sukcesami w promowaniu młodej kadry badawczej. Nagroda przyznawana jest dwóm współpracującym ze sobą uczonym – z Polski i z Niemiec. Wysokość nagrody wynosi 50 tys. euro, po 25 tys. euro dla każdego z laureatów. Nagroda COPERNICUS przyznawana jest raz na dwa lata. Po raz pierwszy wręczono ją w maju 2006 r. w Berlinie.

(pik)

Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie

Nagrody dla publikacji MNiSW

Coraz mniej wydawców akademickich uczestniczy w Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie. W 53. edycji targów w dniach 15−18 maja zmieścili się oni w niedużej Sali im. H. Mikołajskiej (choć kilka stoisk zajęli w niej także inni wydawcy). Tuż obok, w Sali im. J. Korczaka, miało swoje stoisko – chyba największe wśród stoisk oficyn akademickich – Wydawnictwo UMCS. Jak już wspominam o „naj”, to najładniejsze, moim zdaniem, stoisko zaprezentowało Wydawnictwo UMK.

Gościem honorowym MTK był Izrael, który tę pozycję zawdzięczał 60−leciu utworzenia państwa. Niestety, ekspozycja izraelska, o ile można ją nazwać ekspozycją, zawiodła. To nie była prezentacja publikacji i możliwości wydawniczych, ale rodzaj artystycznej prezentacji. W ładnej scenografii odbywały się spotkania, m.in. z pisarzami z Izraela. Szkoda, że nie zorganizowano przynajmniej wystawy izraelskich publikacji w języku polskim. Akcent izraelski znalazłem natomiast na stoiskach wydawców uczelnianych – Wydawnictwo Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza z inicjatywy Instytutu Orientalistycznego UAM przygotowało elektroniczny Słownik hebrajsko−polski z indeksem polsko−hebrajskim z nagraniem głosu lektorki z Tel Awiwu.

Dla większości wydawców akademickich targi książki to okazja do bezpośredniej sprzedaży książek czytelnikom oraz kontaktu z bibliotekarzami. I w tym środowisku trafiają się jednak prawdziwie targowe wydarzenia. Wspomniane już Wydawnictwo UAM zaprezentowało książkę Radosława Okulicz−Kozaryna Litwin wśród spadkobierców Króla Ducha, która zainteresowała wydawcę z Litwy. Prowadzone są rozmowy nt. sprzedaży licencji na tłumaczenie i wydanie pracy na Litwie.

Pytałem wydawców ze szkół wyższych, czy ulokowanie ich stoisk w Sali Mikołajskiej nie jest swego rodzaju degradacją. Dawniej bowiem duża część stoisk akademickich znajdowała się w centralnym miejscu głównego sektora targów. Niektóre oficyny, jak np. Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zajmowały od lat to samo tradycyjne miejsce. A w tym roku – zmiana. Jednak raczej nie spotkałem się z wyraźnym narzekaniem. Przy stoiskach niemal cały czas kłębił się tłum czytelników. Wyraźnie widać było za to, że na warszawskich wiosennych targach brakuje wydawców z uczelni prywatnych – to zapewne za droga impreza. Akcenty akademickie spotkać można było także poza „wyznaczonym” sektorem w Sali Mikołajskiej. ABE Marketing, dystrybutor zagranicznych wydawnictw naukowych, zajął duże stoisko w eksponowanym miejscu, prezentując bogatą ofertę reprezentowanych przez siebie naukowych oficyn z zagranicy. Własne stoisko miało Oxford University Press. Znakomicie zaprezentowali się Ukraińcy – nie zabrakło stoisk tamtejszej Akademii Nauk i uczelni. Czyżby w tym ostatnim przypadku skutkowało pozytywne doświadczenie z ubiegłego roku, gdy Ukraina była gościem honorowym?

Akcenty akademickie pojawiły się również na stoisku Wydawnictwa Prószyński i S−ka, gdzie prof. Jadwiga Staniszkis podpisywała książkę Ja. Próba rekonstrukcji, a prof. Andrzej Paczkowski nowe wydanie słynnej Wojny polsko−jaruzelskiej. Na stoisku Wydawnictwa Archidiecezji Lubelskiej GAUDIUM prof. Zdzisław Najder podpisywał książkę Polskie zaplecze Josepha Conrada−Korzeniowskiego. Podobnych wydarzeń było podczas 53. MTK wiele.

Niespodziewany akcent akademicki zdarzył się podczas Konkursu Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek na Najpiękniejsze Książki Roku, który tradycyjnie rozstrzygany jest w trakcie Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie. Wśród najpiękniejszych książek roku 2007 znalazły się dwie publikacje Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Sąd Konkursowy przyznał serii „What the Polish Have Given to the World” z tekstami Małgorzaty Strzałkowskiej, w opracowaniu graficznym Grażyny Lange i z ilustracjami Grażyny Lange, Moniki Hanulak oraz Anny Niemierko pierwszą nagrodę w kategorii druków specjalnych i bibliofilskich. W kategorii książki matematyczne, przyrodnicze i techniczne wyróżniono również publikację Polish Materials Research, zaprojektowaną przez Macieja Buszewicza.

(pik)

Uniwersytet Szczeciński

Spotkania z Książką Akademicką

W wyniku rozmów przedstawicieli Targów w Krakowie S.A. (organizatora Targów Książki w Krakowie i konkursu o Nagrodę im. Jana Długosza) z reprezentantami Stowarzyszenia Wydawców Szkół Wyższych zrodziła się idea powołania Spotkań z Książką Akademicką. Pierwsza ich edycja odbyła się w dniach 23−25 kwietnia. – Szczecin nie wyróżnia się na czytelniczej mapie Polski. Staramy się tę sytuację zmienić i chętnie podchwyciliśmy inicjatywę stowarzyszenia i Targów w Krakowie – mówi Edyta Łongiewska−Wijas, dyrektor Wydawnictwa Uniwersytetu Szczecińskiego, które zajęło się organizacją „Spotkań” w Szczecinie.

W budynku Wydziału Humanistycznego stanęło około 20 stoisk, na których swoją ofertę prezentowało ponad 40 wydawców. Stoiska zbiorcze należały do Stowarzyszenia Wydawców Szkół Wyższych, które reprezentowało kilka wydawnictw uczelnianych oraz Książnicy Pomorskiej, która zaprosiła wydawców z Pomorza Zachodniego. Wystawcy i organizatorzy zapewnili odwiedzającym bogaty program towarzyszący. Oprócz spotkań autorskich – najbardziej postarało się Wydawnictwo DiG, które zaprosiło na „Spotkania” autorów aż czterech swoich publikacji – odbyły się dwa panele dyskusyjne i prezentacja urządzeń do druku cyfrowego.

Konstelacje jubileuszowe – z obowiązku czy w hołdzie? – to tytuł pierwszej debaty, prowadzonej przez prof. Ingę Iwasiów. Prowokacyjne pytanie doczekało się dość nieoczekiwanych odpowiedzi. Sławomir Górzyński z Wydawnictwa DiG zauważył, że propozycja napisania artykułu do księgi pamiątkowej jest dla autora zaszczytna. Prof. Iwasiów twierdzi, że „księgi to nie tylko element instytucjonalny, ale często okazja do zrobienia przeglądu określonej dziedziny wiedzy”. Dodaje też, że mają znaczenie integrujące dla środowisk naukowych. – Czasy, gdy do takich publikacji trafiały przypadkowe teksty, odrzucone gdzie indziej, dawno już minęły – dodaje Iwona Maruszewska−Wegner, dyrektor Wydawnictwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Jej zdaniem, księgi jubileuszowe to także wyzwanie dla wydawcy – zamawiający oczekują bowiem interesującego opracowania graficznego. Cena odzwierciedla włożony w publikacje trud, a mimo to wiele z tych publikacji nieźle się sprzedaje. Księgi drukuje się nie tylko dla poszczególnych uczonych, ale także z okazji jubileuszów uczelni, jak to miało miejsce w ostatnich latach w UJ, UAM i UWr.

Drugi z paneli prowadzonych przez prof. Iwasiów dotyczył tzw. literatury akademickiej. Tłem i podstawą debaty był poświęcony temu zagadnieniu numer szczecińskich „Pograniczy”. Paneliści zauważyli, że w Polsce nie ma literatury akademickiej. – Jednym z powodów jest obawa, że książka może być odczytana w środowisku jako powieść z kluczem – mówi prof. Iwasiów. Oba panele zgromadziły pełną salę zainteresowanych. Podobnie jak spotkanie z prof. Ewą Kraskowską, autorką książki Czytelnik jako kobieta. Wokół literatury i teorii, opublikowanej przez Wydawnictwo Naukowe UAM w Poznaniu.

Dużym zainteresowaniem wydawców cieszyły się prezentacje druku cyfrowego na sprzęcie Konica−Minolta. Druk cyfrowy zyskuje coraz więcej zwolenników w tym środowisku, o czym świadczą zakupy takiego sprzętu przez wydawnictwa ze szkół wyższych.

Grażyna Grabowska, prezes Targów w Krakowie, o pierwszej edycji „Spotkań” mówi: – To nie był sukces komercyjny. Jednak nadal jesteśmy przekonani o słuszności samej koncepcji prezentowania trudnej literatury naukowej bezpośrednio w ośrodkach akademickich. Dużo się nauczyliśmy i jeśli wydawcy zechcą, jesteśmy gotowi ten pomysł realizować w kolejnych miastach.

– To coś innego niż targi, ale i coś więcej niż kiermasz – podsumowuje „Spotkania” Edyta Łongiewska−Wijas. Na razie nie wiemy, jaki ośrodek akademicki podejmie się organizacji przyszłorocznej edycji imprezy.

(pik)

CO W PRASIE PISZCZY?

Fikcja masowych studiów

Opublikowane w listopadzie wyniki badań PISA (Programu Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów) mówią niby, że średnia jakość wykształcenia uczniów szkół ponadpodstawowych lokuje Polskę powyżej średniej OECD, ale ta średnia bierze się jedynie z tego, że mamy bardzo niewielu uczniów bardzo słabych. Bo uczniów dobrych i bardzo dobrych, tych, w których dalszą edukację rzeczywiście warto inwestować, jest w Polsce wielokrotnie mniej niż w zdecydowanej większości krajów rozwiniętych.

Mając tak niewielu młodych ludzi, których warto dalej kształcić, powinniśmy koncentrować środki w najlepszych wydziałach paru przyzwoitych uczelni. Kształcić absolwentów, którzy potrafią potem realizować się w różnych dziedzinach, być może również bardzo odległych od kierunku wykształcenia. Żeby, jak w Cambridge, nie dziwiły osoby, które ukończyły studia humanistyczne, a potem są szanowanymi audytorami lub z sukcesem zakładają firmy tworzące wyrafinowanie oprogramowanie. Tylko tacy ludzie mogą tworzyć „knowledge based economy”.

(...)

Tej zaś części młodzieży, która zrobiłaby lepiej, ucząc się jakiegoś rzemiosła, nie powinniśmy mamić bajkami o dyplomie, lecz uczciwie powiedzieć, że dobry hydraulik zarobi więcej niż absolwent kiepskich studiów. Zamiast tego, w imię oderwanych od rzeczywistości politycznych sloganów, zbudowano fikcję studiów masowych. Z której to fikcji nasi liczni koledzy odnoszą zupełnie niefikcyjne korzyści. Ale zajęci – na kilku etatach – udawaniem, że uczą, porzucają marzenia o naukowej pogoni za światem. (Jerzy Marcinkowski, Kamil Kulesza, Uniwersytet Potiomkinowski obiecuje innowacje, „Rzeczpospolita”, 18.04.2008)

Czubek góry lodowej

Prawo mamy teraz wystarczająco dobre, żeby walczyć z nierzetelnością naukową. To przestępstwo, które prawnie się przedawnia po kilku latach, ale dyscyplinarnie nie ma już przedawnienia na uczelni. Nowa ustawa Prawo o szkolnictwie wyższym nakłada na rzecznika dyscyplinarnego uczelni obowiązek wszczęcia postępowania wyjaśniającego z urzędu. (...)

Żaden z dotychczasowych ministrów nauki nie powołał biura rzetelności naukowej, które działa od kilkunastu lat np. w USA, Danii, Niemczech. Teraz powołano je w Chinach, w których popełnia się najwięcej plagiatów i naukowych nadużyć na świecie (...)

Musi powstać biuro rzetelności naukowej jako osobna komórka podlegająca ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego. Trzeba też zreformować Centralną Komisję i dać jej większe uprawnienia do kontroli i walki z nadużyciami w nauce. Osobnym problemem jest duża grupa profesorów uczelnianych, która habilitacje uzyskała w ostatnich 10−15 latach w krajach dawnego RWPG i do „nauki” weszła na podstawie zaświadczeń z ministerstwa, czyli tylnymi drzwiami. Część z nich można porównać do marcowych docentów...

Plagiaty, które się wykrywa, to czubek góry lodowej. Na ogół o plagiacie wykrytym na uczelni wie niewiele osób. Środowisko zwykle trzyma to w ścisłej tajemnicy. Uczelnie bardzo często utrudniają mi dostęp do konkretnych informacji, które według prawa są jawne. Tłumaczą się np. bezzasadnie ustawą o ochronie danych osobowych, szukają różnych kruczków prawnych. Jak mi odmawiają, to składam pozwy sądowo−administracyjne. Myślę, że w ciągu kilku lat ścieżki dostępu zostaną przetarte. Jednak walką z nierzetelnością naukową musi się zająć instytucja. Jeden człowiek nie da rady. (Dr Marek Wroński w rozmowie z Adamem Leszczyńskim, Siódme: nie plagiatuj, „Gazeta Wyborcza”, 2−4.05.2008)