Do tego muzeum nie jest łatwo trafić. Najpierw trzeba znaleźć Wydział Papiernictwa i Poligrafii Politechniki Łódzkiej. Tam najlepiej od razu zapytać w portierni, w przeciwnym razie mamy nikłe szanse, by szybko znaleźć pomieszczenia, w których znajdują się zbiory Ryszarda Uljańskiego.
Gdy go znajduję, zajęty jest konsultacjami dla pracowników i studentów Akademii Sztuk Pięknych. Przyszli, żeby dowiedzieć się paru rzeczy o pracy z papierem, bo Uljański zna się na papierze, jak mało kto. Na pytanie, skąd się wzięła pasja gromadzenia starych maszyn drukarskich, odpowiada długą historią. W każdym razie nie od urządzeń typograficznych się zaczęło, ale od książki.
– Mizeria Łodzi lat 60. ubiegłego wieku, a z drugiej strony – Warszawa tętniąca życiem literackim – tak Ryszard Uljański wspomina swoje dzieciństwo. Jego bratanek był współpracownikiem Mirona Białoszewskiego. Jako młody chłopak jeździł więc chętnie do Warszawy i plątał się po teatrze na Tarczyńskiej, chłonąc kulturalną i intelektualną atmosferę stolicy. – Wokół artyści, spotkania, dyskusje o książkach i kulturze. Tak mnie wciągnęły te książki, że chciałem się nauczyć je robić – mówi.
Najpierw kupił maszynę introligatorską. Był początek lat. 70. ubiegłego wieku, gdy zajął się oprawianiem książki. Przygoda z drukiem zaczęła się prawie 10 lat później – na początku lat 80. Natomiast gromadzenie kolekcji starych maszyn typograficznych rozpoczął wraz z przełomem politycznym i gospodarczym w kraju na początku lat. 90. Drukarnie przechodziły wtedy na nowe technologie. Tradycyjnym maszynom typograficznym groziło złomowanie. R. Uljański wykorzystał ten moment, by kupić stare urządzenia drukarskie.
– To są dość ciężkie maszyny. Potrzebowałem na nie hali, prowadziłem więc skup makulatury i antykwariat, byle tylko mieć do dyspozycji miejsce na te urządzenia – wspomina. Sam je rozbierał na części, przywoził z różnych miejsc do Łodzi i montował z powrotem. Wszystkie są sprawne i można na nich do dziś drukować i oprawiać książki. Najstarsze urządzenia, które udało mu się zakupić, m.in. tzw. stop cylinder, pochodzą jeszcze z XIX wieku.
Ryszard Uljański chciał swoją kolekcję udostępnić ludziom, ale nie bardzo miał gdzie. Z pomocą przyszły Polskie Koleje Państwowe. W starym budynku na stacji PKP Łódź−Widzew, wynajętym za symboliczne pieniądze, w 2004 r. otworzył prywatne muzeum książki i druku. Bardzo pomocne okazało się utworzenie fundacji „Ocalić od zapomnienia”. – Myślałem wówczas, że złapałem Pana Boga za nogi – wspomina. Zgromadzone już wówczas urządzenia pozwalały na zaprezentowanie zainteresowanym całej procedury powstawania książki: od produkcji papieru czerpanego i filigranu, przez skład zecerski i druk, aż po oprawę.
– Kiedyś każda czynność przy powstawaniu książki była wykonywana ręcznie, od czerpania papieru począwszy. Gdy spotkali się dobry wydawca, drukarz i introligator, powstawała książka niepowtarzalna i piękna. Musimy przekazać młodym miłość do pięknej książki, żeby nie zalała nas fala bezguścia, bylejakości, do której zmusza nas świat. Jako ludzie musimy obcować z pięknem. Przypomina tradycyjne czcionki drukarskie, opowiadając która do czego się nadaje. W tekstach drukowanych w języku polskim najlepiej sprawdzają się antykwa Półtawskiego – pierwsza polska czcionka, opracowana przez Adama Półtawskiego w latach 20. XX wieku, oraz stworzona przez Zygfryda Gardzielewskiego z Torunia antykwa toruńska.
Rocznie niemal dwa tysiące osób oglądało zbiory Uljańskiego i samodzielnie próbowało wykonać papier, a nawet stworzyć własną książkę. – Gimnazjaliści dawali sobie z tym radę – mówi Uljański. Niestety, obiekt, który wynajmował od PKP, był w bardzo marnym stanie. W maju ub. roku muzeum zakończyło działalność. Maszyny zostały rozebrane i spakowane w pudła.
Pomoc nadeszła ze strony, z której właściwie należało się jej spodziewać. Na wieść o problemach muzeum prof. Barbara Surma−Ślusarska, dyrektor Instytutu Papiernictwa i Poligrafii PŁ, zaproponowała, by maszyny eksponować w uczelni. Instytut dysponował wyremontowanymi właśnie pomieszczeniami. Zaczęła się przeprowadzka. Uljański wszystko robił sam. Na wydziale opowiadają, że wraz z żoną malował pomieszczenia i rozpakowywał maszyny. Sam je zmontował.
Od jesieni 2007 jego zbiory są eksponowane w dwóch pomieszczeniach. Na dole stoją maszyny do produkcji papieru i druku. W górnej sali – głównie urządzenia introligatorskie. Zaczyna się wszystko od młyna „Holendra”, w którym przygotowuje się masę papierową. Dalej jest stół czerpalny z sitami, bostonka, wspomniany „stop cylinder”. Nawet malowanie jest oryginalne – mówi Uljański. Dalej zestaw urządzeń introligatorskich. W górnym pomieszczeniu bigówka, blokówka, gilotyna, ugniatarka, gabloty z narzędziami introligatorskimi z XIX w., z przykładami różnego rodzaju opraw książki i stare książki dotyczące produkcji książek.
Eksponaty są własnością prywatną Ryszarda Uljańskiego, który ma status opiekuna zbiorów. Zostały przekazane w użytkowanie fundacji „Ocalić od zapomnienia”. Znalazły miejsce w uczelni technicznej. – Cieszę się, że to nie zginie. Chodzi mi o to, by ludzie czytali książki, bo bez tego świat czeka marna przyszłość.