ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Nie rozumiem, dlaczego państwo, nie dając grosza na działalność uczelni prywatnych, ingeruje w uczelnię, która na własne ryzyko prowadzi działalność podlegającą surowej ocenie PKA.

(prze)uczona Polska starość

Waldemar Tłokiński

Polak żyje coraz dłużej, za to mądry jest coraz krócej. Mający aspiracje do współtworzenia filozofii Zachodu Polacy z całym ukontentowaniem rozwijają się realizując aksjologię, dla której obraz starca to wizerunek głupca, a nie mędrca. Mówiąc o starcu, mam na myśli człowieka późnej dorosłości, również sędziwego, niedotkniętego nieszczęściem zmian neurodegeneracyjnych. Zamiast starych wzorców przyjmuje się wyzwania obłędnego pośpiechu, na wyścigi, byle prędzej, byle dla siebie i tylko dla siebie.

Przyjrzyjmy się kilku sytuacjom. Oto rodzina przeciętnego zjadacza chleba, w której spotykają się trzy pokolenia. Liczy się głos wyłącznie pokolenia „środka życia”. Starsi, nierzadko już w pojedynkę, tracą warunki do partnerstwa komunikacyjnego. Ich wspomnienia wysłuchiwane są z litości, o nowych sprawach nic już w zasadzie ważnego usłyszeć od nich nie można. Pokolenie najmłodsze broni się jak może przed interwencjonalizmem rodziców. Korzysta z wszystkiego pełnymi garściami siedząc im na plecach. Z dziadkami kontakt już jest prawie niemożliwy. Co po doświadczeniowej mądrości dziadka, gdy ten nie umie włączyć komputera. Transmisja międzypokoleniowa działa tylko w jedną stronę: od najmłodszych ku najstarszym. Pokolenie środka zastyga w poczuciu stałości życia, młodość wprawdzie minęła, ale do bilansu życia daleko.

W takim właśnie świecie, świecie pracowników nauki, trywializacja przepychania się do przodu czyni z mądrości wiekowej towar przechodzony. I tu także transmisja międzypokoleniowa, wprawdzie z kierunkiem od starszego ku młodszemu, nie przynosi satysfakcji, zamiast niej – rozgoryczenie i doświadczanie niewdzięczności. Warto byłoby przeprowadzić badania wśród uczonych, którzy przeszli na emeryturę, dotyczące poczucia ich prestiżu, uszanowania, wdzięczności za trud nauczycielski i organizacyjny. W chwili obecnej, dzięki szkolnictwu prywatnemu, mają okazję dorobić do emerytury (zasiłku) w sposób godny, rzetelny i uczciwy. A co się dzieje w ich macierzystych uczelniach, gdzie pracowali nieraz całe życie i pełnili rozmaite funkcje? Tam już są nowi, którzy walcząc między sobą szybko zapominają o tych, którzy byli przed nimi. Zapominają tak dalece, że nagła informacja o pogrzebie staje się bardzo niewygodna, bo zmusza do przypomnienia o zwykłej ludzkiej przyzwoitości, a ta dla wielu jest już luksusem. Proszę przyjść na pogrzeb emerytowanych profesorów. W wielu przypadkach chowani są ludzie prawie anonimowi. Ile osób z władz uczelni przyszło na cmentarz, ile z macierzystego instytutu, ilu doktorantów czy studentów? Gdzie podziała się mądrość korporacyjna, budująca godną starość przez tych, którzy są władni to jeszcze uczynić? Pycha poczucia własnej mocy traci horyzont czasowy, a później staje się jak zwykle.

W ciągłych poszukiwaniach zmian regulujących zasady funkcjonowania szkolnictwa wyższego pojawiły się i takie, które dotyczą ograniczeń wiekowych. Chęć unifikacji, mającej być pokrywką dla rzeczywistych podziałów związanych z własnością, zrodziła pomysł zrównania obu sektorów (państwowego i prywatnego) poprzez zapis, że rektorem można być do 70. roku życia. Jestem w stanie zrozumieć te ograniczenia czasowe w odniesieniu do sektora państwowego, bo tam 70 lat oznacza bezwarunkowe odejście na emeryturę. W szkolnictwie prywatnym o przydatności akademickiej rozstrzyga sprawność intelektualna i zdrowotna. Losy wielu uczelni prywatnych zależą od siły organizacyjnej, charyzmy osobowościowej i doświadczenia ich rektorów, bez względu na ich wiek. Założyciel, korzystając z ustawowych kompetencji, kieruje się również swym egzystencjalnym rozumem. Nie przedłuży kadencji rektorowi, który przestał odróżniać dziekana od dziekanatu. Natomiast z całym słusznym przekonaniem będzie dalej korzystał z umiejętności i wiedzy, prestiżu i doświadczenia, dobrych więzi społecznych i urzędowych rektora, który wczoraj ukończył 70. rok życia, i którego dalszy czas kadencji jest warunkiem rozwoju i pomyślności uczelni.

Nie rozumiem, dlaczego państwo, nie dając grosza na działalność uczelni prywatnych (jako instytucji dydaktycznych), ingeruje w uczelnię, które na własne ryzyko prowadzi działalność w zakresie procesu dydaktyczno−wychowawczego podlegającą surowej ocenie PKA. Jeśli uczelnia dobrze funkcjonuje jako instytucja kształcenia akademickiego, dobrze realizuje swoje powinności środowiskowe, zyskała uznanie i szacunek ze względu na widoczny i pożyteczny rozwój, to jaki interes ma państwo, żeby ingerować w sprawy powoływania rektora czy kontynuacji jego sprawnej działalności po ukończeniu 70. roku życia? Nie można znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia, gdyż żadne takie zabiegi nie przykryją podziału wynikającego z własności. Nie wspomnę już, że w odniesieniu do szkolnictwa prywatnego i kompetencji założyciela doskonale znalazłaby zastosowanie Karta Praw Podstawowych UE w zapisie dotyczącym zakazu dyskryminacji ze względu na wiek. Szkoda, że mądrość korporacyjna świata akademickiego ma coraz krótszą perspektywę czasową.