ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Każda kultura narodowa ma swoją specyfikę. Tymczasem do obiegu międzynarodowego najłatwiej przedostaje się to, co mieści się w miarach i standardach międzynarodowych.

Polska specyfika

Kazimierz Z. Sowa

Z zaciekawieniem obserwowałem rozwój dyskusji, która, jak to często bywa, doprowadziła antagonistów do zajęcia pozycji w przeciwległych okopach i prowadzenia wzajemnego ostrzału sprawdzoną, ale mało skuteczną amunicją. Proponuję więc na chwilę, zamiast sporu o to, kto ma rację, zrobić małą wycieczkę myślową w stronę, w którą może prowadzić zdanie prof. Jałowieckiego: „My pracujemy w Polsce, przede wszystkim dla polskiej publiczności naukowej, a czasem nie tylko naukowej”.

A więc, idąc tym tropem dalej, można powiedzieć, że my – humaniści – pracujemy w określonej kulturze narodowej; pracujemy nie tylko w niej, ale i dla niej. Produkty naszej pracy, choćby tylko niektóre z nich, wchodzą do polskiej kultury umysłowej, przynajmniej na jakiś czas. Czy kultura ta nie byłaby uboższa, gdyby książki np. Ossowskiego, Szczepańskiego, Kłoskowskiej, ale także Antoniego Kępińskiego, ukazały się wyłącznie po angielsku?

I sprawa druga. Każda kultura narodowa ma swoją, czasem trudno zrozumiałą dla outsiderów, specyfikę. Tymczasem do obiegu międzynarodowego najłatwiej przedostaje się to, co tej specyfiki jest pozbawione, co mieści się w miarach i standardach międzynarodowych, a mówiąc bez ogródek – w miarach i standardach zachodnich (anglosaskich). Często, o czym już ktoś w tej dyskusji wspomniał, polskie (wschodnioeuropejskie) prace są dla naszych zachodnich counterpartów mało ciekawe, bo „obarczone” – bywa że nieprzekładalną – specyfiką, a więc mało zrozumiałe... A zatem, czy nie publikować po angielsku? Ależ tak! Ale bez rezygnowania z narodowego obiegu myśli.

I na zakończenie anegdotka, drobna ilustracja do tego tekstu, czy raczej zawartej w nim tezy. Jerzy Janicki opowiadał kiedyś, jak pewien szwajcarski pisarz i scenarzysta, po przeczytaniu któregoś z jego wojennych tekstów, zaprosił go do siebie w celu omówienia ewentualnej współpracy. Pierwsza wspólna kolacja i długa rozmowa obu panów toczyła się w willi Szwajcara usadowionej na zboczu uroczej alpejskiej doliny, w której urodził się i przez całe życie mieszkał gospodarz. Na prośbę owego gospodarza Janicki opowiadał o swoim życiu, o wojennych losach i ciągłych przeprowadzkach od Lwowa po Poznań. Szwajcar słuchał z rosnącym zainteresowaniem i ekscytacją. Wreszcie wykrzyknął: „Jerzy, ja nie sądziłem, że ty jesteś takim włóczykijem!”

Prof. dr hab. Kazimierz Z. Sowa, socjolog, jest pracownikiem Instytutu Spraw Publicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego.