Jak to się stało, że Pani – psycholog społeczny – napisała książkę o globalizacji?
– Te same zjawiska społeczne można opisywać z różnych perspektyw i z odmiennym akcentem. Na przykład, dla ekonomisty sprawa epidemii AIDS to koszty, jakie budżet państwa ponosi na leczenie i kwoty, jakie traci w wyniku zmniejszonej produktywności pracowników. Dla psychologa społecznego jest to kwestia stygmatyzacji, społecznego odrzucenia i ubogiej samotności, a często też i śmierci osieroconych dzieci. Podobnie jest z zastosowaniami na rynku pracy technologii informacyjnych. Ekonomista przelicza związany z możliwością redukcji stanowisk zysk, stanowiący największą globalizacyjną świętość, dla psychologa społecznego jest to dramat człowieka, który traci pracę i, jeśli się błyskawicznie nie dokształci, nigdy już jej nie dostanie, szczególnie gdy ośmieli się w międzyczasie zestarzeć.
Ale po to, by móc śledzić los jednostki wrzuconej w tryby globalizacji, musiałam przestudiować setki pozycji wychodzących poza ramy psychologii społecznej. Globalizacji nie da się zrozumieć poza procesami ekonomicznymi. Jednak redukując to zjawisko tylko do nich, pozostawia się ją – jak sami eksperci to wyrażają – bez „ludzkiego oblicza”. W książce tej starałam się więc globalizację „uczłowieczyć”, opisując cztery jej oblicza. Oblicze językowo−kulturowe charakteryzuje się „spanglishem”, jako wyrazem otwartości na amerykański imperializm językowy, i owocuje Bollywoodem, jako przykładem oporu wobec niego. Oblicze ekonomiczne widoczne jest m.in. w boomie gospodarek „globalizacyjnych tygrysów” i charakteryzuje się takimi zjawiskami, jak „mcdonaldyzacja” czy „cocakolonizacja”. Społeczne wyraża się w nierównomiernym rozkładzie przyrostu populacji, globalnych chorobach ludzkości oraz niesłychanej polaryzacji bogactwa i biedy. A środowiskowe ukazuje krytyczny stan planety i – na szczęście – coraz więcej „przycisków” o barwie zielonej, które mogą odroczyć „prażenie się ludzkości na globalnej patelni”.
Pisze Pani: „Książkę tę dedykuję tym, którzy jej nigdy nie przeczytają”...
– Niech dokończę: „dzieciom umierającym z głodu i dających się zapobiec chorób, pracującym bez zapłaty i oddanym w niewolę przemysłu płatnego seksu”. Studiując materiały źródłowe dostrzegłam, że dzieci pojawiają się w kontekście globalizacji jako „zmienne” czy – używając innego określenia – jako statystyki. Na przykład, drastycznie ujemny przyrost naturalny w Europie i Japonii to powód do „ekonomicznego lamentu” w stylu: „Kto będzie pracował na emerytów?!” lub: „Bez dzieci nie ma konsumentów!”. I tu przytacza się prognozowany w danym kraju poziom zastoju gospodarczego za 10 czy za 20 lat. Z kolei w krajach Trzeciego świata, gdzie przyrost populacji jest ogromny, ale gdzie wciąż też panuje przerażająca bieda, dzieci to – niestety – codzienne statystyki: 3 tysiące umiera każdego dnia na malarię (na którą istnieją przecież dość skuteczne leki), a 9−10 tysięcy umiera codziennie z głodu. I znów, chciałam poprzez tę dedykację i poprzez opis losu większości dzieci naszej globalnej wioski „uczłowieczyć” te „zmienne”.
Przedmowę do Pani książki napisał prof. Cialdini, który jest przecież specjalistą od wpływu społecznego.
– W istocie, to nie tyle fakt, iż prof. Cialdini jest moim kolegą i współautorem szeregu prac, lecz właśnie specjalistą od wpływu społecznego, ma szczególne znaczenie w przypadku napisania przedmowy do mojej książki. Opisując w książce różne aspekty stanu ludzkości oraz planety staram się przekonać Czytelnika, że od drobnych nawet czynów każdego z nas zależy możliwość uczynienia świata lepszym. Jak piszę w epilogu, jedni z Czytelników zostaną wychowawcami i nauczycielami przygotowującymi rozważnych liderów zarządzających swoimi społecznościami. Drudzy podejmą się roli aktywistów walczących o zachowanie zdrowia planety albo będą specjalistami w dziedzinie medycyny, działającymi w ramach takich organizacji, jak „Medycyna bez granic” lub w swoich małych, lokalnych społecznościach o podobnej misji. Inni staną się działaczami na rzecz wspierania poszkodowanych przez biedę. Jeszcze inni zostaną biznesmenami, naukowcami czy politykami. Abstrahując od tego, co dokładnie będą robili – w zakresie każdej z tych perspektyw mogą przyczyniać się do drobnych działań, których zakamuflowana siła wpłynie na zwiększenie pomyślności wszystkich ludzi zamieszkujących naszą planetę i jednocześnie będzie służyć globalnemu pokojowi.
I tu właśnie w sukurs przychodzą strategie opisane przez prof. Cialdiniego: jak – z jednej strony – spowodować, by ludzie dobrej woli mieli nie tylko tę wolę, ale przekształcili ją w działanie, a z drugiej – by posiadając wiedzę o mechanizmach wpływania na innych, wykorzystywali ją w procesie czynienia świata lepszym.
Dla kogo napisała Pani tę książkę i w czym jest ona podobna oraz czym się różni od innych monografii na temat globalizacji dostępnych po polsku, m.in. Baumana, Friedmana czy Scholtego?
– Mimo że moja praca oparta jest na wielu materiałach źródłowych, w tym pochodzących z badań naukowych oraz raportów różnych międzynarodowych komisji, to pisałam ją w sposób popularyzujący wiedzę o globalizacji. Zatem skierowana jest ona do szerokiego Czytelnika, a przede wszystkim do studentów: nie tyle jako podręcznik, lecz materiał dodatkowy, coś w rodzaju interesującej „ściągawki” traktującej o problemach współczesnego świata, którym wkrótce ci młodzi będą rządzić. Mam nadzieję, że studenci będą ją czytali nie tylko w bibliotece, ale też np. jadąc tramwajem.
By utrzymać zainteresowanie Czytelnika, dyskutując np. problem gwałtownie kurczącego si65ę przyrostu ludności w krajach zachodnich, nie omieszkałam cytować ekonomistów twierdzących, że najlepszym środkiem antykoncepcyjnym jest... ekonomia wolnorynkowa, która powoduje, iż ludzie nie mają czasu ani energii nie tylko na wychowywanie dzieci, ale nawet na seks, bez którego trudno je począć. I w tej nieco żartobliwej nucie przybliżam się – być może – do niedościgłego w poczuciu humoru i ekspresyjności metafor Friedmana. Dyskutując z kolei kwestie „budowania muru berlińskiego na wielką skalę” – jak określa obronne wysiłki krajów zachodnich przed „inwazją” biedaków wielki socjolog Bauman – podzielam jego głęboką troskę o ludzki wymiar tych czynów. Z kolei wyraźnie zdyscyplinowanego Scholtego cytuję w kontekście niezbędnych wyjaśnień, np. na temat alternatyw uprawiania globalizacji. Każdy autor rysuje zjawisko globalizacji w sposób swoisty dla naukowej dziedziny, jaką reprezentuje. Ja, jako psycholog społeczny, staram się wieść Czytelnika drogą ludzkiego losu, na przykład ukazując perspektywę afrykańskiej matki, której nie płyną już łzy podczas pochówku kolejnego umierającego z głodu dziecka.
Prof. Wilhelmina Wosińska jest psychologiem, pracuje w Arizona State University West oraz na Wydziale Zamiejscowym SWPS w Sopocie. Prowadzi badania nad perswazją i procesami wpływu społecznego w różnych kulturach. Wydała książki: Psychologia życia społecznego i Psychologia niesprawiedliwości interpersonalnej.