ul. Tomasza Zana 38 a, 20-601 LUBLIN
tel. (0-81) 524-02-55, 528-08-22
fax (0-81) 525-91-51
e-mail: redakcja@forumakad.pl
To jest stara wersja serwisu. Nie jest ona aktualizowana od maja 2010 roku.
Zachęcamy do odwiedzenia nowej wersji!


Wszystkie trzy książki łączy tonacja melancholijna, temat samotności, przemijania, aura niedopowiedzenia, ale przede wszystkim łączy je wymiar duchowy.

Mistrzowie opowiadania

Sylwester Lasota

Dlaczego akurat oni? Nie wiem. Różne pokolenia, odmienne style pisania, inne światy literackie.

Eustachy Rylski jest stylistycznym barokowcem, dopracował się własnego, rozpoznawalnego języka, którego bogactwo nie przyćmiewa jednak wyglądów, wydarzeń, wizerunku bohaterów. Ono je w wyjątkowy sposób wzbogaca, część uwagi czytającego skupiając jednak na sobie. Rylski wyprowadza nas na egzotyczne wyspy, na francuską Rivierę lub przynajmniej do nadbałtyckiego kurortu.

Kazimierz Orłoś wybiera ascezę i surowość języka i stylu, oszczędność i zwięzłość obrazowania, charakterystyk, zdarzeń. Porusza się w ograniczonych przestrzeniach: na mazurskiej wsi, w lasach i nad jeziorami.

Paweł Huelle usiadł pomiędzy nimi – wysmakowany jak Rylski, ale rzeczowy jak Orłoś. Zabiera nas nad morze, przeważnie do Gdańska, ale nie tylko, bo także na pewną szwedzką wysepkę lub do opuszczonej wsi mennonitów, holenderskich osadników protestanckich na Żuławach, wsi, której ludność została wymordowana przez Niemców w czasie wojny (opowiadanie Mimesis).

Trzej bardzo różni pisarze. Czy coś ich łączy prócz tego, że wydali w ostatnich latach świetne tomy opowiadań: Wyspa (Świat Książki, 2007), Dziewczyna z ganku (Wydawnictwo Literackie, 2006) i Opowieści chłodnego morza (Znak, 2008)? Tak. Łączy ich poważne traktowanie bohaterów i zdarzeń, kreowanie świata serio. Kiedyś nazywano to realizmem, dziś pojęcie to straciło precyzję. Pisarze ci nie odwołują się do ujęć groteskowych, których pełno w naszej literaturze, opanowanej przez mniej lub bardziej udane naśladownictwa wczesnego Gombrowicza. Zwulgaryzowana, uwspółcześniona groteska postgombrowiczowska straszy nas dziś w „pełnych humoru i błyskotliwych dialogów” (czytaj: tak śmiesznych, że zęby bolą), „obfitujących w liczne dygresje i gry językowe” (czytaj: nie do wytrzymania przegadanych) powieściach o piciu żołądkowej gorzkiej, podrywaniu zgrabnych blondynek i korzystaniu z bankomatów. Literatura, która wyżywa się w kpinie, karykaturalnie stylizuje bohaterów poruszających się w oniryczno−groteskowych schematach świata przedstawionego, nie umie przekazać żadnej prawdy. Jest oznaką bezradności wobec świata. Wymyślanie coraz bardziej absurdalnych historii to przy tym, z warsztatowego punktu widzenia, literacka łatwizna. Każdy, kto kiedykolwiek sam pisał i próbował groteski, wie, o czym mówię.

Aura metafizyczna

Na przeciwległym biegunie mieści się, nazwijmy ją tak umownie, proza spod znaku Herlinga−Grudzińskiego. Jego opowiadania też bywały zabawą, ale dla bardziej skomplikowanych i wymagających graczy. Taką grę proponuje dzisiaj Eustachy Rylski w Wyspie, Dworskim zapachu, w Jak granit – opowiadaniach z tomu Wyspa. Zagadka właściwa jest także prozie Pawła Huellego. Kto pamięta jego debiut powieściowy albo tom Opowiadania na czas przeprowadzki, ten wie, że pisarz od początku intrygował nas zagadkami. Dziś takich gier nie porzuca, wprowadzając zagadkowe postaci doktora Czenga, wielebnego Walkera czy nieznajomego z opowiadania Öland. Zagadkowość najmniej zwraca uwagę w prozie Orłosia, bo w niej zagadka zostaje zwykle rozwiązana w ramach tekstu, czytelnik nie pozostaje z nią po przeczytaniu.

Ważną cechą, łącząca prozę tych trzech autorów, jest aura metafizyczna. Dla mnie najciekawsze było zawsze, gdzie się pojawia, jakimi drzwiami wchodzi do utworu tajemnica bytu. W jaki sposób pisarze przechodzą z poziomu fenomenologicznego na metafizyczny. Tutaj dzieje się to za pomocą szczególnego typu postaci i wiąże przede wszystkim z tematem śmierci.

W swoich ostatnich opowiadaniach Paweł Huelle często wprowadza motyw śmierci. Chciałbym tu wspomnieć o dwóch bardzo podobnych tekstach: Doktor Czeng i Ukiel. W obu emigrant wraca do kraju, by spotkać tu śmierć upostaciowaną jako nieznajomy, który pojawia się w życiu bohatera nie chcąc ujawnić swojej tożsamości. Raz jest tajemniczym Chińczykiem, innym razem łyżwiarzem, którego bohater opowiadania identyfikuje jako pastora Roberta Walkera. Ze śmiercią związane jest u Huellego spotkanie z bliską osobą, która już odeszła, stąd silna aura metafizyczna.

Upostaciowanie śmierci właściwe jest też narracjom Rylskiego, który podobnie jak Huelle dokonuje łagodnego przeprowadzenia na tamten świat. W utworze Dworski zapach bohaterem jest pisarz−emigrant (Gombrowicz?) w ostatnich dniach życia. Śmierć przychodzi do niego pod dwiema postaciami: jako atrakcyjna dziewczyna, żona młodego pisarza, którą starzec na kilka godzin przed zgonem posiądzie, i pod postacią parobka z dzieciństwa, który dziś jest ubeckim tajniakiem, przynosi odległe wspomnienia i dzięki butelce samogonu łagodnie przeprowadza do innego świata.

We wcześniejszym, pochodzącym z tomu Tylko chłód, a teraz powtórzonym z innym zakończeniem, opowiadaniu Dziewczynka z hotelu Excelsior śmierć przychodzi pod postacią intrygującej nastolatki.

Z kolei w Jak granit dziewczyna doświadcza śmierci chłopaka, który był jej bliski, i w bardzo niejasnej sekwencji wydarzeń staje się kimś innym lub może rozdwaja swą osobowość, a sama śmierć traci odwieczne atrybuty: określone miejsce i czas.

Wpływ historii

Tajemniczość i egzotykę, aluzyjność i obecność symboliki spotkamy w prozie wszystkich trzech autorów. U Rylskiego obecność takich zjawisk wynika z zamotania zdarzeń fabularnych, prowadzi do odrealnienia świata i dezorientacji czytelnika. Prócz egzotyki zdarzeń i tajemniczości postaci mamy tu do czynienia z egzotyką miejsc. Tajemnicza wyspa na Morzu Śródziemnym u wybrzeży Afryki, która stała się miejscem zesłania księdza Konstantego, to świat, w którym łatwo o zamianę ról i utratę orientacji. Kto jest kim? – to pytanie, czytając Rylskiego, trzeba sobie ciągle zadawać.

U Pawła Huellego aura tajemniczości i egzotyki rodzi się z wprowadzenia elementów fantastycznych, przeprawy ze zwykłości w niezwykłość (namiot maga, w którym pokazuje się wizje, sklep w chińskiej dzielnicy, magiczne przedmioty lub spotkania), ze specjalnego operowania historią w opowiadaniu Öland, w Mimezis – z przedstawienia tajemniczej grupy mennonitów, a w opowiadaniu Ukiel – ze spotkania postaci historycznej na zamarzniętym jeziorze.

Egzotyka u Kazimierza Orłosia ma inny charakter, to tajemniczość i specyfika Mazur z okresu powojennego. Jego prozę zaludniają inni ludzie niż w centralnej Polsce, egzotyczni dla warszawiaka, który niewiele wie o Mazurach i ich historii. Pokazane przez Orłosia w Dziewczynie z ganku dzieje Mazurów mają coś wspólnego z dziejami mennonitów Huellego. Ci drudzy jednak nie przetrwali, ich historia jest już zamknięta, a Mazurów poznaje narrator Orłosia mieszkając między nimi i wplątując się w najróżniejsze uwikłania.

Na bohaterów prozy wszystkich trzech pisarzy istotny wpływ ma historia, raz ta mała, rodzinna czy osobista, innym razem ta wielka, narodowa. Niektórzy z nich żyją historią, co tak trudno zrozumieć młodym krytykom literackim. Także i postaci literackie nie zawsze rozumieją swój ukształtowany przez historię świat. Narrator opowiadania Franz Carl Weber dziwi się np., że kilkanaście lat po odejściu reżimu ludzie w jego kraju wciąż rozmawiają o tym, kto na kogo donosił.

Czasem życie wygrywa z historią, jak w przypadku księdza z Wyspy Rylskiego, lub ją unieważnia, jak w Dziewczynie z ganku, gdzie żywioł polski, który zapanował na Mazurach, niszczy ich historię. Pamięć przeszłości potrafi się też wyjątkowo ostro zderzyć ze współczesnością, wywołując bolesną deziluzję, jak w opowiadaniu Huellego Pierwsze lato.

Wszystkie trzy książki łączy tonacja melancholijna, temat samotności, przemijania, aura niedopowiedzenia, ale przede wszystkim łączy je wymiar duchowy. Człowiek jest istotą duchową, mówią ich autorzy, nie redukując go do roli jednostki społecznej czy biologicznej.