Dla osiągnięcia statusu uczelni badawczej trzeba będzie wygrać specjalny konkurs i w okresie 2-3 lat zrealizować zakontraktowane działania osiągając konkretne wskaźniki i mierniki rozwojowe. (...) Po kilku latach zmieni to zasadniczo ich pozycję – jako nowych, dużych uczelni badawczych – w porównaniach i rankingach międzynarodowych. Nie ma dziś w Polsce uczelni flagowych ani badawczych. Jeżeli nie wprowadzimy nowego specjalnego rozwiązania, żadna ze szkół wyższych w najbliższej przyszłości nie osiągnie tego statusu – to jedno z naszych zasadniczych stwierdzeń. Dzięki takiemu programowi osiągniemy skutek przyspieszony o ok. 20-25 lat w porównaniu z naturalnymi procesami awansu polskich czołowych uczelni działających w dotychczasowym systemie.
W 1981 r. Andrzej K. wyjechał z Polski do Tunezji. Potem do Francji. Tu zrobił habilitację. Dokładniej uzyskał w 1991 r. dyplom HDR (...) na cieszącym się zasłużenie dobrą renomą Université Paris XIII. Szkopuł w tym, że (powołam się tu na pismo Departamentu Obsługi Programów Międzynarodowych i Uznawalności Wykształcenia MNiSW) „Od 1984 r. we Francji istnieje jeden stopień naukowy – docteur”. A zatem, „dokument potwierdzający nadanie HDR nie może być uznany w Polsce”. Z taką interpretacją dr Andrzej K. nie chce się zgodzić. Nawet jeśli formalnie urzędnicy ministerstwa mają rację, to nie mają jej merytorycznie. Habilitacja francuska (...) niczym się nie różni od polskiej, mimo że jej rezultatem jest dyplom HDR, a nie stopień naukowy.
Polskie szkolnictwo wyższe wyróżnia się znacznym stopniem samorządności, czego konsekwencją jest duża liczba organów władzy i przecinające się kompetencje. Role charakterystyczne dla właściciela, nadzoru, zarządu i reprezentacji pracowników i interesariuszy (w szczególności studentów) są w polskich uczelniach publicznych pomieszane. (...) Organy kolegialne są zbyt liczne, co jest nieadekwatne do powierzonych im zadań i zmniejsza indywidualną odpowiedzialność ich członków. Władze uczelni publicznych praktycznie nie są rozliczane ze swej działalności, bowiem brakuje ogniwa pośredniego pomiędzy właścicielem, czyli państwem, a władzami, składającego się z osób niepozostających w zależności służbowej od władz uczelni.
Do dziś niektóre osoby zadają pytanie, po co właściwie niepełnosprawni studiują. Warto mieć na uwadze to, że wiele takich osób bez wyższego wykształcenia skazanych jest na wykonywanie prostych prac, praktycznie bez możliwości rozwoju zawodowego. Studia są więc osobom niepełnosprawnym potrzebne bardziej niż sprawnym. Tymczasem wciąż zdarzają się wykładowcy prezentujący przekonanie, że studia to w wypadku niepełnosprawnych fanaberia, w dodatku utrudniająca życie innym. Że niepełnosprawni studiują z nudów. Że powinni wyciągnąć konsekwencje ze swojego losu i funkcjonować jak 99 proc. niepełnosprawnych jeszcze 30 lat temu: w trójkącie dom – zakład pracy chronionej – stowarzyszenie osób z daną niepełnosprawnością.