ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl


Nawet największe odkrycie naukowe, nieupublicznione, nie będzie miało wpływu na rzeczywistość. Dlatego tak ważnym czynnikiem jest publikowanie prac naukowych w czasopismach o możliwie najszerszym zasięgu.

ocena dorobku

Lucjan Pawłowski

Każdy system oceny dorobku naukowego budzi niezadowolenie jakiejś grupy, a że naukowcy zawodowo posługują się piórem, oddźwięk w środkach masowego przekazu jest duży. Prawdą jest, że w historii polskiej nauki nie było tylu zmian, co po roku 1989. Może to sugerować, że do głosu dochodzi coraz to inna grupa i walczy o realizację swoich partykularnych interesów.

W przeszłości funkcjonował klarowny system awansów. Asystentem zostawało się po uzyskaniu stopnia magistra, adiunktem po doktoracie, docentem po habilitacji i wreszcie profesorem po uzyskaniu tytułu. Likwidacja stanowiska docenta i wprowadzenie stanowiska profesora nadzwyczajnego, na które mianuje rektor, przyspieszyło, co prawda, „rozwój kadry”, bo w kilka miesięcy liczba „profesorów” się zwielokrotniła, ale równocześnie obniżyły się wymagania. Poważne uczelnie stosowały ostrzejsze kryteria przy powoływaniu na stanowiska profesora nadzwyczajnego, ale im uczelnia słabsza, tym kryteria stawały się łagodniejsze. W konsekwencji mamy „profesorów”, którzy nie mają w swoim dorobku ani jednej pracy opublikowanej w porządnym czasopiśmie. Nie powinno to dziwić, ponieważ większość ludzi, w tym także naukowców, płynie niczym woda w rzece. Źle uregulowana rzeka grozi powodzią.

W przypadku nauki takimi obwałowaniami determinującymi zachowania jej pracowników są kryteria awansu naukowego oraz kryteria przyznawania środków na badania. Choć wciąż pojawiają się uwagi krytyczne, postaram się udowodnić, że KBN, a potem Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, udoskonalając kryteria w tzw. ocenie parametrycznej przyczyniły się do pozytywnych zmian w nauce polskiej.

Regulacja rzeki

Mówiąc górnolotnie, uczeni dążą do coraz dokładniejszego poznania i opisu rzeczywistości, wpływając poprzez odkrycia naukowe na wciąż zmieniającą się cywilizację ludzką. Jednak nawet największe odkrycie naukowe, nieupublicznione, nie będzie miało wpływu na rzeczywistość. Dlatego tak ważnym czynnikiem jest publikowanie prac naukowych w czasopismach o możliwie najszerszym zasięgu. Z historii nauki znamy wiele przykładów, kiedy to słabo rozpropagowane odkrycie pozostało nieznane, aż do ponownego odkrycia przez kolejnego uczonego, który potrafił je upowszechnić.

Wielkie odkrycia zdarzają się nieczęsto. W większości przypadków my – naukowcy, niczym murarze, mozolnie dokładamy pojedyncze cegiełki w ciągle budowanym gmachu wiedzy. Rzecz w tym, aby te nasze polskie cegiełki były możliwie dobrej jakości. Tym bardziej, że znajdujemy się w nowej sytuacji. Szybko postępująca integracja w obrębie Unii Europejskiej powodować będzie konieczność weryfikacji jakości naszych badań co najmniej na poziomie europejskim.

Wadą poprzedniego systemu ocen jednostek naukowych było to, że można było uzyskać dobrą lokatę za setki bezwartościowych pseudopublikacji na lokalnych konferencjach. Aby temu zapobiec, wprowadzono bardzo dobrą zasadę, że do oceny bierze się liczbę prac równą podwójnej liczbie pracowników. W tym systemie masowa bylejakość nie opłaca się i obserwuje się ciągły wzrost publikacji w coraz to lepszych czasopismach. W ten sposób następuje stopniowe umiędzynarodowienie badań, nawet tam, gdzie wcześniej kwitły jedynie nadwiślańskie „odkrycia”.

Przez dwa lata pracowałem w Australii, w Commonwealth Scientific and Industrial Research Organization, rządowym ośrodku badań naukowych mających za zadanie wspomaganie rozwoju Australii. W ocenie jednostek organizacyjnych CSIRO liczyły się tylko publikacje w dobrych czasopismach międzynarodowych i patenty. Nikt nie pytał, co ma Australia z publikacji w czasopismach międzynarodowych, gdyż było oczywiste, że badania prowadzone na wysokim poziomie, weryfikowane poprzez recenzentów dobrych czasopism naukowych, kształtują twórczy potencjał ludzki, który równolegle tworzy bazę informacyjną o najnowszych osiągnięciach i know−how.

Nie ma lepszej metody weryfikacji potencjału twórczego zespołu naukowego niż poprzez liczbę publikacji na forum międzynarodowym. Powiem więcej, również zespoły naukowe pracujące w koncernach, zdawałoby się nastawione wybitnie na badania utylitarne, publikują sporo prac o charakterze podstawowym; np. podstawy teoretyczne znanej mi wymiany jonowej, procesu stosowanego w wielu gałęziach przemysłu, zostały opracowane przez uczonych pracujących w laboratoriach przemysłowych: R. Kunina w Rohm and Haas, F. Helffericha w Shell, B.A. Bolto w CSIRO oraz E. Glueckauf w ośrodku badań jądrowych Harwell. Każdy z nich jest autorem monografii o podstawowym znaczeniu dla teorii wymiany jonowej, a zarazem ma na swoim koncie wprowadzenie do produkcji nowych technologii.

Między bajki należy włożyć głoszone w Polsce hasła, że w wyniku badań stosowanych nastąpi przełom technologiczny. Do tego brak całej infrastruktury. Nawet gdyby pojawiły się epokowe, nowe technologie, obecna polska gospodarka nie jest w stanie ich zaabsorbować. Nie oznacza to jednak, że badania naukowe nie wywierają wpływu na rozwój kraju.

Truizmem jest twierdzenie, że o przyszłości Polski zadecydują absolwenci wyższych uczelni, zdolni do wydajnej, twórczej pracy zarówno w gospodarce, jak i w administracji państwowej i samorządowej. Użyłem określenia „twórcza praca”, bo szybko zmieniające się, o rosnącej złożoności stanowiska pracy wymagać będą pracowników twórczych, z inwencją, bo tylko tacy, a nie odtwórczy wyrobnicy, mogą nawiązać kontakt z szybko postępującą w świecie technologią. Jestem przekonany, że twórczego podejścia do pracy może nauczyć tylko nauczyciel akademicki, który sam uprawia twórczość weryfikowaną na forum międzynarodowym poprzez publikacje prac w czasopismach międzynarodowych. Poddanie publikowanych prac pod osąd środowiska międzynarodowego gwarantuje, że zawierają one elementy nowości naukowej. Takiej weryfikacji nie zapewniają czasopisma wydawane w Polsce, nawet te z „listy filadelfijskiej”, jeśli nie korzystają z recenzentów zagranicznych.

W mojej ocenie opracowana przez MNiSW lista czasopism wyraźnie promuje badania przeprowadzone na wysokim poziomie i tym samym sprzyja podnoszeniu poziomu badań prowadzonych w Polsce. Jest jak nieźle uregulowane koryto rzeki, kieruje coraz większy strumień naukowców w kierunku badań weryfikowanych na forum międzynarodowym.

Jakość kadry

Nie podzielam opinii, że w nauce polskiej dzieje się coraz gorzej. Pomimo stosunkowo małych nakładów na naukę, coraz większa liczba zespołów naukowych stara się znacznie lepiej wypaść w ocenie parametrycznej MNiSW. Pozostaje wyrazić nadzieję, że będzie szybko malała liczba malkontentów, którzy zamiast starać się sprostać rosnącym wymaganiom jakości publikacji, krytykując system, chcą go dostosować do swoich lokalnych osiągnięć.

Szkoda, że w przypadku awansów naukowych nie ustalono jednoznacznego kryterium minimalnej liczby prac opublikowanych w międzynarodowych czasopismach, poniżej którego uzyskanie poszczególnych stopni w karierze naukowej byłoby niemożliwe. Brak takiego jasnego kryterium powoduje, że wymagania co do jakości dorobku naukowego znacznie różnią się w zależności od sekcji CK. W środowisku naukowym głośno jest o jednej z dyscyplin, gdzie bardzo mocny i zarazem mało wymagający „lider” doprowadził do tego, że w dyscyplinie tej wypromowano w ostatnich 2 latach tyle habilitacji, co we wszystkich innych razem wziętych.

Tymczasem jakość kadry naukowej, kreowanej na podstawie weryfikowalnych w skali międzynarodowej publikacji świadczących o jej twórczych umiejętnościach, moim zdaniem, ma podstawowe znaczenie dla rozwoju Polski. System kształcenia na poziomie wyższym po roku 1989 wyraźnie przeżywa regres. W uczelniach publicznych, z powodu ciągłych pseudoreform w kształtowaniu kadry nauczającej, obniżeniu uległa jej jakość, co odbija się negatywnie na wyrabianiu twórczych nawyków u studentów. Wypada zapytać, jakie wartości niesie wprowadzona ostatnio zmiana nazwy szkół wyższych? Czy gdybyśmy wszystkich profesorów jednego dnia mianowali na członków PAN, to automatycznie podniósłby się poziom polskiej nauki?

O ile jednak, mimo wszystko, na studiach dziennych w uczelniach publicznych kształcimy przyzwoicie, to nie można już tego powiedzieć o studiach zaocznych, które traktowane są jako źródło dochodów umożliwiających domknięcie budżetu – wobec niedofinansowania uczelni z budżetu państwa. Taki sam poziom, jak na studiach zaocznych w szkołach publicznych, reprezentuje większość uczelni niepublicznych, gdzie porządne laboratoria należą do rzadkości, a kadra stanowiąca minimum programowe pojawia się od święta. Zdarza się, że wykład jest odtwarzany z taśmy wideo. W konsekwencji wzrost skolaryzacji na poziomie wyższym ma charakter wirtualny, gdyż znacząca część dyplomów nie tyle zastała wypracowana, ile kupiona za czesne.

Konkurencja i współpraca

Ostatnio przedstawiciele dużych uczelni, w wyścigu do skromnych środków przeznaczanych przez państwo na uniwersytety, starają się przeforsować zasadę uniwersytetów flagowych. Ich wprowadzenie oznaczałoby marginalizację uczelni mniejszych, odgrywających istotną rolę w rozwoju regionalnym. Wystarczy popatrzeć na regionalne ośrodki akademickie, aby dostrzec ich rolę w rozwoju kulturalnym i gospodarczym mniejszych miast. Marginalizacja tych ośrodków z pewnością spowolni rozwój poszczególnych regionów Polski. Pojawia się retoryczne pytanie, czy chodzi o to, aby niedorozwój całych regionów był dziedziczny?

Drugim, ostatnio modnym zawołaniem jest wzywanie do konkurencyjności, jako panaceum na jakość. Autorzy tej koncepcji chyba nie zetknęli się z badaniami prowadzonymi na wysokim poziomie międzynarodowym. W tych badaniach niezbędna jest współpraca dużej liczby zespołów pochodzących z wielu krajów. Konkurencja jest zaprzeczeniem współpracy. Konkurencja wymaga zachowania tajemnicy, aby wypaść lepiej. Nauka to ciągłe rozpoznawanie nieznanego, tu istotne znaczenie ma swobodna wymiana informacji na temat nawet wstępnych koncepcji.

Przed laty, współpracując z biurem projektów BIPROWOD, pracowałem nad nowymi technologiami oczyszczania ścieków i uzdatniania wody. Początkowo każdy koncentrował się na swojej idei dopracowując ją do pełnego projektu autorskiego, najczęściej kończącego się zgłoszeniem patentowym. Po pewnym czasie przyjęliśmy zasadę, że zgłoszenia patentowe robimy wspólnie. Znikło współzawodnictwo, a zaczęła się współpraca, każdy bez obawy o utratę autorstwa patentu dzielił się nawet wstępnymi koncepcjami, które następnie były przez innych rozwijane. W konsekwencji liczba zgłoszeń patentowych wzrosła ponadtrzykrotnie. To tej współpracy zawdzięczam współautorstwo ponad 90 patentów. Tak więc konkurencja niekoniecznie musi wywołać przyspieszenie uzyskiwania pożądanych rezultatów badań naukowych.

Prawdą jest, że w polskiej nauce mamy dużo bylejakości. Każda uczelnia jeszcze do niedawna wydawała własne zeszyty naukowe, które miały minimalny zasięg. Zbyt często jedynymi czytelnikami byli autorzy opublikowanych prac. I właśnie ostatnie kryteria MNiSW, utworzone do oceny jednostek naukowych, powoli eliminują tego typu negatywną działalność. Jest to właściwa droga.

Międzynarodowe kryteria

Korzystne byłoby, moim zdaniem, ustalenie przez CK, wzorem szeregu krajów rozwiniętych, pewnych minimów w liczbie publikacji w czasopismach wydawanych przez międzynarodowych wydawców, przy awansach na stopnie i tytuł naukowy. Zdarza się bowiem, szczególnie po ostatniej „reformie”, że niektórzy doktorzy habilitowani nie mają w swoim dorobku ani jednej pracy opublikowanej w poważnym czasopiśmie międzynarodowym. A jest to jedyne niezależne forum, na którym można w sposób całkowicie obiektywny weryfikować wartość publikacji. Jednoznaczne kryteria, oparte na liczbie publikacji w czasopismach międzynarodowych, mogą zapewnić podniesienie jakości badań naukowych oraz kreować kadrę o porównywalnym do innych krajów potencjale twórczym. Pojawią się tutaj głosy, że moja propozycja nie uwzględnia innych zasług. Prawda, nie uwzględnia. Ale za to system staje się bardzo przejrzysty, odporny na różnego rodzaju koterie, wszakże nie da się załatwić po znajomości publikacji w dobrym czasopiśmie międzynarodowym. Natomiast honorowanie za inne, niekiedy też ważne osiągnięcia, należałoby oddzielić od awansów naukowych. Istnieje cały arsenał środków, takich jak nagrody różnego szczebla, odznaczenia państwowe itp., pozwalających docenić inne osiągnięcia. Jeśli chcemy wychować kadrę naukową umiejącą się poruszać w nauce o międzynarodowym wymiarze, nie da się tego zrobić bez odniesienia do kryteriów międzynarodowych.

Reformatorzy nauki polskiej często odwołują się do USA. Co prawda nie ma tam habilitacji, ale awans na kolejne stanowisko odbywa się na podstawie publikacji w czasopismach o zasięgu międzynarodowym. Recenzowałem kilkanaście takich wniosków. W każdym z nich kandydat na stanowisko associate professor, odpowiednik naszej habilitacji, legitymował się co najmniej kilkunastoma publikacjami w czasopismach międzynarodowych. Dopiero na podstawie takiego dorobku recenzent miał za zadanie określić „wkład do nauki”. Jeszcze ostrzejsze kryteria przy awansach stosowane są w CSIRO, w Australii. A nawet w krajach rozwijających się, jakimi są Indie, wymagane jest minimum publikacji w czasopismach międzynarodowych. Dopiero po spełnieniu kryterium ilościowego rozpoczyna się ocenę „wkładu do nauki”.

przyspieszenie

W Polsce, po ostatnich zmianach, nastąpiło obniżenie poziomu habilitacji w szeregu dyscyplin. W propozycji minister Kudryckiej można się także dopatrzyć próby zaradzenia spadkowi poziomu rozpraw naukowych. Czy koniecznie jednak należy się silić na zmianę nomenklatury i wprowadzać dziwolągi w postaci „doktora certyfikowanego” i czy zgodnie z wielowiekową tradycją nie mógłby to być w dalszym ciągu stopień naukowy doktora habilitowanego przyznawany przez CK na podstawie powiedzmy co najmniej kilkunastu publikacji w czasopismach międzynarodowych? W przypadku nauk humanistycznych warunkiem niezbędnym powinna być książka. Określenie minimum ilościowego jest niezbędne, aby uniknąć tego, co się dzieje w dyscyplinie, o której wspomniałem wcześniej.

I jeszcze jedna uwaga. Mówi się o przyspieszeniu uzyskiwania kolejnych stopni, aby zapewnić możliwość kierowania badaniami przez młodych naukowców, zapominając, że taka możliwość istnieje od lat. Każdy, kto uzyskał grant w drodze gorzej lub lepiej przeprowadzonego postępowania konkursowego, ma możliwość samodzielnego kierowania badaniami. Kierowanie grantami przez młodych doktorów zdarza się np. w inżynierii środowiska nawet częściej niż przez profesorów, pod warunkiem wszakże, że kierownik grantu legitymuje się dorobkiem naukowym gwarantującym uzyskanie wartościowych wyników. Nie przypominam sobie przypadku – a brałem udział w pracach wielu zespołów oceniających – aby doktor, mający w dorobku kilka publikacji w czasopismach międzynarodowych, w dyscyplinie inżynieria środowiska nie otrzymał grantu.

Pojawia się przypuszczenie, że hasło przyspieszenia nadawania stopni, wynika nie z troski o stworzenie młodej kadry do zarządzania badaniami, ale raczej chodzi o zapewnienie minimum kadrowego dla rozplenionych ponad przyzwoitość różnego rodzaju uczelni niepublicznych, nierzadko o egzotycznych nazwach.

Prof. dr hab. Lucjan Pawłowski jest dziekanem Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Lubelskiej, członkiem Europejskiej Akademii Nauki i Sztuki, honorowym profesorem Chińskiej Akademii Nauk oraz wiceprzewodniczącym Komitetu Inżynierii Środowiska PAN.


Komentarze

  Autor: Ozjasz
  Data: 2008.09.12 22:51

eco666, Jesteś zagubiony.Jeśli nie zrozumiesz, że żeby zostać doktorem, doktorem hab., profesorem trzeba spełnić wymagania ustawy o stopniach i tytułach naukowych a nie być wybitnym i ustalać własne kryteria i podawać najczęściej dorobek jako najważniejsze, czytałeś ustawę???Jesli nie to przeczytaj i wypełniaj punkt po punkcie.Tam nic nie pisze o liście filadelfijskiej i innych kryteriach mądrości, zdolnościach i odkryciach.Masz naprawdę nieprzychylne środowisko, że nikt ci nie podpowiedział, że recenzent szuka odpowiedzi na pytania zawarte w paragrafach ustawy bo na końcu musi napisać, że spełniasz te wymagania i cała habilitacja to spełnienie wymagań ustawy
Przykład??Napisałeś 20 publikacji z "listy".A po jakiego diabła skoro do doktoratu wymagane są dwie??
Ktoś ma 25 super publikacji i nie spełnia wymagań tak jak ten kto ma 5 "normalnych".I to jest przedmiotem dyskusji.
Przeczytaj ustawę i zaznaczaj punkty w których spełniasz wymagania.



  Autor: prof.Jozef Beton
  Data: 2008.09.10 15:49

Oszczercy którzy atakowaliście wybitnego intelektualistę z politechniki Lubelskiej za politykę pro rodzinną jak wam w dzióbku w kontekście polityki pro rodzinnej na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi im. premiera Leszka Milera opisywaną
przez GW.http://wyborcza.pl/1,75248,5668668,Ws 20tydliwa_choroba_medykow.html
To wstyd , ze tak wybitnego intelektualistę i erudytę zaatakowali adiunkci bez habilitacji.



  Autor: prof. Józef Beton
  Data: 2008.08.28 14:37

Nietolerancja , Xenofobia Zaścianek i niewiedza adiunktów którzy są niczym , bo nie mają habilitacji są bezgraniczne. A znajomość: naszej tradycji , specyfiki , autonomii oraz młodej demokracji uniwersyteckiej - zerowa . Tłumaczę więc jak studentom pierwszego roku na kursach wyrównawczych. A ja tłumaczę to czynię to w sposób nie omylny jak papież w sprawach wiary. Bo mój głos jest głosem: wybitnych intelektualistów , humanistów , myślicieli i wieloletnich , zrazem dożywotnich reformatorów nauki w Polsce i innych pomazańców: KRASP, PAN i Komisji prof. Kaczorka. A skoro Ci myśliciele wywodzą naszą tradycję , specyfikę i autonomię oraz młodą demokrację uniwersytecką z 4 głównych i niepodważalnych , jak sojusz z ZSRR, źródeł jakimi są : habilitacja, polityka prorodzinna , wieloetatowość samodzielnych pracowników naukowych oraz zdolność sprawowania stanowiska kierowniczego przez samodzielnych pracowników naukowych do momentu dobrowolnego położenia się na katafalk oraz transparentny system przyznawania grantów. To jakim prawem jakiś doktorzyna, który jest niczym , bo nie ma habilitacji , może kwestionować dorobek człowiek który jest pomazańcem Centralnej Komisji ds Stopni i Tytułów profesora doktora habilitowanego Kaczorka ? . Powtarzam - fakt posiadania certyfikatu nieomylności tejże Wielebnej Komisji przez rzeczonego autora tego artykułu pozwala mu rozpocząć procedurę beatyfikacji , a nie później deifikacji.
Jakieś nie odpowiedzialne powoływanie się na tą ich Listę Filadelfiańską . Niech adiunkt krytykant kryjący się pod pseudonimem eco666, wie że ja byłem na takich kolokwiach habilitacyjnych gdzie , pretendenci nie mieli zadnej publikacji z tej ich Listy i ich zadwali te kolokwia i są doktorami habilitowanymi nauki w Polsce . Po mieli poparcie SRODOWISKA.
A byłem także na takich , gdzie nawet mieli po 20 tych ich publikacji z tej Ich Listy Filadelfiańskiej i uwalaliśmy ludzi takich , bo byli NICZYI . Tak jak taki , nieodpowiedzialny adiunkt , który był człowiekiem Z NIKĄD , który chciał zasiadać w jednej rad wydziału na AR Wrocław ( teraz UP we Wrocławiu). Ten nieodpowiedzialny osobnik , nie bacząc na naszą tradycję , specyfikę i autonomię oraz młodą demokrację uniwersytecką chciał przeprowadzić swój przewód habilitacyjny na jednym z wydziałów uniwersytetu Adama w Poznaniu. Jednak skuteczne działanie wybitnych intelektualistów z tejże rady wydziału rzeczonego Uniwersytetu podczas kolokwium habilitacyjnego , przekreśliło na pewien okres knowania tego odpowiedzialnego frustrata , pomimo że posiadał ,jak pamiętam około 20 prac z tych ich Listy. Co prawda ten nieprzejednany osobnik uzyskał stopień dr hab. Czechach ,ale jest dobrym przykładem ,że tylko ZGODA ŚRODOWISKA , a dokładniej kilku wiodących w nim leaderów i front-menów jest ważna w rozwoju naukowym , a nie jakaś tam Lista Filadelfiańską.
Niech adiunkt krytykant kryjący się pod pseudonimem eco666, wie: że jak się jedzie na takie kolokwium habilitacyjne , a przedtem pisze recenzje , to się pyta CZYJ TO CZŁOWIEK? . Nie jeśli NICZYJ to , nawet gdy by miał 30 publikacji z tej ich Listy , to mu to nie pomoże. To tylko na tym ich Zachodzie , ma ze 30 z tych Listy i etat profesora dostaje. U nas potrzebna jest ZGODA ŚRODOWISKA. A , że rzeczony autor artykułu , Prof. Pawłowski , jak widzę zajmuje się Ochroną Środowiska . To Środowisko wyraziło zgodę na jego rozwój naukowy i członkowstwo pośród pomazańców PAN i żadne publikacje z tej ich Listy Filadelfiańskiej nie są mu do niczego potrzebne. Dla tego proszę skupić się na indywidualnym rozwoju naukowym i już ze mną nie polomizować . Powtarzam , dalsze polomizowanie ze mną nie ma sensu , ponieważ to Forum ma kultywować naszą tradycję , specyfikę i autonomię oraz młodą demokrację uniwersytecką, a nie miejscem gdzie różni wywrotowcy podważają pozycję autorytetów moralno- medialnych nauki Polsce i innych szermierzy obrony naszych tradycji i niepodważalnych wskazanych powyżej 4 zasad.

Wasz profesor doktor habilitowany nauki w Polsce
Józef Beton



  Autor: eco666
  Data: 2008.08.27 17:11

Po prostu to jest smieszne zeby czlowiek bez dorobku naukowego w prawdziwych czasopismach zabieral glos w tej dyskusji. Chodzi mi oczywiscie o autora tego artykulu.



  Autor: prof Jozef Beton
  Data: 2008.08.20 15:45

No , nie . Usunięto stąd dwa moje wpisy w których bronię wybitnego intelektualisty i humanisty , autora powyższego artykułu, przed sfrustrowanym adiunktem krytykantem , który zarzuca temu wybitnemu specjaliście prowadzenie polityki pro- rodzinnej polegające zatrudnieniu własnego syna i synowej. Ten agresywny adiunkt także napada wybitnego erudytę - poprzez zarzucanie mu braku publikacji z tej ich Listy Filadelfijskiej. Ja podaję podaję pomocną dłoń w tej szermierce na argumenty wybitnemu intelektualiście i bronię go przed potwarzami jakiegoś adiunkta który jest nikim , bo nie ma habilitacji i godzi w dorobek naukowy oraz aktywność społeczną autora tego artykułu - a tu kasuje się moje wpisy. Co za czasy ? . Jak mamy się bronić przed agresją leniwych i sfrustrowanych adiunktów i ich szeptankami ? No to już czysta Nietolerancja i Xenofobia oraz Zaścianek. Habilitancie mój pretorianinie - żeby nie napisać Leninie - Na pomoc
Wasz prof Józef Beton. Członek korespondent



  Autor: prof. Józef Beton
  Data: 2008.07.29 18:06

Z radością witam to stwierdzenie ,że cytuję: W przeszłości funkcjonował klarowny system awansów. Asystentem zostawało się - nie przeczę .Osoby na stanowiskach adiunkta
zatwierdzał Komitet Uczelniany PZPR, a docentów ( de facto habilitację) pod Komitet Centralny PZPR, i dawna Komisja Stopni i Tytułów , przewodził jej profesor Tazbir , mogła nadać tytuł tylko gdy KC PZPR wyraził na to zgodę. W przeszłości funkcjonował klarowny system awansów. Asystentem zostawało się.......
Wasz Józef Beton




  Autor:
Treść:

 
  
 

*System komentarzy jest moderowany. Twoja wypowiedz zostanie usunieta jesli przekroczy powszechnie przyjete standardy.