ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Musimy przekazać młodym miłość do pięknej książki, żeby nie zalała nas fala bezguścia, bylejakości, do której zmusza nas świat.

Z typografią na „ty”

Piotr Kieraciński

Do tego muzeum nie jest łatwo trafić. Najpierw trzeba znaleźć Wydział Papiernictwa i Poligrafii Politechniki Łódzkiej. Tam najlepiej od razu zapytać w portierni, w przeciwnym razie mamy nikłe szanse, by szybko znaleźć pomieszczenia, w których znajdują się zbiory Ryszarda Uljańskiego.

Gdy go znajduję, zajęty jest konsultacjami dla pracowników i studentów Akademii Sztuk Pięknych. Przyszli, żeby dowiedzieć się paru rzeczy o pracy z papierem, bo Uljański zna się na papierze, jak mało kto. Na pytanie, skąd się wzięła pasja gromadzenia starych maszyn drukarskich, odpowiada długą historią. W każdym razie nie od urządzeń typograficznych się zaczęło, ale od książki.

Miłość do książki

– Mizeria Łodzi lat 60. ubiegłego wieku, a z drugiej strony – Warszawa tętniąca życiem literackim – tak Ryszard Uljański wspomina swoje dzieciństwo. Jego bratanek był współpracownikiem Mirona Białoszewskiego. Jako młody chłopak jeździł więc chętnie do Warszawy i plątał się po teatrze na Tarczyńskiej, chłonąc kulturalną i intelektualną atmosferę stolicy. – Wokół artyści, spotkania, dyskusje o książkach i kulturze. Tak mnie wciągnęły te książki, że chciałem się nauczyć je robić – mówi.

Najpierw kupił maszynę introligatorską. Był początek lat. 70. ubiegłego wieku, gdy zajął się oprawianiem książki. Przygoda z drukiem zaczęła się prawie 10 lat później – na początku lat 80. Natomiast gromadzenie kolekcji starych maszyn typograficznych rozpoczął wraz z przełomem politycznym i gospodarczym w kraju na początku lat. 90. Drukarnie przechodziły wtedy na nowe technologie. Tradycyjnym maszynom typograficznym groziło złomowanie. R. Uljański wykorzystał ten moment, by kupić stare urządzenia drukarskie.

– To są dość ciężkie maszyny. Potrzebowałem na nie hali, prowadziłem więc skup makulatury i antykwariat, byle tylko mieć do dyspozycji miejsce na te urządzenia – wspomina. Sam je rozbierał na części, przywoził z różnych miejsc do Łodzi i montował z powrotem. Wszystkie są sprawne i można na nich do dziś drukować i oprawiać książki. Najstarsze urządzenia, które udało mu się zakupić, m.in. tzw. stop cylinder, pochodzą jeszcze z XIX wieku.

Ryszard Uljański chciał swoją kolekcję udostępnić ludziom, ale nie bardzo miał gdzie. Z pomocą przyszły Polskie Koleje Państwowe. W starym budynku na stacji PKP Łódź−Widzew, wynajętym za symboliczne pieniądze, w 2004 r. otworzył prywatne muzeum książki i druku. Bardzo pomocne okazało się utworzenie fundacji „Ocalić od zapomnienia”. – Myślałem wówczas, że złapałem Pana Boga za nogi – wspomina. Zgromadzone już wówczas urządzenia pozwalały na zaprezentowanie zainteresowanym całej procedury powstawania książki: od produkcji papieru czerpanego i filigranu, przez skład zecerski i druk, aż po oprawę.

– Kiedyś każda czynność przy powstawaniu książki była wykonywana ręcznie, od czerpania papieru począwszy. Gdy spotkali się dobry wydawca, drukarz i introligator, powstawała książka niepowtarzalna i piękna. Musimy przekazać młodym miłość do pięknej książki, żeby nie zalała nas fala bezguścia, bylejakości, do której zmusza nas świat. Jako ludzie musimy obcować z pięknem. Przypomina tradycyjne czcionki drukarskie, opowiadając która do czego się nadaje. W tekstach drukowanych w języku polskim najlepiej sprawdzają się antykwa Półtawskiego – pierwsza polska czcionka, opracowana przez Adama Półtawskiego w latach 20. XX wieku, oraz stworzona przez Zygfryda Gardzielewskiego z Torunia antykwa toruńska.

Opiekun zbiorów

Rocznie niemal dwa tysiące osób oglądało zbiory Uljańskiego i samodzielnie próbowało wykonać papier, a nawet stworzyć własną książkę. – Gimnazjaliści dawali sobie z tym radę – mówi Uljański. Niestety, obiekt, który wynajmował od PKP, był w bardzo marnym stanie. W maju ub. roku muzeum zakończyło działalność. Maszyny zostały rozebrane i spakowane w pudła.

Pomoc nadeszła ze strony, z której właściwie należało się jej spodziewać. Na wieść o problemach muzeum prof. Barbara Surma−Ślusarska, dyrektor Instytutu Papiernictwa i Poligrafii PŁ, zaproponowała, by maszyny eksponować w uczelni. Instytut dysponował wyremontowanymi właśnie pomieszczeniami. Zaczęła się przeprowadzka. Uljański wszystko robił sam. Na wydziale opowiadają, że wraz z żoną malował pomieszczenia i rozpakowywał maszyny. Sam je zmontował.

Od jesieni 2007 jego zbiory są eksponowane w dwóch pomieszczeniach. Na dole stoją maszyny do produkcji papieru i druku. W górnej sali – głównie urządzenia introligatorskie. Zaczyna się wszystko od młyna „Holendra”, w którym przygotowuje się masę papierową. Dalej jest stół czerpalny z sitami, bostonka, wspomniany „stop cylinder”. Nawet malowanie jest oryginalne – mówi Uljański. Dalej zestaw urządzeń introligatorskich. W górnym pomieszczeniu bigówka, blokówka, gilotyna, ugniatarka, gabloty z narzędziami introligatorskimi z XIX w., z przykładami różnego rodzaju opraw książki i stare książki dotyczące produkcji książek.

Eksponaty są własnością prywatną Ryszarda Uljańskiego, który ma status opiekuna zbiorów. Zostały przekazane w użytkowanie fundacji „Ocalić od zapomnienia”. Znalazły miejsce w uczelni technicznej. – Cieszę się, że to nie zginie. Chodzi mi o to, by ludzie czytali książki, bo bez tego świat czeka marna przyszłość.