ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Trudność w zaakceptowaniu twierdzeń socjobiologii przez szersze rzesze społeczeństwa wynika zapewne m.in. z tego, że jej przesłania brzmią bardzo ponuro i pesymistycznie.

Wolna wola – fakt czy mit?

Michał Woźniak

„Camus stwierdził, że jedyną poważną kwestią filozoficzną jest samobójstwo. Zdanie to, nawet w swym dosłownym znaczeniu, jest błędne. Biolog zajmujący się problemami fizjologii i historii ewolucyjnej zdaje sobie sprawę, że samoświadomość jest kształtowana i kontrolowana przez ośrodki emocjonalne mózgu, zlokalizowane w podwzgórzu i w obrębie układu limbicznego. Wszystkie emocje docierające do naszej świadomości – nienawiść, miłość, poczucie winy, gniew i inne – wypływają właśnie z tych ośrodków. (...) Struktury te wyewoluowały w wyniku doboru naturalnego. Należy dołożyć wszelkich starań, by to proste biologiczne twierdzenie wytłumaczyć etykom, a nawet epistemologom, wraz ze wszystkimi jego konsekwencjami.”

Tak zaczyna się polskie wydanie Socjobiologii Edwarda O. Wilsona – znanego amerykańskiego entomologa, uważanego za „ojca socjobiologii”, autora wielu kontrowersyjnych książek popularyzujących tę dyscyplinę nauki, na bazie której rozwinęła się później psychologia ewolucyjna. Czy oznacza to, że w świetle psychologii ewolucyjnej jesteśmy jedynie bezwolnymi automatami sterowanymi wyłącznie przez biologiczną strukturę, jaką jest nasz mózg, ukształtowaną w długim procesie ewolucji i wyselekcjonowaną przez dobór naturalny? Gdzie w takim razie jest miejsce na wolną wolę, odpowiedzialność osobistą, duszę, Boga i wiele innych pojęć, które uważamy za przynależne tylko człowiekowi i decydujące o jego wyjątkowości wśród innych gatunków zwierząt?

samooszustwo Wolności

Jeden z fundamentalnych problemów, wciąż nierozwiązanych na gruncie tradycyjnej psychologii, stanowi zagadnienie wolnej woli człowieka. Już starożytni filozofowie zastanawiali się, w jakim stopniu człowiek sam może decydować o swoim zachowaniu, a w jakim jest uwarunkowany przez czynniki niezależne od niego. W świetle współczesnej wiedzy naukowej trudno nadal się łudzić, że pod tym względem różnimy się od innych organizmów żywych. Jak zauważył Wilson w książce O naturze ludzkiej, „wielki paradoks wolnej woli i determinizmu, który od pokoleń absorbuje najmędrszych filozofów i psychologów, można w terminach biologicznych sformułować następująco: jeżeli odziedziczyliśmy geny, a środowisko, w którym żyjemy, jest rezultatem ciągu wydarzeń, który zaczął się, zanim przyszliśmy na świat, to w jaki sposób w mózgu może istnieć rzeczywiście niezależna siła? Siła ta jako taka powstała w rezultacie wzajemnego oddziaływania genów i środowiska. Tak więc zdawać by się mogło, że nasza wolność to samooszustwo”.

Opinię Wilsona jak najbardziej potwierdzają chociażby wyniki badań intensywnie rozwijającej się obecnie genetyki zachowania. Badania nad bliźniętami monozygotycznymi (jednojajowymi) i dyzygotycznymi (dwujajowymi) pozwalają ustalić, w jakim stopniu za konkretne zachowania odpowiadają geny, a w jakim środowisko, w którym człowiek żyje. Porównania bliźniąt monozygotycznych rozdzielonych po urodzeniu i wychowywanych osobno wykazały zadziwiające, wręcz szokujące podobieństwo ich gustów i zdolności. Niezwykle sugestywny przykład, jak bardzo się mylimy sądząc, że za nasze zachowania odpowiada nasz własny wybór, podaje Steven Pinker w swojej ostatniej książce Tabula rasa. „Wyobraź sobie, że cierpisz katusze, próbując dokonać jakiegoś wyboru: jaki wybrać zawód, czy wyjść za mąż, na kogo głosować w wyborach prezydenckich, w co się dzisiaj ubrać? Kiedy kompletnie wyczerpana podejmujesz wreszcie decyzję, dzwoni telefon. To twoja jednojajowa siostra bliźniaczka, o której istnieniu nie miałaś pojęcia. W trakcie waszej radosnej rozmowy okazuje się, że wybrała ona podobny zawód, postanowiła wyjść za mąż mniej więcej w tym samym czasie, zamierza głosować na tego samego kandydata i ma na sobie bluzkę tego samego koloru”. Gdzie tu jest miejsce na wolną wolę?

Świadomość jako widz

Wolna wola jest więc jedynie iluzją, ubocznym efektem wyjątkowo rozwiniętej u człowieka samoświadomości, która w psychologii nazywana bywa poczuciem Ja. Z kolei badania nad fenomenem świadomości potwierdzają, że najprawdopodobniej także i ona nie jest cechą przynależną jedynie człowiekowi i odróżniającą go jakościowo od innych gatunków. Podstawy samoświadomości stwierdzono u małp człekokształtnych, a przede wszystkim u szympansów w tzw. teście lustra. Gordon Gallup w przeprowadzonej w 1977 r. serii badań wykazał, że szympansy, którym pomalowano czerwonym barwnikiem brew i ucho, a następnie posadzono przed lustrem, natychmiast dotykały ręką wyróżnionych elementów ciała. Dowodzi to, że zdawały sobie sprawę, że obraz w lustrze to one same, a nie inna małpa, a więc posiadają ukształtowane poczucie Ja. Wprawdzie taka interpretacja zachowania szympansów bywa podważana przez niektórych badaczy, nie zmienia to jednak faktu, że samoświadomość zapewne ukształtowała się w procesie ewolucji, co potwierdzać może to, że także u człowieka nie pojawia się ona od razu, a stopniowo rozwija w trakcie rozwoju indywidualnego. Jedna z najbardziej przekonujących hipotez głosi, że wytworzyła się ona wraz z rozwojem życia społecznego. Pozwalając za pomocą analizy własnych skłonności przewidzieć zachowania przeciwnika, zwiększała przystosowanie danego osobnika. Choć wciąż nie znamy mechanizmów mózgowych odpowiedzialnych za istnienie fenomenu świadomości, wydaje się, że wcześniej czy później neurobiologia rozwiąże również i tę zagadkę.

Ciekawe eksperymenty na temat czasu potrzebnego do pobudzenia świadomości i podjęcia przez nią działań przeprowadzono w latach 70. XX w. Opisuje je m.in. znany fizyk i matematyk Roger Penrose w książce Nowy umysł cesarza. Pierwszy z nich, dotyczący aktywnej roli świadomości, wykonał H.H. Kornhuber ze swoimi współpracownikami w Niemczech w 1976 r. Stwierdził on, że obserwowany stopniowy wzrost zarejestrowanego potencjału elektrycznego w mózgu rozpoczyna się całą sekundę, a czasem półtorej sekundy przed świadomym wykonaniem określonej czynności, np. wyprostowaniem palca. To sugeruje, że realizacja świadomej decyzji trwa ponad sekundę. Z kolei z eksperymentu B. Libeta, przeprowadzonego we współpracy z B. Feinsteinem w 1979 r., wynika, że potrzeba około pół sekundy, aby pacjent uświadomił sobie jakieś zdarzenie zewnętrzne. Oba badania dowodzą, że gdy zachodzi jakieś nieoczekiwane wydarzenie, najpierw musi minąć pół sekundy, nim świadomość może zacząć działać, a następnie musimy jeszcze czekać ponad sekundę na realizację działania wynikającego z „woli”. Tak więc cały proces, od percepcji zmysłowej do reakcji ruchowej, wymaga około dwóch sekund! Dla porównania: również z eksperymentu Libeta wynika, że czas trwania tego procesu, gdy zachodzi on w sposób zautomatyzowany, bez udziału świadomości, skraca się do zaledwie około jednej dziesiątej sekundy.

Oznacza to, że świadomość nie może odgrywać żadnej roli w naszych reakcjach na wydarzenia zewnętrzne, jeśli reakcje te następują w czasie krótszym niż dwie sekundy, a wszystkie działania wymagające modyfikacji w czasie krótszym niż sekunda wykonujemy w sposób całkowicie automatyczny. Z rozważań tych wynikałoby, że świadomość, a więc także i wolna wola, nie może mieć żadnego wpływu przy grze w tenisa czy ping−ponga, nagłym powstrzymywaniu się od realizacji różnych czynności, nawet w normalnej rozmowie nie potrzebujemy zwykle aż dwóch sekund, aby odpowiedzieć na kwestie partnera. Być może więc w tych wszystkich sytuacjach świadomość jest tylko widzem, który ogląda jedynie „powtórki” zdarzeń. Wyniki badań uzyskane przez Kornhubera i Libeta potwierdza chociażby doświadczenie przeprowadzone w ubiegłym roku z wykorzystaniem skanowania mózgu za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) przez Johna−Dylana Haynesa, który stwierdził, że już ok. 7 sekund przed podjęciem świadomej decyzji, przez mózg przebiega sygnał nakazujący wykonanie odpowiedniego ruchu.

Widły hume’a

Mimo że co do istnienia wolnej woli u człowieka wciąż wśród psychologów toczą się zażarte spory, wydaje się, że na gruncie współczesnej wiedzy naukowej jej istnienie jest już nie do obronienia. Odkrycia w sferze kosmologii, fizyki, chemii, biologii czy genetyki, oparte przeważnie na „twardych” narzędziach metodologicznych, wskazują, że wszechświat stanowi, przynajmniej na poziomie klasycznym, złożony układ rządzony przez deterministyczne prawa fizyczne o charakterze przyczynowo−skutkowym, które z kolei najlepiej opisują reguły matematyki. Nie ma wątpliwości, że człowiek stanowi część tego układu i musi podlegać tym samym prawom. W ich świetle istnienie w mózgu jakiejś tajemniczej siły, która sama podejmuje działania, jest wątpliwe i nielogiczne. Wprawdzie niektórzy fizycy, jak np. Roger Penrose, stoją na stanowisku, że to, co się dzieje w naszym mózgu, nie opiera się na regułach fizyki klasycznej, ale podlega prawom mechaniki kwantowej zachodzącym w mikrotubulach neuronów, a więc ma charakter losowy. Nawet jednak zakładając, że w zachowaniu człowieka istnieje jakiś procent przypadkowości i losowości, nie zyskujemy niczego, co można by nazwać wolną wolą. W najlepszym razie otrzymujemy prawo, które filozofowie nazywają „widłami Hume’a”: „Albo nasze działania są zdeterminowane, a więc nie ponosimy za nie odpowiedzialności, albo są wynikiem losowych zdarzeń, a wówczas również nie jesteśmy za nie odpowiedzialni”.

Z odkryciami w sferze psychologii ewolucyjnej, genetyki zachowania czy neurobiologii, dotyczącymi natury ludzkiej wiążą się poważne, chyba przez niewiele osób uświadamiane, implikacje dotyczące etyki i prawa. Pojęcie wolnej woli jest ściśle związane z ideą odpowiedzialności osobistej za własne zachowanie. Jeśli zaakceptujemy fakt, że ogólne zręby zachowania człowieka wyznaczają geny, a to, jak postąpi w konkretnej sytuacji – socjalizacja i właściwe dla danej sytuacji okoliczności, równocześnie zwalniamy go z odpowiedzialności za jego postępowanie. Jak skazać wielokrotnego mordercę, gdy wiadomo, że jego czyny w części zdeterminowane są jego wyposażeniem genetycznym, a w części niezależnymi od niego czynnikami środowiskowymi? Czy tego chcemy, czy nie, nauka, niszcząc stopniowo pojęcie wolnej woli, równocześnie pozbawia człowieka odpowiedzialności osobistej. Już dotychczasowe badania neurologów wykazały, że patologiczny brak sumienia wynika w znacznej mierze z wrodzonych bądź nabytych defektów czołowych płatów kory mózgowej, odpowiedzialnych za samokontrolę w zachowaniu. Do podobnych wniosków doszli naukowcy na IV Światowym Kongresie Psychiatrii Biologicznej w 1985 r. Z przedstawionego tam raportu wynika, że 90 proc. wszystkich nadmiernie agresywnych osobników ma defekty mózgu.

Być może w końcu trzeba będzie przeformułować kodeksy prawne i zmienić sposób myślenia społeczeństwa, uzasadniając unieszkodliwienie groźnego bandyty nie tyle potrzebą jego resocjalizacji czy wymierzenia sprawiedliwości, ile pragnieniem odizolowania go i zniechęcenia do popełniania podobnych czynów w przyszłości zarówno jego, jak i innych ludzi. Steven Pinker cytuje w Tabula rasa znanego amerykańskiego sędziego Olivera Wendella Holmesa, który stwierdził: „Gdybym prowadził filozoficzną pogawędkę z człowiekiem, który ma zostać powieszony (albo stracony na krześle elektrycznym), powiedziałbym: „Nie wątpię, że twój czyn był dla ciebie nieunikniony, ale aby w przyszłości inni mogli go uniknąć, postanowiliśmy poświęcić cię dla dobra ogółu. Jeśli chcesz, możesz się uważać za żołnierza, który umiera za ojczyznę, ale prawo musi dotrzymywać swoich obietnic”„. Być może taka polityka odstraszania wyda się komuś kontrowersyjna, mało humanitarna, ale czy bardziej humanitarne jest oszukiwanie siebie i skazanego, że trafia za kratki, bo sam sobie na to zasłużył?

Trudność w zaakceptowaniu twierdzeń socjobiologii przez szersze rzesze społeczeństwa wynika zapewne m.in. z tego, że jej przesłania brzmią bardzo ponuro i pesymistycznie. Socjobiologia, a wraz z nią psychologia ewolucyjna, ujmują życie ludzkie w sposób mechanistyczny i podporządkowują wszelkie aspekty funkcjonowania człowieka imperatywowi replikacji genów. Odarci z wolnej woli nie mamy wielkiego wpływu na własne poczucie szczęścia, gdyż stanowi ono jedynie efekt uboczny odwiecznego mechanizmu funkcjonowania życia, który nie bierze pod uwagę dobra pojedynczych organizmów. Do tej pory nie wiemy, czy ktokolwiek poza nami jest w ogóle zdolny do posiadania tego typu odczuć. Ale paradoksem biologii jest to, że człowiek, być może jako jedyny gatunek zwierząt, został wyposażony w świadomość, która pozwala mu myśleć nie w kategoriach korzyści genów czy gatunku, ale swojego własnego dobra. To właśnie dzięki niej ma szansę zbuntować się przeciwko bezdusznemu procesowi ewolucji i zadbać o to, co dla każdego z nas jest najcenniejsze – o własne, egoistyczne szczęście.

Dr Michał Woźniak – geograf, psycholog i socjolog. Autor publikacji naukowych i popularnonaukowych, głównie z dziedziny nauk przyrodniczych.