ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Co dalej z Kopernikiem?

A cóż to za pytanie? Stoi na pomnikach w całej Polsce! No właśnie: na pomnikach stoi, ale dorobek badań kopernikowskich w naszym kraju nie jest zachwycający. Pisze o tym Michał Kokowski w „Kwartalniku historii nauki i techniki” (nr 3-4/2008).

Status polskiej kopernikanistyki jest pochodną niskiego statusu historii nauki w Polsce. Brak mechanizmu przyznawania grantów w tej dyscyplinie, nieobecność kształcenia studentów na kierunku historia nauki, nieistnienie katedr historii nauki w uniwersytetach, wreszcie brak zagranicznych książek z tej dziedziny w naszych bibliotekach – oto przyczyny rosnącej przepaści między kulturą polską a światową.

Za granicą liczą się w badaniach kopernikańskich dwa kraje – pisze Kokowski – USA i Niemcy. Są tam one dobrze finansowane. W USA standardem są granty po co najmniej 100 tys. dolarów. „W Polsce od wielu lat nie ma żadnych pieniędzy na prowadzenie normalnych badań kopernikańskich”.

Na podjęcie czeka wiele tematów. Nie znaleziono dotąd dużej grupy pism Kopernika ani pism Tidemana Giesego i Joachima Retyka na temat teorii i osoby astronoma, nie rozpoznano genezy i treści jego dokonań. Nie wiemy, ilu było zwolenników teorii Kopernika i w jakich ośrodkach prowadzili oni działalność.

Autor upomina się o tworzenie katedr historii nauki i historii nauk szczegółowych w uniwersytetach, powołanie studiów doktoranckich w Instytucie Historii Nauki PAN. „Zdumieniem ogarnia postępujący obecnie upadek takich badań [kopernikańskich] w Polsce – pisze Kokowski – zatracanie wiedzy o Koperniku jako kulturowym symbolu, z którego Polska jest słynna na całym świecie”.

(fig)

Ocena nauczania

Sytuacja szkolnictwa wyższego w dobie globalizacji podlega coraz dokładniejszej ocenie wywołanej przez stale rosnącą liczbę rekrutowanych studentów i coraz większe koszty edukacji. Badaniu – jak czytamy w najnowszym numerze „International Higher Education” (nr 56, lato 2009) – poddawane są przede wszystkim dwa elementy: rzeczywisty stan wiedzy studentów oraz jakość usług edukacyjnych im świadczonych. Choć jak dotąd nie osiągnięto porozumienia co do sposobu oceniania procesu nauczania, potrzeba wykształcenia pewnego standardu jest oczywista.

Omawiane obawy doprowadziły do uruchomienia pilotażowego programu Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie pod nazwą Assesment of Higher Education Learning Outcomes. Ma on za zadanie poddać analizie szereg metod oceniania oraz ich wiarygodność w kontekście międzynarodowym. Aby wnieść swój wkład do debaty na temat oceny nauczania w wyższych uczelniach, autorzy artykułu: Jeannie Kim (koordynator programu w Social Science Research Council), Josipa Roksa (adiunkt w Departamencie Socjologii Uniwersytetu Virginia), Richard Arum (profesor socjologii i edukacji Uniwersytetu Nowego Jorku) opisują dwie z najbardziej powszechnych metod stosowanych w Stanach Zjednoczonych.

National Survey of Student Engagement (NSSE) służy ocenie stopnia wykształcenia studentów i ich osobistego rozwoju w okresie studiów. Ankieta ta jest oparta na założeniu, że wszelka aktywność studentów w trakcie studiów jest istotna dla procesu ich kształcenia i rozwoju. W związku z tym skupia się na uczestnictwie studentów w różnorodnych zajęciach, kwalifikacjach zdobytych na dodatkowych kursach, współpracy z kadrą akademicką. Studenci proszeni są o wskazanie (na skali 1-4), w jakim stopniu zdobyte w uczelni doświadczenia wpłynęły na rozwój ich umiejętności krytycznego i analitycznego myślenia oraz przejrzystości i efektywności pisania. Szkoły wykorzystują tę ankietę, by uzyskać wskazówki, jak wzbogacić doświadczenia studentów, a tym samym wpłynąć na optymalność nauczania.

NSSE jest łatwym i tanim sposobem pozyskiwania informacji. Ankiety przeprowadzane wśród studentów mogą być wartościowym i istotnym, choć – jak uważają autorzy – niekoniecznie rozstrzygającym źródłem informacji. To, że analiza nauczania oparta jest na subiektywnych ocenach studentów, może budzić wątpliwości. Czy studenci potrafią celnie zidentyfikować i zdefiniować umiejętności krytycznego myślenia, czy też łatwość uczenia się? Co więcej, czy studenci potrafią obiektywnie ocenić swoje sukcesy w uczeniu się?

W odróżnieniu od NSSE Collegiate Learning Assessment (CLA) stara się mierzyć efekty nauczania bezpośrednio. W ramach CLA sprawdzane są m.in.: umiejętność krytycznego myślenia i rozumowania analitycznego, umiejętność rozwiązywania problemów, skuteczność pisemnego komunikowania.

Obecnie CLA opiera się na studentach uczelni, które wyraziły chęć przystąpienia do programu. Istnieje obawa, że objęte nim placówki będą przykładały większą wagę do odpowiedniego trenowania studentów – tak, by osiągali lepsze wyniki niż studenci innych uczelni, zaniedbując jednocześnie umiejętności, które nie są mierzone przez CLA. Program ten, jak czytamy, jest postrzegany jako wartościowy, jednakże nieskuteczny w ocenie całokształtu uniwersyteckiego doświadczenia naukowego.

Obecne wyzwania dotyczące oceniania procesu nauczania w szkolnictwie wyższym nie są nowym zjawiskiem. Od dawna poszukiwana jest skuteczna metoda, która uwzględniałaby niewątpliwie prawdziwe założenia, że sam fakt bycia ocenianym wpływa na zachowanie władz uczelni, kadry naukowej i administracyjnej, a także studentów i ich rodziców.

Katarzyna Krzyżanowska

Od specjalizacji do atomizacji

Kwartalnik „Ethos” poświęca cały podwójny numer jednemu tematowi: Koniec misji uniwersytetu? Kilka dekad temu pytanie takie byłoby niezrozumiałe – czytamy w odredakcyjnym wstępie. „Wykształcenie uniwersyteckie miało charakter elitarny – absolwent takiej uczelni nie był po prostu specjalistą w zakresie określonej dyscypliny, obok wykształcenia specjalistycznego otrzymywał bowiem formację intelektualną, pozwalającą mu widzieć jego własną specjalizację w kontekście całości wiedzy”. „Odrzucenie klasycznego curriculum i wprowadzenie w jego miejsce studiów cząstkowych oraz arbitralne łączenie przedmiotów w ramach różnego rodzaju kursów odebrało studentom i przyszłym absolwentom możliwość postrzegania wiedzy jako całości”. Miejsce filozofii i teologii zajęły ideologie: feminizm, równouprawnienie, ekologia. Uniwersytety straciły niezależność, „stając się narzędziami w rękach różnego rodzaju grup”. Przemiany polegały też na porzuceniu tradycyjnej struktury uniwersytetu. Integracja europejska wymogła uniformizację szkolnictwa wyższego. Narzekamy na biurokratyzację uczelni i konieczność podporządkowania badań zapotrzebowaniom podmiotów zewnętrznych, które mogą je sfinansować. Wiedzę traktuje się instrumentalnie, jako narzędzie służące celom praktycznym. Uniwersytet „przekształca się w wielokierunkową szkołę zawodową, preferującą wąskie, praktyczne specjalizacje w miejsce tradycyjnej formacji ogólnohumanistycznej” – pisze redakcja „Ethosu”. „Przekazywana studentom wiedza ma charakter zatomizowany, nie zostaje osadzona w jakiejkolwiek – niekoniecznie teologicznej – perspektywie antropologicznej”. „Dziś studiują wszyscy, bez względu na zainteresowania, predyspozycje czy poziom intelektualny”.

W tym numerze warto zwrócić szczególną uwagę na artykuły: Agnieszki Lekkiej Kowalik Uniwersytet na rynku usług edukacyjnych – szansa czy klęska? i Tadeusza Lutego Na czym polega dzisiaj autonomia uczelni wyższej?

(fig)