|
Viadrina jest zinstytucjonalizowaną formą intelektualnego
wspomagania pożądanego procesu pojednania niemiecko-polskiego, wkładu do
obszaru międzykulturalnego oraz osiągania pożytków z wymiany międzynarodowej. Marian Chojnacki Informacje o Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą pojawiają się w kontekście stosunków polsko-niemieckich. Media towarzyszą politykom odwiedzającym przedzielone Odrą Słubice i Frankfurt. Mówi się wtedy o granicy, która bardziej łączy niż dzieli, a także o wspólnym projekcie polsko-niemieckim, jakim jest Collegium Polonicum w Słubicach. Viadrina jest wyższą szkołą niemiecką o orientacji środkowo- i wschodnioeuropejskiej. Istniejąca od 15 lipca 1991 r. uczelnia nawiązuje do trzechsetletniej tradycji (1506-1811) uniwersytetu brandenburskiego i działa pod nazwą Europa-Universit?t Viadrina (EUV). UNIWERSYTET NA RUBIEŻY Z pomysłem powołania akademii wystąpił książę elektor brandenburski Albrecht III (1470-86). Do starań o uczelnię dołączyła się rada miasta. Poparcie, także finansowe, zgłosiło biskupstwo w Lubuszu (niem. Lebus). Zgoda na powołanie uniwersytetu pochodzi z 1497 r. Erygowanie szkoły potwierdza papież Aleksander VI w 1498 r., zaś drugi dokument powołujący uczelnię wydaje król Maksymilian I w 1500 r. W tym czasie powstają znaczące uniwersytety w Tybindze, Rostocku i Greifswaldzie. Konkurencyjny uniwersytet w Wittenberdze, skąd wkrótce nadchodzą echa reformacji, powstał w 1502 r. W tymże roku sprowadza się z Lipska do Frankfurtu drukarz Martin Tretter i zakłada pierwszą na wschód od Łaby oficynę wydawniczą i księgarnię. Warto zwrócić uwagę na ówczesne uczelniane public relations. Przygotowania do naboru studentów zaczęto jesienią 1505 r. Kandydatom obiecywano trzyletnią bezpłatną naukę. Rada miasta zmieniała swoje statuty, dopasowując je do społeczności akademickiej. Wreszcie w październiku 1505 r. przybył na miejsce rektor Konrad Koch, zwany Wimpina. Przywilej księcia Joachima I z 22 lutego 1506 r. oznacza oficjalne uruchomienie uczelni. Miesiąc wcześniej humanista Axungia wygłasza wykład inauguracyjny w miejskim ratuszu. Na pierwszy rok studiów zapisało się 928 studentów. Towarzystwo żaków było międzynarodowe. Oprócz studentów z krajów niemieckich, zapisali się Polacy, Szwedzi, Norwegowie i Duńczycy. Uczelnia składa się z wydziałów teologii, prawa, medycyny i siedmiu nauk wyzwolonych. Ten ostatni tworzą: gramatyka, retoryka, dialektyka, geometria, arytmetyka, astronomia i muzyka. Powołanie uniwersytetu na wschodnich rubieżach marchii brandenburskiej wynikało co najmniej z dwóch potrzeb. Chodziło o zapewnienie napływu wykształconych ludzi do urzędów książęcych i władz municypalnych, a także o umocnienie państwowości niemieckiej na wschodzie. W owym czasie tereny dawnego polskiego biskupstwa lubuskiego były już od ponad 250 lat we władaniu arcybiskupstwa magdeburskiego. O świetności dawnej stolicy biskupiej w Lubuszu (nieco na północ od Frankfurtu, na nadodrzańskim wzgórzu) świadczą dziś tylko ruiny budowli. POLACY WE FRANKFURCIE Katolicka początkowo uczelnia dostaje się po 1537 r. pod wpływy luterańskie. Konkuruje wówczas ze świetnym uniwersytetem w Wittenberdze. Po 1616 r. narastają wpływy kalwinizmu, a po 1650 r. także unionizmu. W Viadrinie robią kariery Polacy, przybywają różnowiercy ze Śląska, Małopolski, Litwy i Wielkopolski, kształcą się bracia arianie. We Frankfurcie Samuel Strimensius drukuje w 1704 r. tekst Ugody sandomierskiej z 1570 r., działając z myślą o ponownym zjednoczeniu polskich kalwinów, luteran i braci czeskich. Na stanowisko extraordinariusa w dziedzinie filozofii wybił się w 1695 r. polski kalwin Martinus von Ostrowski. W 1706 r. honorowy doktorat uniwersytetu oksfordzkiego otrzymał w Viadrinie wybitny protestancki dysydent z Litwy Daniel Samuel Ostrowski, znany kaznodzieja dworski. Uruchomił on drukarnię piśmiennictwa hebrajskiego na potrzeby żydostwa w Małopolsce i Wielkopolsce. Wydał m.in. w latach 1715-1721 12-tomowy Talmud babiloński. Od 1649 r. studiował tu Adam Samuel Hartmann z Torunia – później nauczyciel na usługach króla Stanisława Leszczyńskiego, a także inicjator przyznawania stypendiów dla kalwinów wschodnioeuropejskich. W 1698 r. immatrykulował się Georg Rekuć, późniejszy kaznodzieja reformowanej gminy królewieckiej, twórca pierwszej polskiej gazety „Poczta Królewiecka”, wydawanej w latach 1718-20. W końcu XVIII w. pobierał nauki polityczne w Viadrinie Zygmunt Kurnatowski, późniejszy reformator gospodarki Wielkiego Księstwa Warszawskiego. Tamże kształcił się wybitny polski egiptolog Karol Gotfryd Wojde, uczeń Jabłońskiego. Na studia prawnicze zgłosił się w 1804 r., wraz z bratem, hrabia Edward Raczyński, potem historyk. Jego brat został pruskim dyplomatą. Ogółem, do czasu przeniesienia Viadriny do Wrocławia w 1811 r. przewinęło się przez tę uczelnię od 50 do 70 tys. studentów, wśród nich blisko 750 Polaków. Wśród studentów blisko 5 proc. immatrykulowanych to byli wschodni Europejczycy. Polacy stanowili w tej grupie większość. Tak też jest na dzisiejszym niemieckim uniwersytecie europejskim EUV, gdzie Polacy to ok. 30 proc. studiujących z ponad 30 krajów. NATURALNY EKSPERYMENT O ile w czasie I Rzeczpospolitej i podczas rozbiorów przybywali do Frankfurtu różnowiercy, dzisiejszych studiujących przyciąga bliskość Zachodu i uroki studiowania w małym mieście. Tym bardziej, że Viadrina oferuje europejskość. Na blisko 50 katedrach pracują profesorowie z Niemiec, Polski, Australii, Austrii, Holandii, Finlandii i USA. Studenci mogą się ubiegać o studia i praktyki w Europie Zachodniej, chociaż Polacy natrafiają na bariery w staraniach o stypendia, jako że nie należymy do Unii Europejskiej. Bardzo pomocne są władze uniwersytetu, szukające sposobów na obejście ograniczeń. Zaradni polscy studenci wyjeżdżają w wakacje do pracy w firmach niemieckich, zastępując przy warsztatach pracy robotników, przebywających na urlopach w cieplejszych krajów. Odbierają więc nasi żacy nauki życiowe, które niemieckim studentom dorabiającym do stypendiów znane są od dziesięcioleci. W miejsce dawnych funkcji uniwersytetu na rubieży marchii brandenburskiej, a potem wyższej szkoły pruskiej, pojawiają się zadania wynikające z otwarcia na potrzeby jednoczącej się politycznie i gospodarczo wielokulturowej Europy. Sposobem na to jest naturalny eksperyment na pograniczu Unii Europejskiej i Polski, na obszarze powołanego 21 grudnia 1993 r. Euroregionu Pro Europa Viadrina. Ukierunkowanie dzieła na potrzeby wymiany europejskiej widoczne jest w oferowanych programach kształcenia w uczelni. Chciałoby się rzec, powstaje „nowy zakon”, a ściślej – nowy europejski kanon w szkolnictwie wyższym. Miejscem intensywnej współpracy polsko-niemieckiej jest Collegium Polonicum (CP), budowane po polskiej stronie w Słubicach od 1993 r. CP powstało przy zaangażowaniu najwyższych władz państwowych Niemiec i Polski, Uniwersytetu Viadrina i Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Najpierw podjęto nauczanie prawa polskiego dla studentów EUV. Pod koniec 1994 r. ruszyła budowa domów akademickich w Słubicach. Z tymczasowych lokali w mieście przeniosły się do nowej siedziby na nabrzeżu Odry władze ośrodka oraz biblioteka. Miło patrzeć, jak kontynuuje się budowę CP: praca wre nawet nocą przy świetle lamp. Pieniądze pochodzą od rządu polskiego, od rządu krajowego Brandenburgii, z funduszów PHARE i Fundacji Współpracy Niemiecko-Polskiej. W latach 1992-97 wykonano prace o wartości ponad 120 mln zł. Napłynęły pieniądze także z Europejskiego Programu INTERREG II oraz z Urzędu Pracy we Frankfurcie n. O. Ponadto Ministerstwo Nauki, Badań i Kultury Brandenburgii przewiduje finansowanie od 2000 r. kilkunastu etatów dla pracowników CP. Bieżące koszty biurowe oraz czynsze ponosi UAM. Władze miasta Słubice wykazały dużo dobrej woli i dały wyraz perspektywicznemu myśleniu oddając UAM bezpłatnie działki pod budynki. AMBICJE POGRANICZA Collegium Polonicum pełni szczególną funkcję w znaczeniu współpracy naukowej i kulturalnej między uniwersytetami z Poznania i Frankfurtu n. O. Profile pracy CP biorą pod uwagę programy studiów i badań obu uczelni, stwarzając możliwości studiów uzupełniających dla obu uczelni bądź też oferując specjalne programy, ważne dla regionu nadgranicznego. W CP studenci Viadriny poznają prawo polskie, nabywają wiedzę o Polsce i Europie Wschodniej, studiują język polski. CP oferuje także studia licencjackie, po ukończeniu których można uzyskać magisterium w UAM w Poznaniu. Za szczególnie udany pomysł trzeba uznać kierunek ochrona środowiska. Profil tego studium obejmuje dyscypliny humanistyczne: filozofię, psychologię i socjologię, ekonomię i prawo. Można się zatem spodziewać przygotowania absolwentów do rozumienia socjokulturowych i politycznych uwarunkowań kształtowania środowiska oraz do wypracowania marketingu społecznego na rzecz środowiska. Podobnie obiecujący jest, także na poziomie licencjackim, kierunek politologia i nauki społeczne. Poznanie problemów pogranicza zwiększa szanse zawodowe dla przyszłych dyplomatów, polityków lokalnych, dziennikarzy i koordynatorów programów w instytucjach krajowych i zagranicznych. Zanosi się na ziszczenie wizji organizatorów uczelni, aby kształcić ludzi zdolnych dostrzegać w problemach regionalnych sposobność do ćwiczenia się w rozumieniu ogólniejszych problemów współpracy, występujących w otoczeniu cechującym się różnicami i konfliktami. Jak pisze W. Zimmerli, sztuka polega na robieniu czegoś dobrego w układach czynników sprzecznych i trudnych do pogodzenia, a nie na dążeniu za wszelką cenę do usuwania sprzeczności i ustanawianiu zgodności. Z rozbieżności mogą bowiem wynikać cenne bodźce rozwojowe. W CP przygotowano także programy dla absolwentów szkół wyższych. Studia podyplomowe w Słubicach można podjąć w zakresie ochrony europejskich dóbr kulturowych, w dziedzinie porównawczych studiów środkowoeuropejskich oraz typu MBA o profilu zarządzanie i marketing dla Europy Środkowej i Wschodniej. Dużym osiągnięciem jest przywrócenie uczelni z europejskimi ambicjami w bardzo niesprzyjających warunkach pogranicza. Na trudności o charakterze emocjonalnym, wynikające z tła kulturowego i historycznego, nakładają się przeszkody natury prawnej i ekonomicznej. KULTURA INTEGRUJĄCA Zaledwie kilkutygodniowy pobyt jesienią 1998 r. pozwolił mi na wstępne rozeznanie w przekładaniu wizji wielokulturowości na organizację trzech wydziałów Viadriny. Ujawnia się znaczenie Wydziału Kulturoznawstwa dla pozostałych wydziałów: Prawa i Nauk Ekonomicznych. Oto studenci tych dwóch wydziałów realizują spore pensum z zakresu nauk o kulturze i nauk społecznych. Studiujący ekonomię mają do wyboru, w różnych kombinacjach, geografię gospodarczą, rozwój regionalny, komunikację między kulturami, porównawcze ujęcia ładu społecznego, aspekty transformacji, znaczenie czynników etnicznych i kulturalnych dla gospodarki i polityki w kontekście ruchów ludności i zmian granic, mniejszości i ich tożsamość, nowoczesność i opory przeciw modernizacji. Prawnicy, a także studiujący kulturoznawstwo, w większym wymiarze niż na polskich uczelniach przyswajają sobie języki obce. Z kolei studenci kulturoznawstwa poznają elementy prawa i ekonomii. Te spostrzeżenia naprowadzają na rozważania o zadaniach współczesnego uniwersytetu europejskiego. Zdaniem prof. dr. Hansa N. Weilera, rektora Viadriny, europejski uniwersytet we Frankfurcie staje wobec zadania przezwyciężenia graniczności na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze – w ujawniającej się odmienności ładów społecznych i kulturalnych oraz tradycji zbiegających się nad Odrą. Po drugie – w utrzymujących się dystansach między dyscyplinami uniwersyteckimi. Dzisiejsza szkoła wyższa funkcjonuje w kontekście nowych rynków pracy i wiedzy. Mają one odniesienia do międzynarodowych stosunków gospodarczych, prawnych i kulturalnych. Współczesny uniwersytet europejski nie wyprzedza bynajmniej uniwersytetu średniowiecznego lub epoki Odrodzenia pod względem niektórych wskaźników umiędzynarodowienia. Wskazują na to dzieje Viadriny, z którą związało się wielu Polaków. Wobec wyzwań integracji europejskiej trzeba nam dzisiaj odrzucać ograniczenia nałożone na szkolnictwo wyższe przez państwo narodowe w wiekach XIX i XX. NAUKOWY ŁĄCZNIK Viadrina jest pomyślana jako wyraz określonego pojęcia międzynarodowości i graniczności. Praca tej uczelni ukierunkowuje się na problemy wynikające z przecięcia się kultur i tradycji historycznych oraz na napięcia polityczne i socjalne w kontekście narastającej wymiany. Funkcję łącznika między narodami pełni EUV przez: ustalenie znacznego udziału studentów cudzoziemskich, utrzymywanie partnerstwa i programów wymiany, zatrudnianie międzynarodowej kadry, wspólne utrzymywanie przez RP i RFN międzynarodowego instytutu, czyli Collegium Polonicum, nauczanie języków obcych w rozszerzonym wymiarze, podkreślanie elementów międzynarodowych we wszystkich kierunkach studiów. Dużą rangę mają nauki humanistyczne (historia kultury, socjologia kultury, porównawcze nauki politologiczne, filozofia oraz porównawcze nauki o języku i literaturze) i społeczne ze względu na ich funkcję orientującą i krytyczną. Pojawiają się pytania o rolę nauk o kulturze w procesie integracji europejskiej, a następnie o miejsce samego uniwersytetu w wymianie międzynarodowej, w zależności od pojęcia międzykulturalności. Ok. 1988 r. zaczęła się dyskusja wywołana projektami Rady Europy i OECD nad przyporządkowaniem polityki kształcenia strategiom przekazywania kwalifikacji. Przypomniano sobie w jej toku przesłanie J. Monneta, że budowa Europy zasadza się na kulturze. Inwestowanie w ludzi, ich kwalifikacje, wielostronność i twórczość, stanowi priorytet dla zapewnienia Europie ducha innowacyjności i zdolności do konkurencji, a w rezultacie – dobrobytu. Odkryto jednak, że siła robocza z kwalifikacjami międzynarodowymi nie zapewnia jeszcze pokojowej integracji w Europie. Oparcia dla integracji poszukuje się w kulturze. Czy jednak uniwersytety wytwarzają taką integrującą kulturę? Przecież kultury narodowe są odmienne i bardzo złożone, a kultura wyższa powstaje spontanicznie i nie pod kątem przydatności dla dzisiejszej integracji. UNIWERSYTECKIE DROŻDŻE Zgrabnie brzmi hasło Manfreda Stolpe, że kultura nie ma być śmietaną na ciastku, lecz drożdżami w cieście Europy. O zaistnieniu takich „drożdży” można mówić w dziejach Europy co najmniej po dwakroć. Po pierwsze, w wyniku upowszechniania się idei godności człowieka i wspólnoty państw chrześcijańskiej Europy, po drugie, poprzez przyjmowanie w nowożytnej Europie systemów prawnych i konwencji uwzględniających prawa człowieka. Być może współcześnie dołączy się wspólne staranie Europejczyków o środowisko naturalne. Może współczesne uniwersytety wypracują nieabstrakcyjne projekty ogarniające komplikującą się integrację Europy. Dziś głośniejsi są jednak zwolennicy odchodzenia od wielkich projektów nowoczesności niż promotorzy nowego ładu kulturalnego. Szybciej przyjmują się dyrektywy co do ujednolicania technologii (w komunikacji i łączności, w ochronie środowiska) i w prawodawstwie socjalnym, a więc w obszarach podatnych na sterowanie. Nie jest to możliwe w dziedzinie kultury pojętej jako tworzenie intersubiektywnych wartości. Co nie znaczy, że uniwersytety nie mogą być ośrodkami policentrycznego ładu kulturalnego i placówkami dla realizacji polityki edukacyjnej zorientowanej na integrację. Mimo trudności z zadowalającym określeniem kultury, oparcia dla integracji Europy w kulturze poszukują ludzie nauki, politycy, duchowni i działacze organizacji pozarządowych. Czy jednak uniwersytety spełniają pokładane w nich nadzieje i wytwarzają zasoby kulturowe zdolne integrować współczesne narody? Jeśli chodzi o tzw. kulturę wysoką, to jej trzon stanowią dzieła literackie i artystyczne, ale te są domeną wolnych twórców, a nie biurokratycznych instytucji akademickich. Na dodatek samorzutnie powstające dzieła nie są tworzone z myślą o integracji narodów i ich kultur, pomijając dzieła zamówione w celach propagandowych (vide symboliczny fresk wykonany dla władz Unii Europejskiej przez F. Starowieyskiego). Tym niemniej uczelnie kształcą twórców dzieł ożywiających europejską wyobraźnię zbiorową, a także odbiorców gotowych do ich przyjęcia. Kultura wysoka przenika do masowej publiczności tak czy owak, głównie za sprawą mediów masowych i turystyki, a nie przez zakłady naukowe. Dobre i to, gdyż tymi sposobami w ogóle następuje otwarcie masowych publiczności na odrębności innych krajów. Również kultura rozumiana jako koncepcje życia, przekonania i orientacje wartościujące, wyrażające się w zachowaniach oraz wytworach duchowych i materialnych w porządku codzienności, nie jest domeną uniwersytetu. Społeczność uniwersytecka ma co prawda wkład w ten dział kultury poprzez swoje wytwory, ale trudno ocenić stopień ich przenikania do poglądów i zachowań ogółu. Uniwersytet kształtuje otoczenie korzystające z jego dorobku i przygotowuje je do badania życia społecznego oraz do działań kulturalnych. Ponadto członkowie społeczności akademickiej wywierają wpływ na życie lokalnej społeczności przez swoje spontaniczne zachowania, co najmniej proporcjonalnie do swojego liczbowego udziału. Ich oddziaływania wynikają tu z pełnienia ról konsumentów kultury, obywateli w instytucjach politycznych itd., co jest ważne zwłaszcza w niewielkim mieście uniwersyteckim pogranicza. Z uczelni pochodzi wreszcie kultura społeczna w postaci projektów ładu społecznego (prawnego, socjalnego), które z instytutów trafiają do gremiów politycznych i dyskursu publicznego. Wytwory te mogą przybierać postać ideologii społecznej, przepisów i zasad. Z uniwersytetów pochodzą także ekspertyzy i krytyka społeczna, upowszechniane dalej przez zaangażowaną publicystykę. KULTURA DIALOGU Tak więc uniwersytety przyczyniają się – choć nie wprost – do wzrostu międzykulturowości pojmowanej jako współistnienie kultur i narastanie wspólnego ich kanonu. Przyszłe zasługi uniwersytetu widzę w utrwalaniu kultury dyskursu a nawet dialogu, w unieszkodliwianiu mistyfikacji politycznych i socjalnych, odkrywaniu wartości (zwłaszcza tych wyśmiewanych dla poklasku), refleksji nad własną kulturą pod kątem jej odczytania dla współczesnych potrzeb (m.in. dla współżycia z ludźmi innych kultur), wypróbowywaniu w sytuacjach konfliktu nowych modeli życia zbiorowego, ocenianiu jakości wdrażanej integracji. Konflikty kulturowe można badać zwłaszcza w regionie transgranicznym. Jednak konflikty uchwytne są także wszędzie tam, gdzie dochodzi do styku kultur w wyniku migracji, turyzmu, inwestycji przedsiębiorstw ponadnarodowych i masowego przekazu dóbr kultury. Preparowanie kulturowych drożdży nie jest bynajmniej domeną uniwersytetu, chociaż uniwersytetom i innym szkołom wyższym przypada ważna rola projektodawcy, krytyka i inicjatora wartości społecznych. Byt tych instytucji nadal zależy od państwa. Ostatnio zwiększa się wpływ instytucji europejskich, który następuje za sprawą funduszy napływających do placówek realizujących wymianę naukową i wspólne badania. Od państwa zależy też polityka kulturalna w aspekcie integracji europejskiej. Państwo może mieć wpływ na to, aby integracja nie była sprowadzana do scalania lub ujednolicania w sensie transkulturowości lub kosmopolityzmu. Kosmopolityzm i tak jest już powodowany standardami wytwarzanymi przez menedżerów w dobie ruchliwości społecznej i globalizacji gospodarki. Wkład danej kultury narodowej do kultury europejskiej zależy od oryginalności i żywotności kultury rodzimej oraz od jej jakości (w tym uniwersalności). Integracja kulturowa będzie następować jako pochodna dialogu różnorodnych kultur. Europejskość lub uniwersalność sprzyjają scalaniu, jeśli osłabiają etnocentryzm (skrajnie: nacjonalizm) i łagodzą obcość odrębności cechującej poszczególne kultury rodzime. Na dzisiejsze czasy wyrazem uniwersalności jest humanizm i pokój. Filozofowie mogą dodać tabu kulturowe (wartość życia, idea Boga). NAJPIERW TOŻSAMOŚĆ Być może wkrótce okaże się, że warunkiem pokoju i współpracy jest podtrzymywanie tożsamości, a nie urządzanie tygla kultur. Stąd wywodzi się zapotrzebowanie na misję uniwersytetu w regionie nadgranicznym. O Euroregionie Pro Europa Viadrina nad Odrą wiadomo, że jest to na razie region w sensie geograficznym, o nieznacznym poziomie współpracy i znacznym poziomie obcości między nacjami. Dla jego urzeczywistnienia potrzebny jest, zdaniem polityków, umysłowy wkład uniwersytetu nad Odrą i zrastanie się tamtejszej społeczności akademickiej. Obecnie jest to trudne z powodu odwrócenia się Niemców od ich potencjalnych polskich partnerów za Odrą i Nysą. Zagospodarowanie, a po części wytworzenie kulturowych drożdży integracji zależy w znacznej mierze od polityki państwa w dziedzinie kultury i edukacji, i to nie tylko na poziomie akademickim. A może nawet głównie w sferze pozaakademickiej. Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile w Polsce dbamy o rozwój kulturalny, który ma wartość najpierw sam w sobie, a wtórnie pozwoli skorzystać z integracji, jeżeli będziemy pielęgnować swoją tożsamość w wartościowych jej wymiarach. Chodzi o pracę w myśl zasady, że dobry jakościowo Europejczyk to najpierw dobry (wyposażony w kulturę narodową) Polak, Niemiec, Belg, Czech itd. Dopiero odpowiedni poziom przyswojonej kultury rodzimej umożliwi zaczerpnięcie z kultur ościennych oraz wniesienie cenionego przez innych wkładu do przestrzeni miedzykulturalnej. Praca w Viadrinie daje sposobność do zajęcia się integracją regionu w aspekcie kulturowym, osiedleńczym, geograficznym, językowym, politycznym, religijnym i gospodarczym. Nauki humanistyczne mogą raz jeszcze okazać swoją przydatność w modelu area studies, blisko spraw przeżywanych jako problemy społeczności lokalnych, ze sporą szansą na odniesienie ich do skali europejskiej. WIĘZI LOKALNE Szczególnym przedmiotem studiów można uczynić na miejscu obydwa miasta: Frankfurt n. O. z ok. 88 tys. i Słubice z ok. 15 tys. mieszkańców. Przed końcem II wojny światowej Słubice były przedmieściem Frankfurtu. Na pierwszy rzut oka niewiele jest tu do oglądania. Kilkadziesiąt domów z ciekawą, ale zaniedbaną poniemiecką architekturą, sporo okazji do chodzenia pieszo z braku komunikacji miejskiej, ceny w sklepach, a zwłaszcza na straganach, ustawione pod klientów z Niemiec, rozległe tereny do wędrówek nad Odrą, ciekawe założenie planistyczne stadionu olimpijskiego z czasów olimpiady w Berlinie, nieustanny niemal ruch na moście granicznym, widoczny przemyt, coraz więcej młodych ludzi na ulicach ale zarazem małomiasteczkowa nuda. W stylizowanych na siłę pubach bywa podejrzane towarzystwo, wieczorem na ulicach prowadzących w stronę mostu łatwo o zaczepkę. Między społecznościami polską i niemiecką wyczuwalny chłód, a bywa że i wrogość falująca po różnych incydentach. Tak się jawi nadgraniczne miasteczko podczas krótkotrwałego pobytu. Powierzchowne obserwacje bywają wzmacniane przez sugestywne relacje ludzi zawiedzionych nijakością atmosfery i sztucznością nowej przyjaźni niemiecko-polskiej. Niemcy z Zachodu, którzy napłynęli do Frankfurtu na studia wskazują, że to miasto robotników, żołnierzy, funkcjonariuszy straży granicznej i urzędników nie otworzyło się jeszcze na studentów i nawet oni mają we Frankfurcie n. O. kłopoty z wytworzeniem interesujących więzi z miejscową ludnością. Także rektor EUV dostrzega nikłe zainteresowanie i obycie obywateli z uczelnią, której obecność wnosi na lokalny rynek obrót ok. 80 mln DM rocznie. Nie mówiąc już o szansie na duchowe ożywienie tej wschodniej prowincji Niemiec. Pogłębione badanie wskazuje jednak na ożywienie kulturalne i chęć wymiany. Pomijając małżeństwa mieszane z czasów pracy wielu Polek i Polaków w enerdowskich fabrykach, zauważa się coraz liczniejsze styczności między nacjami. Istnieją oficjalne formy współpracy władz obu miast, oficjalne święto Odry i wspólne przedsięwzięcia kulturalne i sportowe. Widać skupianie się ludzi w kręgach zainteresowań i grupach badawczych, współpracę w obszarze nadgranicznym dla spożytkowania oficjalnych funduszy pomocowych przez gminy lub szkoły albo stowarzyszenia. Zdarzają się regularne wspólne wycieczki krajoznawcze i imprezy muzyczne. Kościoły oferują, zwłaszcza po niemieckiej stronie, okazje do praktykowania ekumenii. Prawie nie widać ambitnego folkloru studenckiego. Słaby jest udział polskich studentów w samorządzie uczelnianym EUV. Rozmowy ze studentami ukazują powolny przyrost wzajemnego zainteresowania po stronie niemieckiej i polskiej. Nienadążanie rzeczywistego zbliżenia polsko-niemieckiego nad granicą do poziomu zadeklarowanego odgórnie daje powód do przypuszczenia o zaległościach w polsko-wschodnioniemieckim dialogu. Tym bardziej na czasie jest poznawanie uwarunkowań i wspomaganie inicjatyw służących zbliżeniu społeczności polskich i niemieckich. W niemieckiej i polskiej prasie pogranicza pojawiają się, obok materiałów sensacyjnych i płytkich, teksty świadczące o pogłębionym i wytrwałym poznawaniu sąsiadów. Viadrina jest zinstytucjonalizowaną formą intelektualnego wspomagania pożądanego procesu pojednania niemiecko-polskiego, wkładu do obszaru międzykulturalnego oraz osiągania pożytków z wymiany międzynarodowej. Dr Marian Chojnacki, Katedra Socjologii Przemysłu Instytutu Socjologii Uniwersytetu Łódzkiego. |
|
|