ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Sfera nauki i edukacji została zepchnięta na margines przemian demokratycznych w naszym kraju. Myślę, że jedną z przyczyn jest brak tradycji szerszego jej wspierania.

Polskie drogi nauki i edukacji

Andrzej B. Legocki

W jednym z ostatnich numerów prestiżowego czasopisma przyrodniczego „Cell” (May 29, 137, 2009, 793-795) ukazał się interesujący artykuł redakcyjny Mind the Gap: Bringing Scientists and Society Together, opisujący konsolidację hiszpańskich towarzystw i środowisk naukowych, które utworzyły konfederację w celu promowania badań naukowych oraz edukacji w społeczeństwie i kręgach polityków (Confederation of Spanish Scientific Societes COSCE, http://www.corce.org) W marcu 2008 konfederacja ta zorganizowała debatę Nauka w kampanii wyborczej, w której pięć hiszpańskich ugrupowań politycznych zaprezentowało konkretne formy wspierania innowacyjności, które zobowiązują się wprowadzić w życie w przypadku sukcesu wyborczego.

Czy to mogłoby się zdarzyć w Polsce? Czy można sobie wyobrazić, aby naukowcy rozliczali polityków z obietnic wyborczych? Sądzę, że byłoby to trudne, ponieważ u nas sfera nauki i edukacji nie zajmuje w świadomości społecznej należnej jej pozycji. Prestiż nauki jest systematycznie osłabiany przez negatywne kampanie medialne, podważające pozycję uczonych, a także przez świadomą rezygnację rządu z konsultowania decyzji strategicznych z kręgami uczonych, czego konsekwencją jest brak rządowego centrum badań strategicznych oraz odrzucanie kolejnych inicjatyw Polskiej Akademii Nauk oferującej gotowość podejmowania się zadań eksperckich.

Z dala od priorytetów

Nauka i edukacja są w bogatych krajach Unii Europejskiej szczególnymi obszarami życia publicznego. Ludzie w tych krajach dawno już zrozumieli, że to właśnie te obszary wyznaczają standard życia przyszłych generacji, a troska o jak najlepsze kształcenie młodzieży ma wymiar racji stanu (kapitał ludzki).

Można się zastanawiać, dlaczego w naszym kraju sfera nauki i edukacji została zepchnięta na margines przemian demokratycznych. Myślę, że jedną z przyczyn jest brak tradycji szerszego jej wspierania. W okresie międzywojennym elitarność nauki była silnie zaznaczona. Prowadzenie nowoczesnych badań naukowych ograniczono do wybranych i nielicznych ośrodków krajowych. Po wojnie ówczesne władze państwowe, zajęte umacnianiem narzuconego Polsce obcego systemu politycznego, nie rozwijały życia intelektualnego zasadzającego się na otwartości i wolności obywatelskiej. Szkoda, że w rządzie Tadeusza Mazowieckiego na edukację i naukę nie udało się wykroić większego kawałka z tego, jakże przecież skromnego, tortu funduszy państwowych. Budżet pierwszego demokratycznego rządu był dlatego tak ważny, ponieważ wszystkie następne stały się w pewnym sensie jego pochodnymi. Ponadto w pierwszych trudnych latach przemian transformujących polską gospodarkę wielu ekonomistów uznało, że lepiej środki państwowe przeznaczać na zakup zagranicznych technologii niż na rozwijanie własnej innowacyjności.

W demokracji parlamentarnej czynnik akceptacji społecznej ma decydujące znaczenie dla określania priorytetów życia publicznego. Wydawać by się więc mogło, iż nie powinno być większych trudności z przekonaniem polityków, aby poważnie potraktowali racjonalne potrzeby nauki i edukacji. Tymczasem dokonania większości ekip rządowych były w tym względzie zadziwiająco mało skuteczne. Być może często zmieniającym się w naszym kraju ekipom rządowym po prostu nie starczało czasu na konsekwentne wdrożenie zamierzonych zmian, natomiast ustawicznie uwikłany w antagonizmy partyjne Sejm nie był w stanie przemawiać jednym głosem w sprawach kluczowych dla rozwoju nauki. Dysputy o potrzebie rozwijania innowacyjności i kondycji intelektualnej społeczeństwa spychane były ciągle na dalszy plan, ponieważ nie zapewniając doraźnych korzyści politycznych, nie były w stanie skupiać trwałej uwagi polityków. Konsekwencją tego stanu rzeczy było całkowite zaniedbanie materialnej motywacji dla ludzi nauki, tak aby strefa ta stała się atrakcyjnym miejscem zatrudnienia dla utalentowanej młodzieży. Przegląd realnych uposażeń pracowników nauki uderza żenująco niskim poziomem, co przyczyniło się do powstania patologicznego zjawiska nadmiernej wieloetatowości. Z problemem tym, mimo usiłowań, nie potrafiła sobie poradzić żadna ekipa rządowa.

Przez lata panowała w naszym kraju niewiara, że zaawansowana nauka może być wysoko opłacalną inwestycją. Wręcz przeciwnie, upowszechniano poglądy, że nauka uprawiana jest przez roztargnionych uczonych „sobie a muzom”, w związku z czym nie ma co szaleć z wydatkami publicznymi na naukę. Pisze się, że nasi naukowcy ciągle nie mogą się pochwalić spektakularnymi odkryciami, a tym bardziej nagrodami Nobla. Mało kogo w tych dysputach interesują prawdziwe uwarunkowania współczesnych sukcesów naukowych i to, że wiele czołowych ośrodków badawczych dysponuje dziś budżetami przewyższającymi wydatki naszego państwa na całą sferę nauki. A te od lat niezmiennie należą do najniższych w Europie.

Degradacja potencjału

Pewnym pocieszeniem jest to, że niektóre potrzeby inwestycyjne szkolnictwa wyższego doczekały się ostatnio zrozumienia. Świadczą o tym inwestycje uczelniane realizowane w wielu ośrodkach akademickich. Powstają nowoczesne kampusy wypełnione garnącą się do nauki, jak nigdy przedtem, młodzieżą. Obrazy takie mogą być naszą wielką radością. Edukujemy nowe pokolenie Polaków, obywateli nowoczesnej Europy, znających języki, techniki informatyczne, ambitnych, przygotowanych do odniesienia zawodowego sukcesu. Rzecz teraz w tym, aby temu pokoleniu stworzyć szansę godziwej pracy dla Polski.

Nie wszystkie jednak instytucje sfery nauki w naszym kraju mogą się poszczycić warunkami sprzyjającymi rozwojowi. Na bardzo trudną próbę przetrwania wystawiła reformująca się rzeczywistość Polską Akademię Nauk. Blisko 80 placówek badawczych, z których poważna część to krajowa ekstraklasa nauki, 110 komitetów naukowych, będących wybraną przez same środowiska reprezentacją poszczególnych dyscyplin, wraz ze zbudowaną przez lata całkiem współczesną infrastrukturą badawczą – wszystko to stanowi ogromny potencjał twórczy i innowacyjny, którego trudno nie docenić. Polska Akademia Nauk znajduje się od szeregu już lat na szlaku samoreformowania się. Kolejne ekipy Akademii i Ministerstwa Nauki opracowały mniej lub bardziej szczegółowe scenariusze modernizacji, których elementy wprowadzono już w życie, ale które całościowo nie wywołały w sferze nauki przełomu organizacyjnego. Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem przyczyn jest kilka, a niektóre z nich mają charakter systemowy.

Jeśli Akademia ma nadal sprawować funkcję organu założycielskiego dla swych placówek naukowych, należy stanowczo przywrócić jej możliwość rozdziału środków statutowych. Tylko wówczas bowiem będzie można mówić o racjonalnym powiązaniu poziomu finansowania z uzyskiwanymi przez placówki wynikami. Obecna formuła, w której ocena merytoryczna przypisana jest Akademii, a przyznawanie środków finansowych stanowi wyłączną domenę ministerstwa, uległa wyczerpaniu. Skutkiem tego są wcale nie tak odosobnione przypadki, w których placówki słabsze otrzymują więcej środków statutowych w przeliczeniu na pracownika naukowego niż wyżej sklasyfikowane placówki, a jeszcze inne uzyskują 2-3 razy więcej od pozostałych tej samej kategorii. Bezpośrednie powiązanie poziomu dotacji statutowej z oceną merytoryczną i wyposażenie Akademii w podstawowe narzędzia do sprawowania realnej opieki założycielskiej nad swoimi placówkami jest istotnym warunkiem powodzenia restrukturyzacji nauki w Polsce.

Sprawą niezwykle dolegliwą są uposażenia pracowników placówek PAN. Z uwagi na zmniejszający się od wielu już lat realny poziom dotacji statutowych, uposażenia w większości placówek odstają drastycznie od uposażeń nauczycieli akademickich. Dyskryminacji tej nie da się niczym usprawiedliwić.

Aktualnie oczekiwanym wydarzeniem, które wyznaczyć ma organizacyjne kierunki usprawnienia całego obszaru nauki, jest uchwalenie przez Sejm RP przygotowanego przez rząd pakietu ustaw, w tym ustawy o Polskiej Akademii Nauk. Czy te ustawowe zapisy są w stanie zapobiec najbardziej pesymistycznemu scenariuszowi nieodwracalnego zdegradowania zgromadzonego potencjału badawczego?

Kto wie, czy pomocny dla utrzymania wartościowych zespołów Akademii nie będzie scenariusz francuski sprzed trzech dekad, polegający na organizacyjnym połączeniu placówek badawczych Akademii (we Francji były to instytuty CRNS) z wyższymi uczelniami, z zachowaniem ich tożsamości. Wówczas, jeśli tylko uda się przezwyciężyć ograniczenia administracyjne, pozyskanie „wartości dodanych” może znacznie wzmocnić całą sferę nauki w Polsce. Placówki ochronią swój najbardziej znaczący potencjał, a uczelnie wzbogacą się o dynamiczne zespoły, co może zapewnić im większą konkurencyjność w pozyskiwaniu środków unijnych i zarazem zwiększyć atrakcyjność dla studiującej młodzieży. Czy taka wizja, oparta na gromadzeniu sprawczej masy krytycznej, w Polsce w ogóle jest możliwa? Chodzi wszakże o to, aby wybijający się badacze polscy mogli lokować uzyskane środki europejskie w ośrodkach krajowych, a nie – jak to ma miejsce teraz – w laboratoriach zagranicznych.

Prof. dr hab. Andrzej B. Legocki, biochemik, pracuje w Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. W latach 2003-06 był prezesem PAN. Od 2007 jest przewodniczącym Wydziału Nauk Biologicznych PAN.