ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Zniewolona nauka

Swoją narrację Ryszard Herczyński rozpoczyna słowami: „Tematem mojej opowieści jest opór polskiej inteligencji, przede wszystkim uczonych, wobec prób zniewolenia nauki w latach 1945−1970. Jest to rozdział prawie zupełnie zapomniany, przesłonięty zdarzeniami oporu politycznego i, w rzeczy samej, dotyczący niewielkiego wycinka życia społecznego”. Głównym tematem obszernej książki autor uczynił zwłaszcza naukowców i literatów oraz ich opór wobec polityki naukowej totalitarnego państwa. Celem tej polityki w omawianym okresie było podporządkowanie sobie wszystkich dziedzin życia, w tym nauki i szkolnictwa wyższego, poprzez m.in. rozbijanie środowiska uczonych, ręczne sterowanie polityką kadrową, ograniczanie wszelkiej suwerenności. Wszystko to zaprezentował autor na bardzo dobrze udokumentowanym i szerokim tle wydarzeń społeczno−politycznych opisywanych jednak z pozycji świadka i uczestnika. Ta osobista perspektywa dodaje autentyzmu i jeszcze lepiej przybliża omawiany okres i jego specyfikę.

Już w 1946 roku profesor Stanisław Pigoń odważnie i ostro stwierdził, że „nie ma wolności nauki bez wolności uczonego, a wolność uczonego polega również na wolności od szczucia. Tymczasem pracownicy nauki i instytucje naukowe bywają dziś przedmiotem szczucia różnych nieodpowiedzialnych czynników”. Herczyński szczegółowo zanalizował procesy mające na celu centralizowanie systemu szkolnictwa wyższego zapoczątkowane zwłaszcza w 1946 roku ustawą o powołaniu Rady Szkół Wyższych, przyjętą – co znaczące – razem z ustawą o powołaniu Głównego Komitetu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Opracowano wówczas projekt sieci szkół wyższych, ich ustroju i zasad powoływania kadry. Rok później wydano kolejny dekret o organizacji nauki i szkolnictwa wyższego, na podstawie którego powstała Rada Główna do spraw nauki i szkolnictwa wyższego, a kolejne dokonywane zmiany na gorsze następowały wraz z nowymi ustawami o szkolnictwie wyższym z 1951 i 1958 roku.

Środowiska naukowe – to wniosek optymistyczny z lektury – okazywały się na szczęście dość oporne wobec komunistycznej władzy, co, jak dowodzi autor, wynikało z zachowania tuż po drugiej wojnie światowej przywiązania do przedwojennych autorytetów i etosu środowiska naukowego, który okazał się na szczęście dziedziczny i przechodził na kolejne pokolenia uczonych.

Intencją Herczyńskiego było również pokazanie obywatelskiej postawy uczonych, reprezentujących różne dziedziny i dyscypliny naukowe, przeciwstawiających się zamierzeniom władzy, a także – co jest chyba pożyteczną utopią (tak ją zresztą nazywa sam autor) – przyczynienie się do próby odbudowy słabo dziś zintegrowanego środowiska naukowego w Polsce. Autor nie boi się stawiać ostrych sądów o współczesnych „pracownikach nauki”, którzy w przeciwieństwie do dawnych uczonych pracują ciężko, by w pośpiechu dużo publikować, bo od tego zależy ich pozycja w rankingach i możliwość uzyskania grantów na badania.

A teraz wniosek pesymistyczny z lektury – o tym, jakże aktualna jest dyskusja o roli i miejscu uczonego w naszym kraju. Wykazują to choćby trwające właśnie protesty środowisk humanistycznych, zwłaszcza polonistów, którzy po lekturze ministerialnej „Karty oceny jednostki naukowej nauk humanistycznych i społecznych” (mającej stanowić podstawę finansowania badań statutowych) doszli do wniosku, że nauki humanistyczne mogą zostać skazane w Polsce na nędzną wegetację tylko dlatego, że ich przedstawiciele – realizując sumiennie etos uczonego – zajmują się tak niepotrzebną działalnością, jak pisanie o rodzimej literaturze, historii, folklorze i czynią to – za przeproszeniem – w języku polskim.

Mam nadzieję, że doczekamy się kolejnego tomu o opozycji intelektualnej w Polsce, obejmującego okres po 1970 roku, a współczesna „opozycja” humanistyczna pozwoli uzmysłowić Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego, jaka jest społeczna rola nauk humanistycznych w Polsce XXI wieku.

Dariusz Rott
Ryszard Herczyński, Spętana nauka. Opozycja intelektualna w Polsce 1945−1970, Wydawnictwo Naukowe Semper, Warszawa 2008.

Obcy w obcym kraju

Tadeusz Konwicki jest kronikarzem ginącego świata. A właściwie ostatnim Mohikaninem świata, którego już nie ma. Taką przemożną refleksję, która towarzyszyła mi dawniej podczas lektury jego powieści, wzbudziłem w sobie i teraz, czytając ten obszerny wybór nowelistyki i publicystyki pisarza z ponad półwiecza twórczości. Chronologiczny układ tekstów (zaproponowany przez autora) pozwala prześledzić nie tylko rozwój jego techniki pisarskiej i stylu, ale także powtarzalność, można rzec: obsesyjność, charakterystycznych dla niego tematów, wątków i motywów.

Mamy zatem utracony raj dzieciństwa, partyzancką młodość, która kładzie się cieniem na całe dalsze życie, poczucie wyobcowania w powojennej, jak z sennego koszmaru wziętej, rzeczywistości, rozpad wartości ukształtowanych i towarzyszących nam przez stulecia trwania cywilizacji, beztroskie odrzucenie przez człowieka własnego dziedzictwa i dorobku kulturowego, poczucie nietrwałości świata i, w związku z tym, niepewności poszczególnej, jednostkowej egzystencji. Do tego dochodzi poczucie zbędności, przypadkowości istnienia. Co bowiem zostaje po człowieku i jego wysiłkach? Wiatr i pył...

W jednym z felietonów z cyklu Horyzont zdarzeń, publikowanych w miesięczniku „Charaktery” w latach 1998−99, Konwicki pisze: „Wyznam skromnie, że może i ja jestem reliktem tych krewniaków homo sapiens, co stworzyli Atlantydę, budowali dziwne cywilizacje na kontynentach amerykańskich albo coś knuli w puszczach azjatyckich. Wyjaśniałoby to mój brak solidarności wobec współczesnego człowieka, niedołężnego władcy naszej biednej planety. Usprawiedliwiałoby mój chłód i sceptycyzm wobec naszej egzystencji i żartobliwy stosunek do ogólnych histerii, nerwic i zmienności światopoglądów. Może więc nie jestem człowiekiem”. Ten fragment, tak pełen specyficznego poczucia humoru, ironii i sarkazmu, charakterystycznych dla pisarstwa Konwickiego, najlepiej określa jego postawę wobec świata. Trochę poczucia klęski, szczypta splendid isolation. To po prostu alien, który nie ukrywa swej inności, a nawet czyni z niej tarczę chroniącą przed „pociskami zawistnego losu”.

Felietonistyka Konwickiego była dla mnie największym odkryciem tej książki. Krótkie teksty z pogranicza literatury i publicystyki wymagają wyjątkowego mistrzostwa w posługiwaniu się piórem, bo to i atrakcyjny czytelniczo temat, i lekkość formy i stylu, i niezbędny dowcip, i – co najważniejsze – lapidarność wypowiedzi. Czy pisze Konwicki o sporcie, czy o sztuce, czy wznosi się na poziom refleksji antropologicznej, jego felietony są prawdziwą szkołą pisarstwa. Udowadnia, że gdy ma się coś do powiedzenia, nie potrzeba naciągać wierszówki do objętości całych kolumn w dzisiejszych dziennikach.

Zdumiewa przenikliwość pisarza, który już we wczesnych latach pięćdziesiątych obserwował i opisywał zjawiska, z jakimi dziś musimy się borykać: skarlenie sztuki, w tym także pisarskiej, które wiedzie ją wprost w objęcia szarlatanerii; niepowstrzymany pęd do sławy, niekoniecznie popartej umiejętnościami czy talentem; upadek etosu sportowca−herosa i komercjalizacja sportu, która odbiera mu cały urok i romantyzm.

Z drugiej strony Konwicki kultywuje w najczystszej postaci cnoty dziś będące niestety w zaniku: wierność, lojalność, honor, przyjaźń. To jeden z ostatnich, co tak poloneza wodził.

Lektura obowiązkowa!

Marek Remiszewski
Tadeusz Konwicki, Wiatr i pył, wybór tekstów Przemysław Kaniecki, Tadeusz Lubelski, wstęp Tadeusz Lubelski, SPÓŁDZIELNIA WYDAWNICZA „CZYTELNIK”, Warszawa 2008.

Zwycięzców się nie sądzi

Roberto Saviano, młody Włoch, zwany Salmanem Rushdie’m przestępczości zorganizowanej, który niczym Dante z Florencji musiał uciekać z Neapolu po tym, jak rozwścieczył tamtejszą mafię nie zamachem bombowym, lecz książką. Wspaniała pozycja non fiction, którą czyta się jak najciekawszy kryminał, ale nie można pozbyć się dreszczu, gdy sobie uświadomimy, że wszystko, co autor opisuje, jest prawdą. Świat włoskiej mafii, który znamy z takich filmów, jak Ojciec chrzestny czy Człowiek z blizną, jawi się jako kraina wolności, jasnych zasad i szczerych przyjaciół, gdy porównujemy go do świata przedstawionego przez Saviano.

Port morski w Neapolu – przez który przechodzi 90 proc. towarów tekstylnych sprzedawanych w całej Europie, z czego zaledwie ok. 3 proc. jest odprawianych na cle, a reszta przemycana – jest miejscem, gdzie kamorra rozpoczyna swoje interesy. W porcie każdy szef kamorry może też odebrać kontener zamówionych chińskich pracowników, z których większość umiera podczas podróży. Opis ciał wypadających z kontenera nie jest najbardziej wstrząsający w książce. Dużo bardziej poruszają opisy codziennego życia tych, którzy podróż przeżyli. Codzienna kilkunastogodzinna praca w szwalniach, nieludzkie traktowanie – wszystko to znoszą ci, którzy przypłynęli do Europy po lepsze życie. Na swoją krzywdę nie mogą się skarżyć – ktoś, kto formalnie nie istnieje, nie ma żadnych praw.

Niewiele lepiej są traktowani mieszkańcy włoskiego Las Vegas – biednego regionu na północ od Neapolu. Dziewczęta pracują bądź w burdelach prowadzonych przez mafię, bądź w szwalniach… prowadzonych przez mafię. Chłopcy przewożą narkotyki do Rzymu i kradną dla kamorry. Ich życie jest dla szefów mniej warte niż towar, który wiozą. Te dzieci nigdy nie zostaną prawdziwymi członkami Systemu – będą szmuglować, dopóki nie zginą w wypadku czy strzelaninie bądź nie dostaną się do więzienia. Nieliczni, którzy przeżyją, będą zatrudnieni przy rozładowaniu towaru bądź w kolejnej szwalni. Szwalnie są jednym z najlepszych interesów kamorry – szyje się tam stroje kupowane przez ekskluzywne włoskie domy mody. Markową włoską odzież szyją nisko opłacani pracownicy, których życie jest warte tyle, co wytwory ich rąk. Ich miesięczna pensja to ok. 500 euro, czyli ułamek ceny jednego uszytego przez nich płaszcza.

Jednak jest coś, co czyni tę książkę wspaniałą prozą, a nie tylko raportem o przestępczości zorganizowanej – emocjonalny styl pisarstwa, który stawia Saviano ponad innymi dokumentalistami. Przypomina trochę styl reportaży Kapuścińskiego – nie przedstawia tylko suchych faktów i opisów, ale historie pojedynczych osób, które czynią relację jeszcze prawdziwszą i tragiczniejszą. Historie osób, które znał, historie, które osobiście go dotknęły, wzruszyły. Historie prawdziwe, bolesne, przepięknie opisane. Krew lejąca się na kartach książki nie jest sztuczna, a śmierć tak samo dotykalna, jak życie. Saviano odstąpił od zimnego relacjonowania, naturalistycznego dystansu opowiadacza, który nie komentuje – przeciwnie, wszystkie przykłady opatrzone są emocjonalnym komentarzem, pełnym nieudawanego współczucia osoby, która rozumie, bo sama przeżyła, widziała całą okrutną prawdę i stara się ją przekazać wiedząc, że wymyka się ona słowom i pojęciom.

Anna Matraszek
Roberto Saviano, Gomorra. Podróż po imperium kamorry, tłum. i posłowie Anna Pawłowska−Zampino, spółdzielnia wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2008.

Myśl polityczna paryskiej „Kultury”

„Kultura” widziana z perspektywy swojej ponadpółwiecznej działalności była mozaiką poglądów, programów i przekonań. Jeśli nie zna się ich wszystkich i nie rozpatruje w ścisłym związku z mającymi miejsce równolegle wydarzeniami w kraju i na świecie, to jest się skazanym na powierzchowne impresje. Co więcej, każdy znajdzie jakieś podstawy do swoich twierdzeń, gdyż powojenny dyskurs „Kultury” zawierał w sobie elementy wielu ideologii postrzeganych przez ich wyznawców jako wzajemnie sprzeczne.

Zacytowany fragment z wprowadzającego rozdziału Nieskromne uwagi o „Paradoksach” i „giedroyciologii” trzeciego wydania książki Janusza Korka daje dobre wyjaśnienie tytułu i podtytułu tego obszernego (liczącego 550 stron) dzieła. Paradoksy, których pierwsze wydanie pojawiło się w roku 1998 w Sztokholmie (autor jest wykładowcą Sődertőrn University College w Sztokholmie), wzbogacone zostały tu o apendyks zawierający rozszerzenia i uwagi polemiczne względem wcześniejszych omówień dzieła.

Konstrukcja Paradoksów jest chronologiczna (poza VI, ostatnią częścią syntetyzującą wcześniejsze uwagi) i obejmuje dość szczegółowy opis problematyki społeczno−politycznej podejmowanej na łamach „Kultury” w latach 1947−80. W całym analizowanym przez prof. Korka okresie „Kultura”, inaczej niż wiele innych ośrodków myśli emigracyjnej, podejmowała tematy trudne, dyskusyjne, otwierając swe łamy na różne stanowiska, nie zawsze zgodne z poglądami redakcji. Z drugiej strony, same poglądy redakcji ulegały zmianie wraz ze zmianami zachodzącymi w światowej sytuacji politycznej i zmianami w kraju. Autor ukazuje zasadnicze dyskusje, dzieląc analizowany okres na pięć części (jednocześnie pięć części książki). Pierwszy okres (1947−50) to czas początkowy „Kultury”, zawierający rozrachunki z wojenną postawą Europy i szukanie tak przyszłych sojuszników Polski, jak i koncepcji jej polityki. Po tym okresie następuje pięciolecie, gdy kształtuje się koncepcja związania Polski z Zachodem, a trwają dyskusje, czy wybrać opcję proamerykańską, czy proeuropejską. Następny czas, to okres 1955−64, czas gry na dwóch fortepianach (rosyjskim i zachodnim), czyli dylematy związane z gomułkowską odwilżą w Polsce i koncepcje, w których odżywają możliwości neutralistycznej pozycji Polski. Część czwarta książki (Program wschodni) obejmuje lata 1960−68 i chronologicznie zachodzi na zakres części trzeciej, podejmując nową opcję; na skutek zmian geopolitycznych „Kultura” zmniejszyła zasięg swoich zainteresowań z geopolityki na sprawy związane z blokiem wschodnim i problemami krajowymi. Po roku 1968 zaszły dwie istotne dla działalności „Kultury” zmiany: jedna wewnętrzna dotyczyła grona autorów i współpracowników „Kultury” (śmierć J. Stempowskiego, odejście K. Jeleńskiego, szersza współpraca Herlinga−Grudzińskiego, a potem cały szereg nowych autorów, np. H. Grynberg, M. Heller, S. Mrożek, L. Unger i wielu innych), druga zmiana – zewnętrzna, to konsekwencje akcji antysemickiej w kraju i fala nowej, znającej sytuację w kraju i cieszącej się tam autorytetem, emigracji (np. L. Kołakowski). Książkę kończy część VI Myśl polityczna „Kultury”, w której autor dokonuje podsumowania. Najpierw porównuje „doktrynę” „Kultury” z myślą przedwojennego „Buntu młodych” i „Polityki” redagowanych przez J. Giedroycia. Analizuje podstawowe koncepcje „Kultury” w kontekście przedwojennych programów politycznych (myśli federacyjnej, tez programowych narodowej demokracji, myśli konserwatywnej).

Na koniec kilka słów podsumowania. Książka prof. Korka to bardzo obszerna, dogłębna praca, dobrze napisana, pełna cytatów i odniesień do literatury i jako taka warta jest polecenia.

Marek Lechniak
Janusz Korek, Paradoksy paryskiej „Kultury”. Styl i tradycje myślenia politycznego, wyd. III zmienione i uzupełnione, wydawnictwo uniwersytetu śląskiego, Katowice 2008, seria: Prace Naukowe UŚ w Katowicach.

O cenach, reformach i wartościach

„Dear money”… Nie, to nie jest apostrofa do pieniędzy. To jedno z haseł Słownika ekonomii Johna Blacka. Znajdziemy w nim też „chińskie mury” i „pas rdzy”, dowiemy się, jak poznać „chorobę holenderską”, kiedy mamy do czynienia z „ucieczką od pieniądza” i po co nam „liczba urojona”? Kto to jest „concert party”, „byk” i „niedźwiedź” i co w świetle ekonomii znaczą pojęcia: „wyjście”, „tożsamość”, „dobro”...

Autor słownika, emerytowany profesor ekonomii Uniwersytetu Exeter, jest też ekspertem The Oxford English Dictionary od terminów ekonomicznych. W swoim Słowniku ekonomii wyjaśnia ponad 2500 pojęć obejmujących zarówno te ze sfery mikro– i makroekonomii, jak i związane z finansami, handlem międzynarodowym czy zarządzaniem.

Black w zwięzły i klarowny sposób prezentuje najważniejsze organizacje i instytucje międzynarodowe, wyjaśnia również terminy matematyczne i statystyczne powszechnie używane w ekonomii. Dla ułatwienia ilustruje je diagramami, wykresami i licznymi przykładami, bo też nie jest to książka dla profesjonalistów, którzy szukają pogłębienia swojej wiedzy. Dla nich może to być przypomnienie wiadomości. Ale jest to świetna pozycja dla studentów ekonomii i nauk pokrewnych, dla dziennikarzy i wszystkich tych, którzy chcą co nieco wiedzieć z tej obszernej dziedziny. Bo obok bardziej skomplikowanych haseł, jak „stopa procentowa LIBOR”, znajdziemy tu też „akcję protestacyjną”, „bankomat”, dowiemy się, kim jest „osoba ubiegająca się o zasiłek” albo na czym polega „dylemat więźnia”. Wolny od naukowego żargonu słownik dostarcza również obszernych wyjaśnień najnowszych zjawisk, jak „e−commerce”, „wprowadzenie euro” czy „protokół z Kioto”.

Ale jeśli nie jest się fachowcem, to czy książka w ogóle da się czytać? Tak! Okazuje się, że, mimo iż problematyka „ciężka”, to można przedstawić ją w lekkiej formie, definicje okrasić ciekawymi przykładami, no i stworzyć dobry system odsyłaczy. Dzięki temu książka wciąga, a ponieważ jest przystępnie napisana, czyta się ją jak opowiadanie. Wciąga, bo nawet laik jest ciekawy, czym jest „CCC”, jeśli nie sklepem z butami, które to są „rynki wschodzące” albo na czym polega „kontrola firmy”. Definicje często zawierają komentarze odnośnie do szerszego znaczenia pojęcia czy też skupiające się wokół kontrowersji, które dana teoria lub zagadnienie może budzić.

Sporo jest tu słownictwa związanego z ekologią, np. „las równikowy”, „recykling”, „zanieczyszczenie rzek”. Może to ta wrażliwość autora spowodowała, że książka wydana jest w miękkiej okładce, na ekologicznym papierze…

Wszystkie terminy podano po polsku i po angielsku, a dodatkowo mamy jeszcze słowniczek. Książka zawiera też listę laureatów Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie nauk ekonomicznych. Są to nagrody przyznawane przez Komitet Noblowski, ale nie pochodzą w prostej linii z funduszy Nobla, jak pozostałe nagrody. Od 1969 roku otrzymały je 62 osoby, m.in. Amerykanin Douglass North, w którego imieniu zjedzono literę. Ten drobny błąd pojawił się już w oryginalnej angielskiej edycji słownika, w polskim wydaniu nie został, niestety, zweryfikowany.

Kupić słownik czy nie kupić? Trzeba wykonać „rachunek” i podjąć „racjonalną decyzję”, o których pisze Black, a później można z ciekawości sprawdzić, co ma wpływ na „zachowanie konsumenta”.

Anna Jawor
John Black, Słownik ekonomii, tłum. Ewa Freyberg, Mateusz Mokrogulski, Ewelina Nojszewska, Mariusz Próchniak, Małgorzata Znoykowicz−Wierzbicka, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008, seria: Oxford Paperback Reference.