ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Demokratyczny deficyt

Zastanawia tytuł nowej książki Jürgena Habermasa, przedstawiciela filozoficzno−politycznej Szkoły Frankfurckiej. O kim mówi autor pisząc Inny wielką literą? Początkowo zasugerowałem się przeczuciem, że może tu chodzić o Boga, o historiozoficzne uznanie dla Prowidencji, o jej uwzględnianie w najnowszych studiach nad liberalizmem czy nawet samą demokracją. Po przeczytaniu książki tytuł pozostał jednak zagadką. O jego sens pytać trzeba wyłącznie autora.

Książka Habermasa ma wiele wątków dość luźno ze sobą powiązanych. Znajdujemy tu genealogiczne rozważania na temat kognitywnej teorii moralności, ale także polemiki z filozofami Johnem Rawlsem, Dieterem Grimmem oraz uzupełnienie do książki Faktyczność i obowiązywanie z 1996 r. Są też odpowiedzi na pytania stawiane podczas wystąpień na sympozjach i okolicznościowe artykuły.

W jednym z rozdziałów, zatytułowanym Czy Europa potrzebuje konstytucji?, autor zauważa dychotomię dzisiejszych instytucji Unii Europejskiej. Z jednej strony – podkreśla – jest ona organizacją ponadnarodową bez własnej konstytucji, „założoną na podstawie prawa międzynarodowego – o tyle też nie jest państwem (w sensie nowoczesnego prawa konstytucyjnego, opartego na monopolu przemocy, suwerennego wewnątrz i na zewnątrz)”, z drugiej zaś organy wspólnoty tworzą prawo wiążące państwa członkowskie i w ten sposób Unia wykonuje suwerenne prawa, które dotąd zastrzeżone były dla państw. Jest to powodem tzw. demokratycznego deficytu, gdyż uchwały Komisji Europejskiej, Rady UE czy orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości mają moc ingerowania coraz głębiej, i nierzadko coraz dotkliwiej, w systemy państw członkowskich. Europejska egzekutywa może dzięki temu przeforsowywać swe postanowienia wbrew oporom rządów narodowych. Jednocześnie organy wykonawcze wspólnoty czerpią swą legitymację z legitymacji rządów członkowskich. Jest to zatem ostrzeżenie przed dalszym pozbawianiem kompetencji państw narodowych przez prawo europejskie. Konkluzja wywodu jest taka, że nie powinna istnieć żadna europejska konstytucja, dopóki nie wykształci się „europejski naród państwowy, dostatecznie homogeniczny, by wykształcić demokratyczną wolę”. Autor rozważa kilka wariantów powstania takiego narodu.

Prawne kwestie schodzą jednak na drugi plan w dyskusji nad sposobem finansowania przyszłego państwa europejskiego. Nowoczesne państwa, opierające się na pobieraniu podatków, czerpią korzyści ze swoich gospodarek tylko dopóty, dopóki chodzi o „gospodarki narodowe” – zwraca uwagę Habermas. Państwa mogą na nie oddziaływać środkami politycznymi. Wraz z denacjonalizacją gospodarki, szczególnie rynków finansowych i produkcji przemysłowej, zdaniem autora, państwa będą musiały się pogodzić z nowymi zjawiskami społecznymi, a przede wszystkim z szybko narastającym bezrobociem i „marginalizacją rosnącej mniejszości”.

Habermas pisał tę książkę w 1996 r. Dziś, w dobie globalnego kryzysu ekonomicznego, gospodarka jest obszarem, na którym obserwować możemy procesy bynajmniej nie sprzyjające budowie „narodu paneuropejskiego”. Zauważa się przecież proces niekiedy zakamuflowanego, innym razem jawnego ratowania przez „państwa narodowe” głównie swoich gospodarek, a dopiero potem, i może mimochodem, wspólnej, europejskiej. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że kryzys pozwala budować poczucie tożsamości narodowej.

Bogdan Bernat
Jürgen Habermas, Uwzględniając Innego. Studia do teorii politycznej, tłum. Adam Romaniuk, Jakub Kloc−Konkołowicz, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009.

Późnonowoczesna eschatologia?

Przedmiotem obszernej (ponad 550 stron) pracy dr Agaty Bielik−Robson, filozof z IFiS PAN, znanej z licznych wywiadów i publikacji prasowych, jest religijność, obecna w sposób jawny czy ukryty u podstaw ludzkiego myślenia. Teza autorki brzmi, że „atmosfera świeckości”, którą narzuca nowoczesna sfera publiczna, spycha refleksję związaną z religijnością „do podziemia”. Jednak ta refleksja nie zanika, a przybiera co najwyżej postać „kryptoteologii”. Autorka zdaje sobie przy tym sprawę, że „pojęcie „kryptoteologii” pozwala rozszerzyć refleksję teologiczną na te rejony myślenia, które z pozoru tylko nie odwołują się do żadnej formy wiary, głosząc absolutny prymat racjonalności. Wydaje się bowiem, że nawet najbardziej nieprzejednanie świecka filozofia w pewnym kluczowym momencie dokonuje mniej lub bardziej arbitralnego wyboru... Dochowując mu wierności, spełnia tym samym fundamentalne kryterium religijne, jakim jest właśnie fides: wierność jako wiara albo wiara jako wierność.

Widzimy więc, że pojęcie „kryptoteologii” nie musi mieć (i w refleksji postmodernistycznej raczej nie ma) wiele wspólnego z teologią, jako nauką o Bogu. Raczej mamy tu do czynienia z kryptofilozofią religii czy kryptoeschatologią. Warto też zwrócić przed lekturą uwagę na tytułową „późną nowoczesność” – ów termin zawęża refleksję do pewnego kręgu myśli (kontynentalnej?), gdzieś pomiędzy postmodernizmem a myślą żydowską (zwłaszcza F. Rosenzweiga). Autorka nie odnosi się zatem np. do analitycznej filozofii Boga i religii.

I jeszcze jedno fundamentalne założenie. Autorka pomija całkowicie myśl chrześcijańską: „w książce nie poświęcamy religii chrześcijańskiej wiele uwagi, ponieważ uznajemy zmierzch chrześcijaństwa za fakt. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że filozofia nowoczesna rozpoczyna się od uznania skończoności jednostki ludzkiej, która przekreśla ideę osobowej nieśmiertelności”. To ostatnie założenie jest szczególnie mocne i, wydaje się, nieuprawnione (np. choćby w obliczu intensywnie rozwijanej analitycznej teologii naturalnej). Dopiero po akceptacji tych założeń czytelnik może spokojnie poddać się lekturze.

Książka składa się z trzech części (jak Heglowska triada). Pierwsza dotyczy „kryptoteologii tanatycznej”, która otacza kultem śmierć, jako „rzecz ostateczną”. Jednakże w części II Bielik−Robson prezentuje „witalizm antytetyczny” H. Blooma; życie ducha polega na tym, by człowiek „spojrzał śmierci w oczy i wytrwał mężnie w obliczu jej negatywności”. W końcu część III stanowi przezwyciężenie opozycji śmierci i życia, syntezę, co do której toczy się walka o to, czy jest nią ideał życia zbawionego (teologia mesjanistyczna), czy powrót do mitu: uznania wszechwładzy Tanatosa.

Książka napisana jest uczonym, nasyconym erudycją po(późno)nowoczesnym językiem, „trudnym” do przełknięcia dla recenzenta, któremu bliżej do filozofii klasycznej. Weźmy na chybił trafił stosunkowo zrozumiały cytat: „Jeśli przepuścić, tak jak to robi Lacan, Poza zasadą przyjemności przez Kojeve’a czytającego Hegla oraz Heideggera z jego obsesją Sein−zum−Tode, otrzymamy silnie tanatyczny efekt, przypominający manichejskie przesłanie, zgodnie z którym wszechświat jest tylko błędem w czystej pustce nieistnienia i jedynie fundamentalne uwewnętrznienie śmierci pozwala odwrócić katastrofalny pochód życia”. Czy filozof musi aż tak niejasno pisać?

Marek Lechniak
Agata Bielik−Robson, „Na pustyni”. Kryptoteologie późnej nowoczesności, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych universitas, Kraków 2008, seria: Horyzonty Nowoczesności.

Zagadki bez odpowiedzi

Od znanego uczonego usłyszałem kiedyś, że dobry projekt badawczy to taki, po którego zakończeniu więcej pytań się pojawiło niż zostało wyjaśnionych. W trakcie lektury książki Agnieszki Herman przeżywałem swoiste déja vu. Dla gdańskiej oceanograf rozwikływanie zagadki też jest bardziej fascynujące niż jej ostateczne rozwiązanie. Odniosłem jednak wrażenie, że wielość znaków zapytania jest tutaj bardziej wyrazem bezradności niż ciekawości świata.

Autorka sięga po materię bardzo odległą w czasie i – co w przypadku badaczy ma kolosalne znaczenie – niepowtarzalną. Podejmuje próbę dotarcia do początków naszego gatunku. Do tego punktu zwrotnego w dziejach, w którym pojawiły się istoty dwunożne. W głównym nurcie rozważań docieka bezpośrednich przyczyn ewolucji wyprostowanej postawy u hominidów. Jak to się stało, że nasi przodkowie zeszli z drzew, co nimi powodowało, jak sobie radzili poruszając się tylko na nogach? Czy było to efektem zmian środowiska, czy może zupełnie innych czynników?

Aby rozszyfrować te zagadki, idzie śladami pozostawionymi przez naszych przodków, a odkrywanymi co jakiś czas przez paleoantropologów. Zadziwiające, jak wiele można wyczytać z fragmentu żuchwy czy przypadkowo odkrytej kości łokciowej. Kto wie, może i u Herman byłoby to ze wszech miar intrygujące, gdyby zechciała jednak pójść o krok dalej. Nie przesypywać piasku z jednego afrykańskiego stanowiska na drugie. Sądziłem, że skoro autorka nie zajmuje się na co dzień paleoantropologią ani archeologią, ani tym bardziej genetyką, skoro nie wiąże ją środowiskowa poprawność, nie krępują żadne naukowe kajdany, pozwoli sobie na więcej niż odnotowanie najważniejszych odkryć w tych dyscyplinach i wyjaśnienie ich znaczenia w ewolucyjnej drabinie. Pisze o śladach z Laetoli, dziecku z Taung czy o czaszce Toumaď, a więc o faktach już doskonale znanych, prezentując przy okazji mniej lub bardziej oryginalne teorie towarzyszące tym znaleziskom, nawet taką o naszej „wodnej przeszłości”.

Niestety, scenariuszy rozwoju sytuacji jest tu niemal tyle, co rozdziałów. Zastanawiające, że Agnieszka Herman, dla której ewolucja człowieka jest pozazawodową pasją, mając w tym właśnie wszelkie atuty, by napisać książkę popularnonaukową, pozbawioną takich akademickich rozważań i hipotez, zapomina o naczelnej zasadzie, aby jak ognia unikać formułek typu „nie wiadomo”, „być może”. Współczesny czytelnik, czy to się komuś podoba, czy nie, oczekuje jasnych sądów, wyrazistych opinii, jednoznacznych ocen. Dywagacje i rozważania zostawia „jajogłowym”. Sam w gąszczu pytań i wątpliwości, nie mając żadnej wskazówki, staje się bezradny niczym niemowlę. W pewnym momencie chyba i autorce zaczyna to ciążyć, skoro pozwala sobie na dygresję o tych, którzy skończyli czytać już po paru kartkach. Co jednak z tymi, którzy, pełni wątpliwości, dotarli jednak do połowy książki? Cóż, zapewne zdają sobie sprawę, że pozostawi ona w nich spory niedosyt. Z ulgą zatem powitają koniec, gdzie zresztą po raz kolejny padnie sakramentalne: „właściwie nic nie wiadomo”.

Niestety, Herman chcąc nie chcąc, trochę wbrew sobie, zamiast zarazić swoją pozazawodową fascynacją, przedstawiła jedynie aktualny stan wiedzy z zakresu paleoantropologii. Owszem, krytycyzm w nauce jest ze wszech miar potrzebny, ale warto pamiętać, by się w nim nie zatracić. W przeciwnym razie czeka nas dreptanie w miejscu.

Mariusz Karwowski
Agnieszka Herman, Zagadki z przeszłości. O pierwszych etapach ewolucji człowieka, wydawnictwo Prószyński i S−ka, Warszawa 2009, seria: Na Ścieżkach Nauki.

Burzliwe życie Papy Tarskiego

Opowieść o życiu i pracy Alfreda Tarskiego – jednego z największych logików wszech czasów, „człowieka, który zdefiniował prawdę” – to biografia niezwykła. Portret wyśmienitego uczonego został przedstawiony w kontekście historyczno−społecznym. Autorzy prezentują żywy obraz osoby prowadzącej burzliwe życie, przeplatając go „przerywnikami” (interludes) zawierającymi opis głównych osiągnięć naukowych Tarskiego na polu logiki, teorii mnogości, teorii modeli. Książka zawiera wiele fotografii.

Urodzony w 1901 r. w Warszawie starszy syn żydowskiego zamożnego przemysłowca Ignacego Tajtelbauma, w 1918 rozpoczął studiowanie biologii w dopiero co otwartym ponownie po wojnie Uniwersytecie Warszawskim. Tam został dostrzeżony przez Stanisława Leśniewskiego, ówczesnego kierownika Katedry Filozofii Matematyki i przez niego przekonany do porzucenia studiów biologicznych na rzecz filozoficznych. W 1924 zmienił nazwisko i jako Alfred Tarski doktoryzował się na podstawie rozprawy pisanej pod opieką Leśniewskiego.

Po habilitacji w 1925 roku został docentem Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie do roku 1939 wykładał podstawy logiki i matematyki. Tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej wyjechał na konferencję do Stanów Zjednoczonych i pozostał tam już do końca życia w roku 1983. W 1945 przyjął obywatelstwo amerykańskie. Pracował w Uniwersytecie Harvarda, w Nowym Jorku, w Princeton, a od 1942 roku w Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, gdzie przez 37 lat był profesorem.

Na początku opowieści spotykamy Alfreda jako niezwykle zdolnego żydowskiego chłopca tłumaczącego sprawnie opowiadania z niemieckiego na polski, pilnego ucznia gimnazjum w Szkole Mazowieckiej, ambitnego studenta, który wybrał biologię – swą „pierwszą miłość” – za przedmiot badań.

Dalej śledzimy trudne losy młodego człowieka, który decyduje się zmienić demaskujące jego pochodzenie nazwisko na brzmiące bardziej polsko. Gdy później zwrócił się do ojca z prośbą o pożyczenie pieniędzy, Ignacy Tajtelbaum odpowiedział mu: „Pieniądze? Potrzebujesz pieniędzy? Dlaczego nie pójdziesz z tym do starego Tarskiego?” Od tej pory Alfred Tarski – Polak z „polotem”, radzi sobie w życiu w nowy sposób, borykając się niejednokrotnie z różnymi trudnościami.

Autorom udało się odtworzyć ówczesne realia. Czujemy atmosferę intelektualnych dyskusji młodych naukowców w przedwojennych kawiarniach wiedeńskich, warszawskich czy paryskich. Towarzyszymy wyjeżdżającemu na konferencję za ocean w sierpniu 1939, a także jego żonie pozostającej w Warszawie z dwójką dzieci i oddzielonej przez wojnę na wiele lat od męża. Odbywamy „podróż do Berkeley”.

Wreszcie widzimy Tarskiego zwanego „Papą Tarskim” – wspaniałego polskiego matematyka, który w kalifornijskim Berkeley buduje imperium logiki, skupiając wokół siebie wielu wybitnych studentów i naukowców z całego świata. Spotykamy jego studentów, doktorantów, współpracowników. Uczestniczymy w naukowych posiedzeniach, prywatnych spotkaniach, w wyprawach górskich czy na kalifornijskie plaże.

Poznajemy nie tylko barwną osobowość znakomitego naukowca. Obok osiągnięć matematycznych autorzy wskazali też inne jego życiowe pasje – kobiety, alkohol i inne używki. Wszystkie historie, ubarwione anegdotami, oparte są na wiedzy z pierwszej ręki i z oryginalnych źródeł. To naprawdę godna polecenia lektura.

Katarzyna Idziak
Anita Burdman Feferman, Solomon Feferman, Alfred Tarski: Life and Logic, Cambridge University Press, Cambridge 2004.

Pomagać, nie szkodzić

Jak prowadzić psychoterapię bez wywierania presji na pacjenta? Czy dla dobra eksperymentu można osoby badane wprowadzać w błąd? Jak długo należy przechowywać dokumentację psychologiczną? Jak uczyć etyki zawodowej na studiach psychologicznych? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań poszukują autorzy książki Etyka zawodu psychologa. Jerzy Brzeziński, Barbara Chyrowicz, Wojciech Poznaniak, Małgorzata Toeplitz−Winiewska w sposób pełny i klarowny omawiają normy i wartości, które powinny być respektowane przez każdego psychologa.

Książka jest podzielona na pięć części. Pierwsza dotyczy etyki i etyki psychologicznej w ogólności, a kolejne przedstawiają etyczne dylematy psychologa w jego konkretnych wcieleniach, jako: badacza, nauczyciela akademickiego, diagnosty, specjalisty udzielającego pomocy psychologicznej oraz eksperta.

To, aby nie przekroczyć tej, nieraz bardzo cienkiej, granicy etycznej, jest w nauce niezwykle istotne, zwłaszcza w nauce zajmującej się tak delikatną „materią”, jaką jest człowiek. O tym, że nie zawsze się to udaje, świadczą słynne na całym świecie eksperymenty: Ascha, Milgrama i Zimbardo. Wzbudziły one wiele kontrowersji i negatywnych ocen, właściwie uznane zostały za nieetyczne, ale gdyby nie one, nasza wiedza o społecznym funkcjonowaniu człowieka byłaby dużo uboższa. Czy jednak manipulowanie badanym człowiekiem w imię nauki jest słuszne? Gdzie kończy się etyczna granica eksperymentowania?

Jednak to nie eksperymenty, a pomoc psychologiczna, psychoterapia jest najbardziej narażona na dylematy etyczne i to podczas psychoterapii mamy do czynienia z większością nieetycznych praktyk, na przykład z indoktrynacją pacjenta. Jak, będąc psychoterapeutą, uchronić się przed narzucaniem swego zdania pacjentowi, co może nawet doprowadzić do tzw. wdrukowania pacjentowi fałszywych wspomnień?

Autorzy książki zwracają też uwagę na udzielanie pomocy psychologicznej przez telefon, Internet i w prasie czy na odpowiedzialne posługiwanie się testami psychologicznymi. Podejmują dylematy etyczne związane z transplantacją, piszą o psychologii w reklamie i biznesie. Problem plagiatu czy ekspertyzy naukowej w mediach z pewnością zainteresuje również przedstawicieli innych nauk społecznych. Książka jest zresztą napisana przystępnym językiem, więc każdy zainteresowany tą problematyką odnajdzie przyjemność w jej czytaniu. Bo dla psychologów i studentów psychologii to pozycja obowiązkowa.

Czytelnicy znajdą tutaj obszerne fragmenty Kodeksu etyczno−zawodowego psychologa Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, ale również Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, Konstytucji RP i innych ustaw, kodeksów i kart. Rozważania na temat etyki wzbogacają wyróżnione w ramkach słowa wybitnych myślicieli: Arystotelesa, Rousseau, Fromma czy Kołakowskiego.

Etyka w psychologii dlatego jest tak ważna, że tutaj badający – psycholog, w odróżnieniu od przedstawicieli innych nauk, nie staje wobec swojego obiektu poznania w relacji podmiotowo−przedmiotowej, tylko w relacji podmiotowo−podmiotowej. Tutaj mamy do czynienia z żywym człowiekiem. Dlatego – jak piszą autorzy – etyka stosowana, czyli normy moralne odnoszące się do pracy psychologa to jedno, ale drugie to moralna wrażliwość psychologa. Normy jej nie zastąpią.

Anna Jawor
Jerzy Brzeziński, Barbara Chyrowicz, Wojciech Poznaniak, Małgorzata Toeplitz−Winiewska, Etyka zawodu psychologa, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2008.

Suwalski Herbert

Na szczęście książka ta nie jest kolejną pracą zbiorową o poecie. Zbigniew Fałtynowicz, suwalski badacz geografii literackiej północno−wschodniej Polski, w gęstej od faktów, lecz ciekawie prowadzonej narracji zrekonstruował kilkakrotne pobyty Zbigniewa Herberta głównie w Augustowie i okolicach. Stało się to możliwe dzięki pasji regionalistycznej autora, polegającej m.in. na ujawnianiu i opisywaniu związków wybitnych twórców literatury polskiej (np. Marii Konopnickiej, Czesława Miłosza) z Suwalszczyzną. Fałtynowicz dzielnie redagował ważne czasopismo krajoznawczo−kulturalno−literackie „Jaćwież”. Niestety, przestało się ukazywać z przyczyn niezależnych od redaktora.

Zbierając materiały Fałtynowicz przeprowadził kwerendę w różnych placówkach muzealno−archiwalnych. Niebagatelną rolę w realizacji tego przedsięwzięcia odegrała Biblioteka Narodowa, zakupiła bowiem i przygotowała do udostępniania archiwum Zbigniewa Herberta. Zawiera ono dokumenty, które pozwolą napisać zobiektywizowaną biografię poety i rozwiązać liczne zagadki związane z jego twórczością. Badacze mogą bez trudu zlokalizować potrzebne materiały. Pod koniec 2008 r. ukazał się inwentarz archiwum Zbigniewa Herberta, opracowany przez Henryka Citkę.

Fałtynowiczowi udało się pokazać Herberta nieupomnikowionego i nieheroicznego. Był człowiekiem o niesłychanym poczuciu humoru, które czyni z jego listów i liścików, artykułów i zapisków lekturę żywą i aktualną. Poznajemy tu Herberta chętnie i życzliwie wchodzącego w kontakty z ludźmi. Widzimy go jako czynnego turystę, wodniaka, który przebył setki kilometrów szlakiem rzek i jezior. W starszym wieku razem z żoną przemierzał suwalsko−mazurskie drogi samochodem.

Doświadczenia augustowskie zainspirowały Herberta do napisania kilku wypowiedzi publicystycznych i reporterskich o prowincji, a także dramatu Lalek. Do pewnego stopnia rewelacją jest pełne dowcipu i nie tylko wakacyjnych wrażeń opowiadanie poety Wyprawa pod Jonaszem. Powstało ono na kanwie spływu kajakowego (Blizna – Wigry – Czarna Hańcza – Kanał Augustowski). Poeta pływał ze Zdzisławem Najderem latem 1955. Pierwodruk tego tekstu (z objaśnieniami Fałtynowicza) stanowi jeden z rozdziałów książki. To jedno opowiadanie uświadamia, że Herbert u progu debiutu poetyckiego uprawiał też prozę. W jego archiwum spoczywają liczne nieznane opowiadania.

Książka zawiera mnóstwo materiału ikonograficznego. Możemy zajrzeć do legitymacji członkowskiej PTTK, do którego Herbert należał od 6 sierpnia 1954. Możemy popatrzeć na zdjęcia młodego poety pośród puszcz i jezior oraz osób i miejsc, które były mu dobrze znane. Dopełnieniem tych świadectw są rysunki poety.

Fałtynowicz w swej rzetelnej, opracowanej z pietyzmem, faktograficznej pracy starał się głęboko schować emocjonalny i pełen szacunku stosunek do poety.

Książka uzmysławia, że Zbigniew Herbert jeździł po natchnienie nie tylko do Francji, Włoch czy Grecji, ale także „do Polski”. Wydawnictwo to poniekąd likwiduje cząsteczkę pewnego niedomagania twórczości literackiej naszego kraju. Poeta pisał o tym w Augustowie ok. pół wieku temu: „W literaturze polskiej nie ma wiele zdrowej krwi regionalnej”.

Zbigniew Chojnowski
Zbigniew Fałtynowicz, Podróże bliskie. Zbigniew Herbert i Suwalszczyzna, Muzeum Okręgowe w Suwałkach, Agencja Reklamowo−Wydawnicza Arkadiusz Grzegorczyk, Suwałki 2008.