ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


czytelnia czasopism

Kącik dla wolnych chwil

Są w Opolu miejsca, które trzeba odkryć albo chociażby o nich poczytać. „Indeks”, pismo Uniwersytetu Opolskiego (nr 7−8/2009), opisuje takie „kąciki dla wolnych chwil”.

Pierwsze z nich to „Kofeina Art Cafe” przy ul. Kościuszki. Łatwo przeoczyć to miejsce, gdyż jest prawie niewidoczne. Może to celowy zabieg, bo „Kofeina” została stworzona dla „wybrańców”? Od progu wita gości zapach świeżo mielonej kawy. Na łasuchów czeka dobre ciasto lub kanapki (a jeśli się komuś spieszy, właściciele pakują wszystko na wynos). Klimat tworzą czerwone ściany, palące się lampki na długich półkach, no i piętrzące się książki, które są głównym „bohaterem” tego miejsca. Uroku dodają małe stoliki, sofa z mnóstwem poduszek, kinkiety i połączone ze sobą denkami filiżanki, które służą za lampy. „Kofeina” to także mini galeria – obecnie wystawiane są prace absolwentów Instytutu Sztuki UO. Przychodzą tu „po sąsiedzku” lekarze, adwokaci, radcy prawni, uczniowie i opolscy studenci.

Drugi „kacik” to „Królikaczka” – Księgarnia−Antykwariat−Kawiarenka („3 w 1”), znajdująca się tuż nad „Kofeiną”. Właścicielkami są dziewczyny związane z UO – absolwentka filozofii UO oraz studentka V roku filologii polskiej. Miejsce to ma swój blog (www.krolikaczka.blogspot.com) o charakterze głównie informacyjnym. Odbywają się tu promocje książek, wystawy artystyczne, spotkania naukowo−filozoficzne (niedawno prof. Adama Groblera), czytanie bajek dzieciom. Można również napić się kawy i poczytać wybraną książkę.

Oba miejsca prowadzone są przez młodych ludzi, którzy dynamicznie rozwijają swoją działalność, łącząc pasję z biznesem.

Chińska gra

Specyficzny system edukacyjny Singapuru – czytamy w „Formacie UTP”, kwartalniku Uniwersytetu Technologiczno−Przyrodniczego w Bydgoszczy (nr 1/2009) – oparty jest na maksymalizacji pozytywnych wyników z egzaminów na każdym etapie edukacji. Największą uczelnią jest Narodowy Uniwersytet Singapuru, w którym studiuje aktualnie 30 tys. studentów ze 100 krajów. Sukces uczelni opiera się przede wszystkim na pełnej współpracy z wieloma światowymi koncernami i przedsiębiorstwami. Prowadzone badania mają potem zastosowanie w rozwiązywaniu problemów z wielu dziedzin. Poziom singapurskich szkół wyższych współcześnie dorównuje najlepszym uczelniom świata.

Jak się zatem studiuje w Singapurze? Wszyscy studenci wraz z elektroniczną legitymacją otrzymują laptopy, które są niezbędne do tworzenia licznych projektów, prezentacji, a także zdawania egzaminów. Otrzymują też wszystkie potrzebne materiały do studiowania: slajdy, artykuły, skrypty, pliki dostępne w każdej chwili w Internecie. Doktoranci posiadają własne gabinety wyposażone w komputer z koniecznym do pracy oprogramowaniem i dostępem do wszystkich czasopism naukowych.

Znany z restrykcyjnego prawa Singapur daje o sobie znać także w uczelniach. Za ściąganie bądź inne oszustwa grożą (i są egzekwowane) bardzo surowe kary, łącznie z pozbawieniem wolności. Pracownicy naukowi są dostępni codziennie i w każdej chwili.

Jednak trzeba umieć spojrzeć krytycznie na ten system. Wiele bowiem z tego, co widać na pierwszy rzut oka, to pozory typowe dla chińskiej gry, pod którą można odkryć coś, czego początkowo nie sposób dostrzec.

Sportowy bastion

Każdy, nawet największy mistrz, stawiał gdzieś swoje pierwsze kroki – ktoś go wypatrzył i ukształtował, a potem stworzył mu warunki rozwoju. Takim miejscem jest klub. I nieważne duży czy mały, biedny czy bogaty, na wsi czy w mieście. Ważne, żeby był i gromadził entuzjastów sportu. Zdaniem redaktora naczelnego „Akademickiego Przeglądu Sportowego ASZ” (nr 276/09), nawet jeśli w całej Polsce będą już tylko same sportowe kadry gminne, powiatowe, juniorskie, wojewódzkie, młodzieżowe, akademickie i narodowe, to i tak kluby powinny dalej istnieć, bo są solą sportu rozumianego jako zjawisko społecznej integracji, wychowania i kształtowania wielu potrzebnych relacji międzyludzkich.

Ta refleksja zrodziła się na konwie jubileuszu 60−lecia Klubu Sportowego AZS Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Jeden z występujących na uroczystości gości zauważył, że wymiar sportowych osiągnięć klubu jest wręcz „galaktyczny” – 21 medali olimpijskich, setki medali mistrzów świata, Europy, uniwersjad. Niewiele jest takich sportowych bastionów na świecie. I nie jest ważne, że państwo przez wiele lat na różne sposoby wspierało ten ośrodek. W równym stopniu wspomagane były kluby wojskowe, milicyjne czy związkowe – i nic z tego nie zostało. Uczelnie przetrwały, a razem z nimi sport akademicki. Inwestycja ze wszech miar się opłaca. Warto ponosić nakłady finansowe. Taka powinność struktur państwowych nikogo na całym świecie nie dziwi.

Coraz częściej jednak docierają informacje o problemach uczelni – finansowych i organizacyjnych. Status ośrodka przygotowań olimpijskich, w ramach którego na Bielanach wiele się działo, skończył się ponad 20 lat temu. Uczelnia trochę na własne życzenie postawiła na profil pedagogiczny kosztem wizerunku sportowego. Państwo zainwestowało w centralne ośrodki sportu. Dlaczego taka placówka nie powstała w Warszawie, właśnie na Bielanach?

Małgorzata Pawełczyk