Jedną z najważniejszych zmian przynosi ustawa o finansowaniu nauki i to odnośnie do oceny jednostek naukowych. Do tej pory mieliśmy kategoryzację jednostek na podstawie oceny parametrycznej. Jednostki przesyłały dane, które były opracowywane i – w zależności od liczby punktów przypadających na pracownika naukowego – znajdowały się w rankingu, a następnie były dzielone na kategorie od I do V. Finansowanie działalności statutowej, czyli dzielenie strumienia finansowego, zapewniającego ciągłość badań – a w PAN i częściowo w jednostkach badawczo-rozwojowych także fundusz płac – odbywało się na podstawie tej kategoryzacji. W tej chwili ustawa przewiduje powołanie nowego ciała: Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych, który oprócz oceny parametrycznej będzie dokonywał kompleksowej oceny, m.in. poprzez wizytację jednostek.
K. Pawłowskiemu nie podoba się konstytucyjna zasada autonomii uczelni, które chciałby on poddać zarządowi, a nie nadzorowi – jak dziś – urzędników ministerialnych, w imię nadania tej formie ich władztwa domniemanego przymiotu mądrości (!). A co będzie, jak jej zabraknie? Albo jeśli ta „mądrość” okaże się być podporządkowana bieżącym interesom politycznym? Mamy wiele przykładów z historii szkolnictwa wyższego, do czego prowadziło naruszanie autonomii uniwersytetów w różnych krajach. Ostatniego przykładu w Europie dostarczyła Serbia Prezydenta Slobodana Miloszewicza eliminując swoje uczelnie z obecności w międzynarodowej wspólnocie akademickiej.
Wielu prominentnych przedstawicieli środowiska akademickiego nie jest do końca przekonanych o tym, że to podatnicy powinni mieć decydujący głos w sprawach polityki naukowej i szkolnictwa wyższego. Takie stanowisko bywa często podpierane argumentami historycznymi, nawiązującymi do mało chlubnej tradycji nauki w okresie PRL, kiedy to gremia partyjne nie kryły aspiracji podporządkowania uniwersytetów pryncypiom ideologicznym. Czasy komunistyczne minęły, obecnie rządzący naszym krajem posiadają demokratyczną legitymizację do sprawowania władzy. Minęło dwadzieścia lat od czasu pierwszych, demokratycznych wyborów i jawne odmawianie rządzącym prawa do kreowania polityki naukowej jest w tym kontekście – przynajmniej dla mnie – nie do końca zrozumiałe i uzasadnione.
Dr Dominik Antonowicz przekonuje do ewaluacyjnego modelu polityki naukowej państwa
Otwarty dostęp powoduje wzrost publicznej odpowiedzialności za naukę, pozwala na metaanalizę wyników badań, nie jest przeciwko recenzowaniu, wręcz przeciwnie, kładzie nacisk na jakość archiwizowanych prac, a ponadto dzięki przejrzystości podlega stałej kontroli. Otwarty dostęp przyspiesza rozumienie stawianych problemów i kwestii naukowych, zamyka luki w dostępie do wiedzy i umożliwia naukowcom ogląd całości zagadnienia, nawet jeśli czasem łączy się z uciążliwym nadmiarem informacji. Dzięki technologiom i dużej liczbie otwartych materiałów są możliwe kompleksowe wyszukiwania literatury naukowej, porządkowanie wiedzy, bieżąca kontrola jej stanu, mogą się rozwijać nowe semantyczne narzędzia eksploracji internetowych (data-mining i text-mining).